piątek, 29 czerwca 2018

HWTM 22

AAAAAA!!! Nawet nie wiecie jak przyjemnie jest wrócić! Zapraszam do czytania dalszego ciągu! :D Tęskniłam!!! 
Ktoś tu jeszcze zagląda? Widzę wyświetlenia, ale jest tak mało komentarzy, że nie wiem czy jest sens kontynuować niektóre historie.
Jednak ostatnio pojawił się komentarz! Dzięki czemu wstawiam ten oto rozdział!
Zapraszam do czytania! 
Tadaima!

Rozdział 22 - Następny etap

Naruto wszedł do pokoju jeszcze lekko zaczerwieniony. Nic dziwnego. Za chwilę miał przeżyć swój pierwszy raz. Nie wiedział co, gdzie, jak... I to z mężczyzną! Co prawda wiedział, że sasuke go kocha, ale i tak się bał. Miał być na górze czy na dole? Postanowił, że po prostu nie będzie myślał.
- Co tak długo Ci zajęło?- uśmiechnął się Sasuke.
- I... Itachi... wyszedł.- niemal musnął powietrze szepcząc to zdanie. Jakby prawie nie otworzył ust. 
- Yhm... Chodź do mnie... Lisku.- jego słowa były tak ciepłe i otulone miłością, że Naruto nawet nie zauważył, w którym momencie utonął w silnych ramionach chłopaka. Ten ścisnął go tak żeby poczuł się bezpiecznie po czym sam wyszeptał w ciemności.
- Nee... Naruto?
- Hmm?
- Zostaniesz ze mną na zawsze?
Chłopak w odpowiedzi ścisnął go mocniej.
- Uhm..- kiwnął głową.
- Będziesz mnie kochał nieważne co?
- Uhm...
- A gdybym zachorował albo...- poczuł gwałtowne szarpnięcie, a w następnej chwili leżał na poduszkach. Naruto patrzył mu w oczy hardo, prawie zły.
- Nawet tak nie mów. Cokolwiek się stanie. Nawet jeśli znikniesz!- znów wtulił się w jego szyję.- Nawet jeśli sam mnie odtrącisz! Nawet jeśli zachorujesz czy ty czy ja! Cokolwiek się wydarzy! Ja już zawsze...- głos mu się załamał.- Zawsze.. chcę być obok ciebie. Pozwól mi.. być...
- Uhm... Oczywiście, że tak.- złapał twarz swojego chłopaka w dłonie i spojrzał na niego najczulej jak potrafił. Otarł jego łzy kciukami i złączył ich czoła, po czym zamknął oczy.- Ty i ja. Jesteśmy jednością.- uśmiechnął się i podniósł swoją bransoletkę.
Naruto popatrzył zaskoczony, po czym sam się uśmiechnął i uniósł swoją błyskotkę.
Wyglądali pięknie. Tacy szczęśliwi. Światłość ich miłości mogłaby teraz pokonać największy mrok.
Patrzyli na siebie przez moment po czym złączyli usta w namiętnym i czułym pocałunku. Całowali się chwilę w ogóle się nie dotykając. Po chwili Sasuke poczuł drżące palce ukochanego na swoim torsie. To nie było drżenie z podniecenia. To był strach...
- Naruto.- powiedział twardo łapiąc jego dłoń. Blondyn otworzył oczy i czekał.- Dziś nie. Jeszcze nie. Nie zmuszaj się, ja też jeszcze nie jestem gotowy. Przepraszam. Mogłeś odczuć jakąś presję z mojej strony. Przepraszam kochanie.- przytulił go i wyszeptał do ucha.- Zaśnijmy dziś razem. Dobrze? Będziemy się trzymać za ręce i rozmawiać, aż zaśniemy.
Położyli się na poduszki. Sasuke przykrył ich kołdrą i złapał jego dłoń. Pocałował go w czoło i wyszeptał ciche "dobranoc". Blondynek uśmiechnął się i przysunął nieznacznie. 
- Kocham cie, Sasuke.
- Um.. Ja ciebie też, kochanie.
*******
W nocy pierwszy obudził się Sasuke, czując między sobą, a ukochanym jakiś ciężar. Lekko rozchylił powieki, ale za moment już patrzył na "postać" szeroko otwartymi oczami.
- It...- zaczął głośno, ale patrząc, że Naruto jeszcze śpi ściszył ton.- Itachi.. ej!- potrząsnął jego ramieniem.- Itachi...
- Hmmm?- zamruczał starszy chłopak.
- Czemu tu śpisz? Ej!
- Daj spokój Sasuke.. nie mogłem spać...- ziewnął.- pozwól mi.
- Ale czem...
- Proszę, Sasuke.- niemal błagał. I mimo, że Sasuke nie widział jego twarzy usłyszał, że jego brat jest zmartwiony i zamyślony zarazem.- Daruj mi dziś.
To nie był głos jego roześmianego starszego brata, tego który do wszystkiego podchodzi z dystansem.
Chłopak przykrył całą trójkę dodatkowym kocem i zmierzwił starszemu włosy.
- Okej. Ale śpisz od zewnątrz. Ja leżę obok mojego Naruto.
- buuuu....no dooobra.- podniósł się nie bez trudu i przewalił się (inaczej nie da rady tego nazwać) na drugą stronę łóżka.
- Dobranoc. Masz szczęście, że nie jestem wścibski. Nie wiem o co chodzi, ale nie myśl o tym w nocy. Lepiej już śpij.- mimo swojego chłodnego tonu to zdanie wypowiedziane zostało z troską.
- Hai... oyasumi.- wyszeptał cichutko.
W tym momencie blondynek poruszył się delikatnie i wypowiedział przez sen krótkie "Rameeeen"
Bracia Uchiha zaśmiali się na ten głos, możliwe że dzięki temu byli w stanie tak szybko zasnąć.

Należy tutaj zaznaczyć, że gdy za niedługo obudzi się pewien książę prawdopodobnie skoczy mu ciśnienie (a co on 50-latek?>?!!! dop.aut.).
Naruto niedawno wstał - o dziwo pierwszy - a obecnie stał naprzeciwko śpiących braci Uchiha. Stanowili oni tak uroczy widok, że aż żal było nie zrobić zdjęcia.... lub kilku. Na taki pomysł właśnie wpadł ten nastolatek. Postanowił, że pokaże je w odpowiedniej chwili.
- L...Lisku?- zamruczał młody Uchiha nie wiedząc w jakiej znalazł się sytuacji.- Która godzina?
Naruto szybko odłożył telefon i uśmiechnął się do chłopaka.
- Jest po dziesiątej. Chciałem zrobić śniadanie, ale stwierdziłem że bezpieczniej będzie na was poczekać.
- Słusznie.- kiwnął głową.
- Osz ty!
Rzucił w niego poduszką. Niestety chłopak uniknął ostrzału, a poduszka trafiła niczego nieświadomego Itachiego.
- E?- otworzył jedno oko.- już od rana musicie wytwarzać tę aurę miłości?- powiedział z irytacją i odwrócił się na drugi bok.
- Itachi?- zdziwili się chłopcy.
- Coś się stało?- zapytał brunet.
- Nic- padła szybka odpowiedź.- Idźcie sobie.
Chłopcy spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się złowieszczo.
- I-TA-CHIIIIII- podeszli i zaczęli go łaskotać.
- N... Nie! Ahahahahha!! Prze... Przestańcie!!! Hahaha! Ej!
- Gadaj w tej chwili albo...
-... wyzioniesz tutaj ducha.
- I ty... a..aniołku przeciwko mnie?! Ahhahahahaha.. Okej okej okej! Powiem!
Przestali jak na komendę siadając naprzeciwko starszego po turecku.
Itachi westchnął głośno, skrzyżował ręce i zamykając oczy powiedział.
- Ja...

******************************************

Neji właśnie zapukał do drzwi.
- O... Dzień dobry kochany.
- Cześć ciociu. Jest  Hinata?
- Jest. U siebie w pokoju. Możesz do niej iść.- otworzyła szerzej drzwi.
- Dziękuję.
Chłopak wszedł po schodach. Denerwował się. Dlaczego? Sam nie wiedział. Wziął głęboki wdech i zapukał.
- Hinata? To ja.
Zero odpowiedzi.
- Wchodzę!- otworzył drzwi i zastał najpiękniejszy widok na świecie. 
Jego kuzynka ubrana w krótkie spodenki i koszulkę na krótki rękaw leżała sobie spokojniej na biurku. Spała. Oddychała lekko. Włosy miała zwinięte w niedbałego koka. Chłopak zauważył coś pod jej głową. Wyciągnął to bardzo delikatnie. Książka. Zaznaczona na 40 stronie.
- Jesteś na samym początku.- zaśmiał się i popatrzył na nią.- A poleciłem ci ją już jakiś czas temu.
Nie wiadomo kiedy jego dłoń spoczęła na jej głowie. Głaskał ją delikatnie. Była taka krucha,tak bardzo chciał ją chronić, być jej tarczą. Tylko, że któregoś dnia znajdzie kogoś innego do ochrony i czuł, że go to bardzo zaboli. Złapał za spinkę i jednym ruchem rozpuścił jej włosy.
- Tak wyglądasz najpiękniej.
Pozwolił dziewczynie się jeszcze zdrzemnąć, a sam przypomniał sobie sytuację gdy mieli po jakieś 10 lat.

- Hinata! Nie można tak! Nie możesz być rycerzem! Jesteś dziewczyną!
- Ale ja chcęęęę..- prawie płakała mała dziewczynka.
- Ech... Jesteś zbyt strachliwa na rycerza.- stwierdził z dumą.
- Ale... Więc... jak będę odważniejsza to wtedy będę mogła być rycerzem?
- Hmmm... wtedy tak.- uśmiechnął się.
- Hai!- podskoczyła radośnie.- I wtedy cię obronie onii-chan!
- He? Mnie nie trzeba! To ja tu jestem mężczyzną!- podniósł wysoko podbrudek.
- A.. Ale. Tamci chłopcy ci dokuczają i...
- Nie! Hinata-chan. Daj mi się bronić.To wystarczy.
- Jaaa... Będziesz moim rycerzem na zawsze?- zarumieniła się.
- Hai!
- Yatta! Więc... więc jak będę duża to zostanę twoją żoną.- powiedziała ciszej.
- Hinataaaa... Nie możesz! Jesteśmy rodziną.
- Eeeee?- zrobiła smutną minkę.
- Ale możemy poudawać.- tym razem chłopiec się zarumienił.
- Hai! Ale i tak nikogo nie pokocham tak jak braciszka!
- Chodź się bawić bo inni czekają.
- To może chodźmy wszyscy do parku.
- Nieee. Park jest za daleko. Musimy...

