środa, 21 lutego 2018

Miłość jedno ma imię - cz.4

Cześć kochani!
Nowy rozdział przed Wami! Zapraszam do czytania i mam nadzieję, ze się spodoba. :)

Jeśli macie jakieś uwagi to dajcie znać.
Proszę o komentarze, bo wiecie, że to bardziej nakręca.
_______________________________________________

-Juhuuuu!!!- podskoczyła na kanapie.- zdobyłam 7 punktów! Tatusiu jestem lepsza od ciebie!- wystawiła mu języka i uśmiechnęła się.
- Ach tak? - zmrużył oczy - no to zaraz zobaczymy.
Wyłożył kilka klocków na plansze po czym plasnął ręką w czoło.
- Sasuke... Niestety tylko 5.- pobłażliwie uśmiechnęła się jego żona.
- Jak to możliwe, że ogrywa mnie dziewczynka, od której jestem cztery razy starszy.- osunął się zrezygnowany na oparcie za sobą.
- Bo jestem Uchiha tato!- podniósł głowę zaciekawiony.
- Ja tak samo.
- Ale młodsi mają więcej energii.- spojrzała na niego z wyższością. Stojąc nad nim na kanapie rzeczywiście mogła się tak poczuć. Sasuke zamrugał oczami i zwrócił się do teściów.
- Czy moja córka właśnie mnie zagięła?
- HAHAHAHA no niestety, akurat to ma chyba po Sakurze.- poklepał go po ramieniu pan Hizashi.
- Tato!- upomniała go córka.
- Mama była niedobra jak była mała?- zaciekawiła się  dziewczynka i wpakowała dziadkowi na kolana.
- Niedobra? Była bardzo niegrzeczna!- odpowiedział jej.
- Jacy byli rodzice kiedyś?- zaświeciły jej się oczy.
- Tato ani mi się waż.- zagroziła pięścią różowo włosa.
- Dołączam się do prośby.- poparł poważnie żonę.

- hmmm od czego by tu...- zupełnie ich zignorował.
- TATO!- wrzasnęli oboje.
- Wiem! Twoi rodzice - i zignorował ich ponownie -  znali się od podstawówki i już wtedy Sakura wiecznie chodziła z głową w chmurach myśląc o takim jednym... jak ona go wtedy nazywała?- wytężał przez chwilę mózg.
- Książe z bajki.- postanowiła pomóc dziewczyna uśmiechając się z politowaniem.- Opowiadaj pod warunkiem, że ja to będę kontrolować.
- Byłem twoim księciem?- popatrzył w jej stronę.
- Cicho!- odwróciła wzrok zawstydzona.
- Dziadkuuuu!- upomniała się dziewczynka.
- Ach tak. No więc twoja mama miała w podstawówce koleżankę, z którą o tego chłopca się kłóciły. Wiadomo, której się w końcu udało.
- Mamie!
- Tak jest.
- A jaki był tata?
- Hmmm... Sasuke... przykro mi, ale...-popatrzył na niego i spowrotem na dziewczynkę.- był wrednym skurczybykiem, który cały czas krzywdził moją ukochaną córeczkę.- złożył dłoń w pięść i pogroził nią w powietrzu.
- Tato byłeś niedobry dla mamy?- wydęła usta obrażona.
- Sarada to było dawno.- westchnął.
- Sarada słuchaj dziadka dalej. Co się działo potem. Najgorsze było pierwsze wyznanie jak mieli jakieś...
- To było w drugiej klasie gimnazjum. Miałam chyba 13 lat?- sama się musiała zastanowić.
- Tak! Sakura wróciła do domu zapłakana i padła na łóżko. Próbowałem ją pocieszać, ale płakała tylko pół godziny, potem przystąpiła do fazy planowania następnego kroku.
- Co to znaczy?
- To znaczy, ze twoja mama nie odpuszcza tak jak i ty- dotknął jej noska.- Wyznała mu jeszcze raz uczucia! 
- I wtedy już..- chciała dokończyć.
- Znów ją odrzucił. Ten zimny drań! Ten...
- Ekh... Ja tu jestem...- pomachał ręką do teścia i uśmiechnął się. Słuchał tej historii jednocześnie sobie przypominając beztroskę czasów szkolnych.
- W każdym razie w tym samym czasie Sasuke zaprzyjaźnił się z takim bardzo wesołym i głośnym kolegą. Miał na imię Naruto. Nigdy go nie zapomnę.
Sarada oczywiście nie skojarzyła, że to ta sama osoba, którą poznała w kościele i dalej słuchała historii. Sakura wyglądała jakby nic się nie stało, ale Sasuke ją znał. Zawsze bawiła się obrączką lub kosmykami włosów gdy była zdenerwowana. Słuchanie o blondynie sprawiało jej trudność, może też dlatego, że kiedyś bardzo mu ufała.
- I co później?- pytała zniecierpliwiona. Wyglądała jak typowa mała dziewczynka słuchająca bajki o księżniczkach.
- O ile dobrze pamiętam Naruto był bardzo specyficzny.
- Dlaczego?
Mężczyzna podrapał się po policzku i roześmiał głośno.
- Był bardzo żywiołowy. Na początku Sakura go nie lubiła.
- Bo był wkurzający!- wybuchnęła.
- Masz rację.- zawtórował jej radosny ojciec.- Był bardzo wkurzający, ale na swój sposób łagodny? Nie wiem jak to...
- Dawał poczucie bezpieczeństwa.- dokończył za niego Sasuke i dopiero teraz zdał sobie sprawę co powiedział. Nie spojrzał na żonę, za to uśmiechnął się do córki i dokończył.
- Na początku się kłóciliśmy, praktycznie o wszystko. Denerwował mnie. W dodatku podkochiwał się w Sakurze. Ale później pomógł mi się zmienić. Inaczej patrzeć na ludzi. Znalazłem innych znajomych, ale on był jedynym przyjacielem.
Poczuł jak żona obok się trzęsie, nie wiedział czy ze złości czy smutku.
Muszę się bardziej kontrolować.
- Ale!..-zaczął za moment- pomógł mi też dostrzec mnóstwo zalet w twojej mamie- tutaj ścisnął ją za rękę i dopiero na nią spojrzał.- i się w niej zakochać.
Jej wzrok zelżał, wydawało się że cała złość, żal lub smutek który przed chwilą czuła opuścił ją. Również ścisnęła jego rękę. Trwali tak kilka sekund po czym Sakura zabrała ręce - odepchnęła mnie - i zwróciła się do córki.
- A potem mamusia i tatuś wzięli ślub i jakiś czas później urodziłaś się ty.
Podeszła do niej i wytarmosiła za policzki.
- Mamusiu! Przestań!- śmiała się.
- Dobra. Na dziś koniec. Idziemy spać i jutro wyjeżdżamy.
- Juuuuuż?- wydęła usta i skrzyżowała ręce.
- No! Wygląda na to, że dziadek pomoże ci trafić do kraju zwanego Łóżeczkiem.- podniósł ją nad głową i udawał, że są samolotem. Pobiegli do pokoju, z którego słuchać było śmiech Sarady. Za nimi ruszyła Sakura.

Nie wiadomo jak to się stało, ale został sam na sam z teściową, która spojrzała na niego przymrużonymi oczyma.
- Sasuke?- zagadnęła podejrzliwie.
- Hai?- starał się brzmieć naturalnie, choć przez ciało przeszedł mu dreszcz.
- Czy...macie jakieś problemy?
- Mamy jak każde małżeństwo. Czasami się pokłócimy, a czasami...
- Nie odpowiedziałeś na pytanie.- zauważyła trafnie i podniosła brew.
- Nie mamy.- odparł pewnie. Jeszcze. Dodał w myślach.
Popatrzyła na niego jeszcze chwilę tym "teściowatym" wzrokiem, który potrafił działać jak serum prawdy. Za chwilę jednak uśmiechnęła się i życzyła miłej nocy.

