wtorek, 7 kwietnia 2015

"Nasz pierwszy Sylwester"

- Naruto! Dlaczego musisz być takim młotem? Czy tobie wszystko trzeba tłumaczyć dosłownie?!- pamiętam. Byłeś wtedy zdenerwowany. Jak tak teraz pomyślę to ci się nie dziwię. Stałeś z zaciśniętymi pięściami. Cały nabuzowany.
A ja tylko odparłem jak zwykle.
- O co Ci chodzi Uchiha?! Znowu chcesz się bić?
- Naruto? Pomyśl o tym co stało się w tamtym tygodniu?- schyliłeś głowę.
- Ale co? Noooo... pobiliśmy się i dostaliśmy za to karę. Sprzątaliśmy salę po zawodach i...- rozszerzyłem oczy ze zdumienia.-  Przecież ty wtedy żartowałeś.- zaśmiałem się. Teraz przyznaję, że zrobiłem to po to abyś nie zauważył mojego zdenerwowania. Pamiętałem co powiedziałeś i wiem, że mówiłeś prawdę. Pamiętałem ostatni miesiąc. Pamiętałem każde twoje spojrzenie w moją stronę, każdy pożyczony długopis, to że za każdym razem jak miałem coś zrobić ty prosiłeś nauczycieli o dyskrecję i pytałeś czy możesz mi pomóc. Gdy ktoś mi dokuczał, a na drugi dzień już miałem spokój? To też twoja sprawka. To nie tak, że ja tego nie widziałem tylko nie chciałem tego widzieć. Bałem się, że to nie jest to na co wygląda. Ale skąd mogłeś wiedzieć. Po prostu się wkurzyłeś i wykrzyczałeś z całej siły.
-KOCHAM CIĘ!!!
WŁĄCZ!!!!
Pamiętam jakby to było wczoraj. Wiem, że się rumieniłem bo czułem gorąco rozchodzące się po mojej twarzy. Nie widziałeś tego, bo wpatrywałeś się w ziemię. Z chwilą gdy powiedziałeś te dwa słowa mój świat się zatrzymał. Byłeś w nim tylko ty. Z chwilą gdy wypowiedziałeś te słowa ze wszystkich stron zaczęły wzlatywać w górę fajerwerki. W końcu wybiła godzina 12. Zaczął się nowy rok. Wszyscy wyszli do ogrodu. Przechodzili pomiędzy nami. Złapałeś mnie za rękę i nie patrząc na innych przytuliłeś mnie.
W sumie nikt nie zwracał na to uwagi, był to czas składania sobie życzeń noworocznych.
- Naruto. Wszystkiego najlepszego. Od ciebie zależy jednak czy ten dzień będzie moim najlepszym czy najgorszym w życiu.
Bałem się, choć czułem coś do ciebie to się bałem. Zaryzykowałem. Przytuliłem cię. Moje słowa sprawiły, że na twojej twarzy zagościł uśmiech.
- A więc chyba będzie najlepszym.
Sasuke popatrzył na mnie i walnął w łeb.
- Ała! Uchiha za co?- udałem obrazę.
- Za nic młotku. Po prostu jesteś zbyt cudowny.- uśmiechnąłeś się, w sumie ja też.
Zaczęliśmy się śmiać jak głupi. Pamiętam, że podeszła do nas Sakurcia.
- Z czego się tak śmiejecie? Nono chłopcy życzę Wam, aby ten rok był lepszy od poprzednich.
- Na pewno będzie.- powiedziałeś, a ja przytaknąłem. 
wlącz. :)Cała noc się bawiliśmy i od tamtej pory każdy następny dzień był jeszcze lepszy. Były kłótnie, nieporozumienia i ludzie którzy nas nie rozumieli, ale to nigdy nas nie poróżniło. Pamiętaj, że nigdy nie żałowałem naszego związku, który dla mnie będzie trwać już zawsze. Byliśmy razem 5 lat. Dziś jest sylwester. Byłaby to nasza 8 rocznica. Cieszę się, że mogę tu być. Nie będę smutał, bo zawsze mówiłeś, że uwielbiasz gdy się śmieję. Będę tu przychodził co roku na całą noc, a odwiedzam Cię i tak codziennie. Naprawdę się starałem... nie smutać. Naprawdę.

O godzinię 12 gdy zaczęły świecić fajerwerki jak co roku wypowiedziałem słowa. "Kocham Cię", a łzy płynęły po moich policzkach. Siedziałem tak z pół godziny niezdolny do jakiegokolwiek ruchu gdy usłyszałem kroki. Spojrzałem w uśmiechniętą twarz dziewczyny.
- Hej Naruto. Szczęśliwego nowego roku. Też przyszłam odwiedzić Sasuke.
Uklękła obok mnie i uśmiechnęła się łagodnie. Jej uśmiech zbladł gdy zobaczyła ślady łez.
- Naruto. Nie możesz tak.- otarła je po czym zaczęła się śmiać.
- Co?- zrobiłem głupią minę.
- Nic. Skojarzyłam sobie, że gdyby Sasuke mógł to teraz odtrąciłby moją rękę, przytulił Cię z całej siły i powiedział coś w stylu "to mój Naruto, nie dotykaj go".
Sam też zacząłem się śmiać. Zrobiłbyś tak, jestem tego pewien.
- Chodź Naruto. Zabawmy się. Sasuke też by nie chciał żebyś tu wiecznie siedział.
- Masz rację.- westchnąłem, wstałem i otrzepałem kolana.
Oboje wyszliśmy z cmentarza i ruszyliśmy na imprezę. W końcu to nowy rok i najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Prawda? Sasuke? Myślę o Tobie w każdym momencie swojego życia, więc bawmy się dziś dobrze. Nasza ósma rocznica.



~*~*~*~KONIEC~*~*~*~

Dzień z życia Sługi cz.1

Dzień z życia Sługi cz.1


- Sasukeeeeee!!!! Co dzisiaj na obiad?- wrzeszczał ze swojego pokoju rozpieszczony blondyn.
- Dzisiaj są zwykłe onigiri za kare, Młocie!- odpowiedział brunet.
Naruto wszedł do kuchni i usiadł przy stole przyglądając się chłopakowi, a właściwie mężczyźnie, który krzątał się po kuchni w poszukiwaniu ryżu.
- Nee. Sasukeeee? Dlaczego nie mówisz do mnie Paniczu?- spytał nadymając policzki, a wyglądał przy tym jak 7-latek.
- Bo nie muszę.- odpowiedział szybko brunet.
- Ale ja chcę żebyś tak do mnie mówił!!!- krzyknął.
- Moim obowiązkiem jest cię ochraniać Naruto, a nie spełniać twoje zachcianki o czym często zapominam.- pogroził mu palcem.
- Ale ja chciałem tylko wyjść na spacer!- wstał i walnął pięścią w stół. Sasuke podszedł, położył przed nim talerz z jedzeniem i spojrzał na niego surowo.
- A jak się skończył ten twój "spacer"? Hmm?!
- No, ale...
- Żadnych ale! Jedz i nie marudź. Beze mnie masz nigdzie się nie ruszać. Zrozumiano?- Krzyknął brunet.
- Taktak.- szepnął pod nosem blondyn.- Ale to nie tak, że sam nie umiem się obronić! Po prostu Oni mnie zaskoczyli! Chciałem wyjść na miasto poznać jakąś fajną dziewczynę! Zjeść coś w takim zwykłym fast-foodzie! I prawie by mi się udało gdybyś nie wypaplał wszystkiego o tym pobiciu Ojcu! Idioto!!!- I wyszedł trzaskając drzwiami.
   Sasuke westchnął i przetarł oczy ręką. Trzy lata temu został zwolniony z pracy w firmie jego ojca, sam nie wiedział dlaczego. Od tamtego czasu ojciec się do niego nie odzywa. Wtedy upił się w jakimś barze i przyczepiło się do niego paru gostków, którzy zwyczajnie szukali kłopotów. Ale mieli pecha, gdyż Sasuke zna Judo w zaawansowanym stopniu, więc naturalnie nawet po pijaku wygrał. Tę walkę przyuważył niejaki Uzumaki Minato - szef ogólnokrajowej firmy Minato Exclusion posiadający sieć restauracji w całej Japonii. Głównym wrogiem jego firmy jest spółka Inuzuka.
Wtedy jego 14-letni syn został porwany po raz pierwszy, więc mężczyzna musiał znaleźć mu ochroniarza. Następnego dnia przyszedł do domu Uchihy i zaproponował mu tę posadę.
W umowie było napisane, że ma nie spuszczać Uzumaki Naruto z oczu, więc tak robił, ale niestety jego podopieczny jest ryzykantem, lekkoduchem oraz buntownikiem. Gdziekolwiek Sasuke chciał z Nim iść Naruto zawsze odmawiał, ale potem już się przyzwyczaił, chociaż bardzo często dochodzi między nimi do kłótni.