- Neji?- popatrzyła na niego zaspanymi oczyma.
- Ohayo. Komuś się przysnęło.- capnął ją książką w głowę.
- Ite.. Gumen. Co tu robisz?- usiadła na krześle po oplatając kolana ramionami.
- Chciałem zobaczyć jak się czujesz.- usiadł na łóżku.
- E? Ale czemu?- naprawdę się zdziwiła.
- No bo wczoraj...- i nagle to ogarnął.-.. a więc chcieli cię tylko odciągnąć.- prychnął.
- Tak, wiem.
- Wiedziałaś?
- Wiesz... Byłam trochę nachalna.- zaśmiała się.
- Trochę?- podniósł brew.
- Oj no wiesz o co chodzi! Było mi smutno, ale poszłam z Itachim na lody i...
- Czekaj! czekaj! czekaj!- wystawił w jej kierunku palec wskazujący.- Po pierwsze od kiedy to jest Itachi... bez       "-san", a po drugie po co z nim poszłaś.
- Zaprosił mnie no i kazał tak do siebie mówić. Było całkiem miło i...
- Tylko się w nim nie zakochaj.- westchnął i opadł na poduszki.
- C... cccc..cc.c..c. CO?! Ale ja przecież nic..- zrobiła się czerwona jak piwonia.
- Wiem. Ale ja znam Itachiego. Jakby co ostrzegałem.- wstał i otrzepał spodnie.
- Hai.- zaśmiała się nerwowo.
- To co idziemy?
- Gdzie?
- No jak... na lody! Nie będę gorszy od Uchihy.- uśmiechnął się.
- Haha.. okej. Neji jesteś dobrym bratem.
- A miałem być mężem.
- He?
- Nic. Czekam na dole.- i zbiegł po schodach
- C... Neji!

***************************************************

- Ja...
 W tym momencie zadzwonił telefon.
- Gumen.- odezwał się Naruto.- Musze odebrać.
I wyszedł z pokoju.
- Hinata?- spytał od razu brata.
- Na.. Skąd wiesz? To tak oczywiste?
- Dla mnie tak. Ale przecież podobało ci się już tyle kobiet, że...
- To nie to samo.- powiedział poważnie.
- Miałem wrażenie... No.. Eee..  Gdy się uśmiechnęła jakby... jakby...
- Cały świat się zatrzymał?- podpowiedział młodszy.
- Dokładnie!- wykrzyknął.- Ale przeczekam... Może mi minie.
- Wiesz co Itachi. Nie chcę cię martwić.- wstał i zaczął się przebierać.- Myślę, że to nie minie tak szybko.
- AAaaaaaaa!- Zostawisz mnie na chwilkę?
- Pewnie.
Poszedł do kuchni i zaczął przygotowywać śniadanie. Po chwili do pomieszczenia wszedł Naruto.
- Sasuke. Muszę lecieć.- stwierdził smutno.
- Co, ale ja właśnie zacząłem robić śniadanie.
- Wiem, ale... Sakura umówiła się z Sasorim i Kiba...
Nie sokończył.
- Itterashai.- padła szybka odpowiedź.
- Um. Lecę się ubrać.

Po chwili ubierał już buty na dole.
- Naruto?
-H...- podniósł głowę, ale nie zdążył nic powiedzieć bo Sasuke go pocałował.
- Napisz później.
- H.. Hai!- i wybiegł.
- Ciągle go to peszy.- uśmiechnął się do siebie.- Kawai. ITACHI! Chodź! Zrobię nam jedzenie!

***********************************************

- Kiba. Co chcesz niby zrobić?
- Powiem jej żeby nie szła!
Chłopak od dłuższej chwili chodził w tę i we w tę denerwując się rozwojem wydarzeń.
- Zdajesz sobie sprawę, że nie możesz jej kontrolować?- podniósł brew.
- Wiem! Ale nie wiem co mam zrobić!- rzucił się na łóżko.
- Teraz nic. Jest jednak jedna rzecz.
- Co!
- Musisz jej powiedzieć! Ile chcesz to ukrywać!
- Na zawsze!- zacisnął dłoń w pięść.
- Kibaaaaa
- Wiem, wiem! Ale kiedy?
- Jutro.- zdecydował blondyn.
- T... Tak szybko?
- Szybko?! Chłopie kochasz się w niej od jakichś 4 lat! Albo ty to zrobisz albo ja.- Powiedział twardo.
- Okej. W takim razie jutro, ale jeśli oni... Jak oni się zejdą czy coś.
- W jeden wieczór? Coś ty! Nikt tak nie robi!
Kiba spojrzał na niego spod byka.
- Gumen.- od razu skapitulował blondyn.- Ale i tak powinieneś jej powiedzieć.
- Dobra!
- To co. Może spacer. Zadzwonię bo Sasuke i może Nejiego?
- Niech będzie.
   Po chwili wrócił oświadczając, że chłopaki będą czekać w pizzerii, w której zawsze jedzą.
- Tak! Pizza! To jest to!

Chłopcy siedzieli we czwórkę na swoim ulubionym miejscu i starali się zająć czymś umysł Kiby. Niestety jego myśli cały czas odpływały w stronę dziewczyny, a raczej jej i tego rudzielca, z którym może się teraz cału... Nie myśl o tym Kiba!
Naruto kończył właśnie drugi kawałek gdy wstał jak oparzony krzycząc
- Gaara!- i wybiegł z lokalu.
- Co to było?- spytał Sasuke.
- Aaaa.. Gaara wrócił.
- Kto to Gaara?- denerwował się gdy czegoś nie wiedział.
- Aaaa..- zastanowił się Kiba i spojrzał za okno. Pozostali też to zrobili. Patrzyli jak Naruto rozmawia z chłopakiem o czerwonych włosach z tatuażem na czole.
- Chyba dość dobrze się znają.- Stwierdził Hyuuga.
- To jego przyjaciel. Znał go jeszcze przed nami, ale musiał wyjechać do Australii.
- Austarlii? Wooow.
Natomiast Sasuke zamarł gdy ten nieznajomy zmierzwił z uśmiechem włosy jego ukochanego.
- Jest to też jego pierwsza miłość.
W tym momencie brunet ścisnął ketchup, z którego prysnęła czerwona maź.
- Aaa! Sasuke! Uważaj.- zaczął się wycierać mlecznooki.
- Pierwsza miłość mówisz...- znów miał ten wyraz twarzy co to odstraszał nawet dorosłych.
Naruto nagle wskazał przez szybę na resztę ekipy i prawdopodobnie zaprosił kolegę do ich grona. Widząc wzrok Sasuke chłopak posłał mu spojrzenie mówiące "Tylko nie palnij nic głupiego". Brunet strzelił językiem.
- Chłopaki to jest Gaara.
- Witam.- kiwnął głową kulturalnie.
- Cześć. Dawno się nie widzieliśmy. Siadaj.- Zaprosił go Kiba.
- To jest Neji i Sasuke.- przedstawił resztę towarzystwa.
- Witaj w naszym gronie.- uśmiechnął się Neji podając mu rękę.
- Sasuke.- przedstawił się brunet również ściskając jego rękę.- Jego chłopak.- wskazał na blondyna. Ten rozdziawił buzię i wysłała mu minę mówiącą. "No o tym mówiłem!"

niedziela, 8 kwietnia 2018

Miłość jedno ma imię - cz.6

To miało być dłuższe, ale stwierdziłam że rozbiję przeszłość na więcej części. :) Bawcie się dobrze i miłego czytania. No i... nie zabijcie mnie plis. <3 <3 <3 _________________________________________________

Pan Iruka oparł się o biurko i zaczął donośnym głosem.
- Przedstawiam wam nowego ucznia. Przeniósł się do nas z Tokyo. Nazywa si...
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a do środka wpadło blondwłose coś.
- Uzumaki Naruto melduje się na rozkaz!- uśmiechnął się bardzo szeroko wyciągając przed siebie rękę ukazując znak "Victorii".

Klasa wybuchnęła śmiechem. Dziewczyny chichotały, chłopacy klaskali i gwizdali dając się porwać zabawie. Tylko jeden uczeń siedział z tyłu nie zwracając uwagi na otoczenie. Interesował go tylko krajobraz za oknem. Zdawało się, że jego umysł jest daleko, a on sam nie istnieje lub nie chce istnieć w tej chwili. Syknął tylko pod nosem zły na hałas. Oczywiście nikt tego nie usłyszał w atmosferze krzyków i oklasków.
- Hai! Hai!- uspokoił ich Iruka, a gestem nakazał usiąść i się wyciszyć.- Przywitajcie ciepło nowego kolegę.
- Możecie mówił mi Naruto! Postaram się sprawić żebyśmy wszyscy miło spędzili czas, aż do zakończenia szkoły.- splótł ręce na karku ponownie się usmiechając.
- Dobrze, Naruto możesz usiąść..- rozejrzał się po klasie.- o tam. Obok Kiby.
Chłopak zamachał do nowego kolegi pokazując mu miejsce.
- Cześć. Inuzuka Kiba.
- Miło poznać.
Uścisnęli sobie dłonie.





