niedziela, 28 stycznia 2018

Miłość jedno ma imię - cz 2

Spis treści

Przez 2 tygodnie zapominał o spotkaniach, zamyślał się, gubił dokumenty, potykał się o swoje nogi. Jednym słowem był rozkojarzony. Wiedział dlaczego, ale sam przed sobą nie chciał tego przyznać. Jego asystent - Suigetsu - jako pierwszy postanowił o tym wspomnieć. Reszta jego podwładnych po prostu się bała. Suigetsu był trochę inny. Nie bał się niczego, w dodatku traktował Sasuke bardziej jak przyjaciela niż przełożonego. Właśnie wszedł do jego biura z nową porcją kofeiny. Wzdychnął przeciągle i położył kawę na biurku. Zamknął drzwi i potrząsnął delikatnie brunetem.
- Szefie...
Zero reakcji. Postanowił być trochę brutalny. Walnął książkami w biurko.
- Co się stało?- Otworzył oczy i ziewnął leniwie.- Suigetsu?- momentalnie rozszerzył oczy, podniósł się gwałtownie i krzyknął
- Która godzina?!
- Bez nerwów szefie.- odparł spokojnie i podsunął mu filiżankę.- Dziś już nie masz żadnych spotkań.
- Jak to? A co z A.M Industries no i z ...- usiadł.

- Odwołałem.
- Czemu?- zmarszczył brwi.
- Nie zrozum mnie źle Sasuke, ale od ponad tygodnia nic ci nie idzie i ja to rozumiem. Każdy ma gorszy czas. Wiem, że jesteś pracoholikiem, ale nasi wrogowie mogą to wykorzystać, dlatego...
- Dlatego co?
- Weź sobie wolne. Tydzień. Powinien starczyć. Pojedź z rodziną na wycieczkę, odpocznij i poukładaj sobie wszystko.- poklepał go po ramieniu.
- Może masz racje.- pomasował się po skroniach.- skończę tutaj tylko i za niedługo pójdę do domu okej? Jak coś to ty jesteś bezpośrednio ze mną połączony, jakby coś się działo.
- Jasne. Nie bój nic szefuńciu.- Uśmiechnął się.- kawę wypij.- i zniknął za drzwiami.


Sasuke wziął kawę do ręki i podszedł do okna.
- Co ty ze mną robisz... nawet jak cię tu nie ma to i tak jesteś.
          Cofnijmy się do momentu przed kościołem. Sasuke po ponad dziesięciu minutach płaczu otrząsnął się i odsunął nagle. Naruto też był zszokowany. Chciał coś powiedzieć, ale Sasuke cofał się przestraszony swoimi myślami i uczuciami. Z jego ust padło tylko
- Nie... Tak nie można - i uciekł. Od tamtej pory nawet nie raczył przejść obok sanktuarium.
Kupił swojej żonie bukiet róż - różowych, takich które uwielbiała. Zabrał ją później na kolacje i do teatru. W następnych dniach traktował ją jak księżniczkę - czuł się winny. Sakura coś podejrzewała, ale powiedział że to tylko stres w pracy. Tak minęły prawie dwa tygodnie.
          Postanowił pójść dziś do znajomych razem ze swoją rodziną. Dalej stojąc przy oknie wpatrując się w budynki miasta zadzwonił do Sakury.
- Cześć kochanie, o której kończysz zmianę?... yhm... okej... to pomyślałem, że możemy dziś odwiedzić Jenny i Iana?... tak tak weźmiemy Sarade.... Okej to do wieczora. Jeszcze do nich zadzwonię... yhm... no papa.
Ogarnij się Sasuke. Masz rodzinę, masz 26 lat nie 17, jesteś odpowiedzialny.
Z takim nastawieniem zabrał się do dalszej pracy.

          Wieczorem szykowali się do wyjścia. Sakura zagadnęła jak gdyby nigdy nic.
- Dzwonił dziś do mnie Suigetsu. Miałam ci o tym nie mówić, ale był zmartwiony.- Właśnie założyła na siebie fioletową sukienkę do kolan i odsłoniła plecy.- zapniesz?
- Pewnie.- podszedł do niej i złapał za zamek.- Nic się nie dzieje Sakura.- odwrócił ją w swoją stronę i pogłaskał po ramionach uspakajająco.- trochę się stresowałem pracą, ale mam dla ciebie niespodziankę.- uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak?- zapytała przekornie.- A jakąż to?- położyła ręce na jego szyi.
- Powiedzmy, że mam teraz tydzień tylko dla rodziny
- Naprawdę?! Jejku to super!- przytuliła się do niego.- Ale ja nie mogę wziąć teraz wolnego w pracy.- zmartwiła się.
- To nic. 
- To znaczy?
- To znaczy, że dzwoniłem do twojego szefa i prosiłem o dwa dni wolnego. Wyjedziemy jutro wieczorem i wrócimy we wtorek. Co powiesz na odwiedziny twoich rodziców i wycieczkę po naszym kraju?- wyciągnął zza pleców trzy bilety do Tokyo.
- Sasuke! No i jak tu cię nie kochać!- uśmiechnęła się i pocałowała czule.
- Fuuuuj!- usłyszeli obok.
- Kochanie chyba musimy pokazać naszej córeczce jak bardzo się kochamy - zaśmiał się mężczyzna ponownie całując żonę.
- Nie nie nie! Zabraniam! Idziemy już do Caleba? Plooooosie!- piszczała mała dziewczynka.
- A co? Tak za nim tęskniłaś?- puściła jej oczko Sakura.
- Mamo! To tylko kolega!- oburzyła się.
- Tak, już idziemy. Zapraszam moje damy do limuzyny.- ukłonił się jak szofer.
Cała trójka wyszła z domu roześmiana i w takich humorach również wracała. Około północy byli już z powrotem. Sasuke położył do łóżka córkę, która z emocji zasnęła w drodze powrotnej.
Małżeństwo ledwo położyło się na kanapie gdy zadzwonił telefon bruneta.
- Tylko odbiorę i zaraz wracam- szepnął i wyszedł do innego pokoju.

- Suigetsu? Co jest?
- Szefie! Mamy totalny bajzel! Zostałem sam z Marie. Przepraszam, ledwo co wysłałem pana do domu, ale nie możemy znaleźć dokumentów do transakcji z M.P Investigation. Tej firmy śledczej. Jutro mamy z nimi podpisać umowę. Ponoć szef brał te dokumenty, ale....
- Poczekaj chwilę, poszukam ich w domu.
Sasuke poleciał do swojego biura domowego. Po 10 minutach i przeszukaniu całego gabinetu - przez co wyglądał on jakby przeszła przez niego burza - znalazł owe dokumenty i napisał swojemu pracownikowi, że zaraz je dostarczy.
Chciał poinformować o tym Sakurę, ale gdy wszedł do salonu ta już spała. Ściągnął jej bity i położył w wygodnej pozycji po czym przykrył kocem i pocałował czule w czoło.
Zostawił kartkę na stole informującą, że pojechał do firmy i za niedługo wróci.