(włącz 1)
Sasuke bawił się jedzeniem czekając, aż blondyn wreszcie wyjdzie z pokoju, ale gdy minęło już ponad pół godziny zostawił jedzenie i zapukał do drzwi.
- Naruto?
Brak odpowiedzi.
- Naruto wchodzę.- jak powiedział tak zrobił i stanął jak wryty. Przy otwartym na oścież oknie wirowały zasłony, więc Sasuke szybko je zamknął, a gdy to zrobił na szybie zauważył karteczkę. Po przeczytaniu brunet zgniótł ją, zacisnął zęby, a na jego 25-letnim czole pulsowała żyłka.
- Co za idiota!!!- wysyczał po czym zabrał tylko kurtkę i wybiegł z domu.


Wychodzę na festyn z kolegą. Nieważne kto to i tak cię to nie obchodzi. Tylko spróbuj mnie znaleźć! Haha! Nie uda ci się. Masz swoje "za karę"! Nawet nie potrafisz mnie upilnować!!! Haha! Wielki Pan Uchiha nie wykonał dobrze swojej pracy! Wypchaj się! Nawet jeśli będziesz mnie szukać to mnie nie znajdziesz! Do zobaczenia wieczorem idioto!

_______________



Sasuke wiedział, że festyn odbywa się w centrum miasta, więc tam właśnie się udał. 
Dotarł i zauważył blond czuprynę... dużo blond czupryn, a z głośników usłyszał przyjemny kobiecy głos.
- Zapraszamy! Zapraszamy! Przyjdźcie i załóżcie blond peruki! Festyn Jasnych Blond Włosów uważam za otwarty!
   A po chwili słychać było tylko głośny okrzyk aprobaty.
- HAAAAAAAAAAAAA?!!!!!- wrzasnął Uchiha i stał tam przez dobre piętnaście minut z rozdziawioną buzią.
- Mamusiu? Co ten pan robi?
- Ach. To jest zły pan, który robi złe rzeczy dobrym paniom. Idziemy.
- Co za skurczybyk! Mały gnojek! Durny dzieciak!...- mamrotał pod nosem różne określenia na swojego podopiecznego.- Jak go nie znajdę to Pan Minato mnie chyba zabije.- westchnął i wszedł w tłum blond włosów.
Zauważył z daleka jak mały, na oko 10-letni chłopczyk prosi swojego tatę o watę cukrową, a idąc dalej zaczął się zastanawiać czy Naruto kiedykolwiek tak rozmawiał ze swoim ojcem. Nawet nie zauważył, że na kogoś wpadł.
(włącz 2)
- Przepraszam.- burknął cicho.
- O! Sasuke-kun? Co ty tu robisz?
Spojrzał w górę i ujrzał dziewczynę o długich blond (Nie spodziewałabym się) włosach.
- E...? Przepraszam. Kim jesteś?
- Nie pamiętasz mnie? Niedawno wpadliśmy na siebie na mieście.- nadęła policzki i spojrzała na niego uważnie.
- S...Sakura?
- Hai! Miło mi poznać! Żartuję! Jak mogłeś mnie nie poznać?- uśmiechnęła się na co on także uśmiechnął się miło i odpowiedział.
- Bo założyłaś tę perukę. Wiesz co... wolę cię w twoich różowych włosach. Do twarzy Ci.
- A...Arigato. A tak właściwie to co tutaj robisz?
- Ach!- podrapał się po głowie.- Szukam małego blond młotka.
- Bez jaj! Uzumaki Naruto tu jest?!- krzyknęła.
- Ciiiii. Jak ktoś usłyszy to... Nie wiadomo kto tu chodzi.- rozejrzał się podejrzliwie.
- Przepraszam. Mówiłeś, że ostatnio masz z nim trochę kłopotów.- zarumieniła się.
- Tak. Nie wiem o co mu ostatnio chodzi. Jest gorszy niż wcześniej.- wyżalił się i wzruszył ramionami.
- A ile ma lat? 16?
- 17.
- Może się zakochał czy coś.
- Faktycznie. To możliwe.- zgodził się.
- Dobra ja muszę lecieć. Jestem organizatorką więc...- nie dokończyła gdyż Sasuke złapał ją za ramiona i spojrzał uważnie.
- C...Coś się stało?
- Możesz coś ogłosić przez te głośniki?
- Mogę.
- A zrobisz coś dla mnie?- spytał całkiem poważnie, a kobieta wydostała się z jego uścisku i uśmiechnęła się zawadiacko.
- Pod jednym warunkiem.- uniosła palec wskazujący.
- Słucham.
- Umówisz się ze mną na randkę. Dobrze?
-Haaa?! Ale czy ty przypadkiem nie masz chłopaka?- spytał z szeroko rozszerzonymi oczami.
- Nie. Zerwaliśmy dwa tygodnie temu, po rozmowie z tobą.- uśmiechnęła się.- Więc jesteś częściowo odpowiedzialny.
- Niby w jaki sposób?- spytał z powątpieniem.
- Oj. Nieważne. Umówisz się ze mną?- zarumieniła się ponownie.
- Dobra.
- Yatta! To chodź. Znajdziemy twojego chłoptasia, bo o to ci chodzi tak?- splotła ręce za plecami i ruszyła do przodu, a za nią Uchiha. 
Umówić się? 
Przecież ona była najpopularniejszą dziewczyną w szkole. W sumie nie wiem jak to się stało, że ja najpopularniejszy chłopak nie chodziłem z Nią...