***************************************

Nie minął nawet tydzień, a Naruto zdążył zdobyć sympatię nie tylko kolegów z klasy, ale i starszych uczniów i nauczycieli. 
- Kibaaaaa!!!- wpadł do klasy jak zwykle wszystkim oświadczając swoją obecność.
- Co jest?- rozwalił się na krześle chłopak o zgryzie bardziej podobnym do wilka niż człowieka.
Blondyn usiadł na ławce z tajemniczą miną.
- Mam coś co może cię zainteresować.
- Naruto brzmisz jak jeden z tych typów w ciemnych zaułkach.
- Cśiiiiii... Chcesz zobaczyć?- włożył rękę do kieszeni i rozejrzał się po klasie tak jakby proponował coś niegodziwego.
- No dawaj.- odparł bez entuzjazmu.
Blondyn uśmiechnął się triumfalnie i wyciągnął z kieszeni płytę, na widok której szatyn aż oniemiał, a w oczach pojawiły mu się gwiazdki.
- To... To....zamówiłeś preorder?! Ale one jeszcze nie są dostęp...
- Mój wujek co prawda jest pisarzem, ale ma znajomości.- powiedział tonem popularnej osoby, ale za moment wrócił do swojej osobowości i uśmiechnął się uprzejmie.- Chcesz pożyczyć?
- Żatrujesz sobie?! Najnowszą płytę BTS? Pewnie! Dzięki.
- Spoko. Najbardziej lubię w niej "Outro:Wings" Usłyszysz będziesz wiedział!
- Możecie się tak nie drzeć z samego rana?- syknął niemiło brunet.
- Spoko, ale nie musisz być taki niemiły. Uśmiechnij się kiedyś Uchiha, a nie tylko marudzisz.- nadął policzki jak dziecko.
- Z kolei ty mógłbyś się trochę pouczyć matole.- otworzył książkę od angielskiego. 
- M... Tsk. Głupi Uchiha!- uderzył ręką w jego ławkę.
- Blondwłosa barbie.- odparł na zaczepkę wstając.
Kłócili się chwilę mierząc wzrokiem.
- Jaśnie książe!
- Usuratonkachi!
- Ja chociaż umiem rozmawiać z ludźmi!
- A coś poza tym?
- Zamknij się Uchiha!
- To się do mnie nie odzywaj.- syknął i usiadł na ławce.
Naruto ledwo powstrzymując wybuch odwrócił się ostentacyjnie i usiadł spowrotem obok Kiby.
- Co się tak nim przejmujesz?- spytał szeptem Inuzuka.
Naruto odwrócił wzrok.
- Nieważne. Idę do łazienki.- i wyszedł z klasy.
No bo... ja też kiedyś taki byłem...

********************************

- Dobrze. Moi drodzy witam was w trzecim semestrze. Jak spędziliście ferie?- uśmiechnął się mężczyzna w kucyku.
- Dobrze!
- Byłem na nartach!
- Ja byłam u dziadków!
- Ja nad morzem!

- Dobrze, dobrze. Cieszę się, że miło spędziliście czas. Jeśli chodzi o egzaminy to jestem z was dumny. Wszyscy zdaliście, a jeśli chcecie znać szczegóły to zgłoście się do mnie. To wszystko. Dziś na godzinie wychowawczej chce wspomnieć tylko o jednej sprawie.- tutaj żyłka zapulsowała mu na czole gdy spojrzał na dwóch chłopców siedzących tyłem do siebie. Oboje pozaklejani plastrami. Sasuke z siniakiem na ręce, a Naruto z podbitym okiem.
- Uzumaki i Uchiha. Tyle razy was prosiłem. Tym razem jeszcze jedna taka akcja na terenie szkoły, a was pozawieszam. Czy to jest jasne.
- Osu..- odburknął blondyn.
- Hai.- syknął brunet.
- Dobrze. Dziś macie czas wolny. Nacieszcie się sobą. Jakby co będę w pokoju nauczycielskim. Sakura, Hinata. Pilnujcie porządku.
- Hai!- odparły obydwie.
Gdy nauczyciel zamknął za sobą drzwi.
- Moooo! Naruto! Przestań ciągle irytować Sasuke!- pogroziła chłopcu różowowłosa.
- He?- zdziwił się.- Przecież on też nie jest bez winy!- syknął.
- N.. No wł..właśnie. Sasuke-ku..kun też ź..źle postąpił.- odezwał się cichutki głosik zza Sakury.
- Yo! Dzięki Hinatka!- uśmiechnął się do niej.
- Tsk... Hinata.- zaczął hardo brunet.- Nie wiesz co się stało to się nie odzywaj. Sakura też. Wychodzę.- wstał i ruszył do drzwi.
- Ej! Nie możesz tak się do nich od...
Drzwi trzasnęły.
- Jenyyy... Sakura dlaczego on?- zwrócił się do dziewczyny.- Ja jestem fajniejszy.- wystawił zabawnie język.
- Wiesz Naruto. Lubię cię choć jesteś irytujący, ale tego ci nie wyjaśnię.
Była zbyt miła. Po chwili oświadczyła, że idzie do łazienki. Naruto wiedział, że tylko po to aby się wypłakać.
- Co za drań.- szepnął so siebie.
- Naruto-kun!- zawołała go koleżanka.- Zobacz! Shino przyniósł zdjęcia z wycieczki w górach.
- Już idę!- ruszył jak zwykle z uśmiechem.

******************************

Kilka dni później po zajęciach dodatkowych miała miejsce ciekawa sytuacja. Naruto posprzątał pokój klubowy jako ostatni.
- Jeeeny... ale dziś było spraw do ogarnięcia.- ziewnął i zamknął sale. Doszedł spokojnie do szatni i zmienił buty. Stanął przed wyjściem ze szkoły.
- Czeeeemu musi padać.-strzyknął językiem.- No nic.- wzruszył ramionami i już miał wejść w strumień wody z torbą nad głową gdy usłyszał znajomy głos.
- Nie potraficie sami wziąć się za siebie. Nie zrzucajcie winy na kogoś. Po prostu uczcie się więcej. Nie moja wina, że jesteście tępi.
Ten ton, pomyślał z niesmakiem blondyn. To może być tylko ten debil. Wszedł w deszcz i wyjrzał zza rogu na tył budynku. Stał tam brunet w rozpiętej kurtce cały przemoczony, a przed nim trzech innych uczniów.
Są z drugiej klasy...stwierdził podglądacz. 

- Uchiha. Nie myśl, że nazwisko ci we wszystkim pomoże. Tatuś nie będzie wiecznie ci pomagał.- zaszydził z niego jeden trzymający kij bejsbolowy.
- Jesteś niczym więcej tylko synem bogacza.. żadna w tym twoja zasługa.- zaśmiał się kolejny, dosyć niski chłopak z czapką na głowie.
Mam to gdzieś. Niech sobie radzi. Pomyślał Naruto i już miał zawrócić gdy...
- To co osiągnąłem jest moją zasługą, a kiedyś osiągnę więcej. Bo wiecie. Jestem..- w jego głosie Naruto "usłyszał" uśmiech.- zimnym draniem i nie poddaję się łatwo.
- Zobaczymy! Bierzcie go.
Rzucili się na niego. Sasuke nie miał szans. Trzech na jednego to niezbyt fer. Jednak nie poddał się. Pięści poszły w ruch. W pewnym momencie jeden z nich uderzył go kijem w plecy, a Uchiha poleciał na ziemię kaszląc.
- Oi.. czy to nie za moc...- zwątpił ten w czapce.
- Zamknij się! Trzeba mu dać naucz...agh!- krzyknął gdy ktoś kopnął go w plecy.- Kto...
- Słuchaj.- zaczął spokojnie blondyn ściągając kurtkę.- jeśli chcesz wyrównam trochę szansę. Dawaj.- uśmiechnął się.
Chłopak ruszył na przybysza, a ten wykonał kilka szybkich ruchów zarówno nogami jak i rękami powalając chłopaka na ziemię.
- Ojej... nie wspomniałem, że mam zielony pas taekwondo?- podniósł niewinnie brew blondyn.
Sasuke stanął na nogi i zaśmiał się.
- Nie pomagaj mi idio...
- Nie pomagam. Ja tylko ćwiczę.- uśmiechnął się.
Nastąpiła walka trzech na dwóch. Chyba drugoklasiści nieco przestraszyli się owego blondynka i uciekli po jakichś 10-ciu minutach pojedynku.
Chłopcy usiedli na ziemi opierając się o siebie plecami. Nieco krwawili zwłaszcza z dłoni. Sasuke miał bardzo obolałe plecy. Oboje dyszeli zmęczeni.
- Dlaczego mi pomogłeś?- zapytał jak na niego normalnym tonem.
- Wiesz... jesteśmy kolegami z klasy...- po chwili dodał.- Mimo wszystko.
- Dzięki.- odparł brunet.
- Ty umiesz dziękować!- udał zdziwienie.
- Zamknij się. Usuratonkachi.
- Nie ma za co draniu. Chodź- wstał i podał mu rękę.- pójdziemy do pielęgniarki. Jeszcze powinna być. Obejrzy twoje plecy.
- T.. o dobry pomysł.- odparł ledwo co wstając z pomocą kolegi.- ale wiesz, że pewnie pomyśli że się pobiliśmy.
Naruto podtrzymywał go w pasie i zarzucił sobie jego rękę na kark.
- Trudno. Mocno oberwałeś. Najwyżej nas zawieszą.
- Przestań. W ogóle to nie wiedziałem, że znasz sztuki walki.
- Chcę być kiedyś policjantem albo coś w tym stylu. Pomyślałem, że mi się przyda.
- To ty myślisz o przyszłości?
- Zamknij się draniu.- zaśmiał się.- Lepiej daj mi swój numer.
- Po co ci mój numer?
- Wiesz jak kiedyś cię zaatakują będziesz mógł mnie wezwać.
- Ha ha ha... ale śmieszne...
- No weź, no da...
- Pisz.. 556...

Od tej chwili było już między nimi trochę inaczej.