Wsiadł do auta. Jechał jakieś pół godziny, z zepsutym radiem. Akurat teraz gdy chciał stłumić wszelkie myśli oraz wspomnienia. Dlatego przez te trzydzieści minut dopadły go te, które próbował zagłuszyć od dwóch tygodni. Tęsknota narastająca w nim każdego dnia kłóciła się z próbą zachowania uczuć wobec żony. Kochał ją, to nie było tak, że było im źle. Zależało jemu na jej i Sarady szczęściu, a wiedział że może im to dać kosztem własnego. Mimo, że tak bardzo chciał go zobaczyć. 
Te oczy, te włosy, ten uśmiech i głos. Wystarczyłby mu widok. Chociaż czy na pewno? Czy nie chciałby go dotknąć? Czy nie chciałby...
Musiał gwałtownie zahamować, bo nie zauważył czerwonego światła. Zatrąbił na niego jakiś samochód i miał słuszność. Sasuke już do końca trasy skupił się na drodze. 
Suigetsu czekał na niego pod firmą.
- Dziękuję. Ratujesz mi życie szefie.- uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy. Poza tym to moja firma, a nie twoja. To ty mnie ratujesz. Zostawcie te dokumenty i lećcie do domu.
- Dzięki. Pewnie. Dobranoc!
Pomachał mu i wsiadł z powrotem do auta. Oparł głowę na kierownicy i zamknął oczy. 
Musisz przestać Sasuke. Przestań o tym wszystkim myśleć!
Jakby to było takie proste. Z reguły jest tak, że im bardziej nie chcesz o czymś myśleć tym bardziej cię to nęka.
Wyprostował się, wziął głęboki oddech i odpalił samochód.
Chciał wracać tą samą drogą, ale zrobił się tam wielki korek nie wiadomo skąd. Zawrócił i pojechał naokoło, co niestety zmuszało go do przejechania obok kaplicy. 
No nie wierzę! Dlaczego zawsze jak tu przejeżdżam to muszę cię widzieć?! 
Ich oczy się spotkały, a Sasuke skręcił gwałtownie w prawo wjeżdżając na chodnik i wyszedł z auta trzaskając drzwiami co spotkało się ze zdziwionym spojrzeniem blondyna.
- Sasuke. No proszę, co cię tu...- zaczął złośliwie.
- Nie odzywaj się! Powiedz mi jak to się dzieje, że za każdym razem widzę cię przed kapliczką?!- był bardzo zdenerwowany choć właściwie chyba tylko na siebie.
- Moment. O co ci w ogóle chodzi. W przeciągu pół roku widzieliśmy się trzy razy włączając teraz.- nie rozumiał co takiego zrobił.
- Czemu musiałeś się znowu pojawić!
- A ktoś ci kazał mnie spotykać! Też wolałbym cię już nigdy nie zobaczyć. Po co w takim razie się zatrzymałeś!- krzyknął już głośniej.
- Bo mnie wkurzasz! Co ty tu robisz o takiej godzinie!
- A co cię to interesuje Uchiha!
- Lepiej nie podskakuj Uzumaki!
- Bo co? Przywalisz bogu ducha winnemu księdzu?- zaśmiał się i pokręcił głową.- no pewnie.
- Nie możesz po prostu zniknąć?!
- Zniknąć?! Zniknąłem 8 lat temu. To nie moja wina, ze znów się spotkaliśmy!- zgrzytnął zębami.
- Ty... Bo znowu stosujesz te swoje gierki! Próbuję o wszystkim zapomnieć a nie umiem! Męczę się już tyle lat! W dodatku musiałem znów cię zobaczyć!
- Nie zachowuj się jakby wszyscy oprócz ciebie byli winni!- poczochrał się po włosach- Poza tym wtedy...
- Wiem!
Zapadła chwila ciszy po czym Sasuke podszedł i złapał blondyna na kołnierz.
- Wiem, że wtedy to była moja wina! Wiem, że zraniłem i ciebie i ją! Wiem, że jestem najgorszym co cię spotkało! Wiem...
- Nie jesteś.- przerwał mu. Sasuke puścił go i patrzył ze zdziwieniem.- Nie jesteś najgorszy Sasuke.- to był już inny ton. Już nie był zły.. był smutny?
- To.. Ty mnie nie nienawidzisz?
- Nie Sasuke. Owszem nienawidziłem, ale wybaczyłem ci już dawno temu. Trochę to trwało, ale udało mi się od ciebie uwolnić.- uśmiechnął się smutno.- Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Dlaczego ty taki jesteś!- ponownie wybuchł.
- A teraz o co ci znów chodzi? Szukasz zaczepki czy jak?!
- Jesteś największym debilem ze wszystkich usuratonkachi!
- Tak?! Ja do ciebie na spokojnie a ty mnie wyzywasz?! Spróbuj to powtórzyć draniu!- mierzyli się przez chwilę wzrokiem, aż dosłownie w jednej chwili wybuchnęli śmiechem. Nie mogli przestać. Sasuke usiadł na ziemi, Naruto na ławce obok i śmiali się dalej nie mogąc wydusić z siebie żadnych sensownych słów. Gdy się już trochę uspokoili Naruto poklepał miejsce obok siebie. Brunet usadowił się tam i śmiali się jeszcze chwilkę choć już delikatniej.
- Jeny.. Dawno się tak nie śmiałem.- stwierdził mężczyzna.
- Co ty nie powiesz? Ja w ogóle rzadko widziałem śmiejącego się Uchihe.- szturchnął go.
- Masz rację. To dzięki tobie się otworzyłem. Usuratonkachi- również go szturchnął lekko.
- Nie gadajmy o tym. I nie mów tak do mnie!- pogroził mu palcem.
- Bo co? Ja mogę.
- Ohoho.. od kiedy to ty ustalasz prawo?
- Od zawsze.- potarł ręce.- Naruto..co do...
- Nie nazywaj mnie tym imieniem.
- Ale dlaczego, przecież jesteśmy tylko...- nie dokończył przez wzrok chłopaka.- okej. Chris. Co do ostatniej mojej wizyty tutaj...
- Nie ma o czym mówić.- przerwał mu twardo.
- Ale przecież...
- Rozumiem Sasuke.- spojrzał na niego łagodnie.- ja naprawdę rozumiem.
- Rozumiesz?
- Tak.- pogłaskał go delikatnie po ręce, którą od razu zabrał i wstał.- Dobra. Musisz wracać do domu.
- Racja.- Również wstał i podał mu rękę.- Do zobaczenia usuratonkachi.
- Do zobaczenia draniu.

Odwrócili się i zaczęli iść w dwie różne strony. 
Sasuke już miał zamiar wejść do samochodu gdy olśniło go. 
Ten dotyk jego dłoni, ten wzrok. Przecież on zawsze jak się tak zachowywał to... Odwrócił się i zawołał.
- Naruto!!!
Ale ten już wszedł przez boczne drzwi do zachrystii.
Sasuke szybkim tempem dotarł do wejścia i zastał stojącego tyłem do nich blondyna, któremu trzęsły się ramiona. Powstrzymywał się.
- Czemu nie odjechałeś?- wyszeptał blondyn.
- Bo sobie przypomniałem co zawsze robiłeś, żeby mnie przekonać, że wszystko jest w porządku.- podszedł i pogłaskał go po głowie. Musiał to być zarazem czuły, ale i komiczny widok. Dwóch dorosłych mężczyzn schowanych przy drzwiach kościoła. Jeden pocieszający drugiego.
- Naruto. Nigdy nie byłeś dobry w ukrywaniu uczuć, ale mimo to zawsze mnie pocieszałeś.
- Sasuke.- przestał się trząść, spojrzał na niego twardo z mokrymi policzkami.- To jest złe rozumiesz? Ty masz rodzinę, a ja jestem księdzem. Koniec tematu. Więcej tu nie przychodź.- odwrócił się z zamiarem odejścia.
- Naruto.- powinien chwycić go za rękę, a on tylko wymówił jego imię TYM tonem i to wystarczyło aby blondyn nie mógł zrobić ani jednego kroku więcej. Podszedł do niego, odwrócił w swoją stronę i przytulił delikatnie.
- Wiem, że to złe. Ale powinienem już wtedy odpuścić. Owszem kocham Saradę, Sakura też jest dla mnie ważna, ale od kiedy pierwszy raz cię znów zobaczyłem. Mimo tego, że minęło 8 lat. Mimo tego, że próbowałem zapomnieć.- popatrzył mu w oczy i złączył ich czoła.- Nigdy nie przestałem cię kochać Naruto, choć wiem że to złe i niewłaściwe. Wiem, że mogę tym zranić wiele osób w tym i ciebie, ale... Ja po prostu... Nie mogę przestać o tobie myśleć.- złapał jego policzki w dłonie i zamknął oczy.
- Ja też Sasuke. Ja też nie mogę zapomnieć.- spojrzał na niego czule i odsunął dłonią od siebie na odległość jednego metra.- Tylko, że ja potrafię z tego zrezygnować. Wygląda na to, że tym razem ja gram rolę tego mądrzejszego. Dobranoc Sasuke.
- Naruto.- Złapał go za rękę, przyciągnął i pocałował. To był pocałunek krótki, ale najbardziej namiętny w życiu ich obydwu. Zakończył go Naruto.
- Nie... Przestań.- wtedy już naprawdę uciekł.
Sasuke dopiero teraz otrząsnął się i zdał sobie sprawę z tego co powiedział i co zrobił. Najpierw przeszło go poczucie winy, a po chwili spojrzał na Jezusa i opanował go gniew.
- Najpierw mamy się kierować sercem, miłością a później.... później mówisz, że to złe?! Nienawidzę swojego życia, nienawidzę siebie bo zniszczyłem życie im obojgu! Sakura mogłaby być z kimś kto ją kocha! Tylko ją! A Naruto?... Nie musiałby teraz się mną zamartwiać! Nie musiałby wtedy zapominać! Gdybym... Agh!!!!!- wyszedł trzaskając drzwiami.

