Przed snem Kakashi powiedział mu, że spotkają się z Naruto za dwa dni. Oczywiście nie wspomniał przyjacielowi, że będzie razem z Uchihą.
Mężczyzna nie mógł spać. Przewracał się z boku na bok nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Zaśnięcie wydawało się czymś niemożliwym po usłyszeniu tych wszystkich informacji. Przypomnienie sobie ich ostatniej rozmowy i nie tylko rozmowy bardzo go zszokowało, ale i ucieszyło. W końcu pamiętał.
Uśmiechnął się pod nosem i wyszedł na niewielki balkon. Popatrzył na księżyc. Czuł się jak dziecko, czekając na spotkanie.
- Boruto pewnie będzie najszczęśliwszym chłopcem w życiu.- szepnął.
Posmutniał nieco. Nigdy nie żałował tego, że ma córkę. Żałował natomiast swojego tchórzostwa. Kiedy w liceum...
Nagle rozszerzył źrenice, zabrakło mu tchu i osunął się po barierkach.
Rozbolała go głowa od natłoku wspomnień.
- W końcu zaakceptowałeś sytuacje, więc oddaję ci kluczyk.
Znajdował się pośrodku niczego. Jego dawne Ja stało obok skrzyni i wkładało do niej klucz.
- Dziękuję.- wykrztusił mężczyzna i podszedł przytulając swoją dziecięcą wersję.
Czuł, że płacze. Wstał i otworzył skrzynię. Nagle wszystko zrobiło się białe. Wszystkie wspomnienia uderzyły go niczym piorun.
Zaczął głośno krzyczeć. Kakashi wbiegł na balkon i zobaczył jak Sasuke trzyma się za głowę, a z nosa i z ust cieknie mu krew.
Brunet pamiętał tylko jak Szarowłosy dzwoni po karetkę i zapada ciemność. Po prostu zemdlał.
******************************************************
Kiedy Naruto wrócił do szkoły po kilku dniach choroby (i nie odzywania się do Uchihy) zachowywał się całkowicie normalnie. Przywitał się ze wszystkim i podszedł do przyjaciela.
- Yo! Draniu - uśmiechnął się i szturchnął go w ramię.
- Y.. Yo.- zająknął się, ale był Uchiha. Potrafił maskować swoje uczucia.- Wiesz, że czeka cię masa nadrabiania zaległości? Przyjdę dziś do cie...
- Aaaa, nie trzeba.- zaśmiał się nerwowo.
- Hmm?- zmarszczył brwi.
- Sakura-chan mi pomoże.
Uchiha zamrugał kilka razy, po czym zacisnął zęby i machnął ręką.
- A rób co chcesz.- wstał i wyszedł.
Na dachu troszkę ochłonął. To było totalnie pojebane. Wiedział o tym. Był zazdrosny, że Naruto woli spotkać się z Sakurą niż z nim, a jego dziewczyna zeszła totalnie na drugi plan. Wiedział, że nie może...nie. On nie chciał ciągnąc tego związku. Kochał Sakurę i zależało mu na niej, ale wiedział że nie potrafi dać jej tyle miłości na ile zasługiwała.
Przez pozostałe przerwy rozmawiali ze sobą. Cała trójka, ale było w tym coś nienaturalnego. Za każdym razem gdy Sakura brała chłopaka za rękę lub się do niego przytulała Naruto odwracał wzrok. Starał się też więcej rozmawiać z dziewczyną niż z przyjacielem.
Sasuke najzwyczajniej w świecie nie miał pojęcia co robić i w pewnym momencie podczas lekcji przywalił pięścią w biurko. W sali zapadła cisza.
- Uchiha? Coś się stało?
Nagle chłopak się opamiętał i odpowiedział tak jak zawsze.
- Przepraszam. Wszystko w porządku.
I wszyscy wrócili do zajęć. Chłopak poczuł wibracje w kieszeni. Wyciągnął telefon.
Wszystko w porządku?
To sprawiło, że jeszcze bardziej się zdenerwował i zacisnął zęby.
Nic nie jest w porządku matole.
Na przerwie podeszła do niego dziewczyna.
- Sasuke. Co jest? Cały dzień jesteś...
- Daj mi spokój Sakura, proszę cię...
- Ale co się sta...
- Nie zrozumiałaś co powiedziałem?!- krzyknął na nią dość głośno.
Dziewczynę zamurowało, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Przepraszam..- szepnął i ją wyminął.
W tym momencie Uchiha Sasuke poszedł pierwszy raz w życiu na wagary. Czy można tak to nazwać skoro po prostu usiadł na dachu. Próbował się uspokoić. Nigdy, nigdy w życiu nie był tak zdenerwowany. Zaczął chodzić w kółko.
- Ty mały gnojku! Wystarczy żebyś się przyznał! Po co ciągnąć tę szopkę, przecież to ci się nie podoba! Widzę jak Sakura...- nagle zamilkł i kucnął na ziemię łapiąc się za głowę.- Sakura..- szepnął.- Co ja wyprawiam? Skąd te wszystkie uczucia.
Zacisnął zęby, wstał i uderzył pięścią w ścianę. Raz... i drugi ... i trzeci. Bolało, ale nie zwracał na to uwagi.
- Sasuke, co ty...!- blondyn podbiegł do niego i złapał go za pięść.
Oboje dyszeli.
- Sasuke, uspokój się.. to.. ja..- zaśmiał się nerwowo...- ja byłem chory. Nie myślałem trzeźwo i...- Sasuke na niego spojrzał. Po prostu spojrzał.
Teraz to on złapał chłopaka za nadgarstek, jeden i drugi. Ścisnął i przyparł chłopaka do ściany. Spojrzał mu prosto w oczy i wykrztusił.
- Powiedz jeszcze raz, że to co się stało było spowodowane tylko chorobą, a puszczę twoje ręce, zapomnimy o tym i wrócimy do tego co było.
Naruto spuścił wzrok. Trząsł się.
- Ja..ja nie.
- Patrz na mnie Naruto.- brzmiał bardzo stanowczo.
Blondyn uniósł wzrok, a Uchihe zamurowało. Wyglądał jakby za chwilę miał się rozpłakać na amen.
- Ja.. nie mogę tego powiedzieć.- wyszeptał.
- I to mi wystarczy.- puścił jego nadgarstki i przytulił go tak czule jak jeszcze nigdy.
- a co z Saku..
- Ćsiiii. Załatwię to.
- W jakim sensie?- wtulił się mocniej w zagłębienie jego szyi.
- Nie widzę innej opcji tylko...
- Nie!- odsunął się.- Nie możesz teraz z nią zerwać.
- Czemu nie?- zmarszczył brwi.
- Załamie się. Po..poczekaj jeszcze trochę.
- Dobrze. Choć uważam, że to kłamstwo i będzie ono bolesne.
- Wiem, ale... ale to Sakura. Ja nie chcę jej..
- Rozumiem. Naruto?- przysunął się do niego.- Mogę cię pocałować?
- E?- zaczerwienił się.- Jesteśmy w szkole.
- No i?- przysunął się tak bardzo, że czuł oddech chłopaka.- Mogę?- wyszeptał.
- Sasuke, draniu..- wyszeptał również Naruto trzęsąc się z podniecenia i tego co się w ogóle dzieje.
Pocałował go mocno i namiętnie, jak całuje się tylko raz w życiu i tylko kogoś kogo absolutnie się uwielbia.
- Zmywamy się?- uśmiechnął się brunet.
- Uuuu.. pan Uchiha chce iść na wagary?
- Tylko dzisiaj.- zawstydził się.- P..Pójdziemy do mnie?