_________________

- Uzumaki Naruto proszony jest do komisji organizacyjnej! Powtarzam! Uzumaki Naruto proszony jest do komisji organizacyjnej! Wygrał konkurs na...na co?- szepnęła do Uchihy.
- Na najprzystojniejszego blondyna.- rzucił szybko brunet.
- ... na najprzystojniejszego blondyna.- powiedziała do mikrofonu i odwróciła się.- Na nic lepszego nie wpadłeś?- uniosła jedną brew.
- Przynajmniej coś wymyśliłem. Trzymaj.- podał jej mały skrawek papieru.
- Co to?
- Mój numer. Potem się umówimy.- uśmiechnął się.- Dobra. Ja się schowam za namiotem, a ty go chwilkę zatrzymaj.
- He?! Niby jak!!! Oj! Sasuke-kuuuun!- jęknęła.
- Cicho. Zaraz przyjdzie.
- Ale mnie wrobiłeś.- szepnęła śmiejąc się.
Po chwili do kobiety podszedł blondyn i uśmiechnął się słodko.
- Serio coś wygrałem?- spytał wskazując na siebie.
- Etto...Tak, ale za chwilę przyniosą nagrodę.
- A co to?
-Ano... Nie mogę ci powiedzieć. Przepraszam.- gdyby się przyjrzeć to można by było dostrzec małą kropelkę potu spływającą z czoła Sakury.
Naruto zaczął się jej bacznie przyglądać.
Czyżby się domyślił podstępu? Pomyślał Uchiha.
Sasuke-kuuuun. Wyjdź juuuuż. Błagała w duchu, ale ocknęła się gdy usłyszała pytanie chłopaka.
- Skądś panią kojarzę. Spotkaliśmy się kiedyś?- cały czas na nią patrzył.
- Możliwe.- odparła szybko.
- Aha!- pstryknął.- Zdjęcie.
- Słucham?
- Mój...Nie mogę powiedzieć ochroniarz. Mój kuzyn ma nad łóżkiem zdjęcie ze swoja klasą z liceum i wydaje mi się, że pani też na nim jest.- uśmiechnął się.
Kuzyn. Hehe. Przynajmniej uważa na to co mówi. Dobrze. Pochwalił młodego w myślach. Ale zaraz, oprzytomniał, przecież Sakura ogłosiła przez głośniki, że to jest.... Ale ze mnie idiota! Tłumok! Nie ochroniarz! Sasuke! Skup się i obserwuj czy nikt nie nadchodzi.
Zaczął bacznie przyglądać się wszystkim w pobliżu młodego dziedzica firmy Uzumaki.
- Ma pani pod peruką różowe włosy?- spytał podekscytowany blondyn.
- Tak.- ściągnęła perukę i pokazała swoje przykrótkie różowe włosy. Uśmiechnęła się bo przez taką krótką wymianę zdań uznała tego chłopca za bardzo sympatycznego.
- Wooooow! Piękne.- chciał ich dotknąć, ale ktoś zaczął się zbliżać.
- Uzumaki Naruto!
- Hmm...?- odwrócił się mając przed sobą chłopaka w blond peruce i otworzył szeroko oczy.
- Gotuj się na wojnę.- wrzasnął tamten.
Wszystko stało się bardzo szybko. Sasuke wyskoczył z kryjówki i powalił nieznajomego na ziemię, trzymając go za górną część koszuli.
- Sasuke!
- Sasuke-kun!
Krzyknęła pozostała dwójka.
- Sasuke! Co ty wyprawiasz! Zejdź z niego w tej chwili!.- krzyknął wkurzony Naruto.
- Ale on ci groził.- syknął przez zaciśnięte zęby.
- Groził?! Jesteś idiotą czy tylko niedorozwiniętym facetem?! Patrz!- i wskazał na leżące nieopodal dwie waty cukrowe.- Chciał stoczyć pojedynek na jedzenie waty!
- Ale...
- Naruto. M...Mógłbyś ściągnąć ze mnie tego twojego ochroniarza. Proszę.- uśmiechnął się ledwo oddychający chłopak, któremu spadła peruka i teraz można było zobaczyć jego ciemno-brązowe włosy.
- Sasuke! No zejdź z niego!- powiedział surowo nastolatek i odepchnął Uchihę pomagając wstać przyjacielowi. Spodziewał się tego co zaraz nastąpi, ale nie bał się. Był zdeterminowany, zresztą jak zwykle gdy Sasuke chciał udowodnić, że ma rację.
  Pomógł koledze otrzepać się z kurzu i ziemi, a gdy tamten stał już prawie czysty Sasuke zorientował się kto to jest.
Zanim jednak zdążył coś powiedzieć Naruto stanął w obronie przyjaciela.
- No i co z tego, że to Inuzuka! To jest Mój najlepszy przyjaciel! Nie będziesz mi mówił z kim mam się przyjaźnić a z kim nie!- zakończył dysząc ze złości.
- Naruto.- zaczął hardo mężczyzna.- Jeszcze wczoraj zostałeś pobity przez Inuzukich.- tu spojrzał na szatyna ze złością - A dziś uśmiechasz się do jednego z nich.
- No i co cie to!!! To, że Kiba ma tak na nazwisko to nie czyni go takim samym jak pozostali!!!- krzyknął w obronie chłopaka.- I to nie jest od dzisiaj. Przyjaźnimy się od trzech lat.- zakończył spokojnie.
Trzy lata! Wtedy zacząłem go chronić. Uświadomił sobie Uchiha.
- Przepraszam, że się wtrącam.- wszyscy spojrzeli na kobietę.- Ale uważam, że lepiej będzie jak nie będziecie sprzeczać się publicznie.
Znowu klapa. Pomyślał facet i puknął się w czoło.
- Dzięki Sakura. Potem do Ciebie zadzwonię.- uśmiechnął się.- A Wy dzieciaki chodźcie. Idziemy nad rzekę.- i ruszył przodem. Wiedzieli, że nie ma co uciekać, bo to nie wyjdzie, przecież Naruto i tak musi wrócić do domu.
- Powodzenia! Naruto-kun. Kiba-kun.- zawołała ich.
Podeszli do niej i wsłuchali się w to co ma do powiedzenia.
- Słuchajcie. Na pewno rozwiążecie tę sprawę. Sasuke nie jest złym człowiekiem i spróbuje zrozumieć. Znam go od około siedmiu lat. Głowa do góry.
Chłopcy uśmiechnęli się do niej, a Kiba powiedział pokazując swoje białe ząbki. 
- Jest Pani spoko babką.
- Mam jeszcze jedną prośbę.
- Tak?- spytali chórkiem.
- Jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy to nie mówcie do mnie pani, bo czuje się stara. Sakura, albo one-chan*. Dobrze?
- Haaaai! Do zobaczenia Sakura!- i znowu chórek.
Pomachali jej i pobiegli za - jak widać- mocno wkurzonym brunetem.


__________________________

- Słuchajcie. Kiba. Wasza rodzina jest wrogiem Uzumakich. Nie możecie się spotykać. Koniec. Kropka.- postanowił.
- HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!!!
- O co wam chodzi?! HAA?!- krzyknął, a żyłka na jego czole znów się poruszyła.
- No bo... hahah...bo...hahah. No bo to zabrzmiało jakbyś traktował mnie jak swoją córkę, a Kibe jak mojego chłopaka!!! Hahahaha! No nie mogę!!!! Hahaha!
- Naruto. Nie denerwuj swojego ochroniarza, bo i ja będę miał kłopoty. Hahaha!
Gdy już się uspokoili i spojrzeli na bruneta trzymającego telefon przy uchu przestraszyli się nie na żarty.
- G...Gdzie dzwonisz?- spytał całkiem poważnie blondyn.
- Do twojego ojca.- Sasuke zmrużył oczy.
- Po co?!
- Powiem mu o Tym. A co? Myślałeś, że ci się upiecze? Naiwny. Po pierwsze miałeś kare, a po drugie nie ma mowy żebyś miał jakiekolwiek kontakty z rodziną Inuzukich!- powiedział przez zaciśnięte zęby.
Żeby ci się nic nie stało. Nie narażaj się. Ale tego już nie powiedział.
- Kuso!!** Nie odbiera. Idziemy do domu Naruto.- postanowił i czekał na reakcje chłopaka, który spojrzał się na przyjaciela.
- Zadzwonię do ciebie stary.- uśmiechnął się blado.- A teraz wracam i ty też powinieneś. Pa. 
- Naruto. Nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty. Trzymaj się. W końcu jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi. Pa.- uśmiechnął się pokrzepiająco i ruszył w przeciwną stronę od nich.

   Przez jakiś czas szli w milczeniu wzdłuż rzeki. W końcu dotarli do domu i Naruto usiadł na krześle za ladą w kuchni. Pierwszy odezwał się starszy usadawiając się wygodnie na kanapie.
(włączamy)
- Słuchaj. To nie tak, że robię ci na złość. Po prostu, wiem że twój ojciec martwi się o ciebie, więc...
- Dlaczego zawsze wszystko sprowadza się do mojego ojca?- przerwał mu cicho blondyn.
Sasuke chciał spojrzeć w jego oczy, ale ten wpatrywał się w blat i nie miał zamiaru tego zmienić.
- To źle, że ojciec się o ciebie martwi? Przecież jesteście rodziną. To chyba normalne, że...
- Ale zawsze mówisz tylko o nim.- ponownie szepnął chłopak.- Ja wiem, że On jest niesamowity. W niecałe dwa lata, po moim urodzeniu posiadał już sieć restauracji w całej Japonii. Nazwisko Uzumaki zna chyba każdy. Mama zmarła przy porodzie, więc tata jest moją jedyną rodziną. Wiem, że się o mnie martwi i rozumiem to, że nie może przebywać w domu. Nie złości mnie to. Rozumiem.- mówił szeptem, tak jakby ledwo wydobywał z siebie głos.- Trzy lata temu kiedy zostałem porwany, czułem się porzucony. Jak zepsuta lalka. Niepotrzebny, ale gdy mnie znaleźli ojciec podbiegł, przytulił mnie i zaczął płakać ze szczęścia. Wiem, że jestem dla niego ważny. Parę dni później do naszego domu wrócił z jakimś facetem o czarnych włosach oznajmiając, że to jest mój ochroniarz.- tu spojrzał na Sasuke, który przysłuchiwał mu się z uwagą.
- Byłem trochę zazdrosny, że zaufał komuś. Tata jest moim idolem, więc to normalne, że tak się czułem.- zaśmiał się gorzko.- Na początku nienawidziłem tego typa spod ciemnej gwiazdy... Sasuke jesteś ode mnie starszy o 8 lat. Po jakimś czasie zacząłem się do ciebie przyzwyczajać. Bałem się tego. Nie chciałem stracić zaufania do ojca i tak się nie stało. Nie straciłem do niego zaufania, ale zacząłem być zazdrosny.- bawił się swoimi palcami dalej patrząc na swojego ochroniarza z lekko zarumienioną twarzą.
Zazdrosny? O co? Pomyślał brunet.
(nr 2)
- Wiesz. Wtedy zacząłem od ciebie słyszeć teksty w stylu
"Nie rób tego, bo ojciec...", "Nie dotykaj tego, bo tata..." albo "Ojciec nie byłby z tego zadowolony", a dzisiaj powiedziałeś "Po prostu, wiem że twój ojciec martwi się o ciebie".- uśmiechnął się do niego z rozgoryczoną miną.- Jak mam się czuć w takim momencie, wiedząc że ojciec się o mnie martwi. A ty?
- Ja?- spytał zaskoczony Uchiha.
- Tak. Ty się nigdy nie martwisz?!- wstał gwałtownie i zaczął podchodzić do mężczyzny.- Nigdy tego nie mówisz! A wiesz dlaczego?! Bo wcale Cię nie obchodzę!!!- wrzeszczał coraz głośniej.- Jestem po prostu synem twojego szefa, który nic dla Ciebie nie znaczy!!!
- Oj! Naruto! Uspokój się!
- Jak mam to zrobić?! Przecież... przecież ja nic dla ciebie nie znaczę!!!- krzyknął najgłośniej jak potrafił i zrzucił wszystko ze stołu. Dyszał ciężko patrząc w podłogę.
- Naruto ja...- Sasuke podszedł do Niego z zamiarem przytulenia, ale Naruto odsunął się i dalej patrząc w podłogę powiedział.
- Nie musisz nic mówić. Przepraszam, że tak nakrzyczałem, a jeśli chodzi o Kibę to potem pogadamy. Idę do pokoju. Chcę być SAM.- powiedział i wyminął Uchihę kierując się do swojego pokoju. Gdy zatrzasnął drzwi Sasuke opuścił rękę i położył się na kanapie.
To naprawdę, aż tak go irytowało? Moment. Czyli obchodzi Go moje zdanie. Dlaczego tego nie zauważyłem! Idiota! Półgłówek! Matoł! Niedorozwinięty! I co ja mam teraz zrobić. Zadręczał się tym problemem Sasuke w salonie.
   Tymczasem w swoim pokoju Naruto przytulał się mocno do poduszki patrząc na gwiazdy za oknem. Nawet nie zauważył kiedy się ściemniło.
- O mały włos.- szepnął.- O mały włos, a bym się wygadał. Nie chcę żeby Sasuke miał przeze mnie kłopoty. Nie chcę. Ale on widzi we mnie po prostu syna swojego szefa, ale może to i lepiej. To minie. Minie. Najlepiej by było gdyby już minęło. Och!- westchnął.
- Sasuke. Dlaczego musiałem się w Tobie zakochać?