Wrócił do mieszkania jeszcze nabuzowany. Na szczęście Sakura spała, Sarada też. Położył się w sypialni i zasnął myśląc tylko o tym jak długo Naruto będzie tej nocy płakał.

__________________________________________________________________________________

No i mamy następną część!
Jak się podoba! Mnie bardzo. Jestem pochłonięta. 
Pisałam to dziś 6 godzin. dajcie znać jak wyszło!



niedziela, 14 stycznia 2018

Miłość jedno ma imię - cz 1

Spis treści

- Tatusiu! Wejdźmy tam! Chcę to zobaczyć!- ciągnęła swoją malutką rączką bardzo przystojnego mężczyznę. Oglądały się za nim kobiety, nastolatki szeptały, a dzieci podziwiały.
Kucnął przy niej i uśmiechnął się po czym popatrzył na monumentalny budynek.
- W naszym rodzinnym mieście nigdy nie widziałaś kaplicy prawda?
Pokręciła małą główką.
- Dobrze.- wstał i złapał za jej chudziutką rączkę.- możemy rzucić okiem.- uśmiechnął się.
Dziewczynka rozpromieniła się po czym weszli do świątyni. Już z zewnątrz byli pod wrażeniem jej wielkości, kolorów. Była piękna. Tak po prostu piękna. W środku kościół utrzymany był skromnie i przez to biła od niego prostota. Na każdej z ławeczek leżał egzemplarz małej jednokolorowej książki.
- Do czego one są?- zaciekawiła się Sarada. Otworzyła jedną i zaczęła czytać, bardzo powoli tak jak tylko potrafią dzieci w jej wieku.
- To są pieśni Sarada.
- Pieśni?
- Tak.- wziął książeczkę i usiedli w jednej ławce.- Ludzie przychodzą tutaj żeby pomodlić się do Boga, w którego wierzą. To są piosenki, które śpiewają mu żeby okazać wdzięczność, prośbę lub przeprosić.
- Po co aż tyle?- zdziwiła się dziewczynka.
- Jest im to potrzebne.- zabrał jej książeczkę i odłożył na miejsce.- Czy panna już zaspokoiła swą ciekawość?
- Ah!- otrząsnęła się zdając sobie sprawę, że miała oglądać a nie wypytywać.- Nie! hihi!
- Ciii.- przyłożył palec do ust.- możesz sobie obejrzeć tylko bądź cicho.
- Um.- zgodziła się i przeszła do bocznej nawy oglądając różne obrazy i rzeźby przedstawiające świętych lub sceny z biblii.
Sasuke spojrzał na ukrzyżowanego Jezusa wiszącego pod sufitem przed nim. Miał wrażenie, że patrzy na niego z wyrzutem.         
No co.

Pomyślał.
Wszystko robię zgodnie z tym co ponoć głosiłeś.
Mam żonę, dziecko... kocham rodzinę.

Uśmiechnął się do siebie z zamkniętymi oczami, a gdy ponownie spojrzał na Jezusa.
Ojj no weź. Nie patrz się tak. Jak inaczej mogłem postąpić. Jestem odpowiedzialny i jestem Uchiha, a przecież Uchiha zawsze... zresztą przecież Ty to już wiesz.
I nie mogąc dłużej znieść tego spojrzenia wstał i zaczął szukać córki, ale nigdzie jej nie było. Po chwili gdy doszedł do pierwszych ławek usłyszał jej głos dochodzący z zachrystii. Jej.. i kogoś innego, choć znajomego.
Podchodził powoli.
Kiedyś już słyszał ten głos.
Lekko przyspieszył.
Jednocześnie chciał i nie chciał żeby to był TEN głos.
Stanął przed drzwiami, ale nie wszedł od razu. Trzymał po prostu rękę gotową do zapukania. Bo nie wierzył, że ten głos może należeć do niego.
- Naprawdę mogę Ojcze?- znów usłyszał podekscytowany głosik córeczki.
- To prezent. Jest z drzewa bambusowego. Myślę, że ten Pan na górze jest jak najbardziej za.- przyjemny męski głos. Najprzyjemniejszy ze wszystkich jakie ktokolwiek kiedykolwiek mógł usłyszeć. Pod wpływem tego głosu każdy grzesznik by się nawrócił.
Rozmawiają po japońsku? Pomyślał brunet. W końcu zdobył się na odwagę i zapukał. Dziewczynka dalej się nad czymś zachwycała.
- Welco...- chciał odpowiedzieć nieznajomy, ale nie dokończył gdy zobaczył przybysza.
- Papa! Zobacz co dostałam.- podeszła do mężczyzny, potupała trochę w miejscu z radości i otworzyła piąstkę. Leżał na niej zwinięty różaniec z jasnobrązowych koralików. Kucnął przy niej.
- Ile razy mam Ci mówić żebyś tak nie znikała- powiedział z dezaprobatą, ale gdy dziewczynka zdała sobie sprawę z błędu - co rozpoznał po jej mince - uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie.
- Już dobrze. Podziękowałaś ładnie?
Obróciła się na pięcie, skłoniła uprzej ie i powiedziała piękne głośne
- Dziękuję Ojcu bardzo. To jest mój tata...
- Sasuke.- wypowiedział cicho.
- Tak.. Papa, znacie się?- zdziwiona spojrzała na bruneta.
- Um. Byliśmy kolegami w szkole.- uśmiechnął się do niej, choć był w ciągłym szoku.

W końcu tę niezręczną chwilę przerwał Naruto. Ubrany w czarną sutannę z podwiniętymi rękawami i koloratkę. Podszedł do Sasuke z wyciągniętą ręką.
- Dawno się nie widzieliśmy.
Sasuke uścisnął dłoń.
- Rzeczywiście dawno.
Naruto uśmiechnął się czego Sasuke już nie wytrzymał i odwzajemnił gest. To nie był uśmiech zwykły, wyrażał ulgę, tęsknotę, uczucia i wiele innych emocji.
- Więc Sarada, twoją mamą jest Sakura?- kucnął przy dziewczynce.
- Hai! Zna Ojciec też moją mamę?- była naprawdę zdziwiona.
- Tak. Kiedyś się przyjaźniliśmy wiesz.- uśmiechnął się do niej pokazując białe zęby i podniósł się. Była malutka, więc nie usłyszała w jego głosie smutku gdy wypowiadał to zdanie.
- Więc Sasuke. Co robisz w Lansing w stanie Michigan?- uniósł brew.
- Mógłbym zapytać o to samo, ale po wyglądzie widzę, że wiele się zmieniło.- podparł się pod boki.
-Ahahahah..- blondyn jak zawsze założył ręce na kark śmiejąc się nerwowo.- maaa naaa... Zostałem księdzem ponad dwa lata temu. Tutaj przenieśli mnie niedawno. Dopiero poznaję miasto. A tak w ogóle to niedaleko jest...
- Dalej masz ten nawyk.- zauważył brunet.
- Co?
- Ręce.- wskazał palcem.
Naruto popatrzył za siebie.
- aaaa tak. To raczej mi nie zniknie. - podrapał się po policzku.
- Posłuchaj Naruto. Może któregoś dnia...
- Nie Naruto.- przerwał mu.
- Słucham?- zdziwił się kompletnie nie rozumiejąc sytuacji.
- Podczas święceń przyjąłem inne imię. Ojciec Chris już teraz.
- Więc mam do Ciebie mówić Chris?- nie udawał, że mu to nie pasuje.
Naruto stanął bokiem i zamknął oczy.
- Czemu mówić? Masz zamiar się ze mną jeszcze spotkać?- zerknął na niego.
Ach! Złapał mnie za słówko. Dalej jest dobry. Przemknęła mu myśl.
- Chcę porozmawiać, dowiedzieć się co się z Tobą działo przez te osiem lat.- uśmiechnął się lekko.
- Pewnie. Jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć.
- Okej. Przyjdę.
Zapadła cisza. Temu wszystkiemu przyglądała się mała Sarada spoglądając z zaciekawieniem to na jednego to na drugiego mężczyznę. Z zamyślenia (a raczej wgapiania się w siebie) wyrwał ich dźwięk telefonu.
Sasuke w pośpiechu wyciągnął go i odebrał.
- Ha....
- Chaaannnaaaroooo!!!! Gdzie jesteście?!!- wydarła się rozmówczyni tak, że Sasuke odchyliło od słuchawki.
- Sarada chciała coś zobaczyć. Już jedziemy.- odpowiedział spokojnie.
- Dobrze. Chodźcie, bo obiad stygnie. Czekam na was. Buziaki.- dodała już całkiem innym tonem.
- Hai. Za 15 minut będziemy.- rozłączył się.- to ja...
- Na przyszłość wyłączaj dźwięk jak wchodzisz do Domu Pana.- pomachał palcem jakby chciał powiedzieć dziecku "nu nu nu".
- Okej. Sorki. To... do zobaczenia Naru... tsk...- pomylił się.- Father Chris.
- Pewnie. Cześć. Miłego powrotu, Tobie też mała księżniczko.- uśmiechnął się do dziewczynki kłaniając się jak książę.
- Hai! I jeszcze raz dziękuję!- również się ukłoniła.