- Umm.- zgodził się Naruto.
Skąd mogli wiedzieć ile bólu sprawi im utrzymanie ich relacji w tajemnicy.
Uwaga! Nie tolerujemy homofobii i jakiegokolwiek obraźliwego zachowania. Do widzenia :)
wtorek, 27 sierpnia 2019
środa, 21 sierpnia 2019
Kochani wracamy na stare tory...
Witajcie!
Miałam niemałe problemy w swoim prywatnym życiu, ale wracam do pisania. Główną historią, którą chcę pociągnąć do końca jest "Miłość jedno ma imię". Jestem w trakcie pisania rozdziału, więc cierpliwości. Zapraszam do czytania one-shotów.
Jaaa neeee ~~~~~ !!!
Miałam niemałe problemy w swoim prywatnym życiu, ale wracam do pisania. Główną historią, którą chcę pociągnąć do końca jest "Miłość jedno ma imię". Jestem w trakcie pisania rozdziału, więc cierpliwości. Zapraszam do czytania one-shotów.
Jaaa neeee ~~~~~ !!!
piątek, 7 czerwca 2019
Zły dotyk - 1
- Jak się nazywa?- zagadnął od niechcenia.
- Uzuzmaki Naruto.- odparła ładna różowo-włosa dziewczyna.
- Heeee..- odezwał się znudzony. Nie interesowało go za bardzo kim będzie nowy uczeń
- Ino! Słyszałaś?- odwróciła się do biurka obok.
- Umm. Słyszałam. Ciekawe czy jest przystojny- zaszczebiotała blondynka.
- Dla mnie i tak nie ma przystojniejszej osoby od...
- Sasuke.- odparła całą klasa.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła.
- Naprawdę, aż tak często to powtarzam?- zarumieniła się.
- Stanowczo za często.- odezwał się pewien przystojny brunet.
- Shikamaru! Ciebie nie pytam o zdanie!
- Ale ma trochę racji.- zaśmiała się blondynka.
Nastolatka zarumieniła się ponownie i zerknęła na obiekt swoich westchnień, który kompletnie nie zwracał uwagi na to, że jest tematem ich rozmowy.
Do sali wszedł nauczyciel - Umino Iruka.
- Cisza!- wystarczyło jedno słowo aby klasa zamilkła.- Dziś dołączy do nas nowy kolega, który przeprowadził się do nas z Tokyo i...
- Z Tokio?
- Wooo...
- Ciekawe czy często bywał..
- Myślisz, że zna tego aktora..
W klasie ponownie zawrzało.
- No już. Spokój.- zrobił gest rękami.- Naruto wejdź do nas.
Do sali wszedł chłopak o włosach koloru pszenicy. Od razu każdy stwierdził, że nigdy nie widział tak pięknych włosów oraz oczu. Jakby ukryło się w nich czyste niebo. Klasa była pod wrażenie, do momentu gdy stanął obok nauczyciela i się uśmiechnął. Wszystkim się wydawało jakby w klasie zakwitła właśnie Sakura, jakby nadeszła wiosna, a dookoła latały płatki kwiatów.
- Yo! Uzumaki Naruto się kłania!- uśmiech nie schodził mu z twarzy.- Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnimy. Lubię oglądać filmy i czytać książki kryminalistyczne. Trochę też sobie ćwiczę.- zamilkł na moment jakby chciał coś powiedzieć. Po czym ponownie się uśmiechnął zarzucając ręce za głowę.- Zaopiekujcie się mną.
- Dobrze Naruto. Usiądź z tyłu za Sasuke. Tam po prawej.- wskazał nowemu miejsce.
- Już się robi!
Idąc na miejsce pod jego nogę spadła gumka. Uklęknął i podał ją zawstydzonej mlecznookiej dziewczynie.
- Oddaję pięknej pani.
Dziewczyny zapiszczały z radości na taki nowy kąsek w klasie.
Gdy chłopak usiadł zaczęła się lekcja. Naruto zawołał kolegę przed sobą.
- Hej. Yoroshiku.
- Taaa..
- Przedstawiłbyś się chociaż.
- Jest lekcja.
- Aaa... jasne. Sorki.
Godzina minęła dość szybko, a gdy nadeszła przerwa chłopak otoczony przez tych bardziej zainteresowanych został wrzucony w wir pytań. Wszystko było niby w porządku, ale uczeń siedzący z przodu spostrzegawczym okiem zauważył, że coś jest nie tak. Odwrócił się z westchnieniem.
- Dajcie już nowemu spokój. Chodź. Miałem ci pokazać szkołę.
- Eeeeee?!- wszyscy wyrazili niezadowolenie, a Naruto uśmiechnął się tylko i poszedł z brunetem.
Szli w ciszy, Sasuke tylko co jakiś czas pokazywał mu gdzie jest jaka sala, biblioteka, stołówka itp.
Doszli do schodów na dach.
- A tam można...- nie dokończył pytania, bo Sasuke wyciągnął klucz i otworzył dach.
- Ja mogę zawsze. Idziesz?- spytał niemiło.
- Pewnie.- znów zarzucił ręce za głowę.
Usiedli opierając się o ścianę. Na dachu było kilka ładnych kwiatków, ale nic poza tym.
- Uchiha Sasuke.- odezwał się chłopak.
- E?
- Tak się nazywam.
- A! Miło mi.- kiwnął głową.
- Jak ci coś nie pasuje to im powiedz inaczej ci idioci nie zrozumieją.
- Ej.. ładnie to tak mówić o kolegach z klasy?
- Przyzwyczaisz się. Ja taki jestem. Nie pasuje ci to możesz iść.- znów chłodny ton.
- Okej. Sorki. Nie chcę od razu żeby mnie znielubili.
- Spoko. Jak cię znielubią- utworzył cudzysłów w powietrzu.- zawsze możesz tutaj przyjść.
- Naprawdę?- zaświeciły mu się oczy.
Dziwny typ.
- Taaa.. Tylko mnie nie denerwuj.- zagroził.
- Jasne.- blondyn położył się na ziemi ciesząc się promieniami słonecznymi.
Wrócili przed następną lekcją i wtedy stało się coś czego nikt się nie spodziewał.
- Hej! Naruto.- zawołała go Ino i podbiegła. Złapała go za rękę, ale ten odsunął się gwałtownie mocno odpychając od siebie dziewczynę. Wszyscy spojrzeli na niego w szoku.
-A! Przepraszam Ino.- uśmiechnął się uspokajająco.- Zaskoczyłaś mnie. M..Muszę jeszcze pójść do łazienki.- jak powiedział tak zrobił.
- Ino nie wiedziałem, że budzisz w chłopakach taki wstręt.- zaśmiał się Kiba.
- Ej psiarzu!
Zaczęły się żarty. Jednak Sasuke zainteresował się tą sytuacją. Pierwsze wrażenie o blondynie było takie, że jest to głośny raczej radosny chłopak.. i trochę wkurzający.
Brunet poszedł do łazienki.
Usłyszał tylko jak chłopak wymiotuje. Zapukał.
- Yo. Nowy. Wszystko okej?
- Tak. Zaraz przyjdę.- nie brzmiało to najlepiej.
Sasuke jednak nie znał go i wiedział, że nie powinien wtrącać się od tak w sprawy innych. Sam tego bardzo nie lubił.
- Okej. To idę.
Do końca dnia było w porządku. Chłopak przyzwyczaił się już do klasy, ale najbardziej lubił spędzać czas na dachu z małomównym Sasuke. Gdy tak siedzieli już ze 3 tygodnie od rozpoczęcia szkoły Sasuke zadał pytanie pijąc mleko z kartonika.