**************************

Następnego dnia był już w pracy w Lansig w swoim biurze. Nie sądził, że jak na jeden dzień wyłączy telefon - prośba żony - to wszystko zwali mu się na głowę. Okazało się, że dwa spotkania się w ogóle nie odbyły, choć klienci czekali. Pojawiły się złe opinie o jego firmie na forach internetowych. Sasuke musiał nie tyle pracować nad obecnymi projektami ile naprawić wszystko co zepsuło się podczas jego nieobecności. Wrócili nad ranem, a gdy włączył telefon i zalała go fala połączeń - zwłaszcza od Suigetsu - nawet się nie położył tylko wypił kawę i pojechał do firmy gdzie wypił kolejną, kolejną i kolejną.
W tym momencie starał się umówić spotkania z klientami -  te które przepadły - i jakoś zrekompensować im stracony czas. Zawołał do siebie w końcu Suigetsu.
- Słucham sze...- zaczął od wejścia.
- O godzinie szesnastej chcę wszystkich widzieć na tym piętrze obok mojego biura. Robię zebranie.- odparł stanowczo i powrócił do pracy. Białowłosy o nic nie pytając kiwnął głową i zamknął za sobą drzwi. Wykonał ponownie kilka telefonów i wrócił do komputera.
W pewnym momencie obraz zaczął zamazywać się przed mężczyzną więc przetarł oczy i przerwał prace na moment. Zamknął oczy i oparł się łokciami o biurko rozmasowując zatoki. Usłyszał pukanie.
- Proszę.- odparł zirytowany, że znów ktoś mu przeszkadza.
- Wszystko w po...- zaczął zmartwiony asystent.
- O co chodzi?- odparł znów nerwowym tonem.
- Przyszedł ktoś do ciebie, czeka na dole i nie wiem...
- Nikogo nie wpuszczaj.- rzekł stanowczo i popatrzył na niego.
- On mówi, że to ważne. Napisał kart...
- Przeczytaj.- westchnął przerywając mu.
- Jesteś pew...
- Przeczytaj!- powtórzył zniecierpliwiony.
- Okej.- zmarszczył brwi, ale rozumiał ten stan swojego szefa.- Chcę wyjaśnić tamtą sytuację. To dla mnie bardzo ważne. Możemy po...
- Wpuść go.- rozkazał kompletnie innym tonem. Dla Suigetsu nie istniał taki Sasuke. Delikatny, czuły. To był ktoś inny, ktoś kogo nie znał. Popatrzył zdziwiony, ale jego szef był odwrócony do niego plecami.
Gdy mężczyzna wyszedł Sasuke poczuł się zmieszany. Serce biło mu jak oszalałe choć nie powinno. Cieszył się i bał. Odruchowo podszedł do lusterka na ścianie i poprawił
 fryzurę. Wygładził garnitur gdy usłyszał pukanie do drzwi. Rozejrzał się po gabinecie jakby widział go po raz pierwszy. Spanikowany usiadł na krześle luźno udając, że coś czyta.
- Proszę.- powiedział od niechcenia.
- Cześć.- powiedział nieśmiało blondyn wchodząc i od razu zamknął drzwi opierając się o nie. 
- Cześć.- spojrzeli na siebie i nastało kilka sekund ciszy.
Naruto wyglądał inaczej. Miał na sobie dżinsy i luźną bluzę z kapturem. W dodatku pomarańczową, przez co Sasuke poczuł się nostalgicznie. Chłopak bardzo często nosił tego koloru ubrania w liceum. Żadnych oznak bycia duchownym.
- Pracujesz?- zagadnął Naruto czując jak się czerwieni zadając tak oczywiste pytanie. Podszedł do bruneta.
- Tak. Firma nawet dnia beze mnie nie wytrzyma.- udał skupionego na trzymanych dokumentach. Naruto popatrzył i zachichotał.
- Skoro tak...- obrócił dokumenty.- to nie powinieneś czytać do góry nogami.
Sasuke dalej siedział w tej samej pozycji. Ośmieszył się, wiedział. Mimo to zaśmiał się i odłożył dokumenty. 
- Siadaj.- wskazał krzesło po drugiej stronie biurka, obok którego stał blondyn. Chłopak podziękował i rozpiął bluzę siadając. Pod nią miał biały podkoszulek i jakiś wisiorek, wyglądający jak pół słońca.
- Dziś jesteś incognito?- zainteresował się brunet.
- Słucham?- nie zrozumiał.
Nie masz koloratki.
- Aaaa. Nie to... Musiałem załatwić kilka spraw.
- To tak można?- zdziwił się.
- Nieważne. Słuchaj ja chciałem...- westchnął i utkwił wzrok w mężczyźnie.- To co się wydarzyło wtedy. Wszystko co powiedziałem...
Sasuke wstrzymał oddech.
- ...było prawdą. Wszystko co padło z moich ust istnieje, jest prawdziwe.- skończył i czekał na odpowiedź.
Odpowiedź, która nie nadchodziła. Dlatego, że mężczyzna siedzący za biurkiem, szef tego wielkiego budynku, firmy nie spodziewał się takiego wyznania.
- Naruto, po co mi to mówisz?
- Bo to ważne.
- Dla kogo?
- Dla nas.- jego wzrok był nieugięty. Naruto z przeszłości był raczej osobą nieco wstydliwą i roztargnioną. A ten tutaj przyszedł z zamiarem powiedzenia czegoś zarazem ważnego jak i trudnego, a Sasuke był przekonany, że to zrobi.
- Naruto. Powiedz co chcesz. Wysłucham cię do końca.- uśmiechnął się czule, na co Naruto zareagował dość słodko. Na moment spuścił wzrok, a potem podrapał się - jak zawsze - w kark i odwzajemnił lekki uśmiech.
- Wiem co kiedyś nas łączyło, ale Sasuke ja nigdy nie chciałem skrzywdzić Sakury, a to zrobiłem. Będę odpowiedzialny za rozpad naszej przyjaźni do końca. Tęsknię za nią czasami. Mimo tego, że dalej mi na niej zależy to bardzo jej zazdroszczę. Ma ciebie... Ma ciebie od początku. 
- Nie.. nie od począ...
- Obiecałeś, że mnie wysłuchasz.- powiedział spokojnie. Sasuke kiwnął tylko głową. Naruto oparł ręce na biurku i bawiąc się palcami kontynuował.
- Wiem, że powinienem czuć się podle... po tym co się ostatnio stało, ale tak nie jest. Chcesz wiedzieć czy się ucieszyłem z naszego spotkania w kościele?.. Bardzo. Chcesz wiedzieć czy za tobą tęskniłem? Od tego dnia gdy wyszedłeś z mojego domu. Chcesz wiedzieć jak długo cierpiałem po twoim  odejściu? Nigdy nie przestałem. Chcesz wiedzieć co myślę, o twojej córeczce? Jest śliczna, jest tym co z was obojga najlepsze. No i jest bardzo urocza i miła. Dobrze ją wychowujecie. Tego ci zazdroszczę. Zazdroszczę ci twojego życia, zazdroszczę firmy, kariery. Zazdroszczę ci tego, że miałeś kogoś gdy ja nie miałem nikogo.- ostatnie zdanie wypowiedział z ledwo wyczuwalnym żalem.- Mimo tego, że tak ci zazdroszczę to wciąż tak strasznie tęsknię.- powstrzymywał łzy, a jego dłonie drżały. Sasuke nie mógł się powstrzymać. Objął je swoimi i wzrokiem dał mu znak by kontynuował. Mimo, że niektóre jego słowa bolały chciał je usłyszeć. Chciał usłyszeć wszystko.
- I chciałbym być znów u twego boku, choćby jako przyjaciel choć wiem, że nie dałbym rady. Wiem, że uczucia do mnie także w tobie odżyły. I wiem, że to wszystko co było i w jakiś sposób dalej jest między nami mogłoby doprowadzić do tragedii, a ja nie chcę znów skrzywdzić Sakury, a tym bardziej Sarady.
   To nie był Naruto z przeszłości, to był dorosły Naruto. Ktoś kto potrafił podejmować decyzje, postąpić słusznie wbrew sobie, być stanowczy i rozważny oraz wszystko przemyśleć.
- ... Sasuke przyszedłem powiedzieć, że cię kocham...- jego wzrok był przepełniony smutkiem i tęsknotą. To nie jest wzrok osoby cierpiącej po raz pierwszy, ani kogoś w chwilowym potrzasku. To wzrok osoby pozbawionej nadziei, osoby która już przyzwyczaiła się do smutku, osoby która zapomniała czym jest beztroskie życie, chwila. 
  Naruto zabrał ręce i wstał z krzesła.
- ...i że wyjeżdżam.
- Słucham?- zamrugał nie rozumiejąc.
- Wyjeżdżam Sasuke.- powtórzył lakonicznie.
- Gdzie wyjeżdżasz? Przecież jesteś tu dopiero jakieś pół roku.- zdenerwował się.
Role się odwracały. Kiedyś spokojny Sasuke był na skraju wybuchu, a wiecznie roztrzepany Naruto stał spokojnie obserwując całą sytuacje, której zresztą był częścią.
- Pół roku- powtórzył jakby do siebie.- To i tak już za długo.
- Gdzieś cię przenoszą? Mogę załatwić, żeby...
- Sasuke. I co z tego, że zostanę. Co masz zamiar zrobić?
  Tego pytania się nie spodziewał. Spuścił lekko z tonu i wbił wzrok w podłogę.
- No właśnie. Co z tego, że zostanę. I co potem? Zdradzałbyś żonę? Krzywdził córkę? 
- Przestań.- Szepnął.
- A ja? Moje zdanie się nie liczy? Ja też bym cierpiał, a nie  chcę przechodzić przez to samo po raz drugi.
- Wiem, ja po prostu...
- Po prostu co? Sasuke przestań się zadręczać. Ja po prostu zniknę. Tak jakby mnie tu nie było.- dotknął jego policzka i odwrócił się z zamiarem odejścia.
Nagle...
TRZASK!
Naruto odwrócił się i zobaczył wszystkie dokumenty i komputer leżące na ziemi oraz Sasuke za biurkiem dyszącego z wściekłości.
- Ja po prostu.. nie zniosę kolejnego rozstania z tobą.- wyszeptał.
- Dlaczego musisz wszystko utrudniać?!- krzyknął nagle blondyn.
- To ty nagle odchodzisz! 8 lat temu popełniłem błąd. Mogłem z tobą zostać! Pomagałbym Sakurze i swojej córeczce, ale głupia duma wzięła górę! Żałuję tego! Chciałbym postąpić inaczej, ale...Naruto... zostań.
- Sasuke ty... ty nic nie wiesz.- zacisnął pięści i mimowolnie puścił kilka łez.- Te 8 lat... U mnie tyle się wydarzyło... ty nic...
- Wiem.- podszedł i przytulił go. Szeptał do ucha.- Byłem w Konosze. Wiem o Hinacie i Boruto. Ino mi powiedziała. Wszystko. Już dobrze.- spojrzał na jego twarz, złapał policzki i wyszeptał z jak największą szczerością.- To nie była twoja wina.
Obserwował jak Naruto puszczają wszystkie nerwy i osuwa się na ziemię.
- O...ona zgi..zginęła Sasuke! Z...zginęła bo.. popeł..niłem błąd! Zginęła przezeee... mnieeee...
Sasuke głaskał go po głowie powtarzając spokojnie to samo zdanie. "To nie była twoja wina." Czekał, aż blondyn się uspokoi. Tak bardzo chciał cofnąć czas. Chciałby być przy nim w momencie gdy zginęła jego żona, chciałby być z nim później, a przede wszystkim chciał nigdy go nie zostawać. Nigdy nie wyjść z jego domu.

*****************************

Gdy blondyn złapał za klamkę Sasuke powiedział jedno zdanie stojąc za nim.
- Naruto. O 20:00 róg ulicy Stone i Headhill. Będziesz?
- Uhm.- odparł i wyszedł.
 Sasuke spojrzał na swoje roz**eprzone biurko usiadł na nim.
- Boże, jeśli istniejesz to pozwól mu być szczęśliwym blisko mnie czy nie. Chciałbym żeby był szczęśliwy.

Następnie zawołał Suigetsu, który zrobił mu wykład dotyczący panowania nad emocjami.






sobota, 3 lutego 2018

Drabble 2 (NaruSasu)

- Sa..suke... ja już.. nie wytrzymam- prężył się i głośno sapał Naruto.
- Dasz..radę.- odparł równie zmęczony brunet.
- Ale nogi mi już odpadają, a... tyłek boli... niemiłosiernie.- żalił się dalej.
- To spróbuj... trochę inaczej... usiąść.-ostatkiem sił poradził Sasuke.
- Jak długo jeszcze... będziemy to robić? Nie uważasz, że... codziennie to trochę przesada?
- Nie.. jeśli się kogoś... kocha.- puścił mu oczko.
- Sasukeeeee!!! Ja już naprawdę....