Pożegnali się i wyszli z kaplicy kierując się w stronę autobusu. Szli w ciszy póki Sarada nie zwróciła mu uwagi.
- Papa, to ta stacja.- zatrzymała go.
Szedł zamyślony. W autobusie w swojej standardowej pozie. Szeroko rozłożone nogi, łokcie oparte na kolanach, a głowa na złączonych dłoniach i przymknięte oczy. To była jego pozycja "myśląca".
Co to w ogóle było za spotkanie? Ostatni raz... a nieważne. Co za zbieg okoliczności kazał nam spotkać się akurat w Ameryce. W życiu bym nie pomyślał... Nie chcę mówić o tym spotkaniu Sakurze, ale... Sarada na pewno powie, więc bez sensu to ukrywać.



 *****


- Mama! Mama! Mama!- krzyczała Sarada już od progu.
- Słucham Cię kochanie.- Sakura nachyliła się nad dziewczynką.
- Zobacz co dostałam od księdza!- wyciągnęła prezent prosto pod nos mamy. Ta zaśmiała się i wzięła różaniec do ręki.
- Bardzo ładny. Od kogo go dostałaś?
- Od waszego kolegi ze szkoły!- krzyknęła.
Sakura popatrzyła pytająco na męża. Ten wszedł i dał jej całusa w czoło.
- Zaraz ci opowiem.
Usiedli do stołu. Powiedzieli krótkie "Itadakimasu", każdy po swojemu. Oboje starali się zachować japońskie tradycje w obcym kraju. Takie jak jedzenie pałeczkami, zdejmowanie butów przed wejściem do domu oraz do łazienki, zakładanie yukaty na czas festiwalu, pamiętanie o świętach i tym podobne.
Rozmawiali o planach na weekend i w pewnym momencie dziewczynka wspomniała o dzisiejszym dniu.
- Wiesz mamo, byliśmy w kościele i...
- Sarada.- powiedział mocnym tonem brunet.- mogę ja opowiedzieć mamie o dzisiejszym spotkaniu?
- Hai.- odpowiedziała dziewczynka już nie jak dziecko, a jak dorosła. Znała ten ton. Nie tolerował on sprzeciwu. Zamilkła, wiedziała że to najlepsza opcja w tej sytuacji chociaż nie rozumiała czemu twarz taty przybrała nagle taki ostry wyraz. A może się czymś martwił po prostu?
- Co się dzieje?- zaśmiała się nerwowo kobieta.- Straszycie mnie.
- Poznaliśmy dziś pewnego księdza. Od niego Sarada dostała różaniec. Też jest Japończykiem.
- To bardzo miło z jego strony. W którym kościele?
- Kojarzysz tę wysoką kaplicę? Jakąś godzinę na piechotę stąd.
- Wiem, która. Co prawda nigdy tam nie byłam. A jak tobie się tam podobało Sarada?- uśmiechnęła się mama.
- Bardzo mi się podobał budynek. Wiesz, że tam ludzie śpiewają piosenki z takich książeczek? Czemu my tak nie robimy?- zadała pytanie i wzięła ostatni kęs ryżu do ust.
- Hmmm... ludzie różnie praktykują wiarę w Boga. My robimy co innego, a oni co innego. Będziesz starsza to zrozumiesz. Pewnie w szkole Ci powiedzą.- pogłaskała ją po głowie.
- Mama! A wiesz, że ten ksiądz to wasz kolega?
- Jaki?
Sasuke wstrzymał powietrze.
- Chris!
- Hehe.. nie znam nikogo takiego.
- Naruto.- szepnął Sasuke.
- He?- Sakura na dźwięk tego imienia wypuściła pałeczki, ale za moment na jej twarz powrócił uśmiech, maska.- Aaaa... Naruto! I co tam u niego?
- Sakura.
- Mam nadzieję, że się dobrze trzyma.
- Sakura.
- Co go wywiało, aż tutaj. Sarada skończyłaś?
- Yhm. Dziękuję za posiłek!- krzyknęła i uciekła do pokoju.
- Sakura. Nie udawaj, że nie słyszysz.
- Heeeee? Jest teraz księdzem tak?- zabrała brudne naczynia i stanęła przy zlewie. Sasuke stanął za nią.
- Sakura.- szepnął delikatnie.
- Gumen... Po prostu... zaskoczyliście mnie tym...- płacze... słyszy to w jej głosie.
- Sakura.- przytulił się do jej pleców i objął ją swoimi ramiona.- Złościsz się?
- Nie.. dlaczego? Przecież nic się nie stało.. To po prostu... emocje.
- Sakura... to było 8 lat temu.
- Wiem.- szepnęła i odwróciła się w jego stronę tuląc do męskiego i ciepłego torsu.- Nie wrócisz tam?
- Gdzie?
- Nie spotkasz się z nim?
- Nie.- padła szybka odpowiedź.
- Arigatou... Sasuke?
- Hmm?
- Kochasz mnie?
- Kocham cię.- również szybka odpowiedź.


Tak jak obiecał nie wrócił tam. Nie odwiedził kościoła przez miesiąc, drugi, trzeci, nie zrobił tego też w czwartym, ale pech chciał, że w piątym miesiącu od obietnicy jadł obiad z klientami w restauracji..
.. naprzeciwko kaplicy.
- Panie Uchiha, dziękujemy za przedstawienie pańskiej propozycji. Po dłuższym przemyśleniom... chcielibyśmy dołączyć do tego projektu.- uśmiechnął się mężczyzna niewiele starszy od bruneta.
- Dziękuję panom bardzo. Może od razu umówimy się na następne spotkanie? Tym razem w biurze.
Zaśmiali się po czym ustali następny termin. Mężczyzna posiedział jeszcze chwilę sam w restauracji patrząc na kaplicę.
Obiecałem.
Przyglądał się dużym drewnianym drzwiom oraz figurom nad nimi.
Nie pójdę.
W momencie gdy odwracał wzrok znów go zobaczył. Naruto. Tym razem bez sutanny, ale w koloratce uśmiechnięty od ucha do ucha trzymał drzwi i żegnał po kolei dzieci wychodzące z kościoła.
Może jakaś schola?
Każdemu coś tłumaczył, a gdy po chwili sobie coś jeszcze przypominał to krzyczał za nimi. Ostatnie dziecko pogłaskał po głowie, po czym chłopiec czmychnął do rodziców czekających na niego, a Naruto stał i machał jeszcze wszystkim swoim podopiecznym. 
Nie mogę.
Gdy ostatnia dziewczynka zniknęła za rogiem jego ręka się zatrzymała.
Sasuke nie możesz!
Może wszystko byłoby by inne gdyby nie ten dzień.
Może gdyby Sasuke wyszedł od razu z restauracji nic by się nie wydarzyło.
Może gdyby jednak namówił klientów żeby zjedli gdzie indziej niczego by nie żałował.
Może gdyby potrafił...
Sasuke nie patrz!
Może gdyby odwrócił wzrok 2 sekundy wcześniej i nie zauważył tego bezgranicznego smutku malującego się na twarzy blondyna nie wyszedłby z restauracji i nie skierował się od razu do kaplicy.
Może gdyby tak bardzo nie chciał go zobaczyć.
A obietnica?
Może gdyby to po prostu nie był on to wszystko potoczyłoby się inaczej.
Przecież ja chcę z nim tylko porozmawiać. Byliśmy przyjaciółmi. 