- Nowy?
- Wiesz, że mam imię no nie?- odparł jedząc onigiri.
- Czy ty masz jakiś problem z dotykiem?
-...
- Sorki nie chciałem by wścibski, ale.. po prostu nie chcę dziwnych sytuacji. Widzę jak reagujesz jak ktoś cie dotknie, albo prawie dotknie. W sumie jaki problem w...
- Nic nie wiesz.- szepnął zły.
- C..
- Nie mów o tym tak jakbyś coś wiedział. Po prostu tego nie lubię. I tyle. Dziękuję za posiłek.- wstał i poszedł do klasy.
- W sumie może nie powinienem był pytać.
Zauważył blondyna siedzącego samemu na swoim miejscu. Słuchał muzyki na słuchawkach.
Sasuke postawił kartonik mleka na jego biurku. Chłopak ściągnął słuchawki.
- Sorki. Nie będę już pytał.
- Dzięki.- uśmiechnął się blondyn.- i przestań nazywać mnie "nowy".
- Nie ma mowy.
- Oi!
Mijały dni. Naruto najbardziej zaprzyjaźnił się z nieprzystępnym Sasuke. Jednak bardzo dobrze dogadywał się z całą klasą. Z Inuzuką chodził na spacery z jego psem. Shikamaru był partnerem do gry w mahjong i oglądania seriali detektywistycznych. Sakura i Ino były mega urocze. Hinata trochę nieśmiała jednak ciekawa.
Neji - jej kuzyn - był też troszkę gburowaty, ale także miło się z nim rozmawiały. Naruto był po prostu chodzącym słońcem, natomiast Uchiha zaczął go uważnie obserwować. Widział, że coś jest nie tak. Nikt inny tego nie zauważył, ale Naruto unikał dotyku, jakiegokolwiek. Każdego, przyjacielskiego czy przypadkowego. Wiedział, że któregoś razu skończy się to niekoniecznie dobrze z uwagi na charakter blondyna.
Był to kolejny dzień w szkole. Sasuke podsłuchał jak Kiba razem z dwoma chłopakami postanowili trochę chłopaka połaskotać. Gdy Naruto przekroczył próg klasy, chłopcy chcieli wprowadzić swój plan w życie, ale między nimi a blondynem stanął Uchiha.
- Yo, nowy.- kiwnął głową.
- Sasuke! Ja mam imię!- niby się zdenerwował.
- Hai, hai.- stwierdził, po czym rozległ się dzwonek.
Nim się spostrzegł stał się kimś w rodzaju strażnika naszego blondyna. Gdzie ktokolwiek próbował go dotknąć Sasuke skutecznie mu to utrudniał.
Jeden raz mu nie wyszło.
Było to po szkole. Naruto został poproszony przez jakąś dziewczynę o spotkanie na tyłach szkoły. Chłopak oczywiście się zgodził. Sasuke poszedł za nimi. Weszło mu w nawyk pilnowanie blondyna, a to była pierwsza taka sytuacja. Czuł się dziwnie obserwując wyznanie miłosne, bo tym właśnie to było. Dziewczyna wyznała swoje uczucia, ale nastolatek ich nie przyjął.
- Przepraszam, ledwo się znamy.- skłonił się lekko. Nagle na twarzy nieznajomej pojawiła się determinacja.
- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Nim zdążył zorientować się co się dzieje dziewczyna go pocałowała. Ten niemal natychmiast ją odepchnął.
- Itte! O co ci...- zamilkła widząc, że chłopak ma problem z oddychaniem.
- Oi.. Naruto-ku...
- Ja się tym zajmę.- usłyszała za sobą chłodny męski ton i poczuła lekkie szarpnięcie do tyłu.
- Możesz już iść.- brzmiało to bardziej jak polecenie.
Dziewczyna po prostu uciekła.
- Ej, Nowy!- wyciągnął do niego rękę, ale ten ją odtrącił i upadł na ziemię dusząc się.
- Jak ci pomóc?- trochę wiedział, że nie należy go dotykać, ale jak inaczej miał go zaprowadzić do pielęgniarki.
-..nha...tor..-wychrapał nastolatek.
- Co?!- powoli tracił panowanie.
- Inha...la..tor..- powtórzył wskazując swój plecak.
Rzeczy chłopaka w kilka sekund wylądowały na ziemi. Wśród nich Sasuke znalazł lek i podał go chłopakowi.
Naruto zaciągnął się i odetchnął głęboko.
- Dzięki.- wyszeptał.
- spoko, ale i tak idziemy do pielęgniarki.- postanowił znowu wyciągając ku niemu rękę.
- Nie.. czek...- zaczął przerażony blondyn.
- Zaufaj mi - rzekł w jego stronę i za chwilę złapał jego rękę poprzez materiał bluzy zarzucając sobie ją na ramię. Wszystko zrobił tak, że chłopcy nie stykali się bezpośrednio - skóra do skóry.
- To powinieneś wytrzymać.
Gdy zaprowadził go do pielęgniarki sam wrócił po plecak i jego rzeczy.
Wchodząc ponownie do pokoju pielęgniarki odłożył plecak pod ścianę i stanął przed parawanem.
- Mogę?
- Pewnie.- usłyszał słaby głos.
- Jak tam nowy?- usiadł na krześle obok łóżka. Naruto usiadł i zrobił grymas.- Zaczniesz kiedyś mówić mi po imieniu?
- Ahaha.- zaśmiał się, a po chwili spuścił wzrok.- Przepraszam, za wcześniej. Pewnie chcesz..
- Nie bywam wścibski, ale od jakiegoś czasu mnie to zastanawia. Czy ty masz jakąś fobię? Muszę wiedzieć jeśli mam cię pilnować.
- Miałem nadzieję, że to się nie wyda.- zaśmiał się gorzko.
- I tak długo nikt się nie zorientował.
- Poza tobą.- nastąpiła chwila ciszy.- Mam hafefobię.
- Okej. To coś związanego z dotykiem? Brzmi poważnie.
- Już nie jest tak poważne jak kiedyś.
- Yhm. I jak to działa?
- E?
- Ta twoja reakcja z wcześniej.
- A. To. Jakby to...- zmieszał się.
- Nowy.- spojrzał mu prosto w oczy.- Po prostu powiedz, to nic złego. Ja chcę wiedzieć bo...- zaciął się.
- Bo?- podniósł brwi w geście zapytania.
Żołądek Sasuke własnie zrobił fikołka gdy usłyszał swoje myśli. Bo chcę cię chronić.
Zamiast tego burknął.
- Bo to upierdliwe. Chcę wiedzieć czy inni mogą cie dotknąć czy w przeciwnym razie nie zginiesz.
Słaba wymówka Sasuke!!!
- No więc.- zaczął dość cicho.- Ogólnie kiedyś miewałem ataki paniki i bezdechu przebywając wśród ludzi, bo "mogli" mnie dotknąć.- zrobił cudzysłów w powietrzu.- Teraz nie jest tak źle. Najgorzej radzę sobie gdy ktoś dotknie mnie bezpośrednio. Twarz, ręce, szyja. Miewam wtedy właśnie problemy z oddychaniem. Dlatego nosze ze sobą inhalator. Ale ty się domyśliłeś prawda?- spojrzał na niego wielkimi oczyma.
- No, co prawda starałeś się to ukryć, ale ja jestem dobrym obserwatorem, nowy.
- I co teraz? P.. Powiesz innym.- widać było, że cały się spiął.
- Ja nie, za to ty powinieneś.- uniósł brwi.