*Siostrzyczka
**Cholera


Podoba mi się ta przemowa Naruto. Nawet nie wiem jakim sposobem napisałam coś tak długiego. Pomijając. Jeśli lubicie komedie yaoi to zapraszam do czytania mangi rysowanej przez nieznaną w świecie KattLett. Manga nosi tytuł: "Artificial People". Początek może wydawać sięniezrozumiały, ale to naprawdę świetna manga. :D

WAŻNE PYTANIE!!!

Mam do Was pytanie. Jakie paringi najbardziej lubicie czytać i jakiego rodzaju hostorie?
Szkolne, przygodowe, jakaś fantastyka, czy jak są dorośli, a może jakieś króciutkie? Hmm..
Jest to dla mnie ważne, akurat kończę walentynkowy oneshot KageHina więc poczekajcie jeszcze chwilę. :)
I czekam na wasze pomysły co do opowiadań. W jaki zestawieniu chcielibyście zobaczyć swoje ulubione paringi?

czwartek, 19 marca 2015

"Słyszysz je? To właśnie moje uczucia" cz.2 - END

Wiedziałem, że muszę z nim pogadać. Zauważyłem to. Już od dawna widziałem jak się stara przy mnie powstrzymywać, jak stara się nie zrobić własnie tego. Zrobił to, a ja zareagowałem impulsywnie. Nie musiałem go bić. 
   Jeśli teraz będę przez chwilę wredny to może on zrezygnuje.
   Chcę, żeby było jak dawniej. Chcę, żeby Naruto był moim przyjacielem. Chcę z nim znowu zagrać. Już nie robiliśmy tego dwa tygodnie. Zaraz dostanę szału! 
Postanowiłem pogadać z jedyną osobą, która była mi w stanie pomóc.
- Braciszku. Widzę, że to poważna sprawa. Ale mam jedno pytanie.- zaintrygował mnie tą wypowiedział.
- mów!- podniosłem głowę z blatu pełen nadziei, że wpadł na jakiś pomysł.
- Spokojnie.- uśmiechał się i poczochrał mnie po włosach na co się skrzywiłem. W końcu nie mam już 8 lat.- Jestem ciekaw czy ty... przypadkiem nie podzielasz uczuć Naruto?
Zatkało mnie. Przecież gdyby tak było to odzywałbym się do niego prawda? Czy nie? W głowie miałem lekki mętlik, ale bratu odpowiedziałem stanowczo.
- Nie ma mowy. Laski bardziej mi się podobają, ale chcę Naruto spowrotem. Tamtego jakiego znam.
- A zmienił się?- Itachi oparł głowę na wewnętrznej stronie dłoni.
- No przecież on...
- Nie Sasuke.- przerwał mi. Idiota.- On się nie zmienił. On to czuł przez cały czas. Różnica polega teraz na tym, że ty wiesz o wszystkim.
- Skąd wiesz, że on?
- Widzę i wiem, że ty też to widziałeś tylko nie byłeś pewien. Po prostu z nim pogadaj. Powiedz to najdelikatniej jak potrafisz.
- Ale co?- serio nie wiedziałem.
- To, że nigdy go nie pokochasz, bo wolisz dziewczyny, ale chcesz żebyście byli przyjaciółmi.
Kiwnąłem bratu głową i poszedłem do pokoju. Pierwsze co zrobiłem to wziąłem telefon i zadzwoniłem. Kurwa! Odbieraj młotku! Ale nie spełnił mojej jakże pięknej prośby. Dzwoniłem jeszcze kilka razy, ale on dalej nie odbierał. 
- Idiota! Debil! Boidudek! Młot!- czemu się tak wkurzam? Syknąłem i zbiegłem po schodach, po czym ubrałem kurtkę rzucając tylko krótkie
- wychodzę.
Wieczór był chłodny, ale mi to nie przeszkadzało. Zawsze lubiłem chłód. Szedłem dość szybkim krokiem rozmyślając od nowa nad całą ta głupią sytuacją. Nagle przystanąłem. Byłem już niedaleko, ale... złapałem się za głowę.
- Co ja mam mu powiedzieć?
Przecież kompletnie nie miałem planu! A Uchiha bez planu to nie Uchiha! Zastanowiłem się chwilę po czym odchrząknąłem.
- Naruto posłuchaj. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, ale wolę dziewczyny... nie to nie wypali.
Przeszedłem kilka kroków i znów odchrząknąłem.
- Wiesz Naruto zostańmy przyjaciółmi, bo nie chcę żeby to się rozpadło no i w ogóle wolę laski.. nie to też nie...
chodziłem w kółko wymyślając różne wersje tego co musiało zostać powiedziane, ale... kurwa! Żadna nie pasowała! W końcu już cały w nerwach kopnąłem w drzewo.
- Naruto ty cioto! Jak mogłeś to zrobić i wszystko zniszczyć! Chcę się z tobą przyjaźnić, a nie!... kurwa!
- To ostatnie było najbardziej szczere.- usłyszałem.
- Dzię...- odwróciłem się, a za mną stał ON. Jak można mieć takiego pecha. Stał przede mną w swoim dresie z lekko czerwonymi policzkami. Biegał. Dlatego nie odbierał, nigdy nie zabiera telefonu.
- Nie.. Naruto..ja..- trochę się motałem, ale w końcu zacisnąłem zęby.- bo to wszystko twoja wina!- idiota! to on tutaj cierpi, a nie ty! Weź odpowiedzialnośc za uczucia innych! Jesteś Uchiha!
Już chciałem ponownie powiedzieć coś delikatniejszego, ale on iśmiechnał się. Tak po prostu. Trochę smutno
- Wiem. To moja wina. Przepraszam Sasuke. Już więcej się to Ciebie nie odezwę- co? ale ja chcę żebyś się odzywał!- Nie będę do ciebie przychodził- ale ja chcę!- ani nawet na ciebie patrzył- zawsze patrz!- no i... nie będę już z tobą grał.
To ostatnie zdanie. To co powiedział było nie możliwe. Nie wyobrażam sobie grać nie mając go na widowni lub obok siebie. gdzieś niedaleko.
Odwrócił się żeby odejść, a ja szepnąłem.
- Głupi jesteś?
Popatrzył na mnie troszkę zirytowany.
- To dla mnie ciężkie Sasuke! Po prostu dajmy sobie spokój tak?!
- Nie! Ja chcę z tobą grać! Naruto! Bądźmy przyjaciółmi. Kochasz mnie? Kochasz prawda?! To spełnij moją prośbę młotku!
- Sasuke?
- Co?!
- dlaczego ty.. płaczesz?
Hę? Ja płaczę? Faktycznie. Idiota. Chyba serio nie chcę stracić przyjaciela.
- Dobrze. dobrze już. Tylko nie płacz. Będziemy się przyjaźnić, ale to będzie dla mnie bardzo bolesne..- spuścił wzrok.
Po prostu rzuciłem się na niego i go przytuliłem.
- Naruto. Jesteś najlepszy!