******************************************

- Sasukeeee! No choooodź!- marudził mu kucając przed jego ławką
- Daj mi spokój! Mam coś  do zrobienia po szkole.
- No proooooszę! Chodź ze mną! Nikt nie ma czasu, a jest promocja w Ichirakuuu!!!- wył dalej blondyn.
- Przecież mówię, że...-zaciął się widząc wzrok kolegi niczym kota ze Shreka.
- Ech..- westchnął zmęczony.- No dobra, ale poczekasz aż załatwię te sprawę.
- Yatta!- podskoczył radośnie chłopak.- Ramen! Ramen! Ramen! O!- zauważył różowo włosą koleżankę.- Sakura-chan! Chcesz iść z nami?
- Ech?- zdziwiła się.- Z nami czyli...- spojrzała na bruneta i od razu wbiła wzrok w podłogę.- Może innym razem.
- Hmm. No trudno. A! Hinata!- zawołał dziewczynę, a ta aż podskoczyła (jak zwykle)- Chcesz iść z nami na ramen?
- A..- ucieszyła się.- Z wiel...- jednak pod wpływem dziwnej aury wydobywającej się z miejsca na końcu klasy zmieniła zdanie.- Bawcie się dobrze.
Naruto usiadł na swojej ławce rozkraczając nogi, oparł o nią ręce w miejscu pomiędzy nimi. Pomachał trochę stopami i odwrócił się do bruneta.
- Sasukeee.. Idziemy sami!- oznajmił. Tam złapał się za głowę i powiedział zirytowany.
- No przecież dopiero mówiłeś, że nikt nie ma czasu.
- A! No tak!- i znów patrzył prosto. Aaaa.. prawie się wydało. Sasuke musisz nauczyć się żyć z ludźmi. No ale możemy wyjść. Od tamtej bójki jeszcze nigdzie nie wyszliśmy.
- Naruto.- zaśmiał się Inuzuka.
- Hmm?- popatrzył na niego.
- Zmiękczasz naszego bruneta wiesz.
- E? Serio? Nie zauważyłem.
- Ej.. no teraz da się z nim porozmawiać jakoś, a wcześniej zimny jak lód. To dzięki tobie.- skończył i otworzył zeszyt.
   Naruto spojrzał raz jeszcze na Uchihe i pomyślał, że chciałby zobaczyć na tej twarzy szczery uśmiech. A najlepiej skierowany tylko do niego...
...
...
...
Eeeee?! Głupi Naruto! Siadaj i rób matmę! Zganił się w myślach.
Nawet nie wiedział, że Uchiha odrabiając zadanie myślał tylko o wyjściu z przyjacielem. Mimo, że jego mina tego nie pokazywała był bardzo szczęśliwy.

   Po zajęciach Naruto położył się za budynkiem szkoły w krzakach w cieniu drzewa. Była już połowa marca i całkiem ciepło. Za niedługo skończy się rok szkolny. Naruto odpalił jak zwykle na telefonie BTS i zdrzemnął się czekając na kolegę.
.
.
.
- Sakura. Mówisz mi to już trzeci raz. Kiedy się poddasz?- westchnął brunet.
- J.. ja nigdy się nie poddam. No bo.. K... Kocham cię Sasuke.. i chciałabym żebyś spróbował chociaż poczuć to samo.
- Sakura, daj już spokój. Znasz moją odpowiedź.- włożył ręce do kieszeni.
- Ale...- zaczęła z pasją.
- Jesteś irytująca.- przerwał jej ostro.
Dziewczyna spuściła głowę i zrobiła minę, na widok której można by się popłakać.

- SAAAASUUUUKEEEEE!!!- usłyszeli głos dochodzący z ... krzaków?
Nagle wyskoczył z nich ich wspólny kolega i zaczął tarmosić bruneta na kołnierz.
- Jak możesz być taki niedobry dla Sakurci! Ona jest taką miłą dziewczyną! Bądź chociaż delikatniejszy gdy mówisz takie rze...
- Ekhm... Naruto?- usłyszał głos dziewczyny.
- Hai?- od razu się uśmiechnął. Z jej oczy wyczytał złość, która w następnej chwili przerodziła się w bezsilność.
Uśmiechnęła się smutno.
- Arigatou, Naruto. Sasuke?- spojrzała na chłopaka.- Do jutra.- pomachała im i pobiegła.
- A właściwie co ty robiłeś w tych krzakach?- spytał znudzonym tonem brunet.
- A co cię to! Ważne jest to, że ty..
- Idziemy na ramen?
- Ale przecież ja jeszcze...
- Ja stawiam.
Już teraz zrozumiał. Sasuke nie chciał o tym rozmawiać, a Naruto nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Mimo, że był głupkowaty to rozumiał sytuacje takie jak ta. Zastanawiał się jednak czy Sakura mu się w ogóle nie podoba czy wręcz przeciwnie.
- Idziemy!
Ruszyli przed siebie powoli znikając za bramą.
- To co robiłeś w tych krzakasz?
- Ja tylko słuchałem muzyki.
- Akurat tam?
- Tak no bo...


****************************************

Chłopcy siedzieli u blondyna na łóżku. Sasuke czytał książkę, a Naruto się po prostu nudził.
- Nee, Sasuke. Będziesz czytał cały dzień?
- Jeszcze nie wiem.- odparł nie odrywając wzroku od książki.
- Sasuke?
- Hmm?
- Czemu jesteś dla wszystkich taki zimny?- leżał na nogach kolegi a ręce zwisały mu z łóżka.
- Taki mam styl bycia, a co?
- Wiesz, że lekki uśmiech, taki maniuni mógłby zmienić podejście innych do ciebie?
- Nie wiem czy tego chce.- zawahał się i odłożył książkę.- Mogę zapytać o to samo. Czemu ty jesteś taki wiecznie wesoły?
- Hmmm... Taki styl bycia?- podniósł się pokazując język.- A tak na serio to byłem troche wytykany w gimnazjum no i... byłem bardziej odludkiem.- usiadł na swoje biurko, a nogi oparł o krzesło.
- Tego się nie spodziewałem. Czemu cię nie lubili?- usiadł po turecku.
- Wiem. Ogólnie to chodziło o mój kolor włosów no i... prawdopodobnie o moje umiejętności. Wiesz.. taekwondo a co za tym idzie sport. Często nauczyciele nazywali mnie "Lisi demon". Po prostu byłem dobry. Ksywka została. Zazdrość też.- wzruszył ramionami.
-Pfff...- Naruto spojrzał na kolegę i skrzywił się.
- No co?!
- L...Lisi demon?- ledwo co powstrzymał śmiech. Choć wyglądało to bardziej jak kpina.
- Dobra dobra.. śmiej się.
- Nie no spoko.
- Tu też się bałem, że tak będzie, ale na szczęście- uśmiechnął się szeroko do bruneta. Nie wiadomo skąd do pokoju wpadł lekki wiaterek delikatnie rozwiewając włosy chłopaka. Sasuke patrzył chwilę jak zahipnotyzowany na ten obraz.- .. nic takiego się nie stało. Poznałem Kibę, Sakurę, Hinatkę... naszą klasę.- tu zatrzymał się na chwilę. Rozwalił się na krześle tyłem do gościa.- No i zaprzyjaźniłem się z tobą.
Naruto tylko błagał żeby nie czerwieniły mu się uszy. Odwrócił się w stronę kolegi. Na szczęście Sasuke chyba nic nie zauważył.
- A .. A propo Sakury.- zaczął niezręcznie.
- Co z nią?- zmarszczył brwi brunet.
- Czemu nie chcesz z nią być?
- A to ty nie jesteś w niej zakochany czy coś?- zdziwił się chłopak.
- Hmmm.. Bardzo ją lubię i chcę, żeby była szczęśliwa. A ona kocha ciebie.- podrapał się po włosach z tyłu głowy.
- Ale ja jej nie.- krótka piłka.
- No ale zobacz. Jest ładna, mądra. Chce zostać lekarzem wiesz. Chcę pomagać ludziom. Mówiła też, że jej plany mogą się udać tylko gdy ty będziesz u jej boku.- zakończył swoją wypowiedź.
- Wszystko spoko... bez ostatniego.
- No tak.. to zmyśliłem. Dobra! Pomyśl o tym... Gramy w PS?
- Spoko. Co masz?...

********************************************

- HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!- wrzasnęła klasa w pierwszy dzień pierwszego semestru w drugiej klasie.
- Dobrze widzicie.- zaćwierkała rozradowana Sakura dalej trzymając JEJ, tak zgadza się JEJ Sasuke za rękę.
- Sakura. Czy ty musisz to tak wszystkim oznajmiać?- westchnął.
- Tak. No bo.- zaczerwieniła się.- jestem taka szczęśliwa.
Do klasy wszedł z impetem jak zwykle blondynek. Przywitał się z klasą, która nadal była w szoku.
- Na-ru-to.-usłyszał głos koleżanki.
- Co jest Sakur.. uwaaaa..- zdziwił się na widok ich splecionych rąk. Gdy minął pierwszy szok wstał z uśmiechem i przytulił nową parę.- No nareszcie! Gratuluję.
- Umm.- odparł zawstydzony brunet.
- Arigatou. To wszystko dzięki tobie.- wyraziła wdzięczność uśmiechem.
- Jak dzię...
- Siadaj głupku! Lekcja się zaczyna!- przerwał mu chłopak.
- C... Nie przezywaj mnie!
- To siadaj!
- Słuchaj! Nie będziesz...
No i ponowna kłótnia, jednak klasa wydawałą się tęsknić za sprzeczkami tych dwojga.
Zaczynał się nowy rok szkolny. Czyli książki, testy, ale i nowe wspomnienia.