- Co? Czemu? Nie, nie, nie..... chcę mieć normalne szkolne życie. Nie chcę...
- A co jeśli będziesz miał atak przy kimś z klasy i nikt nie będzie wiedział jak zareagować, albo..
- Ty wiesz.- przerwał mu.- Wys...Wystarczy, że będziesz zawsze...- wstrzymał się chwilę patrząc mu głęboko w oczy po czym odwrócił wzrok.- Zawsze obok.
Gdyby nie odwrócił wzroku zobaczyłby zdumienie i lekko zarumienione policzki na twarzy Sasuke.
- Ech... wykończysz mnie nowy. Mi to pasi i tak widujemy się codziennie.
Blondyn rozpromienił się.
- Ale.- zmarszczył brwi.- Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego.
- Nie, nie, nie. To już wszystko. Naprawdę.- Trochę za szybko zaprzeczył.
Tego dnia poza przyjaźnią złączyła ich tajemnica. Sekret, który jakiś czas później stanie się ich przekleństwem.
- Uzuzmaki Naruto.- odparła ładna różowo-włosa dziewczyna.
- Heeee..- odezwał się znudzony. Nie interesowało go za bardzo kim będzie nowy uczeń
- Ino! Słyszałaś?- odwróciła się do biurka obok.
- Umm. Słyszałam. Ciekawe czy jest przystojny- zaszczebiotała blondynka.
- Dla mnie i tak nie ma przystojniejszej osoby od...
- Sasuke.- odparła całą klasa.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła.
- Naprawdę, aż tak często to powtarzam?- zarumieniła się.
- Stanowczo za często.- odezwał się pewien przystojny brunet.
- Shikamaru! Ciebie nie pytam o zdanie!
- Ale ma trochę racji.- zaśmiała się blondynka.
Nastolatka zarumieniła się ponownie i zerknęła na obiekt swoich westchnień, który kompletnie nie zwracał uwagi na to, że jest tematem ich rozmowy.
Do sali wszedł nauczyciel - Umino Iruka.
- Cisza!- wystarczyło jedno słowo aby klasa zamilkła.- Dziś dołączy do nas nowy kolega, który przeprowadził się do nas z Tokyo i...
- Z Tokio?
- Wooo...
- Ciekawe czy często bywał..
- Myślisz, że zna tego aktora..
W klasie ponownie zawrzało.
- No już. Spokój.- zrobił gest rękami.- Naruto wejdź do nas.
Do sali wszedł chłopak o włosach koloru pszenicy. Od razu każdy stwierdził, że nigdy nie widział tak pięknych włosów oraz oczu. Jakby ukryło się w nich czyste niebo. Klasa była pod wrażenie, do momentu gdy stanął obok nauczyciela i się uśmiechnął. Wszystkim się wydawało jakby w klasie zakwitła właśnie Sakura, jakby nadeszła wiosna, a dookoła latały płatki kwiatów.
- Yo! Uzumaki Naruto się kłania!- uśmiech nie schodził mu z twarzy.- Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnimy. Lubię oglądać filmy i czytać książki kryminalistyczne. Trochę też sobie ćwiczę.- zamilkł na moment jakby chciał coś powiedzieć. Po czym ponownie się uśmiechnął zarzucając ręce za głowę.- Zaopiekujcie się mną.
- Dobrze Naruto. Usiądź z tyłu za Sasuke. Tam po prawej.- wskazał nowemu miejsce.
- Już się robi!
Idąc na miejsce pod jego nogę spadła gumka. Uklęknął i podał ją zawstydzonej mlecznookiej dziewczynie.
- Oddaję pięknej pani.
Dziewczyny zapiszczały z radości na taki nowy kąsek w klasie.
Gdy chłopak usiadł zaczęła się lekcja. Naruto zawołał kolegę przed sobą.
- Hej. Yoroshiku.
- Taaa..
- Przedstawiłbyś się chociaż.
- Jest lekcja.
- Aaa... jasne. Sorki.
Godzina minęła dość szybko, a gdy nadeszła przerwa chłopak otoczony przez tych bardziej zainteresowanych został wrzucony w wir pytań. Wszystko było niby w porządku, ale uczeń siedzący z przodu spostrzegawczym okiem zauważył, że coś jest nie tak. Odwrócił się z westchnieniem.
- Dajcie już nowemu spokój. Chodź. Miałem ci pokazać szkołę.
- Eeeeee?!- wszyscy wyrazili niezadowolenie, a Naruto uśmiechnął się tylko i poszedł z brunetem.
Szli w ciszy, Sasuke tylko co jakiś czas pokazywał mu gdzie jest jaka sala, biblioteka, stołówka itp.
Doszli do schodów na dach.
- A tam można...- nie dokończył pytania, bo Sasuke wyciągnął klucz i otworzył dach.
- Ja mogę zawsze. Idziesz?- spytał niemiło.
- Pewnie.- znów zarzucił ręce za głowę.
Usiedli opierając się o ścianę. Na dachu było kilka ładnych kwiatków, ale nic poza tym.
- Uchiha Sasuke.- odezwał się chłopak.
- E?
- Tak się nazywam.
- A! Miło mi.- kiwnął głową.
- Jak ci coś nie pasuje to im powiedz inaczej ci idioci nie zrozumieją.
- Ej.. ładnie to tak mówić o kolegach z klasy?
- Przyzwyczaisz się. Ja taki jestem. Nie pasuje ci to możesz iść.- znów chłodny ton.
- Okej. Sorki. Nie chcę od razu żeby mnie znielubili.
- Spoko. Jak cię znielubią- utworzył cudzysłów w powietrzu.- zawsze możesz tutaj przyjść.
- Naprawdę?- zaświeciły mu się oczy.
Dziwny typ.
- Taaa.. Tylko mnie nie denerwuj.- zagroził.
- Jasne.- blondyn położył się na ziemi ciesząc się promieniami słonecznymi.
Wrócili przed następną lekcją i wtedy stało się coś czego nikt się nie spodziewał.
- Hej! Naruto.- zawołała go Ino i podbiegła. Złapała go za rękę, ale ten odsunął się gwałtownie mocno odpychając od siebie dziewczynę. Wszyscy spojrzeli na niego w szoku.
-A! Przepraszam Ino.- uśmiechnął się uspokajająco.- Zaskoczyłaś mnie. M..Muszę jeszcze pójść do łazienki.- jak powiedział tak zrobił.
- Ino nie wiedziałem, że budzisz w chłopakach taki wstręt.- zaśmiał się Kiba.
- Ej psiarzu!
Zaczęły się żarty. Jednak Sasuke zainteresował się tą sytuacją. Pierwsze wrażenie o blondynie było takie, że jest to głośny raczej radosny chłopak.. i trochę wkurzający.
Brunet poszedł do łazienki.
Usłyszał tylko jak chłopak wymiotuje. Zapukał.
- Yo. Nowy. Wszystko okej?
- Tak. Zaraz przyjdę.- nie brzmiało to najlepiej.
Sasuke jednak nie znał go i wiedział, że nie powinien wtrącać się od tak w sprawy innych. Sam tego bardzo nie lubił.
- Okej. To idę.
Do końca dnia było w porządku. Chłopak przyzwyczaił się już do klasy, ale najbardziej lubił spędzać czas na dachu z małomównym Sasuke. Gdy tak siedzieli już ze 3 tygodnie od rozpoczęcia szkoły Sasuke zadał pytanie pijąc mleko z kartonika.
- Nowy?
- Wiesz, że mam imię no nie?- odparł jedząc onigiri.
- Czy ty masz jakiś problem z dotykiem?