   Wiedziałem, że było mu ciężko, ale tak jakoś wszystko było tak jak dawniej i to mi się podobało. Widziałem jak patrzył na każdą laskę, która mnie podrywała. Ale cieszyłem się gdy na jego twarzy pojawiał się uśmiech satysfakcji za każdym razem gdy taką laskę spławiałem. Myślałem, ze tak jest dobrze. Jak mogłem się tak pomylić?
   3 tygodnie po naszej rozmowie zostaliśmy w szkole żeby poćwiczyć razem marsz turecki na dwie osoby. Lubiliśmy to razem grać, ale mamy dużo do dopracowania. Po jakiejś godzinie poszedłem po napoje. Wracając usłyszałem jego śmiech. Jego i kogoś jeszcze. wychyliłem się lekko za drzwi. Przed fortepianem siedziała ta kuzynka Nejiego. Jak ona miała? Hayata? Nihata? Hinata! Tak! To ona!
Ale co on robi? Nie wiedziałem czemu poczułem zazdrość. Może dlatego, że byłem Uchiha. Wszystko chcieliśmy mieć na własność, a Hinata teraz zabierała mi czas z Naruto.
On wydawał się dobrze bawić. Ciśnienie mi skoczyło patrząc jak stoi za nią trzymając jej palec wskazujący i ucząc "twinkle twinkle little star". Przecież to była nasza piosenka.. he? nasza? Idiota. Uchiha robią same głupie rzeczy o czym przekonałem się w następnej chwili. Trzasnąłem drzwiami i szybko podszedłem do blondyna.
- O Sasuke już jes...
Nie obchodziło mnie co chciał powiedzieć. Zatkałem jego usta swoimi co... wcale nie było takie złe. Spojrzałem na hinatę i powiedziałem.
- On jest mój. Jasne?
Przestraszona uciekła nie mówiąc nic więcej.
Naruto uwolnił się z mojego uścisku i spojrzał ze złością. Dlaczego? Wcześniej chyba tego chciał prawda?
- Nie będę twoją zabawką Uchiha! Wbij sobie to do głowy! Nie będziesz mnie całował, a potem mówił że to nic nie znaczyło okej?! Poza tym...
- Kto powiedział, że nic nie znaczyło?
Robiłem to impulsywnie. Całowałem go po szyi, ale on nie chciał. Zrozumiałem to. Przytuliłem go z całej siły i powiedziałem to co uświadomiłem sobie przed sekundą.
- Naruto. Kocham cię. Kochałem cię wcześniej, ale.. nie pomyliłem to z przyjaźnią. A teraz.. byłem zazdrosny.


*****
Sasuke mówił to serio. Zrozumiałem, ale bałem się że to tylko sen. Jakby na potwierdzenie moich wątpliwości dostałem smsa.
"To nie jest sen"
"Wiem. Ale nie chcę z tobą gadać"
"Kocham cię <3"

Zarumieniłem się, ale żadna z tych obaw się nie spełniła. Już od końca roku szkolnego. Czyli od jakichś 6 lat jeździmy razem po świecie dając koncerty. Marzyłem o tym, żeby być numerem jeden. W sercu Sasuke właśnie nim jestem.




sobota, 14 marca 2015

"Słyszysz je? To właśnie moje uczucia" cz.1

Starałem się. Starałem się jak najlepiej przekazać ci moje uczucia, jednak ty ich nie dostrzegasz. Co mam zrobić, żebyś mnie zauważył? Co mam zrobić, żebyś je usłyszał. Moje, najdroższe uczucia.


~*****~

- Naruto! Haha! Ty gnojku! Jak zwykle zająłeś drugie miejsce! Gratulacje! - krzyknął mi Kiba wprost do ucha jak tylko wywiesili wyniki. Nie musiałem na nie patrzeć, bo wiedziałem że jestem drugi. Zawsze tak było. Ja byłem zawsze drugi, a on.... Uchiha Sasuke. Numer jeden w świecie młodych muzyków.
- Dzięki Kiba. Jednak wiesz, że to mnie nie zadowala.- upiłem łyk lemoniady z puszki, którą mi przyniósł.
- Tak, tak wiem. Chcesz pokonać Pana Snoba.- wyszczerzył się.
Może to wyglądać jak miłość platoniczna, ale to nie prawda, bo Sasuke i ja...
- Yo! Naruto. Jak zawsze jestem od ciebie lepszy.- uśmiechnął się z pogardą.
- Ha! Zobaczysz, że któregoś dnia cie przegonie!- wstałem celując w niego palec wskazujący.
- Prędzej Jiraya przestanie uganiać się za kobietami!- odgryzł mi.
- Osz ty! Nie wierzysz we mnie?!- tym razem wskazałem na siebie nadymając poliki jak małe dziecko.
- Pewnie, że wierzę...- myślałem, że na tym się skończy. Dlaczego ja jestem taki naiwny?!- że zawsze będziesz ze mną przegrywał.
- Sasuke!!!!!- zacząłem go gonić po korytarzu, ale odskakiwał za każdym razem gdy już prawie go miałem.
Ludzie przyglądali nam się z rozbawienie. Każdy nas znał i wiedział, że zawsze się tak zachowujemy.
Bo przecież Sasuke i ja.. jesteśmy przyjaciółmi. Wracaliśmy razem z Kibą do domu, żeby oblać kolejny dobrze zakończony konkurs. Po drodze wstąpiliśmy do lodziarni. Ponownie kłóciliśmy się, który ze smaków jest lepszy. Mój ulubiony- waniliowy, czy Sasuke- czekoladowy. Kiba miał z nas taki ubaw jak nigdy. W końcu dotarliśmy do domu Uchihy. Po konkursach zawsze szliśmy do niego - było najbliżej i miał najwięcej miejsca. W dodatku przeważnie dosiadał się do nas jego starszy brat, z którym mieszkał.
  W tych wszystkich konkursach ten czas lubiłem najbardziej. Dlaczego? Sami zobaczcie.
- Itachi! Jesteśmy!- poinformował brata od progu.
- O! Cześć chłopaki! Siadajcie! Zrobiłem Wam żarełko.- uśmiechnał się do nas wycierając talerze.
Od razu rozpromieniłem się, bo przecież każdy w promieniu kilkuset kilometrów wiedział jak doskonałym kucharzem jest Itachi - właściciel sieci restauracji.
- Jesteś najlepszy onii-san!- krzyknąłem. Nie mogłem się powstrzymać. OD razu usiadłem przy stole czekając na jedzonko.
- Onii-san? Przecież to mój brat, od kiedy jesteśmy rodziną?- prychnął Sasuke.
- Urusai! Dla mnie Itachi jest jak brat, w przeciwieństwie do ciebie.- pokazałem mu język.
- Osz ty...- brunet już szykował się do zadania najgorszego ciosu z najgorszych - łaskotki. Jednak jego brat w porę postawił przed nami ramen i z beztroskim uśmiechem poinformował, że w moim jest dużo dodatków, a Sasuke ma skromniej.
- Itadakimasu.- złożyliśmy ręce dziękując za przyrządzenie posiłku i zabraliśmy się za jego konsumowanie. Podczas gdy Kiba kłócił się o to, że my zawsze odstajemy to co najlepsze ja spoglądałem ukradkiem na Sasuke i coraz bardziej chciałem zostać z nim sam... nei jestem jakimś zboczeńcem!
Ja tylko...
Ja tylko naprawdę lubię przebywać z nim sam na sam. Rozmawiac o głupotach, łaskotać się, opowiadać śmieszne historie i wiele innych rzeczy. Nie mogę mieć z nim więcej do czynienia, w końcu byłem zakochany w swoim najlepszym przyjacielu. 
Obserwowałem go. Swój talent rozwijał już od przedszkola, szkolił go ojciec. Bardzo surowy ojciec, ale przynajmniej widać było ogromne postępy Sasuke.
Pamiętam, że kiedyś wracając do domu usłyszałem to. Fortepian. Grał niedaleko, ale melodia była tak piękna, że po prostu musiałem zostać przez nią zraniony. To było jakoś w 4 podstawówce?
Po prostu poszedłem za melodią. Nigdy nie zapomnę tego utworu. - "Air on the G String" Jan Sebastian Bach.
Ta melodia wyrażała wszystko co czuł wtedy Sasuke. Spokój, miłość, przyjaźń, życie...
Oparłem się o framugę okna i słuchałem, słuchałem i słuchałem cały czas wpatrzony w jego plecy.
Wtedy w głowie zahuczała mi myśl - "Chcę być taki jak on!" Dla dziecka posiadanie autorytetu, osoby którą może podziwiać jest czymś naprawdę wielkim.