**********************************

- W końcu ostatni test za nami!- wyciągnął się zmęczony chłopak.
- Miałam wrażenie, że trwa to bez końca.- westchnęła Sakura i obejrzała się za siebie.- Kochanie weźmiesz nam też soczek?!- zamachała do bruneta, a ten jej skinął.
- No więc?- zaczął chłopak siadając na schodach w cieniu.
- O co pytasz?
- Jak wam się układa?- spytał z troską.
- A!.. No więc ogólnie jest bardzo dobrze.- uciekała wzrokiem.
- A nie ogółem?- podniósł brew.
- N... No bo.. Mam wrażenie, że Sasuke jest odległy. Nie mogę go dosięgnąć...- zacięła się patrząc za chłopakiem. Zacisnęła pięść.- Ale nie poddam się! Nie po to tyle się starałam, żeby teraz zrezygnować.- mówiła jakby to było coś oczywistego.
- Jestem z ciebie dumny Sakura.- powiedział tonem starszego brata. Dziewczyna sprzedała mu cios w ramię.
- Naruto.. Przestań bo się rumienię! Haha!
- Ite.. Jesteś za silna Sakurcia. Z niego też jestem dumny. Mimo wszystko otworzył się w końcu. Może tylko troszeczkę, ale jednak.- westchnął uspokojony i oparł się o wyższe stopnie. Zamknął oczy.
- Tak. Dzięki tobie. Dziękuję, że zostałeś jego przyjacielem.
- No pewnie! Będę waszym strażnikiem.- uderzył się w pierś niczym żołnierz.
- Strażnikiem czego?- wtrącił się brunet siadając między nimi i podając im kartoniki. Podziękowali.
- Waszej miłości! Haha.- wybuchnął zadowolony.
Sasuke też się uśmiechnął, a po chwili skierował ten uśmiech w stronę dziewczyny. Nigdy nie sądził, że połączy ich uczucie, a jednak. Czuł się przy niej dobrze, ona przy nim również. Mimo tego miał wrażenie, że nie daje jej wystarczająco. Ale nie do końca wiedział dlaczego.

***********************************************

Mijał czas a związek Sakury i Sasuke przeszedł już do rangi tych "na zawsze". Kończy się druga klasa, więc są już ze sobą prawie rok. Zdarzają im się kłótnie, ale zawsze dochodzą do porozumienia. Często dzięki ich wspólnemu przyjacielowi - Naruto.
Chłopakowi, który w tym momencie leży chory w pustym domu i zastanawia się nad sensem życia. Cały dzień pisze z tym wrednym draniem przez facebooka.

S: Przyjść do ciebie po szkole?
N: Nie.. dzięki.
Nie chce Cię zarazić :P
S: Dla mnie to nie kłopot. Ktoś i tak musi Ci przynieść lekcje matole. >,< :P
N: Sam jesteś matoł! A rób co chcesz!
S: Ok. Do zobaczenia. Kończę. Ide z Sakurą do klasy. Pozdrawia Cię.
N: Dzięki. Też ją pozdrów. Dawajcie znać co tam w szkole. Do później.
S: No hejka.

Naruto wyłączył fejsa i otworzył folder ze zdjęciami. Przeglądał je co jakiś czas się śmiejąc sam do siebie.
 



- Pamiętam! Haha! Te zrobiliśmy jak byliśmy w gorących źródłach na 3 dni. Fajnie wtedy było. co tam jeszcze mamy?
Klik, klik, klik...



- Ahahaha! Pamiętam jak wtedy trochę popiliśmy i zaczęliśmy się kłócić o.. w sumie nie pamiętam.. Ciekawe, że Iruka nas nie zawiesił.

Klik, klik, klik...




- To pierwsze zdjęcie, do którego udało mi się go namówić. Potem było już łatwiej.








 

- Ale czemu on się nigdy nie uśmiecha! Gdzieś miałem to jedno.
Klik, klik, klik, klik...
- O jest!

- Jakim cudem się wtedy uśmiechał? Nie pamiętam.. To jest chyba po.. aaaa! Wygraliśmy wtedy mecz między klasowy. Sasuke ty to jesteś...
Klik, klik, klik...

- Dobra to może...

Szykował się do wstania gdy dostał SMSa od Sakury.

"Cześć! Naruto wysłałam ci kilka zdjęć Sasuke z naszej sesji. Tylko nic mu nie mów, że je masz! + dodatek dla Ciebie. Zdrowiej kochany całusy."

Naruto oczywiście ponownie otworzył komputer i wszedł na meila. Po czym wyświetliło mu się to.
To
To

Był pod wrażeniem, ale gdy zobaczył ostatnie zdjęcie całkiem osłupiał.. Ono było...

- ... Zbyt sexy...- rozejrzał się po pokoju choć wiedział, że był sam. Nie wiedział czemu tak pomyślał, ale po chwili już o tym zapomniał, bo jego uwagę przykuła ikonka z podpisem "dla Cb :*". A zawierała taką grafikę.

 

Od razu chwycił telefon i napisał do dziewczyny.
"Kiedy je zrobiłaś?!".
W odpowiedzi dostał krótkie - "Ta-jem-ni-ca :P"

Ta małpa! Pomyślał ze śmiechem i ponownie spojrzał na zdjęcie. Podobało mu się. Tak bardzo, że ustawił je sobie na tapetę. No bo przecież do jego laptopa i tak nikt nie zagląda. Trochę domyślał się co się z nim dzieje, nie był głupi. Jednak sam przed sobą takiego udawał. W grę wchodziła jego przyjaźń z dwójką wspaniałych ludzi. A on nie chciał tego popsuć.
- Co mam robić?- wyszeptał w poduszkę i zasnął ze zmęczenia i gorączki.

   Jakiś czas później obudziło go pukanie do drzwi. Ledwie wstał i poszedł otworzyć.
- Yo!.- przywitał go przyjaciel unosząc małą reklamówkę.- mam dla ciebie mandarynki.
- Wchodź.- zipał okropnie.
- Ja sobie poradzę, kładź się. Twój wujek znów w trasie?- spytał ściągając kurkę.
- Taaa... Piszę kolejną część swojej głównej powieści.- położył się pod kołdrę.- Nie miej mi za złe, ale będę sobie leżał.
- Pewnie! Zrobię ci herbe.
- Dzięki.- wysapał.

Za chwilę dostał ciepłą herbatę i kilka mandarynek obok łóżka.
- Heh.. mój anioł.- zaśmiał się.
- Nie przeginaj głąbie, bo sobie pójdę. Nie robiliśmy dziś dużo. Głównie matma i...
- Czemu Sakura nie przyszła?- przerwał mu blondyn.
Gość zdziwił się lekko, ale za chwilę odpowiedział odkładając zeszyty na biurko.
- Musiała iść do domu. Powiedział, że wpadnie wieczorem. Jak się czujesz?- usiadł na łóżko obok blondyna.
- Hehe...- ledwo co zaśmiał się chłopak.- Ogólnie nie choruje, ale jeśli już to bardzo źle to znoszę, ale czy drogi Pan Uchiha się o mnie martwi.- podniósł zawadiacko brew.
- Już mówiłem, że sobie pój...- udawał, że wstaje do wyjścia. Przyjaciel chwycił go za nadgarstek mówiąc głosem, którego Sasuke jeszcze u niego nie słyszał.
Był cichy, delikatny, proszący, a wręcz łaknący.
- Nie idź.. zostań. Nie chcę być sam.- zamknął oczy.- Zostań Sasuke... zostań.
- N... Naruto?- był lekkim szoku przez ten ton, ale rozumiał że choroba go usprawiedliwiała. Przytknął czoło do czoła blondyna.
Mówił cicho.
- Masz gorączkę. Idę poszukać termometru.- i wyszedł na paluszkach.
Naruto nie spał. Sasuke się nawet nie domyślał ile to "czoło" właśnie pozmieniało w jego ciele. Było mu gorąco, ledwo dyszał. Z oczy poleciała mu mimowolnie słona kropla.
- S..Sasuke. Czemu? Czemu ty?- wyszeptał do siebie, ale dalej dzielnie udawał sen. Gdyby nie to może nigdy nie dowiedziałby się ile tak naprawdę znaczy dla tego chłopaka.
- Naruto.- głaskał go delikatnie po włosach co jeszcze bardziej przyspieszało bicie jego serca. Miał nadzieje, że chłopak tego nie usłyszy.- Dziękuję, że pojawiłeś się w moim życiu. Jestem tchórzem. Mówię to gdy śpisz i pewnie nigdy tego nie usłyszysz, ale... jesteś dla mnie bardzo ważny. Proszę zostań zawsze u mego boku.
   Jego głos był tak hipnotyzujący, że Naruto w pewnym momencie otworzył oczy i wpatrywał się w zszokowanego bruneta.
- N.. Naruto.. nie śpisz.. Sorki, ja tylko...
- W porządku. Ja też dziękuję.- uśmiechnął się i nie był już w stanie się powstrzymać. Mimo choroby i wycieńczenia uniósł się i przytulił chłopaka nim ten zdążył zaprotestować. To nie był przyjacielski uścisk. Naruto oplótł go ramiona jakby chciał zakomunikować. "Jestem przy tobie, a ty bądź przy mnie".
Pozostali tak w tej pozycji jeszcze chwilę. Sasuke delikatnie odsunął od siebie przyjaciela.
- Naruto.. ja...
Nie zdążył. Po prostu usta Naruto były za szybkie. Pocałował go raz, leciutko, ledwie musnął. Mimo tego oboje byli w szoku. Naruto wstał i zataczając się wyszedł zo łazienki.
- Z ... Zapomnij o tym!- zamknął się w środku.
Po chwili gdy Sasuke się otrząsnął dotarł do drzwi.