-...
- Sorki nie chciałem by wścibski, ale.. po prostu nie chcę dziwnych sytuacji. Widzę jak reagujesz jak ktoś cie dotknie, albo prawie dotknie. W sumie jaki problem w...
- Nic nie wiesz.- szepnął zły.
- C..
- Nie mów o tym tak jakbyś coś wiedział. Po prostu tego nie lubię. I tyle. Dziękuję za posiłek.- wstał i poszedł do klasy.
- W sumie może nie powinienem był pytać.
Zauważył blondyna siedzącego samemu na swoim miejscu. Słuchał muzyki na słuchawkach.
Sasuke postawił kartonik mleka na jego biurku. Chłopak ściągnął słuchawki.
- Sorki. Nie będę już pytał.
- Dzięki.- uśmiechnął się blondyn.- i przestań nazywać mnie "nowy".
- Nie ma mowy.
- Oi!
Mijały dni. Naruto najbardziej zaprzyjaźnił się z nieprzystępnym Sasuke. Jednak bardzo dobrze dogadywał się z całą klasą. Z Inuzuką chodził na spacery z jego psem. Shikamaru był partnerem do gry w mahjong i oglądania seriali detektywistycznych. Sakura i Ino były mega urocze. Hinata trochę nieśmiała jednak ciekawa.
Neji - jej kuzyn - był też troszkę gburowaty, ale także miło się z nim rozmawiały. Naruto był po prostu chodzącym słońcem, natomiast Uchiha zaczął go uważnie obserwować. Widział, że coś jest nie tak. Nikt inny tego nie zauważył, ale Naruto unikał dotyku, jakiegokolwiek. Każdego, przyjacielskiego czy przypadkowego. Wiedział, że któregoś razu skończy się to niekoniecznie dobrze z uwagi na charakter blondyna.
Był to kolejny dzień w szkole. Sasuke podsłuchał jak Kiba razem z dwoma chłopakami postanowili trochę chłopaka połaskotać. Gdy Naruto przekroczył próg klasy, chłopcy chcieli wprowadzić swój plan w życie, ale między nimi a blondynem stanął Uchiha.
- Yo, nowy.- kiwnął głową.
- Sasuke! Ja mam imię!- niby się zdenerwował.
- Hai, hai.- stwierdził, po czym rozległ się dzwonek.
Nim się spostrzegł stał się kimś w rodzaju strażnika naszego blondyna. Gdzie ktokolwiek próbował go dotknąć Sasuke skutecznie mu to utrudniał.
Jeden raz mu nie wyszło.
Było to po szkole. Naruto został poproszony przez jakąś dziewczynę o spotkanie na tyłach szkoły. Chłopak oczywiście się zgodził. Sasuke poszedł za nimi. Weszło mu w nawyk pilnowanie blondyna, a to była pierwsza taka sytuacja. Czuł się dziwnie obserwując wyznanie miłosne, bo tym właśnie to było. Dziewczyna wyznała swoje uczucia, ale nastolatek ich nie przyjął.
- Przepraszam, ledwo się znamy.- skłonił się lekko. Nagle na twarzy nieznajomej pojawiła się determinacja.
- Może jeszcze zmienisz zdanie.
Nim zdążył zorientować się co się dzieje dziewczyna go pocałowała. Ten niemal natychmiast ją odepchnął.
- Itte! O co ci...- zamilkła widząc, że chłopak ma problem z oddychaniem.
- Oi.. Naruto-ku...
- Ja się tym zajmę.- usłyszała za sobą chłodny męski ton i poczuła lekkie szarpnięcie do tyłu.
- Możesz już iść.- brzmiało to bardziej jak polecenie.
Dziewczyna po prostu uciekła.
- Ej, Nowy!- wyciągnął do niego rękę, ale ten ją odtrącił i upadł na ziemię dusząc się.
- Jak ci pomóc?- trochę wiedział, że nie należy go dotykać, ale jak inaczej miał go zaprowadzić do pielęgniarki.
-..nha...tor..-wychrapał nastolatek.
- Co?!- powoli tracił panowanie.
- Inha...la..tor..- powtórzył wskazując swój plecak.
Rzeczy chłopaka w kilka sekund wylądowały na ziemi. Wśród nich Sasuke znalazł lek i podał go chłopakowi.
Naruto zaciągnął się i odetchnął głęboko.
- Dzięki.- wyszeptał.
- spoko, ale i tak idziemy do pielęgniarki.- postanowił znowu wyciągając ku niemu rękę.
- Nie.. czek...- zaczął przerażony blondyn.
- Zaufaj mi - rzekł w jego stronę i za chwilę złapał jego rękę poprzez materiał bluzy zarzucając sobie ją na ramię. Wszystko zrobił tak, że chłopcy nie stykali się bezpośrednio - skóra do skóry.
- To powinieneś wytrzymać.
Gdy zaprowadził go do pielęgniarki sam wrócił po plecak i jego rzeczy.
Wchodząc ponownie do pokoju pielęgniarki odłożył plecak pod ścianę i stanął przed parawanem.
- Mogę?
- Pewnie.- usłyszał słaby głos.
- Jak tam nowy?- usiadł na krześle obok łóżka. Naruto usiadł i zrobił grymas.- Zaczniesz kiedyś mówić mi po imieniu?
- Ahaha.- zaśmiał się, a po chwili spuścił wzrok.- Przepraszam, za wcześniej. Pewnie chcesz..
- Nie bywam wścibski, ale od jakiegoś czasu mnie to zastanawia. Czy ty masz jakąś fobię? Muszę wiedzieć jeśli mam cię pilnować.
- Miałem nadzieję, że to się nie wyda.- zaśmiał się gorzko.
- I tak długo nikt się nie zorientował.
- Poza tobą.- nastąpiła chwila ciszy.- Mam hafefobię.
- Okej. To coś związanego z dotykiem? Brzmi poważnie.
- Już nie jest tak poważne jak kiedyś.
- Yhm. I jak to działa?
- E?
- Ta twoja reakcja z wcześniej.
- A. To. Jakby to...- zmieszał się.
- Nowy.- spojrzał mu prosto w oczy.- Po prostu powiedz, to nic złego. Ja chcę wiedzieć bo...- zaciął się.
- Bo?- podniósł brwi w geście zapytania.
Żołądek Sasuke własnie zrobił fikołka gdy usłyszał swoje myśli. Bo chcę cię chronić.
Zamiast tego burknął.
- Bo to upierdliwe. Chcę wiedzieć czy inni mogą cie dotknąć czy w przeciwnym razie nie zginiesz.
Słaba wymówka Sasuke!!!
- No więc.- zaczął dość cicho.- Ogólnie kiedyś miewałem ataki paniki i bezdechu przebywając wśród ludzi, bo "mogli" mnie dotknąć.- zrobił cudzysłów w powietrzu.- Teraz nie jest tak źle. Najgorzej radzę sobie gdy ktoś dotknie mnie bezpośrednio. Twarz, ręce, szyja. Miewam wtedy właśnie problemy z oddychaniem. Dlatego nosze ze sobą inhalator. Ale ty się domyśliłeś prawda?- spojrzał na niego wielkimi oczyma.
- No, co prawda starałeś się to ukryć, ale ja jestem dobrym obserwatorem, nowy.
- I co teraz? P.. Powiesz innym.- widać było, że cały się spiął.
- Ja nie, za to ty powinieneś.- uniósł brwi.
- Co? Czemu? Nie, nie, nie..... chcę mieć normalne szkolne życie. Nie chcę...
- A co jeśli będziesz miał atak przy kimś z klasy i nikt nie będzie wiedział jak zareagować, albo..