Po jakimś czasie chciałem podejść bliżej, tak też się stało. Myśłałem, że zrobię to zwinnie i niezauwarzalnie.. Zamiast tego potknąłem się o... w sumie o nic! Padłem plackiem na podłogę.
Sasuke od razu przestał grać. Podszedł, myślałem, że mnie wyrzuci, ale on kucnął i uśmiechnąłeś się troszeczkę.
- Słuchałeś mojej gry?
- E.. tak.- tylko tyle byłem w stanie wykrztusić.
- Gra jest fajniejsza. Chodź pokażę Ci.
Złapał mnie wtedy za rękę i posadził obok siebie przy pięknym czarnym fortepianie. Nauczył mnie wtedy grać "twinkle twinkle little star". Prosty utwór dla dzieci.
Przychodziłem później co jakiś czas, aż stało się to moim nawykiem. Sasuke uczył mnie różnych utworów. Po miesiącu takiego chodzenia powiadomiłem go, że zapisałem się na lekcje gry do przyjaciela mojej rodziny. Jirayi.
"Mam zamiar być od ciebie lepszy Sasuke!" - krzyknąłem dumnie wypinając piersi.
"Niemożliwe" - prychnął wtedy, ale gdy zobaczył, że mówię poważnie jego wzrok zmiękł, po czym powiedział.
"uhm! Nie mogę się doczekać!"

Wiem, że jestem dla niego ważny. Jest moim najlepszym przyjacielem. Niestety od jakiegoś czasu już mi to nie wystarcza, a co gdybym...
Poczułem jak ktoś uderzył mnie w głowę.
- Ite! Za co to było Kiba?!
- Itachi woła Cię już parę minut.- wskazał bruneta.
- A... Przepraszam. O co chodzi?
- Naruto czemu nie masz dziewczyny?- na to pytanie jedynie zakrztusiłem się kluskami ramen. Sasuke poklepał mnie po ramieniu.
- Już już. wszystko ok?
Kiwnąłem tylko, że tak. Moja twarz była lekko czerwona. Zawsze tak było gdy Sasuke wykazywał się w stosunku do mnie troskliwością.
- Arigatou.- szybko się uspokoiłem i spojrzałem na starszego Uchihę przywdziewając swoją maskę. Założyłem ręce za głowę uśmiechając się szeroko.
- Coś ty Itachi! Za dużo czasu zajmuje mi fortepian!
- Przecież to nie problem. Znajdź taką, która to zaakceptuje.
- Ale ja...
- Naruto dobrze mówi.- te słowa padły z ust Sasuke.- Po co mu laska co będzie go tylko rozpraszać?
Właśnie odłożył pustą miską szepcząc ciche "Dziękuję za posiłek"
- Ale Sasuke.. Jesteście w takim wieku! Powinniście sobie w końcu kogoś znaleźć!
- Nie wypali.
- Nie wypali.
Padło jednocześnie z naszych ust, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- No nie mogę z was! Weźcie ze sobą ślub! Będzie najlepiej!- wyrzucił ręce do góry z lekką irytacją, a ja po raz drugi poczułem że się rumienię. Taka perspektywa przyszłości bardzo mi odpowiadała.
- Dobra chłopaki ja lecę! Pograjcie sobie jeszcze, ja skoczę do Hinatki!- wyszczerzył ząbki i poszedł.

My ruszyliśmy do muzycznego pokoju (tak, mieli nawet taki)
- To zabawne, że kiedyś ty podobałeś się Hinacie.- rzekł po chwili Sasuke.
- Masz rację. Teraz potrafi mówić wyłącznie o Kibie. Jest z nim tak związana.- rozłożyłem ręce w geście politowania. Weszliśmy do pokoju.
Od razu usiadłem przy tym pięknym instrumencie, który połączył moje życie z Jego.
- Zagrajmy Vivaldiego!- uśmiechnąłem się. Mój przyjaciel podwinął rękawy koszuli i siadając obok spytał, który utwór.
Wiosnę.
- Nie ma sprawy.
I tak zabraliśmy się do gry. Nasze palce przesuwały się po klawiszach to w jedną to w drugą stronę, a spod nich wychodziły dźwięki. Nakładały się jedne na drugie w tak piękny sposób. Nieświadomie zacząłem podwyższać tony. Siedziałem po lewej stronie, więc gdy podwyższyłem tonację moje palce były coraz bliżej palców Uchihy.
Nie mam pojęcia kiedy to się stało. Mój palec dotknął jego, moja ręka na jego. Wiedziałem, że mam zamglony wzrok. Sasuke po prostu nie zdążył zareagować. Przesunął się tylko na kraniec siedzenia, więc upadł. Ja poleciałem z nim wpijając się troszkę za mocno w jego usta.
Wiem, że tak nie wolno!
Wiem, że mnie znienawidzi!
Wiem, że teraz...
Usłyszałem tylko uderzenie swojej własnej głowy o siedzenie za mną, później poczułem ból. Podniosłem wzrok i ujrzałem coś czego nigdy nie chciałem tam zobaczyć.
   Sasuke stał nade mną. Drżał ze złości, ale to nie było takie straszne. Jego oczy... jedyne co w nch dostrzegłem to wściekłość. Ogromna wściekłość. Opanował się i odwrócił tyłem do mnie.
- Wyjdź.
- Sasuke ja...- próbowałem.
- WYJDŹ STĄD!!!
Nie wiedziałem czy płacze, czy powstrzymuje wybuch złości. Pewnie jedno i drugie.
Wyszedłem. 
Gdy wróciłem wyżyłem się na moim ukochanym instrumencie grając jeden z tych utworów wyrażających złość. "In the hall.."
Zacząłem grę od połowy. Tempo było wtedy odpowiednie. Na końcu utwory z całej siły uderzyłem w klawisze. Po tym opadłem na swój ukochany instrument i zapłakałem... Pierwszy raz w życiu płakałem tak głośno. Dobrze, że Rodzice już spali..
Płakałem, bo mnie odrzucił, ale bardziej dlatego że teraz już nawet z nim nie porozmawiam.
Wszystko poszło nie tak!!!

   Minął weekend. Spotkałem go w drodze do szkoły. Spiorunował mnie spojrzeniem i odszedł. W klasie wszyscy widzieli, że coś się stało. Kiedy sensei poprosił go, żeby poszedł ze mną do pokoju nauczycielskiego odparł "niech ktoś inny z nim pójdzie"
I tak trwało to cały dzień.
"Niech zrobi to sam"
"Bo jest głupi"
"Młotek"
"Musi sobie sam poradzić."
Pierwszy raz odezwał się do mnie dwa tygodnie później. Widocznie usłyszał mnie.. mój fortepian... moje uczucia. To one go do mnie przywiodły kiedy już straciłem nadzieję.



piątek, 20 lutego 2015

"Jestem tu!"cz.1 (WALENTYNKOWY)

To tak w sumie spóźnione o tydzień jakoś, ale jest. :P
Napiszcie w komentarzach czy pisać 2 część. :)
Miłego czytania.