- Czekaj...już kończę...- po kilku sekundach opadł z sił.- okej na dziś starczy.
- Sasuke! Ile jeszcze będziesz mnie ciągał na tą siłownie!
- Chcesz dopiec temu gościowi co cię ostatnio wyrzucił? 
- No chcę.- zasępił się.
- To masz odpowiedź. Robię to dla ciebie.- pstryknął go w noc i poszedł do szatni.
Naruto uśmiechnął się do siebie i poszedł za z nim.

____________________________________________________
Króciutka historyjka na poprawę humoru. :)

piątek, 2 lutego 2018

Miłoś jedno ma imię - cz.3


Następny! 

Zapraszam do czytania i mam nadzieję, że się spodoba.

Zostawcie jakieś komcie.

Jeśli są błędy ortograficzne, stylistyczne to też pisać :)
Lecę odpocząć bo jest 04:00 hahahha no bo jak tu spać gdy tyle przeżywają moi bohaterowie!

PS: Chcielibyście jakieś opowiadanko Boku No Hero Academia?

Sarada ekscytowała się pierwszą świadomą podróżą samolotem. Wierciła się na fotelu tak, że po jakimś czasie źle się poczuła. Młoda i uprzejma stewardesa przyniosła jej ciepłe kakao, po którym dość szybko zasnęła. Lecieli pierwszą klasą. Dziewczynka miała osobny fotel, natomiast jej rodzice siedzieli obok siebie.
- Sasuke, co się dzieje?- zapytała kobieta widząc jego zmartwioną minę.
- Nic, to po prostu...- przerwał i odetchnął. Zakrył oczy dłonią.- Możemy nie skupiać się na mnie?- poprosił.- po prostu nie pytaj... na razie.

Popatrzył na nią z lekkim uśmiechem i pogładził po policzku.
- Sasuke, ja tylko...
- Wiem...wszystko w porządku- ucałował ją w rękę i rozłożył swój fotel do spania odwracając się do niej plecami.

- Kocham cię Sasu.- szepnęła.
Udał, że nie słyszy. Czuł się paskudnie. Dlaczego to wszystko zrobił? Nawet Naruto próbował to zatrzymać, a on napierał. Tamta sytuacja... Zresztą ktoś z zewnątrz patrząc na obecną sytuację stwierdziłby bezsprzecznie, że Sasuke jest "świnią", "debilem", "zdrajcą", "kanalią", że jest obrzydliwy, okrutny i wiele innych. Wiedział to. Sam tak o sobie myślał. Zrobił coś strasznego i nie ma na to usprawiedliwienia. Robił krzywdę ludziom, na których ponoć mu zależało. Przecież był Uchiha! a to nazwisko zobowiązuje! Z tych nerwów przespał prawie całą podróż.
Wylądowali na lotnisku w Osace skąd dostali samochód (jeden z kilku w Japonii należących do rodziny Uchiha) i pojechali w stronę prefektury Nara, niedaleko której leżało ich rodzinne miasteczko - Konoha. Zaparkowali pod domkiem i zapukali do drzwi.
Otworzyła im dość młoda kobieta, wyglądająca jak starsza wersja Sakury.
- Babcia!- wykrzyknęła uradowana dziewczynka  rzucając się na kobietkę i ściskając ją najmocniej jak potrafiła.
- Dzień dobry kochanie- uśmiechnęła się również przytulając dziewczynkę.
Następnie przywitała się z córką i zięciem po czym zaprosiła ich do środka.
- Chodźcie, chodźcie. Przygotowałam już pokój gościnny. Idźcie się rozpakować, a ja skończę robić kolację.
Od razu poczuli zapach, za którym oboje tęsknili. Japoński ryż, kadzidełka, drewno którym wyłożona była podłoga. 

Dom. To było miłe uczucie.
Widok kotatsu*, bo pani domu zawsze marzła nawet w lecie, zdjęcia poprzednich pokoleń na kilku ścianach oraz dwie katany zawieszone w małym salonie nad telewizorem. Symbol uczestnictwa pana Haruno w klubie za czasów szkolnych.
- Sakura. Co tak stoisz! Idźcie.- nakazała klepiąc delikatnie córkę po plecach, z troską i zniknęła w kuchni. Weszli po schodach, po czym w ciszy (przynajmniej dorośli) rozpakowywali swoje torby. Mała Sarada rzuciła tylko plecak byle jak i zbiegła z powrotem do babci. Sakura chciała za nią krzyknął, ale Sasuke powstrzymał ją dotykając delikatnie ręki.
"Niech idzie" - to mówił jego wzrok. Za chwilę odwrócił się i skupił się na swojej torbie.
- Sasuke, póki tu jesteśmy nie będę pytać, ale jak wrócimy...
- Wiem.- przerwał jej spokojnie układając swoje rzeczy na półce. Słyszał, że ciężko przychodziło jej mówienie tego, więc poczuł się w obowiązku ją wyręczyć.- wtedy mnie zapytasz, a ja ci na wszystko odpowiem.
- Dobrze.- uśmiechnęła się i ścisnęła lekko jego ramię oświadczając, że idzie wziąć prysznic. Nie wiedział czy ten uścisk miał dodać otuchy jemu czy jej. Chciał na moment przestać myśleć. Postanowił, że po kolacji odwiedzi grób rodzinny.
- Tato! Kolacja!- pociągnęła go za rękaw dziewczynka wyrywając z zamyślenia. 
- Dobrze, dobrze. Już idę.- uśmiechnął się i połaskotał ją pod pachą.
- Tato! Nie! Przestań!- piszczała uciekając. Tak zapoczątkowali łaskotkową wojnę.
Była to szczęśliwa chwila. Jednak w jego sercu zrodziły się ambiwalentne odczucia. Z jednej strony czuł się szczęśliwy, ale mimo to jego serce płakało. Uważał się za terrorystę, za gangstera z bronią, podwójnego agenta, jakby uczestniczył w jakimś głupim paradokumencie. 
Jednocześnie uśmiecha się do córki, krzywdząc ją za jej plecami - jednym słowem potwór.
Po krótkiej "bitwie" gdy Sakura wyszła z łazienki udali się na dół i zasiedli do stołu. Kolacja przebiegła spokojnie. Nawet jak skończyli to długo rozmawiali. Głos najczęściej zabierała sześciolatka co rusz przypominając sobie jakąś historyjkę ze szkoły. Mówiła o przyjaciołach, pluszakach, ulubionym jedzeniu, nowej opiekunce na wakacje i wszystkim co jej przyszło do głowy. Około dwudziestej pierwszej zasnęła w salonie, więc zanieśli ją na górę i położyli w futonie.
- Po kim ona jest taka wygadana?- zaśmiała się pani Haruno zbierając naczynia.- Bo chyba nie po tobie Sasuke.- spojrzała z politowaniem.
- Nie mam pojęcia mamo. Mogę tylko spekulować.- stwierdził upijając łyk ukochanej prawdziwej japońskiej zielonej herbaty. 
- Mamo, kiedy tato wróci?- wtrąciła się jego żona.
- Hmmm. Mówił, że dziś wróci, ale...
- ZGADNIJCIE KTO PRZYSZEDŁ!- usłyszeli donośny głos od wejścia. Pani domu pokręciła głową rozbawiona, a Sakura prawie zerwała się z krzesła.
- Tato.- uśmiechnęła się.
- Moja kochana córeczka.- przywitał ją czuje wyciągając ku niej swoje silne ramiona, w których z przyjemnością utonęła na kilka wspaniałych chwil.
Następnie zauważył bruneta i wyciągnął do niego dłoń.
- Jest i mój zięć.
- Dobry wieczór.- uścisnął dłoń mężczyzny czując jak żołądek ściska się pod wpływem poczucia winy. Na szczęście nie musiał patrzeć mu w oczy.
- A gdzie nasza mała księżniczka?- rozejrzał się po kuchni.
- Już zasnęła kochanie.- pani Haruno ucałowała męża na powitanie- rozbierz się i chodź coś zjeść.
- Nacieszcie się sobą, ja pójdę się przejść.- wtrącił Uchiha. Widząc Sakurę otwierającą usta dodał.- Potrzebuję chwili dla siebie.
Uśmiechnął się obiecując szybki powrót i pocałował żonę w czoło. Ubrał tylko cienką bluzę, buty i wyszedł.

Dopiero gdy znacząco oddalił się od domu głęboko odetchnął czując ulgę. Obrał drogę prowadzącoą na cmentarz**. Rodzina Haruno mieszkała na obrzeżach wioski. Zewsząd otaczały ich pola i lasy. widać było tylko kilka domków w sporej odległości od siebie. 

Na początku szedł polną ścieżką.
Było ciemno, po drodze minął może ze dwie osoby. Mimo późnej pory nie było jeszcze całkiem zimno. Zbliżała się połowa lata. W Japonii było wówczas przyjemnie bo temperatura dochodziła do ponad 20 stopni. W okolicach Nary ogólnie było raczej ciepło nawet w inne pory roku.
Po jakimś czasie wkroczył na nową trasę wyłożoną kostką brukową. Chodnik prowadził już prosto na cmentarz. Dość szybko dotarł do bramki i równie prędko odnalazł grób swojej rodziny (to znaczy taki obszar, na którym były groby tylko z rodziny Uchiha).

Kucnął i zapalił kadzidełka uprzednio kupione w konbini.*** Pomodlił się chwilę po czym wstał i znów popatrzył na grób. 
- Przepraszam. Tato, mamo. Następnym razem przyjdę z kwiatami. U nas wszystko w porządku. Sarada rośnie bardzo szybko, a Sakura... jest dobrą mamą... em.. 
Zamilkł i stał tak kilka minut wgapiony w epitafium na nagrobku. Gdy poczuł, że ma wilgotne oczy przetarł je i zerknął na gwiazdy.
- Przepraszam. Zawiodłem was.- wyszeptał w kosmos.
Kto go tego nauczył?
Już tyle lat stosował tę metodę. Gdy nie umiał lub nie mógł porozmawiać z nikim o dręczących go myślach otwierał okno, szedł na spacer lub po prostu wychodził przed dom.