- Ty wiesz.- przerwał mu.- Wys...Wystarczy, że będziesz zawsze...- wstrzymał się chwilę patrząc mu głęboko w oczy po czym odwrócił wzrok.- Zawsze obok.
Gdyby nie odwrócił wzroku zobaczyłby zdumienie i lekko zarumienione policzki na twarzy Sasuke.
- Ech... wykończysz mnie nowy. Mi to pasi i tak widujemy się codziennie.
Blondyn rozpromienił się.
- Ale.- zmarszczył brwi.- Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego.
- Nie, nie, nie. To już wszystko. Naprawdę.- Trochę za szybko zaprzeczył.
Tego dnia poza przyjaźnią złączyła ich tajemnica. Sekret, który jakiś czas później stanie się ich przekleństwem.
niedziela, 12 maja 2019
Jestem tu - cz.6
Wiem trochę ckliwie, ale ten moment taki miał być. Na dobrą sprawę mogłabym to tu zakończyć, ewentualnie zrobić jakiś epilog.
Zależy czy ktoś tu jeszcze zagląda...:)
- Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my GodOhmyGodOhmyGodOhmyGod.....
- Kageyama! Uspokój się. Co jest grane?- spytał Suga.
Chłopak oddychał niespokojnie siedząc na ławce w szatni. Po treningu został tylko on, Suga-san, Asahi i Daichi.
- Cały trening byłeś zdekoncentrowany. Wiem, że masz swoje sprawy, ale pamiętaj, że jestem kapitanem i... Oy! Kageyama! Słuchasz?
- Eeee... Hai.-ledwo co z siebie wydobył i opuścił głowę biorąc jeden głęboki wdech i wydech.
- Wszystko w porządku? Nie żebym był wścibski tylko.. no... jesteśmy drużyną i..- zaczął się plątać wielkolud jak to zwykle bywa gdy zaczyna gadać o przywiązaniu do przyjaciół.
- Asahi, już w porządku.- poklepał go po ramieniu biało-włosy na co tamten odetchnął z ulgą.
- Nie.. to... po prostu..- pomasował sobie skronie.- Dziś mija tydzień i...- nagle zmierzwił sobie włosy i wstał.- Hinata ma mi dać odpowiedź!
- Oooo... to już dziś? Powodzenia.- powiedział Suga i wyszedł.- bye bye.
- Zobaczysz, cokolwiek się stanie będzie okej.- również odezwał się Asahi i pobiegł za kolegą.
- Kapitanie?- zagadnął do starszego kolegi.
- Hmm?
- Czy.. Czy Hinata rozmawiał z kimś z was o... decyzji?- odwrócił wzrok.
Daichi podszedł do niego, poklepał po plecach i przechodząc przez próg rzucił przez ramię.
- Nikomu nic nie powiedział. Nie miej nadziei, ani czarnych myśli. Wiem, że on nie chce stracić przyjaciela. Pamiętaj o tym.
Tobio Kageyama został sam w szatni wpatrując się w smsa.
れんまのこえんで。19:00。ちこくしないで!(Park Renma - 19:00, nie spóźnij się!)
Przełknął gulę w gardle, która nie chciała stamtąd wyjść, ubrał się i ruszył do domu umyć się przed spotkaniem.
*********************************
- Poczekaj. Shoyo. Jeszcze raz. Chcesz przyjąć uczucia, żeby nie stracić przyjaciela?
- Jeśli go odrzucę to będzie cierpiał i nie będziemy potrafili już...
- Dlatego nie poszedłeś do szkoły?
- Ugh...
- Możesz mnie posłuchać albo nie, ale myślę że Kageyama chciałby usłyszeć prawdę, a nie słodkie kłamstwo.
- Ale nie chcę stracić...
- Przyjaciela wiem, ale czy przemyślałeś to? Wiesz, że związek to nie tylko całowanie, nee Shoyo?
-...
- Shoyoooo..
- Wiem!- odparł za szybko.- Wiem, ale mimo to...- wyraźnie posmutniał.
- Kochasz go? Albo chociaż masz zalążek takiego uczucia?
Po dłuższej chwili odparł cicho.
- Nie.. Nie kocham Kageyamy, w każdym razie nie w ten sposób.
- To mu to powiedz, inaczej wszystkiego się...
Ding-dong!
- Iiiiik!- podskoczył wypuszczając telefon.
- Shoyo?
- Przepraszam, zadzwonię później.
- Um, bye bye. Powodzenia.
- Arigatou.
Odetchnął głęboko i znów usłyszał dzwonek.
- Natsu! Możesz otworzyć?
- Haaaai!- usłyszał z dołu głos siostry.- Ano... K...Kim pan jest?
- Natsu?- zaniepokoił się jak to starszy brat.
- Onii-chan! Jakiś starszy typ do ciebie!
- Starszy ty...- zdziwił się i zszedł na dół.- A. Asahi-san! Co tutaj robisz?
Wpuścił zakłopotanego kolegę. Usiedli w kuchni, gdzie wyraźnie było widać, że ugodziły go słowa młodszej siostry kolegi.
- Natsu. Pójdziesz na chwilkę do pokoju? Zaraz cię zawołam.
- Mmmmm...- zmarszczyła brwi gapiąc się na gościa.- Dobrze, ale nie sprzedajesz narkotyków prawda? Bo powiem mamie, że...
- Co?! Nie! Natsu to jest Asahi-san, mój senpai z drużyny.- przedstawił kolegę.
Starszy chłopak uśmiechnął się i wtedy dziewczynka od razu się rozpromieniła.
- Aha! Miło mi poznać! Nazywam się Hinata Natsu. Dziękuję za opiekę nad moim bratem.- uśmiechnęła się.- Będę w pokoju. Onii-chan.(haikyuu-the loser)
Gdy dziewczynka skłoniła się i pobiegła na górę oboje poczuli tę atmosferę czegoś co musi się wydarzyć, słów które muszą zostać powiedziane. Asahi wziął to na siebie i już teraz Hinata wiedział, że nie było to dla niego łatwego. W ogóle dla nikogo z drużyny to nie było łatwe. Każdy musiał oswoić się z tą myślą. Z tym co się dzieje. Z tym, że poniekąd ich drużyna może się trochę podzielić.
- Ano...
- Ja...
Odezwali się jednocześnie i dopiero wtedy na siebie spojrzeli.
- Dlaczego przyszedłeś senpai?- zagadnął pierwszy napinając wszystkie mięśnie. Nie wiedział czego się spodziewać. Jakiejś rady, a może przeciwnie.
- Hinata. Wiem, że macie się dziś spotkać. I chciałbym cię o coś prosić.
Rudzielec zmarszczył brwi, ale jego wzrok pozwalał koledze kontynuować.
- Proszę cię tylko żebyś był szczery.
- Co masz na myśli senpai?- uśmiechnął się jak zwykle.- Ja zawsze jestem szczery, przecież...
- Nie. Daj mi skończyć. Wszyscy wiemy, że jesteś dobrą osobą, ale to czego ... on teraz potrzebuje to szczerość.- przełknął głośno ślinę.
- Waw... Aaaaa.. Okey. Rozumiem.- Wcale nie rozumiał.
- Mogę cię jeszcze zapytać o coś?
- Ummm.
- Co postanowiłeś?- starszy kolega zacisnął zęby i czekał na odpowiedź jakby miała ona wszystko zmienić. Ku jego zaskoczeniu wiecznie pogodny Hinata uśmiechnął się się smutno i otworzył usta żeby odpowiedzieć.
- Ja...