Może gdyby nie znalazł sobie wymówki.
Rozmowa to nic złego.

Nie wiedział kiedy to się stało. Tak jakby stracił panowanie nad własnym ciałem.
Pamiętał tylko swój szybki krok i ostatnie 4 metry dzielące go od mężczyzny. Naruto zdążył się tylko odwrócić słysząc czyjeś kroki.
- Sas...
Przytulił go.
Nikt... Nikt nie byłby w stanie zrozumieć ulgi jaką odczuł w tym momencie. Trzymał go bardzo mocno i wyszeptał ciche.
- Przepraszam.
Naruto go nie odtrącił, ani nic nie powiedział. Rozumiał. Może przez ich niegdysiejszą przyjaźń lub fakt, że jako ksiądz częściej stykał się z nieszczęśliwymi ludźmi.
Sasuke przeprosił go jeszcze kilka razy, a z każdym następnym szlochał. Najpierw był to stłumiony płacz, który następnie poprzez głośniejszy przerodził się w donośny szloch.
W tym płaczu Naruto wyczuł wszystkie emocje, z którymi brunet musiał się zmagać sam przez 8 lat. Nic nie mówiąc głaskał go po włosach. Starał się zachować zawodowy spokój i prawie by mu się to udało. Tylko drżenie ręki dotykającej głowy Uchihy zdradzało jego zdenerwowanie i to, że on także nie zapomniał.
8 lat... łatwiej im obojgu byłoby zapomnieć.




_______________________________________

Bardzo mi się podoba ta historia. Chcę ją pociągnąć zawieszając wszystkie inne historie.
Powiedzcie czy ktoś tu jeszcze zagląda? :)


wtorek, 5 września 2017

HWTM 21

21 - Itachi... na poważnie

Naruto postanowił zostać dziś u Saska. Wchodzili właśnie po schodach całując się i przytulając, aż w końcu oparli się o drzwi.
- Ała.. Sasuke. Uważaj.- szepnął.
- Przepraszam.- szepnął mu do ucha.
- Masz kluczyk?
W odpowiedzi usłyszał dźwięk otwieranego zamka. Po cichutku weszli do środka i ściągnęli buty. Chcieli iść prosto do sypialni Sasuke, ale gdy przechodzili obok salonu zdziwił ich widok Itachiego siedzącego naprzeciw wyłączonego telewizora uśmiechającego się błogo w świetle lampki.
Zaczeli powoli podchodzić szepcząc do siebie.

- Myślisz, że śpi?- spytał Naruto.
- Raczej znajduje się w stanie błogiej nieświadomości.
- Że co?
- A no tak, zapomniałem że nie rozumiesz takich... ała!- wyprostował się.

- Ciiiii.- uciszył go.- Rozumiem. W sensie, że marzy tak?
- Dokładnie.
Oparli się łokciami o kanape po dwóch stronach jego głowy. Brunet pomachał bratu przed oczami co nie dało żadnych efektu.
- Dość głęboki ten stan.- stwierdził Naruto.- Itachi?
Cisza.
- Itachi?- powiedział już normalnym tonem Sasuke.
Dalej nic.
Chłopcy spojrzeli na siebie i zaczęli poruszać ustami.

Jeden...
dwa....
trzy...

- ITACHIIIIII!!!!
- Co jest?!- dosłownie wypadł z kanapy starszy Uchiha stając w obronnej pozycji. Gdy spojrzał za siebie ujrzał już czerwonych od wstrzymywania śmiechu chłopców, którzy już nie wytrzymali.

- Ej! O co wam chodzi? I w ogóle która jest godzina.- spojrzał na zegarek.- No co t.... Po Dwudziestej Drugiej? Co ja robiłem?
- Itachi. Bujałeś w obłokach.- odparł siadając na kanapie. Rozłożył ręce na oparciu i założył nogę na nogę.- Coś się stało?

- No właśnie Itachi. Coś ci się przydarzyło i to nie byle co.- uśmiechnął się ciekawsko blondasek.
Starszy od razu znów uśmiechnął się do siebie tylko, że teraz był to uśmiech ciepły, czuły, jakby przypomniał sobie coś bardzo cennego.
- Widzę, że to coś poważnego co bracie?- rzucił Sasuke.
- To nie .. to ... jeszcze nic. Ale... może wam powiem jak już będzie coś.- błysnął zębami wystawiając kciuka w górę.
- Hahahaha. Ale powiedz nam chociaż kim ona jest.- niecierpliwił się blondyn.

- Jeszcze nie mogę.
- Eeeeeee?! Nande?- zrobił zawiedzioną minę Naruto.
- Nie chcę zapeszyć.- odparł jak na niego dziwnie poważnym tonem.
- Naruto. Zostaw Itachiego.- powiedział Sasuke idąc w stronę schodów.- Powodzenia...Onii-chan- uśmiechnął się jeszcze i zniknął na schodach.
- Itachi... Uuuuuumieram z ciekawości!- wystrzalił.- Ale rozumiem twoją prywatność.- pokiwał głową i już ruszył na górę.
.
.
.
.
.
- To może chociaż imię?- podbiegł z powrotem.
- Sorki Naruto.- pstryknął go w czoło- może następnym razem.- i zaczął się ubierać.
- Gdzie wychodzisz?- ach ten nasz wścibski blondynek.
- No jak to. Nie chcecie przypadkiem czegoś dokończyć?- puścił mu oczko na co tamten się zaczerwienił jak po miesiącu leżenia na plaży.
- W...Widziałeś?
- Nie umknęło to mojej uwadze.
- T... T... To miłego spaceru.- i już go nie było.
Itachi uśmiechnął się i wyszedł z ociąganiem. Musiał się przejść. To co się stało, choć tak naprawdę niby nic takiego. Ale co właściwie? Starał się to wszystko teraz na spokojnie przeanalizować. Zabrał Hinatę po to aby tamci młodzi zakochani mogli pobyć w końcu sami. Zaprosił ją na lody (czego w planach nie było). Usiedli w kawiarni i gdy lody już przybyły wyznał jej prawdę.
- Wiesz. Tak naprawdę chodziło tylko o to żeby cie stamtąd zabrać.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i odparła.
- Wiem.- zdziwiło to chłopaka.
- Wiesz?
- Yhm. Wiedziałam od początku. Po prostu chciałam... jeszcze troszkę...- zamilkła na chwilę, ale opamiętała się, zauważyła że chłopak ją obserwuje więc zaczęła łączyć co chwile palce wskazujące jak to miała w zwyczaju.
- Pewnie myślisz, że jestem denerwująca, ale ja...
- Uważam, że jesteś piękna.(OST) - przerwał jej dalej uważnie się w nią wpatrując. Hinata zaczerwieniła się i zaczęła uciekać wzrokiem. Zupełnie się tego nie spodziewała. Gdy Itachi zdał sobie sprawę co powiedział zapragnął uratować sytuacje.
- Ale tu nie o to chodzi.- zaplótł ręce na piersi.- wygląd nie ma tu nic do rzeczy. Oni się po prostu kochają. To wszystko. 
- Yhm. Dziś to zauważyłam.- znów uśmiechnęła się smutno i widać było, że powstrzymuje się od płaczu.- Wygląda na to, że nie mam szans.
To był TEN moment. Tak sobie teraz pomyślał Itachi. Że wtedy gdy się uśmiechnęła i powiedziała to zdanie, on odpowiedział na nie w myślach. "A ja nie mam szans u ciebie"... To chyba wtedy zwrócił na nią uwagę, nie jako koleżanka jego brata, nie jako kuzynka znajomego... Spojrzał na nią jak na kobietę. Piękną i delikatną niczym porcelanowa figurka. Dmuchnij, a zleci i się pobije.
  Nagle chwyciła łyżeczkę i włożyła do buzi kilka kęsów lodów.
- Hinatana! Czek...
- Uuuuuuuu....- widocznie zamroziło jej na moment język.
- Chciałem ci powiedzieć.
- Hahahaha- zaśmiała się niespodziewanie.- Teraz ty senpai.
SENPAI? To był drugi moment. Pierwszy raz się tak do niego zwróciła. 
Od razu chwycił za łyżeczkę i powtórzył to co zrobiła dziewczyna. Gdy i jemu zamroziło na moment język zatrząsnął się, potem spojrzał na dziewczynę i oboje się roześmieli.
Poprawił jej humor. To wystarczyło. Potem odprowadził ją do domu. Bardzo chciał ją przytulić, ale ta nieśmiała nastolatka ponownie go zaskoczyła. Szybko ledwie musnęła go w policzek, spuściła głowę tak że nie widział jej oczu i wyszeptała ciche.
- Arigato senpai. Oyasuminasai. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do domu.
Szok. To jedyne wytłumaczenie. Teraz gdy tak chodził po mieście nieświadomie zawitał pod tę knajpkę gdzie jedli lody. Usiadł przy wyłączonej teraz fontannie i zamyślił się. 
- A więc tak czuli się chłopcy gdy się zakochali.- zaśmiał się w niebo.- Zobaczymy, zobaczymy. To mi się jeszcze nie zdarzyło... hehe. No Itachi. Hinata tak?