Nagle przebłysk, wspomnienie, krótki fragment, dosłownie kilka sekund.
"Tylko one zawsze mnie słuchają.
Nie wygadaj tego nikomu. To trochę lamerskie.
Zostanie to naszym sekretem."

Kto to powiedział? Kimkolwiek był miał całkowitą rację. Gwiazdy zawsze słuchały i zdawały się odpowiadać, rozumieć, dodawać odwagi. Zamknął oczy czując na skórze lekki wiaterek powodujący przyjemny dreszcz.
- Sasuke?- usłyszał znajomy głos.- Sasuke, to ty?
Otrząsnął się i spojrzał na przybysza, a raczej przybyszkę.
- No ciebie się tu nie spodziewałam.- podeszła szybko i uściskała go blondwłosa piękność. Była bardzo ładnie ubrana. Obcisłe dżinsy, jasnozielony top, a na nim dżinsowa kurtka podkreślały jej figurę. Na nogach sandały na koturnach. Włosy spięte w kitkę, ale część opadała na oczy pełniąc rolę grzywki. 
- Cześć Ino.- popatrzył na nią z uśmiechem- kopę lat!
- I pomyśleć, że kiedyś na widok tego uśmiechu mdlałam!- zaśmiała się.
- A co? Teraz już nie jestem atrakcyjny?- puścił oczko.
Otworzyła szeroko oczy i udała szok.
- No nie! Sasuke z poczuciem humoru! Świat się kończy!
- Przejdziemy się?- zaproponował co bardzo spodobało się dziewczynie. Poszli jeszcze na grób jej babci, a potem przechadzali się leniwie wśród nieznanych nazwisk.
- Jak tam u was? Nie widzieliśmy się jakieś 3 lata? 
- Rzadko tu przyjeżdżamy, a jeśli już to w wakacje. Wtedy nie ma tu prawie nikogo.
- No właśnie! A żadne z was nie ma facebooka. W ogóle nie ma z wami kontaktu.- pożaliła się.
- Po szkole chcieliśmy się odciąć od Konohy, sama rozumiesz. No i już później tak zostało.
- To gdzie teraz mieszkacie? 
- W stanie Michigan. Dokładnie w Lansig, ale nie wiem czy wiesz gdzie to.
- Wiem gdzie jest Michigan. Woooow. Jacy wy światowi.- Nie tęsknisz za domem? Za krajem?
- Oboje bardzo tęsknimy. Za wszystkim. Za świątynią, za metrem, nawet za naszym japońskim ryżem i za wieloma rzeczami.
- A jak Sarada? Wszystko w porządku?
- Tak, wszystko dobrze. Jest radosną i ciekawą świata dziewczynką.- uśmiechnął się na myśl o córce.- a u ciebie? Jak wam się z Saiem układa?
- Bardzo dobrze. Mamy dwuletniego synka, który...
- Jej. To wspaniale! Nie wiedziałem, że macie dziecko.- ucieszył się. Ona również poczuła się z tego powodu dumna.
- Może nas odwiedzicie. Albo pójdziemy na spacer jutro?
- Z chęcią, ale musze porozmawiać z Sa...- zaciął się.
Ino kilka razy wymówiła jego imię, ale dla niego czas się zatrzymał. Wokół nie działo się nic. Jedyne co był w stanie wyczuć to jego dudniące serce. Zobaczył właśnie grób, a na nim nazwisko którego nie wyobrażał sobie tam zobaczyć. Dopiero za piątym razem usłyszał Ino.
- Sasuke. Nie strasz mnie.- zasępiła się na moment.
- Ja... Przepraszam. Ino... Nie spytałem. Mieszkacie tutaj cały czas? W konosze?- wydawał się zdenerwowany.
- Tak. Prowadzę kwiaciarnię rodziców. Rozbudowałam ją.
- W takim razie powiedz mi. Kiedy to się stało? Kiedy Naruto...
Dopiero wtedy Ino spojrzała w dół. Na nagrobku były wypisane jeden pod drugim imiona rodziców Naruto, obok stał drugi, na którym widniał taki oto napis.

"Uzumaki Hinata
Ukochana żona, córka,
przyjaciółka oraz matka.
27.12.1994
07.08.2015
21 lat."

Natomiast za nim stał mniejszy nagrobek, a na nim.

"Uzumaki Boruto
Ukochany syn, który
nie zaznał radości życia.
07.08.2015
07.08.2015"


Sasuke kucnął i dotknął tego mniejszego. Nie mógł się otrząsnąć. Wcześniej nawet nie myślało tym co się działo z Naruto przez te sześć lat, a jak widać wydarzyło się bardzo dużo.
- Ino. Powiedz mi. Co się stało z Hinatą?
Wydawał się bardzo przygnębiony. Dziewczyna w milczeniu skierowała kroki ku wyjściu z cmentarza. Ruszył za nią. Usiedli na ławce po drugiej stronie ulicy. Chwilę siedziała zapatrzona w ciemność nocy. Odezwała się dopiero po krótkim, aczkolwiek głębokim wdechu.
- To dla mnie też jest trudne. Zaprzyjaźniłam się z Hinatą. Pamiętam jaka była szczęśliwa. Kiedy wyjechałeś Naruto był przybity, właściwie nie jestem pewna ale chyba miał depresję. Hinata na początku go pocieszała, a długo zajął mu powrót do pełni zdrowia. Praca też mu pomogła. Hinata zwróciła mu radość życia. Sam kiedyś mi powiedział, że jest dla niego słońcem. Pamiętasz, że od zawsze była w nim zadurzona.- spojrzała na niego szukając potwierdzenia. Kiwnął głową, więc wróciła do opowiadania.
- On też się w niej zakochał. Ślub wzięli jakieś półtorej roku po waszym wyjeździe. Wesele było skromne, ale bardzo radosne. Pamiętam jeszcze ich twarze gdy wymazali sobie nosy tortem.- uśmiechnęła się na to wspomnienie, a następnie przybladła.- Nie wiem kiedy to się stało. Hinata zaszła w ciążę i kiedy była już w zaawansowanym stadium została postrzelona...
- Pos... o matko.- Sasuke zakrył usta dłonią.- i oni oboje...
- Tak... I ona i dziecko... nie przeżyli.- z oczu poleciało jej kilka łez.
- Czemu nie powiedział...- wyszeptał do siebie.
- Słucham?
- Nie.. nic. Gdzie pracował Naruto? 
- O.. Był detektywem w policji. Nawiasem mówiąc był bardzo dobry. Miał dobrego nauczyciela.- Spojrzała na Sasuke.- uśmiechasz się?
- He?- nawet tego nie poczuł.- po prostu.. Pamiętam jak w szkole jeszcze Naruto zawsze oglądał wszystkie seriale kryminalne, czytał książki, a rozwiązanie zagadki zajmowało mu przynajmniej o połowę czasu mniej niż innym.
- W każdym razie nie wiem gdzie on teraz jest. Po śmierci Hinaty i syna załamał się. Pogrzeb odbył się dwa dni później, a nazajutrz Naruto odwiedził mnie prosząc tylko bym przynosiła świeże kwiaty na ich grób. Potem zniknął.
- Ino... Przepraszam, że ci przerwę, ale... chyba wystarczy mi tych informacji na raz.- wycofał się uprzejmie.- odprowadzić cię?
- Tak, proszę. Jest już trochę późno.

Już nie poruszyli tego tematu. Natomiast w drodze powrotnej Sasuke zastanawiał się co się działo w życiu blondyna te cztery lata po wyjeździe z Konohy i czuł, że jednak nie powinien był mówić o spotkaniu z nim Sakurze. Naruto, jak ty to przetrwałeś.
Przed wejściem do domku spojrzał w niebo rozmyślając czy on patrząc w niebo myśli o żonie i dziecku. Prawdopodobnie tak. Oni gdzieś tam są. Sam poświęcił im kilka sekund błogosławiąc ich dusze. Posłał modlitwę do nieba i wszedł do domu.
______________________________________________________________________________
* Kotatsu - coś na zasadzie kołdry przy stoliku używanej w zimę. Jest po prostu ciepło. Nogi wkłada się pod materiał dodatkowo przykrywając uda jeszcze jednym mniejszym materiałem. 




**cmentarz - chodzi o groby. Wyglądają one też inaczej. Wstawię obrazek. Najczęściej podczas święta zmarłych (ale i w inne dni) idzie się na cmentarz z tzn. "zestawem nagrobkowym" czyli kwiaty+kadzidła. Przy wejściu na cmentarz przeważnie są narzędzia do wyczyszczenia nagrobka. Nie pali się tam zniczów tylko kadzidła.


***Konbini - sklep całodobowy i wielobranżowy.




Taki obrazeczek na koniec :D




niedziela, 28 stycznia 2018

Miłość jedno ma imię - cz 2

Spis treści

Przez 2 tygodnie zapominał o spotkaniach, zamyślał się, gubił dokumenty, potykał się o swoje nogi. Jednym słowem był rozkojarzony. Wiedział dlaczego, ale sam przed sobą nie chciał tego przyznać. Jego asystent - Suigetsu - jako pierwszy postanowił o tym wspomnieć. Reszta jego podwładnych po prostu się bała. Suigetsu był trochę inny. Nie bał się niczego, w dodatku traktował Sasuke bardziej jak przyjaciela niż przełożonego. Właśnie wszedł do jego biura z nową porcją kofeiny. Wzdychnął przeciągle i położył kawę na biurku. Zamknął drzwi i potrząsnął delikatnie brunetem.
- Szefie...
Zero reakcji. Postanowił być trochę brutalny. Walnął książkami w biurko.
- Co się stało?- Otworzył oczy i ziewnął leniwie.- Suigetsu?- momentalnie rozszerzył oczy, podniósł się gwałtownie i krzyknął
- Która godzina?!
- Bez nerwów szefie.- odparł spokojnie i podsunął mu filiżankę.- Dziś już nie masz żadnych spotkań.
- Jak to? A co z A.M Industries no i z ...- usiadł.