Kageyama siedział na ławce w parku zdenerwowany jak nigdy dotąd. Co chwilę się rozglądał i sprawdzał zegarek. Minęło już 13 minut od ustalonej godziny spotkania, a po rudym ani śladu. Ale nasz bohater postanowił, że nie będzie się aż tak przejmować.
5...
4...
3...
2...
1....
- Aaaaaa. Gdzie jesteś ty mała ruda fretko!- krzyknął wyciągając telefon. Po chwili poczuł zimno na policzku i odskoczył.
- Yo.- uśmiechnął się do niego tak jak zwykle.
- Hina... spóźniłeś się!- wycelował w niego palec.
- Serio będziesz się czepiać?- uniósł brew.
- Nie chodzi o to, że...
- Przepraszam. Masz rację, dziś nie powinienem. Łap.- rzucił w jego kierunku ulubione mleko w kartoniku.
Brunet poczuł taką małą radość tylko dlatego, że osoba na której mu zależy pamięta takie drobiazgi jak jego ulubiony napój.
- Przejdziemy się?- zapytał odwracając wzrok i wkładając ręce do za dużej zielonej bluzy.
- Pewnie.
Szli chwilę w ciszy. Było już ciemno i jedyne światło dawały lampy po dwóch stronach chodnika.
Czy to ja mam się pierwszy odezwać? Czy on może czeka na odpowiedni moment? Zastanawiał się w kółko Tobio, aż nagle zatrzymali się przy fontannie, a raczej Shoyo przystanął, a Kageyama powtórzył czynność.
- Kageyama.- stał do niego tyłem.- Wiem, że się denerwowałeś przez cały tydzień. Ale chcę żebyś mnie teraz wysłuchał.- Wziął głęboki oddech.- (Haikyuu - Frustration) Tak sobie pomyślałem. Gdy mi powiedziałeś co czujesz byłem przerażony. Byłem też wściekły, ale potem- odwrócił się w stronę przyjaciela.- było mi cię szkoda. Z jednej strony chciałem żebyśmy dalej byli przyjaciółmi, a z drugiej chciałem ci jakoś... no nie wiem. Ulżyć? Możliwe. Chodzi o to, że przez ten tydzień... nie chodziło o to, że muszę się zastanowić. Ja już znałem odpowiedź, ale nie chciałem ci jej mówić, bo wiesz... bałem się, że nasza znajomość się skończy. I nawet dziś rano postanowiłem, że przyjmę twoje uczucia.- popatrzył na niego zdecydowanie.
- Czyli, że...- nie do końca rozumiał.
- Ale to byłoby nie fair. Nie chciałbyś, żeby uczucia były kłamstwem dlatego, zasługujesz na szczerość. Ja jestem twoim przyjacielem i chcę być wobec ciebie szczery, tylko było to dla mnie bardzo trudne, nadal jest.
- Poczekaj. Przerwę ci.
- Co.. ale ja nie skoń...
- Oj.. zamknij się na chwilę dumbass.- usiadł na krawędzi fontanny. Hinata odwrócił się w jego stronę, ale nie usiał obok.- Pierwszy raz nie odpyskowałeś.- zaśmiał się.
- No bo..- zaczął, ale nie wiedział co ma odpowiedzieć. Kageyama wybił go z rytmu, który tak długo próbował sobie nadać. Teraz już nie wiedział jak ma to zrobić i zbierało mu się przez to na płacz.
- Zanim mnie odrzucisz chciałbym ci coś powiedzieć.- mówił to spokojnie, co bardzo zdziwiło rudego.- Wiesz kiedy się w tobie zakochałem? (BNHA - From me to you)
Rudy zarumienił się i pokręcił przecząco głową.
- Pamiętasz jak na początku pierwszej klasy chcieliśmy zapisać się do klubu, ale żeby to zrobić musieliśmy stoczyć pojedynek przeciwko Tsukishimie i Yamagichim. Ja... Ja byłem wtedy zadufanym w sobie Królem.- zaśmiał się na to wspomnienie.
- Z wielkim ego.- dodał jakby też ze śmiechem mniejszy.
- Nie przeczę. Wtedy, amm... Wtedy powiedziałem, że nie wystawię nikomu kto nie ma szansy na zwycięstwo, ale na treningu dostrzegłem tę szansę w tobie. Pamiętam, że wystawienie ci pierwszy raz mi też sprawiło przyjemność.- patrzyli na siebie chwilę.- Wracając do meczu. Wtedy.. był moment, gdy musiałem wystawić piłkę, ale bałem się. Cholernie się bałem, że znów nikogo tam nie będzie, niby nic takiego ale..
- Rozumiem.- przerwał mu.- Rozumiem ten strach.
- Jestem tu.
- He?- nie zrozumiał i zmarszczył brwi.
Kageyama wstał, zwinął dłonie w pięści i spojrzał hardo na rudzielca.
- Tak wtedy powiedziałeś. Wtedy się zaczęło.
- Tak daw..
- Tak. Prawie od początku. Mimo, że sam tego wtedy nie wiedziałem. Ale powiedziałeś "Jestem tu." Z całych sił. I od tamtej pory byłeś, w każdej ważnej sekundzie. Nie tylko podczas meczu. Dlatego.- wziął głęboki wdech.- Hinata Shoyo. Kocham Cię. Cokolwiek postanowiłeś i jakakolwiek jest twoja odpowiedź...
Nastała krótka chwila napięcia, podczas której oboje nie do końca wiedzieli co drugi ma zamiar powiedzieć.
- ...Jestem tu. Nie martw się. Nie skrzywdzisz mnie. Jestem tu i będę, jako twój przyjaciel.
Hianta po prostu stał i patrzył na niego wielkimi oczyma. Jak na litość boską po tych słowach ma to powiedzieć! Nawet nie poczuł gdy z oka pociekła mu jedna samotna łza.
- Hinata?- zmartwił się brunet.
- To nic, po prostu.. zrobiło się trochę ckliwie. Ja... umm.. Ja... etto...- kolejna łza.- Ja chciałem przyjąć twoje uczucia, ale...- i kolejna.- ale ja nie kocham cię w taki sposób Kageyama.- teraz już nie leciały pojedynczo. Z jego oczu wylewał się strumień, a co zrobił Tobio?
- Gumennasai.- załkał rudzielec.- Gu..Gumennasai.
Poczuł na głowie dłoń, więc otworzył oczy.
To była przedziwna scena. Przed chwilą Kageyama został odrzucony, a to właśnie on pocieszał młodszego przyjaciela.
- Hinata. Wszystko dobrze.
- Nie. Nie powinienem.. Prze..Przepraszam Kageyama, ja...- odsunął się.- Ja już lepiej pójdę, ale...- wyglądał na zmartwionego.- Będziesz dalej ze mną grał?
- Oczywiście.- uśmiechnął się jakby nic się nie stało.- Spadaj dumbass.
- Oi!- niby się wkurzył po czym pobiegł lekko zmieszany, ale ogólnie zadowolony.
Wszedł do domu nieświadomy, że nie widział prawdziwej reakcji swojego przyjaciela. To co widział było tylko kolejnym pokazem jego miłości.
Gdy tylko Hinata zniknął za zakrętem, Tobio opadł na kolana a płacz, który dusił w sobie przez całą tę rozmowę uwolnił się z jeszcze większą falą. Trzęsącą się ręką wyciągnął telefon i nie do końca wiedział do kogo ma zadzwonić, bo zawsze z każdym problemem dzwonił to tego małego knypka. W końcu wykręcił jedyny numer, który miał jakiś sens.