sobota, 4 lutego 2017

"Wiem o czym myślisz, wiem jaki jesteś" CZ.4

- No... może być.- mlasnął ustami Naruto zajadając ramen. Pyyysznooościiiiiii!!!!
- eee... Naruto- zaczął brunet.- Gdyby to było takie w miarę to nie jadłbyś już czwartej miski- zaśmiał się z wyższością.
- Zamknij się! No niech będzie.. Jest spoko.- speszył się troszkę chłopak.
    Właściciel baru uśmiechnął się do swojego stałego klienta i z wdzięcznością zabrał pustą już miseczkę.
- Naruto. Mam nadzieję, że wpadniesz za niedługo.
- Niech będzie.- odburknął tamten i wstał z zamiarem wyjścia.
- No.- Sasuke zarzucił sobie torbę na plecy i poczochrał "postrach szkoły" po głowie.- To teraz idziemy do mnie.
- Niech będzie.
    Szli w ciszy przez jakieś 10 minut, gdy blondyn nagle przystanął i wbił wzrok w ziemię.
- A... A-a-n..nn..- Ano!- wydukał wreszcie na co kolega się odwrócił.
- Co jest?- popatrzył na chłopaka.
- Sasuke.. ja... ja... za dziś.. ja...- Zamknął oczy i nabrał powietrza.- Za dziś. Dziękuję Ci. Bardzo dziękuję.- wykrztusił z siebie i po chwili usłyszał oklaski. Podniósł wzrok i zobaczył uśmiechniętego chłopaka, który uderzał dłonią o dłoń.
- Brawo.- powiedział kończąc oklaski.- Powiedziałeś to samo o czym pomyślałeś. Tak trzymać.- wystawił w jego stronę uniesiony do góry kciuk.
  Resztę drogi szli rozmawiając o szkole, a konkretnie o zajęciach. W końcu dotarli do posiadłości Uchihy.
- Łaaaaaał... Kasiasty jesteś co... Fajnie masz.- taka była reakcja blondyna. Wszedł przez wysoką oraz szeroką bramę zmierzając przez dłuuuugi, wydawałoby się ciągnący w nieskończoność ogród. Dotarłszy do drzwi bacznie obserwował działania bruneta.
  Ten doskonale zdając sobie sprawę z tego jak jest obserwowany zadzwonił domofonem.

- Halo.- odezwał się jakiś męski głos po drugiej stronie drzwi.
- Panicz już w domu. Przyprowadziłem kolegę. Proszę zrobić nam coś do jedzenia.- gdy otrzymał potwierdzenie, a drzwi otworzyły się od środka, spojrzał na blondyna i omal nie parsknął śmiechem. Ten straszny nastolatek, który wdawał się w bójki w tym momencie ekscytował się jak małe dziecko. Prawie skakał z nogi na nogę, a oczy lśniły mu jakby tysiącem słońc. Gdy tylko drzwi całkiem się otworzyły wpadł do środka i wydał z siebie okrzyk radości pomieszanej z ekscytacją.
- Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaał!!!! Jaki wielki hol!
Ciekawe czy mogę sam trochę pozwiedzać.
- Naruto.- przywrócił go na ziemię brunet.
- Hmmm?- odwrócił się, ale jego oczy dalej lśniły.
- Zaraz Cię oprowadzę, okej?- uśmiechnął się.
- Aaa..aa.. no.. niech Ci będzie.- niby się naburmuszył. Jeeeeeej!!! Jak fajnie!!!

   Sasuke nie wiadomo dlaczego zaczęła podobać się rola "opiekuna" blondyna. Z początku uznał, że obiecał coś i musi dotrzymać słowa, ale teraz? Robiło się coraz zabawniej, było to też swego rodzaju wyzwanie. Jeszcze nigdy nie spotkał osoby z tak ambiwalentnymi odczuciami.

Sasuke poprowadził nastolatka do swojego pokoju, żeby zostawić rzeczy.
- Zaraz tu wrócimy. Najpierw dół.- odparł słysząc jak tamten obruszył się, że chce się tu rozejrzeć.
- Spoko. Mi to wisi.
- Tak, wiem.- parsknął.
Zeszli spowrotem schodami na dół. I weszli do wielkiego pomieszczenia z mnóstwem kuchenek.
- Proszę paniczu, jedzenie gotowe.- pojawił się nagle starszy pan kłaniając się i wskazując stół pełen różnych pyszności.
- Woooo... nie strasz tak, panie kelnerze.- Naruto przyjął pozycję obronną.
- Haha.. to tylko mój lokaj. Służy naszej rodzinie od bardzo dawna, właściwie to on mnie wychował. Siadaj.- odparł z rozbawieniem Sasuke.
Naruto patrzył na starszego pana badawczym spojrzeniem.
- Jeszcze mi powiedz, że nazywa się Sebastian.
- E? Skąd wiedziałeś?- zdziwił się Sasuke.
- Serio?!- wydarł się blondyn i opadł na krzesło.
- Za łatwo cie nabrać Naruto.- wystawił mu język.
- Pfff.. Głupek.
- Zauważyłeś?
- Co?- już pożerał wzrokiem sernik z czekoladową polewą.
- Mówisz to czego chcesz.- odparł z cwanym uśmieszkiem.
Naruto zatrzymał widelec w połowie drogi do swojej buźki i rozszerzył oczy.
- F... Faktycznie.- Spojrzał na chłopaka.- To znaczy, że jest już dobrze?
Sasuke skrzyżował ręce i popatrzył na niego jak na okaz w zoo drapiąc się po brodzie.
- Nie mam pojęcia. Zobaczymy. Teraz dokończ ciasto.
Naruto zarumienił się, bo Sasuke widział jak ten bardzo chciał to ciasto.

*****
Włączaj :) - Iwatobi Swim
Po krótkim oprowadzeniu (może nie takim krótkim) wielkiej posiadłości, poszli w końcu do pokoju.