- Naruto otwórz.
- Nie.
- Naruto. Teraz.- ten srogi ton.
- Nie.
- Nar...
- Nie mogę rozumiesz? Idź sobie i proszę cię! Zapomnij! Ze względu na nas i na Sakurę!
- Naruto przestań się wygłupiać i otwórz te drzwi! Jesteś chory!- szarpał za klamkę. Nie wiedział co robić. Miał dziewczynę, ale z drugiej strony wiedział... Czuł to już wcześniej, a ten pocałunek to potwierdził. To, ze Naruto był w nim zakochany. I to, że on sam też zaczynał coś czuć.
- Naruto! Porozmawiam z Sakurą. Proszę cię, przecież...
- Nie. Nie mów jej.- ten błagalny ton.
- Ech.. Nie powiem, ale.. ty powiesz mi...- opadł na kolana i oparł czoło o drzwi. To samo zrobił blondyn.- Czemu to zrobiłeś?
- Jestem chory.- szybka odpowiedź.
- To nie dlatego.
- Sasuke.- usłyszał bardzo srogi ton.- proszę wyjdź.
- Nie wkurzaj mnie! Naruto!
Zero odzewu.
- Naruto! przestań już! Porozmawiajmy!
Ponownie cisza.
- Naruto! Naruuuu....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Naruto!...- podniósł się gwałtownie. Zdziwił się krajobrazem. Rozejrzał się po pokoju.
Szpital? Pomyślał. Przecież ostatnio byłem...Próbował sobie przypomnieć, ale poczuł tylko palący ból głowy.
Było ciemno, ale na fotelu w rogu sali dostrzegł znajomą twarz.
- Itachi?- zdziwił się. Nagle tamten się poruszył, a na widok młodszego brata szybko wstał i wpatrywał się w niego jak w ducha.
- S...Sasuke. Jak się czujesz?- usiadł przy łózko. Miał tak zatroskany głos, że chłopak aż się przestraszył.
- Całkiem dobrze. Co robię w szpitalu?- zapytał próbując się do końca obudzić. Czuł się zmęczony.
- To...- zdziwił się starszy.- Myślałem, że ty będziesz wiedział.
- Ile tu jestem?- zignorował poprzednią odpowiedź.
Jego brat zrobił poważną minę.
- Sasuke. Byłeś w śpiączce przez dwa lata.
- C... Słucham?- oniemiał.
- Tsk.. Żartowałem. Byłeś w śpiączce jakieś 4 dni. Podobno miało to trwać dłużej.- zaśmiał się starszy i przytulił młodszego brata.
- Itachi. Przestań mówić takie rzeczy.- poklepał go po plecach.- Gdzie Naruto?
W tym momencie Itachi odsunął się od brata i zmarszczył brwi. Przytrzymywał go za ramiona.
- Sasuke. Czy ty... Pamiętasz co się stało? Ponoć ktoś cię pobił.. i to bardzo mocno.
- Nieważne.- odtrącił jego ręce.- Nie pamiętam. Wiesz gdzie jest Naruto?- ponowił pytanie.
- Em.. Ja.. pójde najpierw po lekarza.
- Co mu jest...- zdziwił się Sasuke.
    Za szybą dostrzegł jakąś kobietę z dzieckiem i Itachiego rozmawiających z panią doktor. Dziewczynka wydawał się być smutna, a gdy spojrzała na niego rozpłakała się już całkiem. Mama pogłaskała ją po włosach po czym weszła do sali.

Kobieta rozpuściła spięte wcześniej włosy i choć sięgały jej do ramion od razu ją rozpoznał.
- S.. Sakura?- zdziwił się.- Ale... Co...
- Sasuke.. Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale..
- Sakura. Przepraszam, ale.. nie rozumiem. Ty tu jesteś. . Czemu tak wyglądasz? I gdzie są moi rodzice? A przede wszystkim widziałaś się może z Naruto? Wyzdrowiał?
   Na dźwięk tego imienia kobieta spięła się lekko. Ledwo co powstrzymała łzy. Już wszystko rozumiała, teraz muszą potwierdzić to badania.
- Sasuke.. ty..
- T..tatusiu! Proszę powiedz, że mnie poznajesz!- rzuciła się na jego łóżko ta mała, słodka dziewczynka.
Brunet pogłaskał ją po głowie i uśmiechnął się delikatnie, na co tamta sięrozjaśniła..
- Przepraszam cię
.
.
.
.ale....kim jesteś?


niedziela, 18 marca 2018

Miłość jedno ma imię - cz.5

No i jest!
Nie wiem czy się Wam to podoba, więc proszę napiszcie co jest fajne a co nie :D
Nie przedłużam i zapraszam do czytania.

      Ps: Prawie popłakałam się pisząc! >.<
________________________________________________


- Zebrałem tu dziś wszystkich pracujących żeby was ochrzanić za bajzel jaki narobiliście gdy mnie nie było. Głównym winowajcą jest tu Suigetsu.- wzrok wszystkich spoczął na białowłosym co ten skwitował tylko mruknięciem. Po minach pracowników można było wyczytać, że czekają na wyrok. Może co niektórzy nawet  na zwolnienie. Sasuke nabrał powietrza, a pozostali zastygli w bezruchu wpatrując się w niego, jakby to miało cokolwiek zmienić.
- Ale!...- zaczął głośnym i surowym głosem. Jakby karał małe dziecko.- Mimo tego, że straciliśmy jednego BARDZO WAŻNEGO klienta nie mam zamiaru nikogo pociągać do odpowiedzialności.- skrzyżował ręce po czym spojrzał po zaskoczonych twarzach.
- Suigetsu pracuje tutaj najdłużej i jest najbardziej kompetentną osobą. Natomiast wiem, że nie był w stanie poradzić sobie ze wszystkim sam. Dlatego proponuję szkolenie, którym zajmie się właśnie on. Wszystkich zainteresowanych proszę o zapisywanie się na listę, która będzie wywieszona przed moim gabinetem. Wybiorę 5 osób, które po przeszkoleniu będą miały prawo zarządzania firmą TYLKO podczas mojej nieobecności. Oczywiście wiąże się to z wyższym wynagrodzeniem i dodatkowymi trzema dniami urlopu. Jakieś pytania?
W sali nastała cisza, za moment przerwana klaskaniem. Najpierw jednym, potem trzema. Nie minęło kilka sekund, a wszyscy pracownicy głośno klaskali i wiwatowali na cześć swojego szefa - co nawiasem mówiąc bardzo go zdziwiło.
- Jeszcze jedno.- Oklaski ustały.- Tym razem nie ponosicie żadnych konsekwencji, bo zdaje sobie sprawę, że była to po części moja wina. Ale! Następnym razem już nie będzie tak przyjemnie. Zrozumiano?!
- Hai!!!- usłyszał w odpowiedzi.
- Rozejść się i wracać do pracy!- uśmiechnął się na koniec co jeszcze bardziej wszystkich zaskoczyło, ale wrócili do pracy jak rozkazał.
Suigetsu podszedł do niego równie zaszokowany.
- To.. było... najlepsze... twoje... wystąpienie jakie kiedykolwiek widziałem. A w ogóle wiesz, że się uśmiechnąłeś?- zrobił zawadiacką minę.
- Ja się nie uśmiecham. Wydawało ci się.- minął go wciąż mając na ustach ślad po tym uśmiechu i wszedł do gabinetu.
- Jak może się wstydzić tego, że ma uczucia?- rozłożył ręce po czym krzyknął.- Dobra ludzie! Pamiętajcie, żeby się zapisywać! Ja zaraz wywieszę...

Sasuke usiadł w fotelu i zamyślił się. Załatwił co miał załatwić i więcej go nie interesowało. To co zaprzątało jego głowę od kilku miesięcy miało jedno imię.
    Co by było gdybym wtedy go nie zostawił? Co by było gdybym pomagał Sakurze z dzieckiem? Co by było gdybym się z nią nie wiązał? Czy Sarada by mnie nienawidziła? Co by było gdyby...
Tych myśli było mnóstwo. Jedna goniła drugą. Wyprzedzały się, miażdżyły, cofały, stawały. Jak na zawodach Formuły 1. Brunet coraz bardziej zatracał się w świecie fantazji. Nawet zaczął się zastanawiać nad rozwodem. Mimo, że było to nie fer.
Czy Naruto by wtedy ze mną został? 
Jego powieki robiły się ciężkie.

A może byśmy nawet razem zamieszkali? Przecież Naruto na bank nie jest księdzem z powołania. Jemu to nie pasuje.
Zamknął oczy.
Ciekawe jak wyglądałyby nasze pierwsze święta? Nasze pierwsze... ale też pierwsze bez Sarady. W końcu Sakura prawdopodobnie nie chciałaby żeby miała kontakt z Naruto.
Powoli odpływał.
A może... Moglibyśmy spędzać czas we trójkę? Może nawet... jeśli kiedyś...Sakura by mi... przebaczyła to... będziemy mogli gdzieś wyjść w czwórkę?......................................



**********************************************


- ..uke...
Co jest?
- ..ke...
Co? Kto mówi?
- ..suke..- usłyszał tym razem głośniej.
Ktoś mnie woła?
- SASUKE!- usłyszał nagle i od razu podniósł się do pozycji siedzącej.
- E... co... co je... zasnąłem?- ziewnął i pomasował skroń. Rozciągnął się w różne strony i syknął kilka razy z bólu, bo mimo wszystko biurko chyba do spania nie służy.
- Tak. Nie zauważyłem, ale spałeś kilka godzin. To niezdrowe. Jedź do domu. Spójrz, która godzina.- Suigetsu wskazał na zegarek.
20:32
Sasuke zamrugał dwa razy.
20:32
A z Naruto umówił się na...
20:33
Złapał tylko kurtkę, telefon i skierował się do drzwi.
- Czekaj!
- Co?! Muszę iść.- odparł zirytowany.
Oby jeszcze tam był.
- Weź to.- białowłosy podał mu małą parasolkę. Uchiha wziął ją do ręki i popatrzył za okno. Ręce mu opadły.
Leje... Leje jak z cebra. Jeśli on tam jest to...
Zacisnął zęby. Zły na siebie wypadł z gabinetu jakby go co goniło.
     Suigetsu podszedł do okien i popatrzył leniwie za szybę. Oparł się na moment zamykając oczy. Westchnął głęboko.
- Tak Sasuke. Biegnij. Nie możesz się spóźnić- wyszeptał strasznym niepasującym do niego głosem. Głosem ociekającym jakby rozpaczą, w której dało się wyczuć ból i od której przechodziły ciarki.- Na spotkanie ze swoją pierwszą miłością.- Położył zdjęcie jego rodziny przodem do biurka, zgniótł malutki papierek w kieszeni i wyszedł z pomieszczenia gasząc światło.