- Odwołałem.
- Czemu?- zmarszczył brwi.
- Nie zrozum mnie źle Sasuke, ale od ponad tygodnia nic ci nie idzie i ja to rozumiem. Każdy ma gorszy czas. Wiem, że jesteś pracoholikiem, ale nasi wrogowie mogą to wykorzystać, dlatego...
- Dlatego co?
- Weź sobie wolne. Tydzień. Powinien starczyć. Pojedź z rodziną na wycieczkę, odpocznij i poukładaj sobie wszystko.- poklepał go po ramieniu.
- Może masz racje.- pomasował się po skroniach.- skończę tutaj tylko i za niedługo pójdę do domu okej? Jak coś to ty jesteś bezpośrednio ze mną połączony, jakby coś się działo.
- Jasne. Nie bój nic szefuńciu.- Uśmiechnął się.- kawę wypij.- i zniknął za drzwiami.


Sasuke wziął kawę do ręki i podszedł do okna.
- Co ty ze mną robisz... nawet jak cię tu nie ma to i tak jesteś.
          Cofnijmy się do momentu przed kościołem. Sasuke po ponad dziesięciu minutach płaczu otrząsnął się i odsunął nagle. Naruto też był zszokowany. Chciał coś powiedzieć, ale Sasuke cofał się przestraszony swoimi myślami i uczuciami. Z jego ust padło tylko
- Nie... Tak nie można - i uciekł. Od tamtej pory nawet nie raczył przejść obok sanktuarium.
Kupił swojej żonie bukiet róż - różowych, takich które uwielbiała. Zabrał ją później na kolacje i do teatru. W następnych dniach traktował ją jak księżniczkę - czuł się winny. Sakura coś podejrzewała, ale powiedział że to tylko stres w pracy. Tak minęły prawie dwa tygodnie.
          Postanowił pójść dziś do znajomych razem ze swoją rodziną. Dalej stojąc przy oknie wpatrując się w budynki miasta zadzwonił do Sakury.
- Cześć kochanie, o której kończysz zmianę?... yhm... okej... to pomyślałem, że możemy dziś odwiedzić Jenny i Iana?... tak tak weźmiemy Sarade.... Okej to do wieczora. Jeszcze do nich zadzwonię... yhm... no papa.
Ogarnij się Sasuke. Masz rodzinę, masz 26 lat nie 17, jesteś odpowiedzialny.
Z takim nastawieniem zabrał się do dalszej pracy.

          Wieczorem szykowali się do wyjścia. Sakura zagadnęła jak gdyby nigdy nic.
- Dzwonił dziś do mnie Suigetsu. Miałam ci o tym nie mówić, ale był zmartwiony.- Właśnie założyła na siebie fioletową sukienkę do kolan i odsłoniła plecy.- zapniesz?
- Pewnie.- podszedł do niej i złapał za zamek.- Nic się nie dzieje Sakura.- odwrócił ją w swoją stronę i pogłaskał po ramionach uspakajająco.- trochę się stresowałem pracą, ale mam dla ciebie niespodziankę.- uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak?- zapytała przekornie.- A jakąż to?- położyła ręce na jego szyi.
- Powiedzmy, że mam teraz tydzień tylko dla rodziny
- Naprawdę?! Jejku to super!- przytuliła się do niego.- Ale ja nie mogę wziąć teraz wolnego w pracy.- zmartwiła się.
- To nic. 
- To znaczy?
- To znaczy, że dzwoniłem do twojego szefa i prosiłem o dwa dni wolnego. Wyjedziemy jutro wieczorem i wrócimy we wtorek. Co powiesz na odwiedziny twoich rodziców i wycieczkę po naszym kraju?- wyciągnął zza pleców trzy bilety do Tokyo.
- Sasuke! No i jak tu cię nie kochać!- uśmiechnęła się i pocałowała czule.
- Fuuuuj!- usłyszeli obok.
- Kochanie chyba musimy pokazać naszej córeczce jak bardzo się kochamy - zaśmiał się mężczyzna ponownie całując żonę.
- Nie nie nie! Zabraniam! Idziemy już do Caleba? Plooooosie!- piszczała mała dziewczynka.
- A co? Tak za nim tęskniłaś?- puściła jej oczko Sakura.
- Mamo! To tylko kolega!- oburzyła się.
- Tak, już idziemy. Zapraszam moje damy do limuzyny.- ukłonił się jak szofer.
Cała trójka wyszła z domu roześmiana i w takich humorach również wracała. Około północy byli już z powrotem. Sasuke położył do łóżka córkę, która z emocji zasnęła w drodze powrotnej.
Małżeństwo ledwo położyło się na kanapie gdy zadzwonił telefon bruneta.
- Tylko odbiorę i zaraz wracam- szepnął i wyszedł do innego pokoju.

- Suigetsu? Co jest?
- Szefie! Mamy totalny bajzel! Zostałem sam z Marie. Przepraszam, ledwo co wysłałem pana do domu, ale nie możemy znaleźć dokumentów do transakcji z M.P Investigation. Tej firmy śledczej. Jutro mamy z nimi podpisać umowę. Ponoć szef brał te dokumenty, ale....
- Poczekaj chwilę, poszukam ich w domu.
Sasuke poleciał do swojego biura domowego. Po 10 minutach i przeszukaniu całego gabinetu - przez co wyglądał on jakby przeszła przez niego burza - znalazł owe dokumenty i napisał swojemu pracownikowi, że zaraz je dostarczy.
Chciał poinformować o tym Sakurę, ale gdy wszedł do salonu ta już spała. Ściągnął jej bity i położył w wygodnej pozycji po czym przykrył kocem i pocałował czule w czoło.
Zostawił kartkę na stole informującą, że pojechał do firmy i za niedługo wróci.

Wsiadł do auta. Jechał jakieś pół godziny, z zepsutym radiem. Akurat teraz gdy chciał stłumić wszelkie myśli oraz wspomnienia. Dlatego przez te trzydzieści minut dopadły go te, które próbował zagłuszyć od dwóch tygodni. Tęsknota narastająca w nim każdego dnia kłóciła się z próbą zachowania uczuć wobec żony. Kochał ją, to nie było tak, że było im źle. Zależało jemu na jej i Sarady szczęściu, a wiedział że może im to dać kosztem własnego. Mimo, że tak bardzo chciał go zobaczyć. 
Te oczy, te włosy, ten uśmiech i głos. Wystarczyłby mu widok. Chociaż czy na pewno? Czy nie chciałby go dotknąć? Czy nie chciałby...
Musiał gwałtownie zahamować, bo nie zauważył czerwonego światła. Zatrąbił na niego jakiś samochód i miał słuszność. Sasuke już do końca trasy skupił się na drodze. 
Suigetsu czekał na niego pod firmą.
- Dziękuję. Ratujesz mi życie szefie.- uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy. Poza tym to moja firma, a nie twoja. To ty mnie ratujesz. Zostawcie te dokumenty i lećcie do domu.
- Dzięki. Pewnie. Dobranoc!
Pomachał mu i wsiadł z powrotem do auta. Oparł głowę na kierownicy i zamknął oczy. 
Musisz przestać Sasuke. Przestań o tym wszystkim myśleć!
Jakby to było takie proste. Z reguły jest tak, że im bardziej nie chcesz o czymś myśleć tym bardziej cię to nęka.
Wyprostował się, wziął głęboki oddech i odpalił samochód.
Chciał wracać tą samą drogą, ale zrobił się tam wielki korek nie wiadomo skąd. Zawrócił i pojechał naokoło, co niestety zmuszało go do przejechania obok kaplicy. 
No nie wierzę! Dlaczego zawsze jak tu przejeżdżam to muszę cię widzieć?! 
Ich oczy się spotkały, a Sasuke skręcił gwałtownie w prawo wjeżdżając na chodnik i wyszedł z auta trzaskając drzwiami co spotkało się ze zdziwionym spojrzeniem blondyna.
- Sasuke. No proszę, co cię tu...- zaczął złośliwie.
- Nie odzywaj się! Powiedz mi jak to się dzieje, że za każdym razem widzę cię przed kapliczką?!- był bardzo zdenerwowany choć właściwie chyba tylko na siebie.
- Moment. O co ci w ogóle chodzi. W przeciągu pół roku widzieliśmy się trzy razy włączając teraz.- nie rozumiał co takiego zrobił.
- Czemu musiałeś się znowu pojawić!
- A ktoś ci kazał mnie spotykać! Też wolałbym cię już nigdy nie zobaczyć. Po co w takim razie się zatrzymałeś!- krzyknął już głośniej.
- Bo mnie wkurzasz! Co ty tu robisz o takiej godzinie!
- A co cię to interesuje Uchiha!
- Lepiej nie podskakuj Uzumaki!
- Bo co? Przywalisz bogu ducha winnemu księdzu?- zaśmiał się i pokręcił głową.- no pewnie.
- Nie możesz po prostu zniknąć?!
- Zniknąć?! Zniknąłem 8 lat temu. To nie moja wina, ze znów się spotkaliśmy!- zgrzytnął zębami.
- Ty... Bo znowu stosujesz te swoje gierki! Próbuję o wszystkim zapomnieć a nie umiem! Męczę się już tyle lat! W dodatku musiałem znów cię zobaczyć!
- Nie zachowuj się jakby wszyscy oprócz ciebie byli winni!- poczochrał się po włosach- Poza tym wtedy...
- Wiem!
Zapadła chwila ciszy po czym Sasuke podszedł i złapał blondyna na kołnierz.
- Wiem, że wtedy to była moja wina! Wiem, że zraniłem i ciebie i ją! Wiem, że jestem najgorszym co cię spotkało! Wiem...
- Nie jesteś.- przerwał mu. Sasuke puścił go i patrzył ze zdziwieniem.- Nie jesteś najgorszy Sasuke.- to był już inny ton. Już nie był zły.. był smutny?
- To.. Ty mnie nie nienawidzisz?
- Nie Sasuke. Owszem nienawidziłem, ale wybaczyłem ci już dawno temu. Trochę to trwało, ale udało mi się od ciebie uwolnić.- uśmiechnął się smutno.- Przynajmniej tak mi się wydawało.
- Dlaczego ty taki jesteś!- ponownie wybuchł.
- A teraz o co ci znów chodzi? Szukasz zaczepki czy jak?!
- Jesteś największym debilem ze wszystkich usuratonkachi!
- Tak?! Ja do ciebie na spokojnie a ty mnie wyzywasz?! Spróbuj to powtórzyć draniu!- mierzyli się przez chwilę wzrokiem, aż dosłownie w jednej chwili wybuchnęli śmiechem. Nie mogli przestać. Sasuke usiadł na ziemi, Naruto na ławce obok i śmiali się dalej nie mogąc wydusić z siebie żadnych sensownych słów. Gdy się już trochę uspokoili Naruto poklepał miejsce obok siebie. Brunet usadowił się tam i śmiali się jeszcze chwilkę choć już delikatniej.
- Jeny.. Dawno się tak nie śmiałem.- stwierdził mężczyzna.
- Co ty nie powiesz? Ja w ogóle rzadko widziałem śmiejącego się Uchihe.- szturchnął go.
- Masz rację. To dzięki tobie się otworzyłem. Usuratonkachi- również go szturchnął lekko.
- Nie gadajmy o tym. I nie mów tak do mnie!- pogroził mu palcem.
- Bo co? Ja mogę.
- Ohoho.. od kiedy to ty ustalasz prawo?
- Od zawsze.- potarł ręce.- Naruto..co do...
- Nie nazywaj mnie tym imieniem.
- Ale dlaczego, przecież jesteśmy tylko...- nie dokończył przez wzrok chłopaka.- okej. Chris. Co do ostatniej mojej wizyty tutaj...
- Nie ma o czym mówić.- przerwał mu twardo.
- Ale przecież...
- Rozumiem Sasuke.- spojrzał na niego łagodnie.- ja naprawdę rozumiem.
- Rozumiesz?
- Tak.- pogłaskał go delikatnie po ręce, którą od razu zabrał i wstał.- Dobra. Musisz wracać do domu.
- Racja.- Również wstał i podał mu rękę.- Do zobaczenia usuratonkachi.
- Do zobaczenia draniu.