- No to jedziemy.- zarządził Sasuke i rozsiadł się na krześle. Naruto natomiast usiadł potulnie przy oknie.
- Na razie skupimy się na podstawach.- blondyn zmarszczył brwi.- Jeny. Na podstawowych zwrotach. Typu dzień dobry, do widzenia, dziękuję itp. Rozumiesz? Bo nawet z tym masz problem.- pokręcił głową z rozczarowaniem.
- Nieprawda! No bo to trudne! - zaprotestował po czym odwrócił wzrok.
- No i znów.- westchnął Sasuke.- Słuchaj. Chcesz się z ludźmi normalnie zadawać no nie.
Pokiwał głową.
- Zrobimy tak. Zaczniemy ode mnie okej?- oparł łokcie o oparcie krzesła obrotowego.
- Jak od ciebie?- dalej nie rozumiał.
- Ale z ciebie debil.- jego znudzony głos był aż nazbyt dezaprobujący.
- Co?! A przywalił ci ktoś kiedyś! Wielki Panie Uchiha! Sie czepiasz.- wstał i zacisnął pięści.
- No raczej. Kilka dni temu, pamiętasz.- uniósł brwi.
- Gh...- cofnął się Uzumaki.- t... to twoja wina! Przepraszam no...
- Daj spokój, nie przejmuję się. Siadaj.- wydał polecenie i wskazał palcem jego dawne miejsce. To było dość komiczne.
- Hmph!... Niech ci będzie.- ucichł i po dłuższej przerwie rzekł.- Czyli mam ci mówić po prostu "cześć"?
- Brawo za spostrzegawczość.- znów pokręcił głową Sasuke. Jednak to było dla niego zabawne. Ten chłopak go po prostu rozbrajał.
- No weź!... To jaki w tym problem?
Sasuke otworzył szeroko oczy i zamrugał kilkakrotnie.
- Jak to jaki? To, że tego nie robisz?- uniósł brew.
- ...aaaa ta... no wiem. Znacz robię! Myślę o tym za każdym razem!
- Ale nie mówisz na głos! Nawet po cichu. Słuchaj zrobimy tak. Przez najbliższy tydzień, zaczynając od jutra będziesz mnie witać. Zawsze ty. Jasne?
- Jasne, ale Sasuke?
- Co znów?
- Jutro jest sobota.- odparł jakby ten drugi powiedział coś głupiego i zaśmiał się w głos, jednak zamilkł bo jego kompan nie odezwał się ani słowem tylko odwrócił w stronę biurka.- Sasuke?
- Wiem o tym........... Słyszę cię.
- No bo się odwróciłeś! Czemu? To jak chcesz jutro...
- Głąb jakich mało...- syknął pod nosem.- Jenyyy. Sasuke się zastanawiał czemu czuje się zakłopotany i dziękował, że blondyn nie może jemu czytać w myślach.
- No to o co...
- Idziemy jutro.- przerwał mu siedząc tyłem.
- Idziemy?- blondyn dalej nie rozumiał.
- A moooo! Idziemy jutro razem na miasto głąbie.- po tych słowach nastała taka cisza, że Sasuke w końcu spojrzał na kolegę po czym zerwał się i do niego podszedł.- Oi... Naruto co jest?- chciał dotknąć ramienia chłopaka, ale ten go odepchnął.
- N... nic. To tylko! No bo... Coś mi wpadło do oka no...- próbował jakoś wyjść z tej sytuacji z twarzą, ale szło mu kiepsko. Sasuke uśmiechnął się czule, nie pamiętał kiedy ostatnio się tak czuł. Troche jak starszy brat.
- Naruto. Rozumiem.- poczochrał go po włosach, a tamten zamarł.- Pójdziemy na karaoke, na naleśniki i połazimy po sklepach. Będziemy się dobrze bawić. Okej?
- T.. tak. Sasuke?- miał opuszczoną twarz, więc brunet nie widział emocji jakie się na niej teraz malowały.
- No co jest?
- Arigatou. - ledwo to wszeptał.
- Nie ma problemu! To co? Do jutra? Pierwsza próba! Nie zapomnij o "cześć", bo inaczej z całeeego dnia nici!- był bardzo stanowczy.
- Eeeeeeee?- spojrzał na niego jeszcze lekko czerwonymi oczami.- Tsk... no dobrze. Dzięki. To ja już pójdę.
- Trafisz do wyjścia?
- Tak. To do jutra.- uśmiechnął się już normalnie.- Debilu!- wystawił mu język i uciekł.
- C.... Ten dureń. Haha. Zaczynam go lubić. Kto wie, może za miesiąc będzie bardziej popularny ode mnie.- mimo, że taka wizja powinna zezłościć takich snobów jak on to wbrew temu uśmiechał się tak szeroko jak nigdy.
Naruto tak? Ciekawy z ciebie człowieczek. Jeszcze zobaczysz, że potrafisz więcej niż myślisz.

Musiałem się przebiec, żeby się zmęczyć. Nie wiem jakim cudem on ich nie usłyszał, moich myśli w tamtym momencie. Co się ze mną dzieje? Sasuke... Mój pierwszy...
- .. przyjaciel.- wyszeptałem na głos i od razu się rozejrzałem nerwowo czy nikt tego nie usłyszał. Odetchnąłem gdy się okazało, że byłem sam. 
Ogarnąłem się, uspokoiłem oddech i ruszyłem dumnie jak zawsze do domu. Jednak czułem się inaczej. To było kilka dni, a On już mnie zmieniał. Jak to się działo?
Uśmiechnąłem się na jedną głupią myśl.
O czym pomyślałem?
W sumie, że ta sytuacja, to prawie...
... to prawie jakbym...
...się........zakochał czy coś....
- Nieee. Jakie to głupie! Naruto ogarnij się.- założyłem ręce na kark.
Mimo, że sobie to powiedziałem to podobne myśli kotłowały się w mojej głowie przez cały wieczór. I wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że to nie ja powstrzymałem swoje myśli w tamtej chwili tylko tak jakby Sasuke ich w ogóle nie słyszał i trochę mnie to uspokoiło. Zasnąłem szybko mimo ekscytacji. Po prostu chciałem się szybciej obudzić.

- Ej.. Naruto.- usłyszał szept z łóżka obok.
- Czego Gaara?
- Stary, uśmiechasz się jak idiota. Co się wydarzyło? Wyznanie?- twarz tego czerwonowłosego chłopaka nie wyrażała prawie żadnych emocji
- Nieee. Ale z ciebie dureń. Przecież mi nie w głowie takie rzeczy.- odwrócił się na drugi bok.
- Wiesz Naruto. W sumie nieważne. Jak coś miłego to spoko, niewiele miłych rzeczy nam się przytrafia. Tylko się tak nie szczerz przy bandzie Orochimaru. Na szczęście na koniec tego roku już wychodzi.
- Nie boję się Orochimaru.- na przekór temu wzdrygnął się.
- Naruto.. znam cię dość długo. Po prostu uważaj.
- Zjeżdżaj Gaara!- syknął niby wkurzony. Tak naprawdę był wdzięczny, że kolega się nim zainteresował, ale jak zwykle nie potrafił tego okazać.
- Ech tylko mówię... Dobranoc Naruto.
Blondyn mu odpowiedział, niestety tylko w myślach.
Za niedługo już będę potrafił! Będę mówił wszystko co mi się będzie podobać.



I co? W końcu coś dodałam. 
Jeszcze wena całkiem nie wróciła, ale...
To co chciałam to jest :)

PS: Wena Bloggera rośnie wraz z komentarzami ;)

wtorek, 11 października 2016

"Jestem tu" CZ.4

Usłyszał tylko dźwięk budzika, choć tak naprawdę nie był on potrzebny. Wyłączył go i przetarł mocno zmęczone oczy.
Nie mogłem zasnąć. Całką noc myślałem o dzisiejszym dniu.
Odsłonił kołdrę i podszedł do lustra. Wyglądał okropnie, ale na myśl o tym z kim spędzi walentynki od razu pojaśniał na twarzy.
Zaczął dzień jak zawsze od półgodzinnych ćwiczeń, umył się, zjadł zdrowe śniadanie i wyszedł do szkoły. 

Jak tylko stanął w wejściu do klasy musiał opanować się, aby nie uśmiechnąć zbyt szeroko (kiedyś próbował i trochę nie wyszło)
Włącz
- Yo Hinata.- przywitał się z chłopakiem.
- O! Cześć Kageyama. Właśnie miałem do ciebie pisać. Wiesz, że za tydzień będziemy mieli mecz sparingowy z jakąś drużyną z naszej prefektury!- oczy mu świeciły z ekscytacji.
- Serio? Za tydzień? Super. Dawno z nikim nie graliśmy.- podjarał się tak samo brunet, ale oprzytomniał.- Chwila moment, przecież ty nawet nie zagrasz.
- Co?- zamrugał kilka razy i zrobił minę wkurzonego kota, (ale tu tak mi się kojarzy Grumpy cut ) zaparł się pod boki i podniósł dumnie brodę.- Nic mnie nie powstrzyma przed zagraniem w tym meczu.
- Haha. No chyba, że Suga. Jestem pewien, że ci nie pozwoli- ten uśmiech cwaniaka.
- Ale niby dlacze...
- Twoja ręka. Nie możesz jej nadwyrężać. Trzeba było myśleć o tym wcześniej.
- Ale Suga nie może..
- Jak nie on to kapitan.
- Ale...
- Nie ma żadnych ale...
   Rudzielec usiadł obrażony na swoim miejscu i odwrócił się w stronę okna.
Kageyama uśmiechnął się pod nosem. Było tak jak zawsze. Rozmawiali, kłócili się i śmiali. Tylko tego chciał. To mu wystarczy... no i może krótki pocałunek?... Nie nie nie nie Kageyama wybij to sobie z głowy! Popatrzył spowrotem na przyjaciela, nabazgrał coś na kartce i rzucił chłopakowi na biurko dosłownie sekundę przed wejściem nauczyciela.
   Hinata odwinął kartkę i uśmiechnął się do kumpla.
Następnym razem bardziej na siebie uważaj. Jak coś będzie nie tak spróbuję przekonać kapitana, ale tylko ten raz!