Wiedział, że był wredny, apodyktyczny i niezbyt miły w gimnazjum. Przez swój egoizm i zadufanie zyskał miano Króla. Trudno było pozbyć się tego wizerunku, ale powoli zaczęło mu to wychodzić gdy został doceniony przez swoich nowych kolegów z drużyny. Był typem, który raczej z nikim współpracował, ale zmieniło się to gdy poszedł do liceum i zaczął wystawiać piłkę JEMU. Nigdy nie sądził, że przydarzy mu się coś podobnego. Polubił samą grę, a nie tylko zwycięstwo. Uwielbiał siatkówkę, która była dla niego wszystkim. Hinata kochał ten sport tak samo. Kiedy grali razem czuł się niesamowicie, a ich przyjaciele? Ufali mu i pomagali we wszystkim. Tak jak teraz.
- Kageyama się zakochał?!!- zabrzmiał chórek całej drużyny.
- Um..- przytaknął cicho.
- Aha! Moja krew! Zdolniacha z ciebie Kageyama!- szczerzył się i tarmosił mu włosy jak zwykle energiczny Tanaka.
- Ej! Tanaka. Wiesz, że nawet Ty nie masz dziewczyny.- zachichotał Nishinoya ze śmiesznie ułożonym blond pasemkiem z przodu włosów.
- Korra! Nie mówimy teraz o mnie!- odezwał się pierwszy, po czym spojrzał chytrze na głównego bohatera tej opowieści.- Nooo.. Mów.
- Ale co?- zamrugał ze trzy razy.
- Co to za laska?- no trzeba by było być totalnie ślepym, żeby nie zauważyć malującej się na twarzy Tanaki wielkiej niezaspokojonej ciekawości.
- Nie.- szybka odpowiedź.
- Dlaczego?- zajęczał Nishinoya.
- Bo.. bo nie i już! Mam do was tylko prośbę.- podrapał się po policzku ze zdenerwowania.
- Mów mój kouhai!(młodszy kolega) Twój senpai pomoże ci w sercowych problemach.- trzecioklasista, a jednocześnie kapitan drużyny - Daichi.
Pozostali uśmiechnęli się, a brunet odwrócił wzrok, jednak uśmiech pojawił się ledwie zauważalnie w kącikach jego ust.
- J.. Jak powinienem dać m... jej prezent?
- Chcesz jej coś dać. Za 2 dni tak? Na walentynki?- uśmiechnął się Sugawara.
Przytaknął.
- A czemu nie poczekasz? Może ona Ci coś da?- zdziwił się Asahi. Ten, który wygląda jakby nie zdał któryś raz z kolei.
- Nie mogę.- odwrócił głowę.
- Dlaczego?!- jak zwykle wybuchowi Tanaka i Nishinoya.
- Nie.. Po prostu. On..a jest zbyt tępa i nie zrozumie, że mi zależy. Poza tym nie widzi nic poza swoją pasją i jedzeniem- ten zrezygnowany wzrok.
- Co to za laska?- zastanowili się wszyscy.
- To trochę jakby Hinata w damskiej wersji.- uśmiechnął się Suga.
- ghh..- podskoczył brunet.
- Coś nie tak Kageyama? My tylko żartujemy młody.- tu odezwał się kapitan.
- Sze czo ja?
Wszyscy spojrzeli w stronę skąd padło pytanie i napotkali te zielone oczy rudzielca - Hinaty - napchanego jak chomik swoją bułką z budyniem.
- Nic. Gadamy właśnie o.... ał!- nie dokończył Tanaka.
- Ah. Gumen. To niechcący.- powiedział bezbarwnym głosem brunet.
- Przecież się zamachnąłeś!
Zlał go.
- Ej! Hinata! Co tam masz?- zapytał odbiegając od tematu i podchodząc do kolegi.
- Przyniosłem różne bułeczki!- wyszczerzył się już nie mając buzi pełnej na wpół skonsumowanego posiłku.- Są z budyniem, z dżemem, z jakąś frużeliną i czekoladą! - skakał z radości.
- Cieszysz się jak małe dziecko.- i znów ten ton, a jednak Hinata potrafił w nim usłyszeć przyjemne dźwięki, a nawet dostrzec ten ledwo widoczny uśmiech. Tak, znali się już na tyle. W końcu byli partnerami w drużynie, a Hinata ufał mu podczas każdego meczu w 100%.
- Oj dobra! Kageyama! Masz!- wyciągnął przed siebie paczuszkę i czekał ze zniecierpliwieniem.- No bierz!
- Nie wiem któ..
- Masz.- wręczył mu dwie z budyniem i zaczął podchodzić do chłopaków.- W końcu na ten dżem jesteś uczulony, a czekolady za bardzo nie lubisz. To ci zasmakuje.- uśmiechnął się przez ramię i pobiegł do reszty.
Kageyama stał tak chwilę po czym uśmiechnął się do siebie (jak na niego to był szeroki uśmiech) Arigatou - przeszło mu przez myśl i też podszedł do pozostałych.
Całej tej scenie przyglądał się Sugawara, która od zawsze był dobrym obserwatorem i zastanowił go ten fakt. Rozmyślał. 
Damska wersja Hinaty, pewnie się nie domyśli o prezencie, Tanaka i jego niewyparzony język.. nie chciał żeby Hinata wiedział. Ale dlaczego? Czy ta dziewczyna tez się jemu podoba? Nie. Kageyama by tego nie zrobił najlepszemu przyjacielowi. A może on... nie! To niemożliwe!
Jego rozmyślania zostały przerwane przez rudego, który podstawił mu pod nos ostatnie dwie bułeczki.
- Została jedna z czekoladą i dżemem. Mogą być?- jak zwykle uśmiech, bo przecież nie można się bez niego obejść.
- Pewnie.
- Suga-san? O której mamy dziś trening?- zapytał Hinata.
To ten moment. Pomyślał i już miał to powiedzieć, ale się powstrzymał chytry lis.
- Mamy godzinę wcześniej. Idziemy teraz na lekcje, a Ty powiedz Kageyamie.- pomachał mu.
- Hai! Do później chłopaki!
- Cześć! Pożegnali się wszyscy.
Gdy tamta dwójka zniknęła za rogiem wszyscy rzucili się ku białowłosemu.
- He?.. Nani?- zdziwił się.
- Ty coś wiesz Suga! Mów!- gorączkował się Nishinoya.
- Suga. Powiedz nam o co chodzi.- tutaj dało się słyszeć dojrzały głos Asahiego.
- Suga! Mów szybko!- rozkazał kapitan.
- Daichi nie możesz mi...- zamilkł widząc te przedziwne uśmieszki i wyczekujący wzrok na twarzach wszystkich członków drużyny. Westchnął głośno i usiadł na trawie.
- To robimy sobie wagary na tej lekcji?
- Tak!- odparli jednogłośnie.
- Nawet Ty Daichi?- zdziwił się Suga. Tamten złapał się za podbródek i powiedział zamyślony.
- Mam wrażenie, że nasz przyjaciel potrzebuje pomocy. To jest teraz najważniejsze. Pozostali się zgodzili.
- Dobra. Uważam, że...