Odwrócili się i zaczęli iść w dwie różne strony. 
Sasuke już miał zamiar wejść do samochodu gdy olśniło go. 
Ten dotyk jego dłoni, ten wzrok. Przecież on zawsze jak się tak zachowywał to... Odwrócił się i zawołał.
- Naruto!!!
Ale ten już wszedł przez boczne drzwi do zachrystii.
Sasuke szybkim tempem dotarł do wejścia i zastał stojącego tyłem do nich blondyna, któremu trzęsły się ramiona. Powstrzymywał się.
- Czemu nie odjechałeś?- wyszeptał blondyn.
- Bo sobie przypomniałem co zawsze robiłeś, żeby mnie przekonać, że wszystko jest w porządku.- podszedł i pogłaskał go po głowie. Musiał to być zarazem czuły, ale i komiczny widok. Dwóch dorosłych mężczyzn schowanych przy drzwiach kościoła. Jeden pocieszający drugiego.
- Naruto. Nigdy nie byłeś dobry w ukrywaniu uczuć, ale mimo to zawsze mnie pocieszałeś.
- Sasuke.- przestał się trząść, spojrzał na niego twardo z mokrymi policzkami.- To jest złe rozumiesz? Ty masz rodzinę, a ja jestem księdzem. Koniec tematu. Więcej tu nie przychodź.- odwrócił się z zamiarem odejścia.
- Naruto.- powinien chwycić go za rękę, a on tylko wymówił jego imię TYM tonem i to wystarczyło aby blondyn nie mógł zrobić ani jednego kroku więcej. Podszedł do niego, odwrócił w swoją stronę i przytulił delikatnie.
- Wiem, że to złe. Ale powinienem już wtedy odpuścić. Owszem kocham Saradę, Sakura też jest dla mnie ważna, ale od kiedy pierwszy raz cię znów zobaczyłem. Mimo tego, że minęło 8 lat. Mimo tego, że próbowałem zapomnieć.- popatrzył mu w oczy i złączył ich czoła.- Nigdy nie przestałem cię kochać Naruto, choć wiem że to złe i niewłaściwe. Wiem, że mogę tym zranić wiele osób w tym i ciebie, ale... Ja po prostu... Nie mogę przestać o tobie myśleć.- złapał jego policzki w dłonie i zamknął oczy.
- Ja też Sasuke. Ja też nie mogę zapomnieć.- spojrzał na niego czule i odsunął dłonią od siebie na odległość jednego metra.- Tylko, że ja potrafię z tego zrezygnować. Wygląda na to, że tym razem ja gram rolę tego mądrzejszego. Dobranoc Sasuke.
- Naruto.- Złapał go za rękę, przyciągnął i pocałował. To był pocałunek krótki, ale najbardziej namiętny w życiu ich obydwu. Zakończył go Naruto.
- Nie... Przestań.- wtedy już naprawdę uciekł.
Sasuke dopiero teraz otrząsnął się i zdał sobie sprawę z tego co powiedział i co zrobił. Najpierw przeszło go poczucie winy, a po chwili spojrzał na Jezusa i opanował go gniew.
- Najpierw mamy się kierować sercem, miłością a później.... później mówisz, że to złe?! Nienawidzę swojego życia, nienawidzę siebie bo zniszczyłem życie im obojgu! Sakura mogłaby być z kimś kto ją kocha! Tylko ją! A Naruto?... Nie musiałby teraz się mną zamartwiać! Nie musiałby wtedy zapominać! Gdybym... Agh!!!!!- wyszedł trzaskając drzwiami.

Wrócił do mieszkania jeszcze nabuzowany. Na szczęście Sakura spała, Sarada też. Położył się w sypialni i zasnął myśląc tylko o tym jak długo Naruto będzie tej nocy płakał.

__________________________________________________________________________________

No i mamy następną część!
Jak się podoba! Mnie bardzo. Jestem pochłonięta. 
Pisałam to dziś 6 godzin. dajcie znać jak wyszło!



niedziela, 14 stycznia 2018

Miłość jedno ma imię - cz 1

Spis treści

- Tatusiu! Wejdźmy tam! Chcę to zobaczyć!- ciągnęła swoją malutką rączką bardzo przystojnego mężczyznę. Oglądały się za nim kobiety, nastolatki szeptały, a dzieci podziwiały.
Kucnął przy niej i uśmiechnął się po czym popatrzył na monumentalny budynek.
- W naszym rodzinnym mieście nigdy nie widziałaś kaplicy prawda?
Pokręciła małą główką.
- Dobrze.- wstał i złapał za jej chudziutką rączkę.- możemy rzucić okiem.- uśmiechnął się.
Dziewczynka rozpromieniła się po czym weszli do świątyni. Już z zewnątrz byli pod wrażeniem jej wielkości, kolorów. Była piękna. Tak po prostu piękna. W środku kościół utrzymany był skromnie i przez to biła od niego prostota. Na każdej z ławeczek leżał egzemplarz małej jednokolorowej książki.
- Do czego one są?- zaciekawiła się Sarada. Otworzyła jedną i zaczęła czytać, bardzo powoli tak jak tylko potrafią dzieci w jej wieku.
- To są pieśni Sarada.
- Pieśni?
- Tak.- wziął książeczkę i usiedli w jednej ławce.- Ludzie przychodzą tutaj żeby pomodlić się do Boga, w którego wierzą. To są piosenki, które śpiewają mu żeby okazać wdzięczność, prośbę lub przeprosić.
- Po co aż tyle?- zdziwiła się dziewczynka.
- Jest im to potrzebne.- zabrał jej książeczkę i odłożył na miejsce.- Czy panna już zaspokoiła swą ciekawość?
- Ah!- otrząsnęła się zdając sobie sprawę, że miała oglądać a nie wypytywać.- Nie! hihi!
- Ciii.- przyłożył palec do ust.- możesz sobie obejrzeć tylko bądź cicho.
- Um.- zgodziła się i przeszła do bocznej nawy oglądając różne obrazy i rzeźby przedstawiające świętych lub sceny z biblii.
Sasuke spojrzał na ukrzyżowanego Jezusa wiszącego pod sufitem przed nim. Miał wrażenie, że patrzy na niego z wyrzutem.         
No co.

Pomyślał.
Wszystko robię zgodnie z tym co ponoć głosiłeś.
Mam żonę, dziecko... kocham rodzinę.

Uśmiechnął się do siebie z zamkniętymi oczami, a gdy ponownie spojrzał na Jezusa.
Ojj no weź. Nie patrz się tak. Jak inaczej mogłem postąpić. Jestem odpowiedzialny i jestem Uchiha, a przecież Uchiha zawsze... zresztą przecież Ty to już wiesz.
I nie mogąc dłużej znieść tego spojrzenia wstał i zaczął szukać córki, ale nigdzie jej nie było. Po chwili gdy doszedł do pierwszych ławek usłyszał jej głos dochodzący z zachrystii. Jej.. i kogoś innego, choć znajomego.
Podchodził powoli.
Kiedyś już słyszał ten głos.
Lekko przyspieszył.
Jednocześnie chciał i nie chciał żeby to był TEN głos.
Stanął przed drzwiami, ale nie wszedł od razu. Trzymał po prostu rękę gotową do zapukania. Bo nie wierzył, że ten głos może należeć do niego.
- Naprawdę mogę Ojcze?- znów usłyszał podekscytowany głosik córeczki.
- To prezent. Jest z drzewa bambusowego. Myślę, że ten Pan na górze jest jak najbardziej za.- przyjemny męski głos. Najprzyjemniejszy ze wszystkich jakie ktokolwiek kiedykolwiek mógł usłyszeć. Pod wpływem tego głosu każdy grzesznik by się nawrócił.
Rozmawiają po japońsku? Pomyślał brunet. W końcu zdobył się na odwagę i zapukał. Dziewczynka dalej się nad czymś zachwycała.
- Welco...- chciał odpowiedzieć nieznajomy, ale nie dokończył gdy zobaczył przybysza.
- Papa! Zobacz co dostałam.- podeszła do mężczyzny, potupała trochę w miejscu z radości i otworzyła piąstkę. Leżał na niej zwinięty różaniec z jasnobrązowych koralików. Kucnął przy niej.
- Ile razy mam Ci mówić żebyś tak nie znikała- powiedział z dezaprobatą, ale gdy dziewczynka zdała sobie sprawę z błędu - co rozpoznał po jej mince - uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie.
- Już dobrze. Podziękowałaś ładnie?
Obróciła się na pięcie, skłoniła uprzej ie i powiedziała piękne głośne
- Dziękuję Ojcu bardzo. To jest mój tata...
- Sasuke.- wypowiedział cicho.
- Tak.. Papa, znacie się?- zdziwiona spojrzała na bruneta.
- Um. Byliśmy kolegami w szkole.- uśmiechnął się do niej, choć był w ciągłym szoku.