Dzień minął całkiem spokojnie. Nie mogli zostać do końca szkoły, bo spóźniliby się na jedyny autobus więc zwolnili się z dwóch ostatnich lekcji.
- khaaaa....- ciężko oddychał Hinata gdy zamknęły się za nim drzwi autobusu.- u.. da..ło się.. na sty... styk.
- he... he... hee... No to.. u .. siądźmy.
Opadli na siedzenia, a gdy już uspokoili swój oddech  rudzielec spytał.
- Dokąd właściwie jedziemy?
- Niespodzianka. Nie pytaj.
- Niespodzianka?!- samo to słowo już wprawiało go w dobry nastrój. W ogóle nie wiadomo czy w ciągu dnia potrafił być taki moment, w którym nasz bohater zachowywałby spokój. Nieeee... to raczej typ z wiecznym ADHD.
- Tak, a teraz daj mi się zdrzemnąć.- przyłożył twarz do szyby.
- A... ale ja nie wiem kiedy wysiadamy.- spanikował mniejszy.
- Spokojnie. Czeka nas niekrótka droga. Też się zdrzemnij.- zamknął oczy.
- Ale ja nie umiem spać w ciągu dniaaaaa... Już mi się nuudziii...
Kiedy Kageyama nie odpowiedział rudzielec kręcił się po cichu na siedzeniu przez najbliższe 5 minut.
- Kage..
- Matko! Naprawdę nie potrafisz usiedzieć w spokoju?
- Nie! Masz z tym problem?
- Mam! Duży!
- No to trudno!
- Dziecko z ADHD
- Zakuty łeb
- Durny rudzielec
- Tyczkowaty głąb!
- Wiewiórka!
- Masz włosy na grzybka!
- A ty pięk...- zatkał się i pstryknął go w nos.
- Ała! No co?!
- Nico. Szczerze to przewidziałem taki scenariusz. Poczekaj.- zaczął grzebać w swoim plecaku wyciągając różne rzeczy i kładąc je na kolanach Hinaty.
- Co to?
- Masz tu gry na PSP, książkę i jakieś słodycze, ja nie przepadam. Czy teraz jesteś zadowolony?- zapytał w sumie nie oczekując odpowiedzi.
- Hai! Super dzięki! O wszystkim pomyślałeś. Zaradny jesteś- uśmiechnął się i włączył gry nie zwracając uwagi na to, że po raz któryś stopił serce zimnego Króla.

******
Dojechali po dwóch godzinach do miejscowości zwanej Rasaki (nazwa wymyślona)
Gdy stali już na przystanku Hinata ponownie zapytał gdzie idą i że już nie może się doczekać na co brunet tylko uśmiechnął się przebiegle.
- Zobaczysz...

    Ale niestety nie zobaczyli nic.
- J...j..j...jak to przesunięte na inny termin?!- wkurzył się nastolatek.
- Kageyama spokój...
- Chciałem cię tu zabrać, a oni... grrrr- porwał kartkę na jak najmniejsze kawałeczki.
- Spokojnie. Gdzie?- tym razem mówił delikatnie rudzielec.
- Na spotkanie z Małym Gigantem.-rozmasowywał sobie skronie, ale nie słysząc odpowiedzi spojrzał na przyjaciela.
Chłopak stał z rozszerzonymi oczami, totalnie go zatkało.
- Hina...
- AAAAAA!!!! Mały Gigant miał tu być, a oni! Dlaczego?! a Ty... chciałeś mnie tu zabrać i za wszystko byś płacił?- uspokoił się.
- No tak, to normalne na rand...znaczy.. no jak się komuś robi niespodziankę.
- Chciałeś powiedzieć na randce.- zaśmiał się w myślach. - No trudno. To wymyśl coś innego Kageyama!- poklepał go po ramieniu i ruszył powoli przed siebie.
- Gdzie idziesz?
- Gdzie mnie nogi poniosą! Tam niedaleko jest jakiś park! Chodź coś wymyślimy.

Położyli się na trawie pod drzewem. A raczej Hinata, Kageyama siedział i twardo nad czymś myślał. Rudy uśmiechnął się  politowaniem i zamknął oczy.
- Odsapnij chwilę. Nic się nie stało. Jest dobrze.
- Jak to nic się nie sta...- zaczął zrzędliwym tonem.
- No przecież mówię. Jest- pociągnął go za bluzę przez co ten położył się obok.- dobrze.
- Nie ciągaj mnie tak. To drogie ubrania.- burknął kryjąc rumieniec.
- A ja to co? Ciuchy z odzysku?!
- Ja mam trochę pieniędzy.
- Bogaty paniczyk czy jak.- wytknął mu język.
- Ty mały karzeł...

- Heeeeeeeej!!! Kogo my tu mamy!!!
Odwrócili się i zmierzyli przybysza od dołu do góry.
- Kuro!- odparli jednocześnie wstając z trawy.
- Yahooo.- wychylił się zza niego Kociak.
- Kenma! Też tu jesteś.- rozweselił się jeszcze bardziej rudzielec.
Przyjaciel tylko prychnął pod nosem skrzyżował ręce i spojrzał przychylnie na starszego kolegę.
- Co was sprowadza do tego miasteczka?
- Mamy tutaj trening całą drużyną, a my właśnie wyszliśmy się zabawić po treningu. Naa?- uśmiechnął się do chłopaka.
- Hai.- odpowiedział słodko młodszy.
Nasi bohaterowie zarumienili się na tę scenkę i spojrzeli na siebie w tym samym momencie, jednak zaraz odwrócili wzrok i zaczerwienili się jeszcze bardziej. Nawet nie zauważali kiedy Kuro popchnął ich i powiedział uprzejmie/
- No to zabawmy się razem.
Mimo niezbyt ciekawego początku wycieczki później było naprawdę wesoło. Kageyama może był trochę z początku zazdrosny, ale przeszło mu. W końcu jak mógł nie być szczęśliwy widząc ten banan na twarzy ukochanego.
Zdarzyło się kilka sytuacji podczas których chłopcy byli tak czerwoni na widok zażyłości związku znajomych, że nie mogli już patrzeć.
No choćby kiedy grali na maszynach i Kuro próbował wyciągnąć z jednej zabawkę ze swojego ulubionego anime. Nie udało mu się, więc spróbował jeszcze kilka razy - na marne. Zrobił tak smutną minę, że już Hinata gotów był pomóc, ale Kuro go ubiegł.
- Co Ty robisz? Patrz, ta gra ma na celu cie oszukać wiesz. Chodź spróbujemy jeszcze raz- i pocałował go w czoło, po czym trzymając swoje ręce na jego razem udało im się wyłowić zabawkę.
Takich sytuacji było więcej, no ale wróćmy do naszych głownych bohaterów. Wszyscy się doskonale bawili, byli w kinie na filmie sensacyjnym, na którym Hinata się strasznie ekscytował. Inni natomiast oglądali w spokoju.

Jednak nie przewidzieli, że ostatni autobus będzie odwołany.
- Coooooo?! Kageyama! I co teraz zrobimy? Nnn..nie ma..maaamy pieniędzy ani nic!
-Tsk. Spokojnie coś wykombinujemy.
- Shoyo? Co się stało?- doszedł do nich Kenma.
- Nie ma autobuuusu, musimy gdzieś przenocować.
- Ale nie mamy też pieniędzy.- dopowiedział Kageyama.
Kenma zastanowiłsięnad czymś po czym podszedł i zapytał słodko swojego chłopaka.
- Kuro-kuuun?- zatrzepotał oczkami.
-H.Hai?- Chłopaki pierwszy raz widzieli żeby kolega się rumienił.
- Mamy w pokoju sporo miejsca dla nich?- wskazał znajomych.
- No.. niby tak, ale przecież...
- Kurooooo.- zrobił minę jaką tylko jego chłopak mógł zauważyć.
- Dobrze, mogą zostać.
Kenma odwrócił się i popatrzył w ich stronę bez cienia emocji na twarzy, jak zawsze.
- Możecie spać u nas.
- Bardzo dobrze trafiliście- uśmiechnął się Kuro jak już ruszyli w stronę ich domku.
- Nande?- zaciekawili się.
Szedł przodem i nagle zatrzymał się odwrócił w ich stronę i zaparł się pod boki z takim szelmowskim uśmiechem.
- Bo na dzisiajszą noc mam... ALKOHOL!!!!

Jak się zakończy ta historia?