~*~*~*~*~*~*~*~

- A Ty Hinata? Które lubisz najbardziej?
- Te z budyniem.- odparł od razu nonszalanckim tonem.
Szli w stronę klasy jedząc swoje bułki - właściwie tylko Kageyama, bo rudzielec już dawno swoje wszamał.
- To czemu mi oddałeś, mogłem zjeść sobie coś innego.- spojrzał gdzieś indziej.
- Hm? A czemu nie? Skoro lubisz to chyba mogę Ci oddać.- i ten uśmiech. To było coś czego brunet nie potrafił. Wiedział, że to nie jest trudne, ale uśmiechać się tak jak on...tak szczerze, niewinnie, a przy tym ciepło i zachęcająco i to za każdym razem. To jest dla niego niesamowite.
- Etto? Kageyama?- zatrzymał się na chwilę.
- Nani?- wziął ostatni kęs patrząc na tamtego.
- Wiesz.. Trochę głupio mi pytać, ale.. masz jakieś plany na walentynki?- widać, że było mu trochę niezręcznie.
Szybsze bicie serca, rozszerzone oczy, gorąco rozlewające się po całym ciele no i... ten moment kiedy krztusisz się jedzeniem.
Hinata poklepał go po plecach.
- Już okej?
- T..tak. A czemu pytasz, akurat o ten dzień?
- A. Bo wiesz. Ja i tak nie mam dziewczyny to możemy gdzieś wyjść. Nie lubię w to święto być sam. Czuję się niechciany, niekochany i w ogóle.- zakończył i z determinacją w oczach wyczekiwał odpowiedzi.
- Kretyn.- walnął go po głowie i ruszył dalej.
- Ej! Za co to?!
- Możemy pójść.- szedł przodem.
- Serio?- zaświeciły mu się oczy.
- Pewnie. Ja też nie mam żadnych planów.
- Okej. Obejrzymy coś, pojemy hmm... i może w coś zagramy?
- Pewnie. A teraz chodź na lekcje.
Jak to dobrze, że przez chwilę brunet szedł z przodu. Gdyby tylko Hinata zobaczył tę jego minę nie zostawiłby go w spokoju.
Na matematyce zamiast o liczbach rozmyślał o - nie ukrywajmy- przyjacielu, w którym się potajemnie podkochiwał. Tak właściwie jak on ma spędzić walentynki z kimś z kim tak bardzo chciał? Zastanawiał się nad wieloma rzeczami.
Dla mnie to będzie wyjątkowe, ale dla niego zwykły wypad z przyjacielem. Chciałbym wiedzieć co on ma w tej swojej główce. Chwila! Z wrażenia poderwał się i spytał czy może iść do łazienki. Napotkał pytające spojrzenie Hinata, ale nic sobie z tego nie zrobił.
Wpadł do łazienki i stanął naprzeciwko lustra. Westchnął głośno i myślał bardzo intensywnie.
To może być moja szansa! Walentynki. Może mu coś dam... ale nic znaczącego! Albo jednak mu powiem? Nie! nie! nie! Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni... Co ja mam robić?
Tak naprawdę nikt normalny patrząc na Kageyame nie domyśliłby się co dzieje się w jego głowie. Mimo tego natłoku myśli jego twarz pozostawała kamienna. Poza ostatnim momentem gdy osunął się na podłogę.
   Do końca lekcji jakoś minął czas, jednak mimo dalszych perypetii z serii "myśli Kageyamy" chłopak nie dawał po sobie niczego poznać i normalnie rozmawiał z rudym. Aż do ostatniej lekcji, a był nią w-f. 
Szatnia.
Chłopcy.
Hinata.
Ściąga koszulkę...
Brunet tak bardzo obserwował kątem oka jego mizerną, aczkolwiek pociągającą postawę, że nie zauważył gdy ten go o coś zapytał. Póki nie dostał w ucho.
- Kageyama! Mówię do ciebie!
- Tak? Przepraszam. Zamyśliłem się.- odpowiedział jak zwykle sam ściągając koszulkę.
- Co dziś z tobą? Cały dzień taki jesteś?- zakładał biały T-shirt sportowy.
- Ze mną? Nic.- zauważył?
Było to o tyle dziwne, że takie rzeczy potrafił zobaczyć tylko i wyłącznie On.
- Pewnie. Ej! A może myślisz o jakiejś dziewczynie co? Khhh- zaśmiał się.- Zakochałeś się?
- Może.- odparł spokojnie choć serce waliło mu niemiłosiernie.
- E?! Serio? Kto to?
Pozostali chłopcy też zainteresowali się kolegą, co go zirytowało.
- Ruszać tyłki i na boisko! A moje prywatne sprawy nie powinny was obchodzić.- powiedział niskim i głośnym tonem, po czym wyszedł.

~*~*~*~*~*~*~*~
Po w-fie

- Ach. Jak dobrze, że mamy rozgrzewkę przed treningiem.- Hinata założył ręce za głowę i szedł swoim dziwacznym, a jednak uroczym krokiem.
- Tak.- padła krótka odpowiedź.
- Kageyama, a wracając co ta za dzie..
- Ścigamy się! Zawsze jestem pierwszy!- ruszył przed siebie.
- Nie ma mowy! Ja nie przegrywam!
- Ja też!

Gdy dotarli do sali cali zdyszani - co im się często zdarza - zauważyli, że nikogo nie ma.
- Może mają jakieś spotkanie?- zastanowił się Hinata.- Zadzwonię do Sugi.
Brunet przytaknął. Wyciągnął piłki i zaczął ćwiczyć serwy. Robił to, aby nie myśleć o..
Jestem tu sam z Hinatą, sam na sam, samiusieńki...
No właśnie. Po chwili jednak całkowicie skupił się na serwowaniu.
- Mają jakąś sprawę. Będą za godzinę.- powiedział chowając telefon.
- Dobra. Ja w tym czasie poćwiczę.
- Ja też.- nadąsał się, bo poczuł się wyganiany.
No i tak zrobili. Serwowali obok siebie w ciszy, aż do momentu gdy skończyły im się piłki, więc poszli je pozbierać.
- Kageyama?- zagadnął rudy.
- Co?- nie patrzył na niego. Ledwo co się powstrzymywał. Nie chciał nic teraz zrobić.. nie chciał stracić przyjaciela. Już dawno zdecydował, że mu nie powie. Jednak okazało się to trudniejsze niż myślał. Zwłaszcza w takiej sytuacji.
- Kim jest ta dziewczyna?- spytał chyba po raz trzeci tego dnia.
- Po co chcesz to wiedzieć?- Spokojnie Kageyama. Tylko się nie wygadaj.
- No bo nigdy nie mówiłeś, że masz jakiś swój typ. Jak wygląda? Jaka jest?- napotkał grymas na twarzy przyjaciela.- Chyba tyle możesz mi powiedzieć.- podparł się pod boki. Brunet westchnął i odparł.
- Ech. Dobra, tylko zbieraj te piłki!
- Zbieram przecież!
- Właśnie widzę.
- Ty!... Ej! Nie zmieniaj tematu! Gadaj!
- Pomyślmy. Jest pół amerykanką. Ma rude krótkie włosy i zielone oczy.- tu spojrzał na chłopaka.- jest bardzo głośna i wszędzie jej pełno. Lubi jeść i tak jak ja ma pasje, której nie porzuci.- nawet nie zauważył gdy stał już naprzeciwko niego.
- Kageyama...- zaczął z dziwnym wyrazem twarzy, jakby zahipnotyzowanym, co napotkało się ze wstrzymaniem oddechu przez Kageyame. Ale oczywiście rudzielec tego nie zrozumiał.
- To super! Wiesz. Mi też się ktoś podoba.- wyszczerzył się, a brunet wypuścił w tym momencie piłkę z przerażonym wzrokiem. Chłopak mówił dalej o tej dziewczynie, ale Kageyama go nie słuchał. Nie chcę.. nie chcę! Nie chcę żeby ktoś cię miał! Ktoś inny niż ja!- to krzyczało jego serce.
-... A ta dziewczyna, którą lubisz masz z nią jakieś fantazje? A może chciałbyś...
- KOCHAM CIEBIE IDIOTO!!!!!!- nie wiedział dlaczego to wykrzyczał. Chyba już za długo to w sobie tłumił. Przez chwilę stał z opuszczoną głową trzęsąc się z emocji wywołanych wyznaniem. Za moment jednak zacisnął mocniej pięści i spojrzał hardo na oszołomionego chłopaka, który chyba nie wziął tego na poważnie.
- Nie żartuj tak nawet.- uśmiechnął się trochę jakby nienaturalnie. Kageyama złapał go za ramiona z całej siły przez co tamten trochę się zdenerwował.
- Kocham ciebie i tylko ciebie! Nikogo innego! Nie zmuszaj mnie do mówienia więcej! Dla mnie to.. jest limit.. nie wytrzymałem i chyba już...- przybliżał się.- nie dam...- coraz bliżej.- ..rady.
Pocałował go. Tak po prostu. Trzymając za ramiona na sali treningowej obok kosza pełnego piłek do siatki. 
Wiedział, że przyjaciel może go znienawidzić, ale już nie mógł. Nie chciał by ktokolwiek miał go na własność. Przecież Hinata należał do niego i tylko niego. Wierzyli sobie w 100%, zawsze. Teraz to było co innego.
Kageyama upadł po uderzeniu prawym sierpowym. Nie zdążył zobaczyć miny Hinaty, bo ten odwrócił się plecami.
- Powiedzieć to jedno.- jak nie głos tego rudzielca.- A zrobić coś czego druga osoba nie chce to drugie. W dodatku...- w tym momencie się spojrzał na niego w taki sposób...
Kageyama nie mógł uwierzyć. Łzy? Dlaczego? 
Hinata zaciskał wargi, żeby nie rozpłakać się za mocno.
-... W tym momencie niszczysz naszą przyjaźń! Dlaczego?! Jesteś moim przyjacielem! Podziwiam cię! Dlaczego! Kageyama ja...- tych słów się obawiał.-... w tym momencie cię nienawidzę.
Chłopak wziął swoją torbę i wyszedł z sali, a brunet dalej leżąc na ziemi złapał się za policzek i podkulił pod siebie nogi.
- Hina...ta.. Hi..na.ta.. Hinat..a.... nie nienawidź mnie... P.. pro..szę..- płakał jak nigdy dotąd. Właśnie tego nie chciał. Teraz jego ukochany był dalej niż wcześniej.
- Proszę... dla...dlaczego... Ja nie ch..chcę...Prosze bądź... moi...moim.. przy...ja..cie..lem.. Kocham cię... kocham..kocham...
Nie pamiętał jak długo tam siedział i płakał, ale w takim stanie znalazła go reszta drużyny.