Sasuke złapał taksówkę. Z uwagi na korki wysiadł dwie ulice wcześniej. Nawet nie otworzył parasolki, tylko narzucił na siebie kurtkę. Biegł i na zmianę szedł szybkim krokiem.
   Pewnie już poszedł do domu. Po co miałby czekać tyle czasu. Jest zimno i mokro. Na pewno nie...
   Stanął kilka metrów przed umówionym miejscem. Oddychał nierówno i ciężko ze zmęczenia. Po drugiej stronie ulicy wpatrywał się w stojącego w tej samej bluzie co rano blondyna. Opierał się o budynek. Miał spuszczony wzrok schowany pod kapturem i nawet z daleka widać było, że jest cały przemoczony.
Sasuke ruszył z determinacją w jego kierunku. Nawet się z nim nie przywitał. Po prostu podszedł, złapał go za rękę i zaczął prowadzić w sobie tylko znanym kierunku.
- Czek... Sasuke?
- Jesteś idiotą usuratonkachi!- syknął.
- Ha?! Ej! To ty kazałeś tyle na siebie czekać.- zdenerwował się.
- Czemu nie poszedłeś do domu? Jesteś cały mokry! - Szedł ciągle z przodu ciągnąc tamtego za rękę.
- .. No bo obiecałem, że będę. To Ty się spóźniłeś.- odburknął i uderzył w bruneta, który przed momentem przystanął.- Zdecyduj się czy..- przerwał gdy Sasuke zrobił skruszoną minę rozkładając jednocześnie nad nim parasolkę.
- Przepraszam. Możemy iść?- powiedział cicho.
- Tak.- odparł tylko blondyn. Dla niego nie było ważne gdzie idą. Po spotkaniu Sasuke mało rzeczy miało dla niego znaczenie. Wszystko nad czym pracował przez ostatnie kilka lat... przestało się liczyć bo był on. Choć wiedział, że już dawno powinien opuścić to miejsce. Nie tylko dla siebie. A właściwie w ogóle nie dla siebie, bo gdyby to zależało od niego to chciałby, żeby moment gdy Sasuke idzie przed nim trzymając go za rękę trwał wiecznie.
Zaśmiał się w myślach. Marzenia są dla głupców.

Weszli do hotelu. Sasuke zapłacił za pokój.
- S... Sasuke. Czemu hotel?- zapytał lekko zmieszany.
- Spokojnie. Zaufaj mi.- dotknął czule jego policzka, co wystarczyło blondynowi. Więcej nie potrzebował i dał się prowadzić.

- Zamknij oczy.- poprosił gdy już stanęli przed pokojem.
Chłopak zrobił skwaszoną minę, ale wykonał polecenie i poczuł na powiekach, że wchodzą do ciemniejszego pomieszczenia. Usłyszał jak Sasuke wciska jakieś przyciski.- Już. Otwórz oczy.
  Naruto powoli unosił powieki, a jego oczom ukazało się niebo. Tysiące świecących punkcików mieniących się srebrem. Czasami widać było spadające gwiazdy czy deszcz meteorytów. No i księżyc.
- Co to jest?- oniemiał.
- To sufit odwzorowujący niebo. Lubisz nocne niebo prawda?
- Tak.
Sasuke wyszedł na środek, stanął tyłem i rozpostarł ręce tak jakby chciał objąć nimi cały świat.
- To twoje niebo. Prezent ode mnie. W końcu kiedyś to ty podarowałeś mi gwiazdy.- opuścił kończyny wpatrując się w sufit.
Naruto podszedł do niego, spokojnie wtulając się w plecy.
- Dziękuję... Pamiętasz takie rzeczy?
- Pamiętam. Dużo rzeczy pamiętam.- dotknął delikatnie dłoni obejmujących go w pasie.- Od pierwszego dnia w kaplicy. Gdy nasze spojrzenia się spotkały...- tu odwrócił się do niego robiąc krótką pauzę i spojrzał mu głęboko w oczy. Był to taki wzrok, którego nie każdy ma możliwość doświadczyć. To wzrok delikatny. Wzrok przejmujący się. Wzrok troszczący się. Wzrok obwiniający się. Wzrok tęskniący. Wzrok przepraszający. Wzrok kochający.-... przypomniało mi się wszystko o czym tak usilnie próbowałem zapomnieć.
Naruto ponownie przytulił się do niego.
- Sasuke...
- Słucham.
- Wiesz.. mimo wszystko... mimo tego, że chcę tu być to Sakura...
- Tylko dziś.- przerwał mu.
- Co?
- Nie wymawiaj jej imienia. Tylko dziś traktuj mnie tak jakbyś chciał. Obiecuję, że tylko dziś. Całe brzemię błędu i poczucie winy wezmę na siebie. Bo to od zawsze była moja wina.
Blondyn poczuł, że zaraz się popłacze.
- M.. Mogę się położyć?
- Tak. Chodź.- Poprowadził go do dużego podwójnego łóżka.
Sam podszedł do szafki i wyciągnął z niej kocyk i dwa szlafroki.- Ale najpierw się przebierzemy i umyjemy.
- Umy...
- Osobno.- uspokoił go śmiejąc się w myślach. Jak facet przed 30-stką może być taki nieśmiały.- Idź pierwszy.- podał mu szlafrok.- Wszystko jest w łazience.
      Naruto wrócił po chwili i położył się na łóżku. Sasuke przykrył go czule kocem i sam poszedł się umyć. Wszedł do łazienki i niemal od razy potknąłby się o mokre ciuchy leżące na podłodze. Zaśmiał się pod nosem i położył ubrania na kaloryferze.
Nic się nie zmienił.
Po dziesięciu minutach sam był czysty i suchutki. Wrócił do pokoju i położył się obok drzemiącego Naruto. Przykrył się kocem i złapał chłopaka za rękę. Co jakiś czas bawił się palcami oraz delikatnie masował wewnętrzną stronę jego dłoni.
- Zawsze to robiłeś.- usłyszał cichy głos blondyna.
- To znaczy co?- położył sobie jedną poduszkę pod głowę.
- Bawiłeś się moją ręką, włosami. Często całowałeś mnie też w czoło.
- Dalej mógłbym to wszystko robić.- ucałował jego palce. Chłopak otworzył oczy i patrzył na ten obraz jak zaczarowany. Nagle coś mu się przypomniało co zaowocowało chichotem.
- Hmm?- zaciekawił się brunet.
- Pamiętasz jak.. kiedyś zapomniałeś się w szatni i rozmawiając ze mną lekko dotknąłeś moich włosów no i chwilę się nimi bawiłeś. I wtedy...
-... Kiba krzyknął coś w stylu "Naruto! Sasuke! Kiedy ślub?" a ja...
-... a ty powiedziałeś, że nawet gdyby był to on nie dostałby zaproszenia.
  Uśmiechnęli się oboje na to wspomnienie.
- Jakoś udało nam się wtedy wybrnąć z tej sytuacji.
- Tak.- potwierdził brunet.- Naruto pamiętasz ten dzień gdy się dowiedzieliśmy?
- O czym?
- O naszych uczuciach.
- Pewnie, że tak... To też było zabawne. W ogóle cała nasza znajomość była raczej dla innych komedią, a najbardziej jej początki.
- Tak. Pamiętam, że wtedy...

Rozmawiali o wszystkim. O przeszłości. O tym co się wydarzyło po szkole. O ich uczuciach, o ich związku. Przez cały ten czas Sasuke a to całował chłopaka po dłoni, a to ucałował czoło. Pogłaskał, dotknął. Naruto też nie był mu dłużny. Prawie cały czas głaskał go lekko po głowie i bawił się włosami. Czekał też na jedno konkretne pytanie, które musiało zostać zadane.

- Naruto.. czy...- zaczął niezdarnie.
- Opowiem ci.- wyszeptał i położył się na plecach patrząc w gwiazdy.
- Ale ja jeszcze...
- Wiem, że chcesz o nią zapytać. Opowiem ci tylko daj mi tak leżeć i proszę nie przerywaj.
- Dobrze. Mogę trzymać cię za rękę?- ścisnął dłoń blondyna dodając mu odwagi.
- Ummm... Będzie mi łatwiej.
Wziął głęboki oddech i...

*************************************************

Już wstało słońce?.. Która jest godzina? 
Wstałem i lekko rozsunąłem zasłony, jednak po odczuciu na gałkach ocznych siły słonecznych promieni zrezygnowałem ze światła pozostając w ciemności.
Bolała mnie głowa. Wziąłem podwójną dawkę leku przeciwbólowego.
Nawet nie szedłem tylko sunąłem po podłodze.
Widziałem rozwaloną pościel, wszędzie brudne naczynia. Na podłodze obok pustych butelek. Kurz też mi nie przeszkadzał. Nalałem sobie wody do szklanki i wróciłem do łóżka.
Tak wyglądały moje dni po twoim wyjeździe.
Nie wiem ile to trwało, ale ponad miesiąc na pewno. Tego dnia nie dane mi było użalać się dalej nad sobą. Usłyszałem pukanie do drzwi, co wpierw zignorowałem.
Puk, puk, puk - ponownie.
Przykryłem się kołdrą.
Puk, puk, puk, puk, puk, puk, pukpukpukpukpukpukpuk...
W końcu zirytowany wstałem i otworzyłem drzwi z impetem, ale złagodniałem gdy zobaczyłem twarz Hinatki. Stała tam miła jak zawsze z reklamówką w ręce. Po jej twarzy przemknęło zmartwienie - zapewne moim widokiem - ale szybko zamaskowała je uśmiechem.
- Mogę wejść?
- Możesz.- odparłem byle jak, mimo że nie chciałem jej zranić. Po prostu wolałem być sam.
Przykryłem tylko łóżko kocem, żeby miała gdzie usiąść i poklepałem miejsce obok siebie.
- P.. Przyniosłam kilka jabłek i mandarynek. Chcesz troche?- spytała z nadzieją.
- Nie bardzo. Nie mam apetytu.- brzmiałem jak anemik.
- T... to może ch...chociaż jedno jabłko.- zaproponowała ponownie.
- A mogłabyś mi je obrać?- poprosiłem.
- Hai!- od razu wstała i zaczęła szukać czystego noża, którego tam nie było. Wzięła więc jakikolwiek, umyła go i zajęła się jabłkiem.
Patrzyłem na nią z podziwem. Siedzi tu pośród tych śmieci, zapachów. Zastanawiałem się czemu. Wtedy nie rozumiałem takich oczywistości... Pamiętałem tylko o Tobie. Ale była miła. Taka prostolinijna i dobra. Tak... to słowo najlepiej ją opisywało.
Dostałem talerz z kawałkami owocu i jadłem je bardzo powoli. Ja naprawdę bardzo mało jadłem, sprawiało mi ot wręcz ból.
- Czemu przyszłaś?
- Kiba i reszta mówili, że ostatnio nigdzie nie wychodzisz, że nie wiedzą co z tobą jest i że może masz depresję.
Zaśmiałem się.
- Możliwe...- szepnąłem.
Jednak nikt mnie nie rozumiał, bo nikt nie wiedział. Przynajmniej tak myślałem. Ale ona...
- Ja wiem.- rzekła cicho.
- To znaczy?- w ogóle tego nie połączyłem.
- Wiem Naruto. Wiem o tobie i o Sasuke.
Od razu się zakrztusiłem, po czym złapałem ją za ramiona.
- Skąd?!
Troszkę się przestraszyła mojego wybuchu, więc zabrałem ręce i spuściłem wzrok. Wtedy mi odpowiedziała.
- Ponieważ cię kocham.
Popatrzyłem na nią zdziwiony. No bo powiedziała to tak po prostu! W dodatku nigdy nawet tego nie zauważyłem!