W końcu tę niezręczną chwilę przerwał Naruto. Ubrany w czarną sutannę z podwiniętymi rękawami i koloratkę. Podszedł do Sasuke z wyciągniętą ręką.
- Dawno się nie widzieliśmy.
Sasuke uścisnął dłoń.
- Rzeczywiście dawno.
Naruto uśmiechnął się czego Sasuke już nie wytrzymał i odwzajemnił gest. To nie był uśmiech zwykły, wyrażał ulgę, tęsknotę, uczucia i wiele innych emocji.
- Więc Sarada, twoją mamą jest Sakura?- kucnął przy dziewczynce.
- Hai! Zna Ojciec też moją mamę?- była naprawdę zdziwiona.
- Tak. Kiedyś się przyjaźniliśmy wiesz.- uśmiechnął się do niej pokazując białe zęby i podniósł się. Była malutka, więc nie usłyszała w jego głosie smutku gdy wypowiadał to zdanie.
- Więc Sasuke. Co robisz w Lansing w stanie Michigan?- uniósł brew.
- Mógłbym zapytać o to samo, ale po wyglądzie widzę, że wiele się zmieniło.- podparł się pod boki.
-Ahahahah..- blondyn jak zawsze założył ręce na kark śmiejąc się nerwowo.- maaa naaa... Zostałem księdzem ponad dwa lata temu. Tutaj przenieśli mnie niedawno. Dopiero poznaję miasto. A tak w ogóle to niedaleko jest...
- Dalej masz ten nawyk.- zauważył brunet.
- Co?
- Ręce.- wskazał palcem.
Naruto popatrzył za siebie.
- aaaa tak. To raczej mi nie zniknie. - podrapał się po policzku.
- Posłuchaj Naruto. Może któregoś dnia...
- Nie Naruto.- przerwał mu.
- Słucham?- zdziwił się kompletnie nie rozumiejąc sytuacji.
- Podczas święceń przyjąłem inne imię. Ojciec Chris już teraz.
- Więc mam do Ciebie mówić Chris?- nie udawał, że mu to nie pasuje.
Naruto stanął bokiem i zamknął oczy.
- Czemu mówić? Masz zamiar się ze mną jeszcze spotkać?- zerknął na niego.
Ach! Złapał mnie za słówko. Dalej jest dobry. Przemknęła mu myśl.
- Chcę porozmawiać, dowiedzieć się co się z Tobą działo przez te osiem lat.- uśmiechnął się lekko.
- Pewnie. Jakby co wiesz gdzie mnie znaleźć.
- Okej. Przyjdę.
Zapadła cisza. Temu wszystkiemu przyglądała się mała Sarada spoglądając z zaciekawieniem to na jednego to na drugiego mężczyznę. Z zamyślenia (a raczej wgapiania się w siebie) wyrwał ich dźwięk telefonu.
Sasuke w pośpiechu wyciągnął go i odebrał.
- Ha....
- Chaaannnaaaroooo!!!! Gdzie jesteście?!!- wydarła się rozmówczyni tak, że Sasuke odchyliło od słuchawki.
- Sarada chciała coś zobaczyć. Już jedziemy.- odpowiedział spokojnie.
- Dobrze. Chodźcie, bo obiad stygnie. Czekam na was. Buziaki.- dodała już całkiem innym tonem.
- Hai. Za 15 minut będziemy.- rozłączył się.- to ja...
- Na przyszłość wyłączaj dźwięk jak wchodzisz do Domu Pana.- pomachał palcem jakby chciał powiedzieć dziecku "nu nu nu".
- Okej. Sorki. To... do zobaczenia Naru... tsk...- pomylił się.- Father Chris.
- Pewnie. Cześć. Miłego powrotu, Tobie też mała księżniczko.- uśmiechnął się do dziewczynki kłaniając się jak książę.
- Hai! I jeszcze raz dziękuję!- również się ukłoniła.

Pożegnali się i wyszli z kaplicy kierując się w stronę autobusu. Szli w ciszy póki Sarada nie zwróciła mu uwagi.
- Papa, to ta stacja.- zatrzymała go.
Szedł zamyślony. W autobusie w swojej standardowej pozie. Szeroko rozłożone nogi, łokcie oparte na kolanach, a głowa na złączonych dłoniach i przymknięte oczy. To była jego pozycja "myśląca".
Co to w ogóle było za spotkanie? Ostatni raz... a nieważne. Co za zbieg okoliczności kazał nam spotkać się akurat w Ameryce. W życiu bym nie pomyślał... Nie chcę mówić o tym spotkaniu Sakurze, ale... Sarada na pewno powie, więc bez sensu to ukrywać.



 *****


- Mama! Mama! Mama!- krzyczała Sarada już od progu.
- Słucham Cię kochanie.- Sakura nachyliła się nad dziewczynką.
- Zobacz co dostałam od księdza!- wyciągnęła prezent prosto pod nos mamy. Ta zaśmiała się i wzięła różaniec do ręki.
- Bardzo ładny. Od kogo go dostałaś?
- Od waszego kolegi ze szkoły!- krzyknęła.
Sakura popatrzyła pytająco na męża. Ten wszedł i dał jej całusa w czoło.
- Zaraz ci opowiem.
Usiedli do stołu. Powiedzieli krótkie "Itadakimasu", każdy po swojemu. Oboje starali się zachować japońskie tradycje w obcym kraju. Takie jak jedzenie pałeczkami, zdejmowanie butów przed wejściem do domu oraz do łazienki, zakładanie yukaty na czas festiwalu, pamiętanie o świętach i tym podobne.
Rozmawiali o planach na weekend i w pewnym momencie dziewczynka wspomniała o dzisiejszym dniu.
- Wiesz mamo, byliśmy w kościele i...
- Sarada.- powiedział mocnym tonem brunet.- mogę ja opowiedzieć mamie o dzisiejszym spotkaniu?
- Hai.- odpowiedziała dziewczynka już nie jak dziecko, a jak dorosła. Znała ten ton. Nie tolerował on sprzeciwu. Zamilkła, wiedziała że to najlepsza opcja w tej sytuacji chociaż nie rozumiała czemu twarz taty przybrała nagle taki ostry wyraz. A może się czymś martwił po prostu?
- Co się dzieje?- zaśmiała się nerwowo kobieta.- Straszycie mnie.
- Poznaliśmy dziś pewnego księdza. Od niego Sarada dostała różaniec. Też jest Japończykiem.
- To bardzo miło z jego strony. W którym kościele?
- Kojarzysz tę wysoką kaplicę? Jakąś godzinę na piechotę stąd.
- Wiem, która. Co prawda nigdy tam nie byłam. A jak tobie się tam podobało Sarada?- uśmiechnęła się mama.
- Bardzo mi się podobał budynek. Wiesz, że tam ludzie śpiewają piosenki z takich książeczek? Czemu my tak nie robimy?- zadała pytanie i wzięła ostatni kęs ryżu do ust.
- Hmmm... ludzie różnie praktykują wiarę w Boga. My robimy co innego, a oni co innego. Będziesz starsza to zrozumiesz. Pewnie w szkole Ci powiedzą.- pogłaskała ją po głowie.
- Mama! A wiesz, że ten ksiądz to wasz kolega?
- Jaki?
Sasuke wstrzymał powietrze.
- Chris!
- Hehe.. nie znam nikogo takiego.
- Naruto.- szepnął Sasuke.
- He?- Sakura na dźwięk tego imienia wypuściła pałeczki, ale za moment na jej twarz powrócił uśmiech, maska.- Aaaa... Naruto! I co tam u niego?
- Sakura.
- Mam nadzieję, że się dobrze trzyma.
- Sakura.
- Co go wywiało, aż tutaj. Sarada skończyłaś?
- Yhm. Dziękuję za posiłek!- krzyknęła i uciekła do pokoju.
- Sakura. Nie udawaj, że nie słyszysz.
- Heeeee? Jest teraz księdzem tak?- zabrała brudne naczynia i stanęła przy zlewie. Sasuke stanął za nią.
- Sakura.- szepnął delikatnie.
- Gumen... Po prostu... zaskoczyliście mnie tym...- płacze... słyszy to w jej głosie.
- Sakura.- przytulił się do jej pleców i objął ją swoimi ramiona.- Złościsz się?
- Nie.. dlaczego? Przecież nic się nie stało.. To po prostu... emocje.
- Sakura... to było 8 lat temu.
- Wiem.- szepnęła i odwróciła się w jego stronę tuląc do męskiego i ciepłego torsu.- Nie wrócisz tam?
- Gdzie?
- Nie spotkasz się z nim?
- Nie.- padła szybka odpowiedź.
- Arigatou... Sasuke?
- Hmm?
- Kochasz mnie?
- Kocham cię.- również szybka odpowiedź.


Tak jak obiecał nie wrócił tam. Nie odwiedził kościoła przez miesiąc, drugi, trzeci, nie zrobił tego też w czwartym, ale pech chciał, że w piątym miesiącu od obietnicy jadł obiad z klientami w restauracji..
.. naprzeciwko kaplicy.
- Panie Uchiha, dziękujemy za przedstawienie pańskiej propozycji. Po dłuższym przemyśleniom... chcielibyśmy dołączyć do tego projektu.- uśmiechnął się mężczyzna niewiele starszy od bruneta.
- Dziękuję panom bardzo. Może od razu umówimy się na następne spotkanie? Tym razem w biurze.
Zaśmiali się po czym ustali następny termin. Mężczyzna posiedział jeszcze chwilę sam w restauracji patrząc na kaplicę.
Obiecałem.
Przyglądał się dużym drewnianym drzwiom oraz figurom nad nimi.
Nie pójdę.
W momencie gdy odwracał wzrok znów go zobaczył. Naruto. Tym razem bez sutanny, ale w koloratce uśmiechnięty od ucha do ucha trzymał drzwi i żegnał po kolei dzieci wychodzące z kościoła.
Może jakaś schola?
Każdemu coś tłumaczył, a gdy po chwili sobie coś jeszcze przypominał to krzyczał za nimi. Ostatnie dziecko pogłaskał po głowie, po czym chłopiec czmychnął do rodziców czekających na niego, a Naruto stał i machał jeszcze wszystkim swoim podopiecznym. 
Nie mogę.
Gdy ostatnia dziewczynka zniknęła za rogiem jego ręka się zatrzymała.
Sasuke nie możesz!
Może wszystko byłoby by inne gdyby nie ten dzień.
Może gdyby Sasuke wyszedł od razu z restauracji nic by się nie wydarzyło.
Może gdyby jednak namówił klientów żeby zjedli gdzie indziej niczego by nie żałował.
Może gdyby potrafił...
Sasuke nie patrz!
Może gdyby odwrócił wzrok 2 sekundy wcześniej i nie zauważył tego bezgranicznego smutku malującego się na twarzy blondyna nie wyszedłby z restauracji i nie skierował się od razu do kaplicy.
Może gdyby tak bardzo nie chciał go zobaczyć.
A obietnica?
Może gdyby to po prostu nie był on to wszystko potoczyłoby się inaczej.
Przecież ja chcę z nim tylko porozmawiać. Byliśmy przyjaciółmi. 