**********************************************

- Poczekaj przerwij.- powiedział Sasuke.- nie wiedziałeś, że była w tobie zakochana?
- Nie.- odparł zwyczajnie.- a ty tak?
Sasuke wybuchnął śmiechem
- Ej! Sasuke! Przestań. O co ci...
- No bo wszyscy wiedzieli. Nawet nauczyciele. Te maślane oczy zawsze gdy na ciebie patrzyła. No i...
- To dlatego?- zapytał.
- Dlatego co?
- Dlatego jej nie lubiłeś?
- T... to nie tak zaraz ż.. że nie lubiłem. Po prostu jakoś...- zarumienił się.
- A nie przeszkadza ci, że o niej mówię? W końcu ja ją też kochałam.
Sasuke spojrzał na niego czule.
- Nie. Przeciwnie. Cieszę się, że spędziłeś tyle czasu z kimś kto cię kochał.- mówił to jak najbardziej szczerze. Naprawdę tak myślał. W duchu dziękował dziewczynie.
- Kontynuuj.- skinął głową.

***********************************************

Poprosiłem żeby wyszła. Zrobiła to bez chwili wahania, ale przyszła następnego dnia i bez słowa obrała mi jabłko no i pozmywała naczynia w zlewie. Potem wyszła. Przychodziła tak codziennie w ciszy. Z czasem zaczęła mi gotować posiłki. Małe.. przeważnie ich nie zjadałem. W dalszym ciągu się nie odzywałem. Pozwalałem jej robić co chce. Zawsze gdy wychodziła otulała mnie kocem. Zaczęło mi się to podobać. Minęły tak 2 tygodnie. Skończyło się na tym, że codziennie wyczekiwałem jej przyjścia... Któregoś dnia się spóźniała. Dość długo. Przestraszyłem się. Bałem się, że nie przyjdzie, że zniknie jak ty...
   Jednak przyszła wieczorem. A ja umyty, ubrany, ogolony i czekałem przy stole.
- Przepraszam! Już jes...- zdziwił ją mój widok gdy wbiegła zasapana do pokoju. Jednak czuła się winna. Od razu zabrała się za robienie szybkiej chińszczyzny.
- N.. Nic nie szkodzi. Jutro też przyjdziesz?- zapytałem cicho. Byłem zawstydzony. To było dziwne przy Hinacie... Wtedy pomyślałem znów o tobie. O tym, ze to ty mógłbyś przygotowywać nam obiad. Śmialibyśmy się, żartowali...
- Naruto? Co się stało?!- krzyknęła zmartwiona.
- J... ja....- płakałem. Pierwszy raz od kiedy odszedłeś.- O...on... jego już n.. nie ma...On.. ja...- nawet nie wiedziałem co mówię.
Hinata bez słowa przytuliła mnie i zaczęła głaskać uspokajająco po głowie.
- Dz.. dziękuję H...H... Hin..aaa..taaaaa...
Objąłem ją w pasie i przytuliłem się mocniej. Wytrzymała jeszcze tak około 3 miesiące. Moich płaczów, wybuchów złości.. Tak. Miałem depresję, a ona nie wiadomo skąd umiała sobie z nią radzić. Nie wiem skąd brała siłę.
Wcale nie  była taką cichą głupią dziewczyną, która nie umie zawalczyć o swoje. Przeciwnie. Była silniejsza od nas wszystkich...
Któregoś dnia...
- Naruto! Idziesz na terapię.- postanowiła.
- C.. Nigdzie nie...- spojrzała na mnie wzrokiem, o który w życiu bym ją nie posądził.- Hai. Idę.
Później kilka razy go na mnie stosowała podczas naszego małżeństwa. Podczas terapii zaczęliśmy ze sobą chodzić. Mimo, że wciąż kochałem ciebie to zaczynałem kochać i ją.
Uratowała mnie od samego siebie.
Przez jakiś czas byłem bardzo zamknięty. Nie spotykałem się z nikim poza moją Hinatą. Później wróciłem do siebie choć... jak widzisz już nie jestem tak durnowato wesoły jak kiedyś.
Po pół roku wzięliśmy ślub. Ona pomagała w świątyni. Właściwie to ją prowadziła, a ja... ja zostałem śledczym w policji.. Ogólnie to była bardziej rola detektywa. No i zacząłem jako asystent. Pamiętam jak Hinata była ze mnie dumna, że coś zaczynam... Minęło troche czasu, coś około roku gdy Hinata zaszła w ciążę, a ja awansowałem na partnera mojego wcześniejszego jakby szefa. Opiekował się mną. Był bardziej jak przyjaciel.
Hinata... Zastanawiała się jak będzie wyglądał nasz syn. Mówiła, że będzie jak ja. Ale ja tego nie chciałem. Wolałbym żeby miał jej siłę... Ciekawe... jak by wyglądał..........
Prowadziłem sprawę związaną z grupą handlarzy narkotyków w Tori. To miasto niedaleko Konohy. Tam pracowałem. Nie wiedziałem, że to takie niebezpieczne. Hinata była między ósmym, a dziewiątym miesiącem gdy to... się stało.
Dostałem pogróżki. Zignorowałem je. Poprosiłem tylko o ochronę domu policję... I wtedy... I ja jeszcze jej powiedziałem, że... ach!!!!

*********************************************

- Jeśli nie chcesz to nie musisz mi tego opowiadać.- powiedział Sasuke zmartwiony.
- Nie.. muszę. Muszę komuś to powiedzieć, a mogę tylko tobie.- przełknął gulę w gardle i łzy powoli napływające mu do oczu.- Ja...

*********************************************

Wychodziliśmy z mieszkania. Przed drzwiami Hinata
popatrzyła na mnie. Widziałem, że coś ją męczy.
- Co się stało kochanie?
- Naruto, czy ta cała policja jest konieczna?
- To dla twojego bezpieczeństwa. OBIECUJĘ CI, ŻE WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE.
I wyszliśmy. Jak mogłem to powiedzieć! Zaledwie kilka sekund później usłyszałem dwa strzały. Jeden miał trafić we mnie... chybił. Drugi... Wszystko działo się tak szybko! Zobaczyłem tylko krew lejącą się z prawego płuca mojej żony no i jak opada bezwładnie na ziemię.
... Ja... Uciskałem to.. Policja goniła strzelca.. nie wiem kto to był! Nienawidzę skurwiela!.. Ktoś inny zadzwonił po pogotowie, ale ona!... Umierała mi na rękach! Trzymałem mocno ranę. Sam byłem cały we krwi! A ona.. patrzyła na mnie uśmiechając się... Ktoś krzyczał...Dopiero gdy powiedziała
- Kochanie, posłuchaj mnie...
Zdałem sobie sprawę, że to ja krzyczę i płaczę... Nachyliłem się, a ona wyszeptała mi do ucha.
- U..Uratuj Boruto... Daj mu ta...k... na i...mię... I...- chciała ściągnąć swój wisiorek. Pół słońca... Złapałem jej rękę i kręciłem głową, żeby się nie ruszała.
- D..daj mu.. to.. ode m...nie.
Potem nie pamiętam co się działo... Ona.. szpital.. krew i ...

*********************************************************
- Naruto. To nie była twoja wina.- powiedział stanowczo Sasuke wycierając łzy chłopakowi.
- A... ale Sasuke, ja nie mogłem ochronić nawet własnej rodziny... własnego dziecka... Ja...
- Ciiiii.- przytulił go, pocałował w głowę i głaskał powoli po plecach.- Śpij.
Naruto cały się trząsł. Sasuke nie mógł uwierzyć, że tyle się wydarzyło. On ma córkę i żyje sobie spokojnie... Czemu mnie przy nim nie było?
Był zły. Na siebie, na los, na decyzje, które podjął 8 lat temu. A Naruto... on go potrzebuje...Teraz...


           - Mama!- uśmiechnęła się dziewczynka.
- Hmmm?- kobieta leżała na kanapie.
- Kiedy będzie tata?
- Tatuś zostaje w pracy na noc. Niestety.
- Eeee? Czemu?- naburmuszyła się.
- Dlatego, ze tatuś potrafi zrobić rzeczy których nie potrafią inni.- zrobiła z małą noski noski.
- To ja wolę mniej umieć.
- Hahahaha. Chodź, obejrzymy bajkę?
- Haaaai! Ja chcę tą o rybce!
- O Dori?
- Hai!
- No dobrze.- uśmiechnęła się do córki i włączyła film. Skąd mogła wiedzieć, że w tym momencie jej mąż leży w łóżku i pociesza innego mężczyznę. W dodatku jej niegdysiejszego przyjaciela.



              -I? Pojawił się?- usłyszał przez telefon niski głos.
- Jak co miesiąc odpowiedź jest taka sama. Nie wiem czy się kiedyś zmieni.- odparł młody mężczyzna.
- Mam nadzieję, ze nie kłamiesz. Bo jeśli...
- A po co miałbym. Słuchaj.. gadasz z przybranym synem swojego szefa, więc nie przesadzaj.
Rozłączył się. Usiadł na ławce w parku i zapalił papierosa.
Zaciągnął się by po chwili dym uleciał z jego ust. Popatrzył w księżyc.
- Że też muszę dla ciebie zdradzać swoich.- zaśmiał się gorzko i zamknął oczy.