Może gdyby nie znalazł sobie wymówki.
Rozmowa to nic złego.

Nie wiedział kiedy to się stało. Tak jakby stracił panowanie nad własnym ciałem.
Pamiętał tylko swój szybki krok i ostatnie 4 metry dzielące go od mężczyzny. Naruto zdążył się tylko odwrócić słysząc czyjeś kroki.
- Sas...
Przytulił go.
Nikt... Nikt nie byłby w stanie zrozumieć ulgi jaką odczuł w tym momencie. Trzymał go bardzo mocno i wyszeptał ciche.
- Przepraszam.
Naruto go nie odtrącił, ani nic nie powiedział. Rozumiał. Może przez ich niegdysiejszą przyjaźń lub fakt, że jako ksiądz częściej stykał się z nieszczęśliwymi ludźmi.
Sasuke przeprosił go jeszcze kilka razy, a z każdym następnym szlochał. Najpierw był to stłumiony płacz, który następnie poprzez głośniejszy przerodził się w donośny szloch.
W tym płaczu Naruto wyczuł wszystkie emocje, z którymi brunet musiał się zmagać sam przez 8 lat. Nic nie mówiąc głaskał go po włosach. Starał się zachować zawodowy spokój i prawie by mu się to udało. Tylko drżenie ręki dotykającej głowy Uchihy zdradzało jego zdenerwowanie i to, że on także nie zapomniał.
8 lat... łatwiej im obojgu byłoby zapomnieć.




_______________________________________

Bardzo mi się podoba ta historia. Chcę ją pociągnąć zawieszając wszystkie inne historie.
Powiedzcie czy ktoś tu jeszcze zagląda? :)


wtorek, 5 września 2017

HWTM 21

21 - Itachi... na poważnie

Naruto postanowił zostać dziś u Saska. Wchodzili właśnie po schodach całując się i przytulając, aż w końcu oparli się o drzwi.
- Ała.. Sasuke. Uważaj.- szepnął.
- Przepraszam.- szepnął mu do ucha.
- Masz kluczyk?
W odpowiedzi usłyszał dźwięk otwieranego zamka. Po cichutku weszli do środka i ściągnęli buty. Chcieli iść prosto do sypialni Sasuke, ale gdy przechodzili obok salonu zdziwił ich widok Itachiego siedzącego naprzeciw wyłączonego telewizora uśmiechającego się błogo w świetle lampki.
Zaczeli powoli podchodzić szepcząc do siebie.

- Myślisz, że śpi?- spytał Naruto.
- Raczej znajduje się w stanie błogiej nieświadomości.
- Że co?
- A no tak, zapomniałem że nie rozumiesz takich... ała!- wyprostował się.

- Ciiiii.- uciszył go.- Rozumiem. W sensie, że marzy tak?
- Dokładnie.
Oparli się łokciami o kanape po dwóch stronach jego głowy. Brunet pomachał bratu przed oczami co nie dało żadnych efektu.
- Dość głęboki ten stan.- stwierdził Naruto.- Itachi?
Cisza.
- Itachi?- powiedział już normalnym tonem Sasuke.
Dalej nic.
Chłopcy spojrzeli na siebie i zaczęli poruszać ustami.

Jeden...
dwa....
trzy...

- ITACHIIIIII!!!!
- Co jest?!- dosłownie wypadł z kanapy starszy Uchiha stając w obronnej pozycji. Gdy spojrzał za siebie ujrzał już czerwonych od wstrzymywania śmiechu chłopców, którzy już nie wytrzymali.

- Ej! O co wam chodzi? I w ogóle która jest godzina.- spojrzał na zegarek.- No co t.... Po Dwudziestej Drugiej? Co ja robiłem?
- Itachi. Bujałeś w obłokach.- odparł siadając na kanapie. Rozłożył ręce na oparciu i założył nogę na nogę.- Coś się stało?

- No właśnie Itachi. Coś ci się przydarzyło i to nie byle co.- uśmiechnął się ciekawsko blondasek.
Starszy od razu znów uśmiechnął się do siebie tylko, że teraz był to uśmiech ciepły, czuły, jakby przypomniał sobie coś bardzo cennego.
- Widzę, że to coś poważnego co bracie?- rzucił Sasuke.
- To nie .. to ... jeszcze nic. Ale... może wam powiem jak już będzie coś.- błysnął zębami wystawiając kciuka w górę.
- Hahahaha. Ale powiedz nam chociaż kim ona jest.- niecierpliwił się blondyn.

- Jeszcze nie mogę.
- Eeeeeee?! Nande?- zrobił zawiedzioną minę Naruto.
- Nie chcę zapeszyć.- odparł jak na niego dziwnie poważnym tonem.
- Naruto. Zostaw Itachiego.- powiedział Sasuke idąc w stronę schodów.- Powodzenia...Onii-chan- uśmiechnął się jeszcze i zniknął na schodach.
- Itachi... Uuuuuumieram z ciekawości!- wystrzalił.- Ale rozumiem twoją prywatność.- pokiwał głową i już ruszył na górę.
.
.
.
.
.
- To może chociaż imię?- podbiegł z powrotem.
- Sorki Naruto.- pstryknął go w czoło- może następnym razem.- i zaczął się ubierać.
- Gdzie wychodzisz?- ach ten nasz wścibski blondynek.
- No jak to. Nie chcecie przypadkiem czegoś dokończyć?- puścił mu oczko na co tamten się zaczerwienił jak po miesiącu leżenia na plaży.
- W...Widziałeś?
- Nie umknęło to mojej uwadze.
- T... T... To miłego spaceru.- i już go nie było.
Itachi uśmiechnął się i wyszedł z ociąganiem. Musiał się przejść. To co się stało, choć tak naprawdę niby nic takiego. Ale co właściwie? Starał się to wszystko teraz na spokojnie przeanalizować. Zabrał Hinatę po to aby tamci młodzi zakochani mogli pobyć w końcu sami. Zaprosił ją na lody (czego w planach nie było). Usiedli w kawiarni i gdy lody już przybyły wyznał jej prawdę.
- Wiesz. Tak naprawdę chodziło tylko o to żeby cie stamtąd zabrać.
Dziewczyna uśmiechnęła się smutno i odparła.
- Wiem.- zdziwiło to chłopaka.
- Wiesz?
- Yhm. Wiedziałam od początku. Po prostu chciałam... jeszcze troszkę...- zamilkła na chwilę, ale opamiętała się, zauważyła że chłopak ją obserwuje więc zaczęła łączyć co chwile palce wskazujące jak to miała w zwyczaju.
- Pewnie myślisz, że jestem denerwująca, ale ja...
- Uważam, że jesteś piękna.(OST) - przerwał jej dalej uważnie się w nią wpatrując. Hinata zaczerwieniła się i zaczęła uciekać wzrokiem. Zupełnie się tego nie spodziewała. Gdy Itachi zdał sobie sprawę co powiedział zapragnął uratować sytuacje.
- Ale tu nie o to chodzi.- zaplótł ręce na piersi.- wygląd nie ma tu nic do rzeczy. Oni się po prostu kochają. To wszystko. 
- Yhm. Dziś to zauważyłam.- znów uśmiechnęła się smutno i widać było, że powstrzymuje się od płaczu.- Wygląda na to, że nie mam szans.
To był TEN moment. Tak sobie teraz pomyślał Itachi. Że wtedy gdy się uśmiechnęła i powiedziała to zdanie, on odpowiedział na nie w myślach. "A ja nie mam szans u ciebie"... To chyba wtedy zwrócił na nią uwagę, nie jako koleżanka jego brata, nie jako kuzynka znajomego... Spojrzał na nią jak na kobietę. Piękną i delikatną niczym porcelanowa figurka. Dmuchnij, a zleci i się pobije.
  Nagle chwyciła łyżeczkę i włożyła do buzi kilka kęsów lodów.
- Hinatana! Czek...
- Uuuuuuuu....- widocznie zamroziło jej na moment język.
- Chciałem ci powiedzieć.
- Hahahaha- zaśmiała się niespodziewanie.- Teraz ty senpai.
SENPAI? To był drugi moment. Pierwszy raz się tak do niego zwróciła. 
Od razu chwycił za łyżeczkę i powtórzył to co zrobiła dziewczyna. Gdy i jemu zamroziło na moment język zatrząsnął się, potem spojrzał na dziewczynę i oboje się roześmieli.
Poprawił jej humor. To wystarczyło. Potem odprowadził ją do domu. Bardzo chciał ją przytulić, ale ta nieśmiała nastolatka ponownie go zaskoczyła. Szybko ledwie musnęła go w policzek, spuściła głowę tak że nie widział jej oczu i wyszeptała ciche.
- Arigato senpai. Oyasuminasai. Odwróciła się na pięcie i pobiegła do domu.
Szok. To jedyne wytłumaczenie. Teraz gdy tak chodził po mieście nieświadomie zawitał pod tę knajpkę gdzie jedli lody. Usiadł przy wyłączonej teraz fontannie i zamyślił się. 
- A więc tak czuli się chłopcy gdy się zakochali.- zaśmiał się w niebo.- Zobaczymy, zobaczymy. To mi się jeszcze nie zdarzyło... hehe. No Itachi. Hinata tak?