- Tobio-chan? Co się stało. Rzadko do mnie dzwonisz. Może chcesz jakieś porady od swojego senpaia? Haha.
- Jak zwykle irytujący Oikawa-san.
- Haha. No to...- urwał na moment.- Tobio-chan co się stało?- jego ton głosu kompletnie się zmienił.
- Wiem, że jest późno, ale.. cz.. czy mogę u ciebie dziś spać senpai?
- Umm...Pewnie. Zdążysz na pociąg?
- Hai, ano. Oikawa-san?
- Hmm?
- Masz może piwo?
- Jak to przyjął?
- Właśnie o dziwo dobrze.
- Jesteś pewien? Czy tylko to ci pokazał.
- Nie wiem.. jeśli nie chciał żebym coś wiedział to lepiej żebym to tak zostawił na razie. Mam nadzieję, że w poniedziałek wszystko będzie normalnie.
- Co masz na myśli?
- Wieeeesz.. Ja, Kageyama, drużyna, piłka.
- Może siętak wydawać, ale to jednak odrzucenie. Daj mu czas.
- Okeeeej. Dobranoc. Kenma.
- Oyasumi, Shoyo.
Niestety tak to już była, że gdy w grę wchodzą uczucia nastawienie się zmienia, relacje się zmieniają i zmieniają się priorytety. Po odrzuceniu nie można od razu z powrotem się przyjaźnić. Bycie sam na sam już nie jest takie samo, a między ludźmi pojawiają się małe tajemnice.
Właśnie o tym przekonali się oboje w najbliższym czasie.
Zależy czy ktoś tu jeszcze zagląda...:)
- Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my GodOhmyGodOhmyGodOhmyGod.....
- Kageyama! Uspokój się. Co jest grane?- spytał Suga.
Chłopak oddychał niespokojnie siedząc na ławce w szatni. Po treningu został tylko on, Suga-san, Asahi i Daichi.
- Cały trening byłeś zdekoncentrowany. Wiem, że masz swoje sprawy, ale pamiętaj, że jestem kapitanem i... Oy! Kageyama! Słuchasz?
- Eeee... Hai.-ledwo co z siebie wydobył i opuścił głowę biorąc jeden głęboki wdech i wydech.
- Wszystko w porządku? Nie żebym był wścibski tylko.. no... jesteśmy drużyną i..- zaczął się plątać wielkolud jak to zwykle bywa gdy zaczyna gadać o przywiązaniu do przyjaciół.
- Asahi, już w porządku.- poklepał go po ramieniu biało-włosy na co tamten odetchnął z ulgą.
- Nie.. to... po prostu..- pomasował sobie skronie.- Dziś mija tydzień i...- nagle zmierzwił sobie włosy i wstał.- Hinata ma mi dać odpowiedź!
- Oooo... to już dziś? Powodzenia.- powiedział Suga i wyszedł.- bye bye.
- Zobaczysz, cokolwiek się stanie będzie okej.- również odezwał się Asahi i pobiegł za kolegą.
- Kapitanie?- zagadnął do starszego kolegi.
- Hmm?
- Czy.. Czy Hinata rozmawiał z kimś z was o... decyzji?- odwrócił wzrok.
Daichi podszedł do niego, poklepał po plecach i przechodząc przez próg rzucił przez ramię.
- Nikomu nic nie powiedział. Nie miej nadziei, ani czarnych myśli. Wiem, że on nie chce stracić przyjaciela. Pamiętaj o tym.
Tobio Kageyama został sam w szatni wpatrując się w smsa.
れんまのこえんで。19:00。ちこくしないで!(Park Renma - 19:00, nie spóźnij się!)
Przełknął gulę w gardle, która nie chciała stamtąd wyjść, ubrał się i ruszył do domu umyć się przed spotkaniem.
*********************************
- Poczekaj. Shoyo. Jeszcze raz. Chcesz przyjąć uczucia, żeby nie stracić przyjaciela?
- Jeśli go odrzucę to będzie cierpiał i nie będziemy potrafili już...
- Dlatego nie poszedłeś do szkoły?
- Ugh...
- Możesz mnie posłuchać albo nie, ale myślę że Kageyama chciałby usłyszeć prawdę, a nie słodkie kłamstwo.
- Ale nie chcę stracić...
- Przyjaciela wiem, ale czy przemyślałeś to? Wiesz, że związek to nie tylko całowanie, nee Shoyo?
-...
- Shoyoooo..
- Wiem!- odparł za szybko.- Wiem, ale mimo to...- wyraźnie posmutniał.
- Kochasz go? Albo chociaż masz zalążek takiego uczucia?
Po dłuższej chwili odparł cicho.
- Nie.. Nie kocham Kageyamy, w każdym razie nie w ten sposób.
- To mu to powiedz, inaczej wszystkiego się...
Ding-dong!
- Iiiiik!- podskoczył wypuszczając telefon.
- Shoyo?
- Przepraszam, zadzwonię później.
- Um, bye bye. Powodzenia.
- Arigatou.
Odetchnął głęboko i znów usłyszał dzwonek.
- Natsu! Możesz otworzyć?
- Haaaai!- usłyszał z dołu głos siostry.- Ano... K...Kim pan jest?
- Natsu?- zaniepokoił się jak to starszy brat.
- Onii-chan! Jakiś starszy typ do ciebie!
- Starszy ty...- zdziwił się i zszedł na dół.- A. Asahi-san! Co tutaj robisz?
Wpuścił zakłopotanego kolegę. Usiedli w kuchni, gdzie wyraźnie było widać, że ugodziły go słowa młodszej siostry kolegi.
- Natsu. Pójdziesz na chwilkę do pokoju? Zaraz cię zawołam.
- Mmmmm...- zmarszczyła brwi gapiąc się na gościa.- Dobrze, ale nie sprzedajesz narkotyków prawda? Bo powiem mamie, że...
- Co?! Nie! Natsu to jest Asahi-san, mój senpai z drużyny.- przedstawił kolegę.
Starszy chłopak uśmiechnął się i wtedy dziewczynka od razu się rozpromieniła.
- Aha! Miło mi poznać! Nazywam się Hinata Natsu. Dziękuję za opiekę nad moim bratem.- uśmiechnęła się.- Będę w pokoju. Onii-chan.(haikyuu-the loser)
Gdy dziewczynka skłoniła się i pobiegła na górę oboje poczuli tę atmosferę czegoś co musi się wydarzyć, słów które muszą zostać powiedziane. Asahi wziął to na siebie i już teraz Hinata wiedział, że nie było to dla niego łatwego. W ogóle dla nikogo z drużyny to nie było łatwe. Każdy musiał oswoić się z tą myślą. Z tym co się dzieje. Z tym, że poniekąd ich drużyna może się trochę podzielić.
- Ano...
- Ja...
Odezwali się jednocześnie i dopiero wtedy na siebie spojrzeli.
- Dlaczego przyszedłeś senpai?- zagadnął pierwszy napinając wszystkie mięśnie. Nie wiedział czego się spodziewać. Jakiejś rady, a może przeciwnie.
- Hinata. Wiem, że macie się dziś spotkać. I chciałbym cię o coś prosić.
Rudzielec zmarszczył brwi, ale jego wzrok pozwalał koledze kontynuować.
- Proszę cię tylko żebyś był szczery.
- Co masz na myśli senpai?- uśmiechnął się jak zwykle.- Ja zawsze jestem szczery, przecież...
- Nie. Daj mi skończyć. Wszyscy wiemy, że jesteś dobrą osobą, ale to czego ... on teraz potrzebuje to szczerość.- przełknął głośno ślinę.
- Waw... Aaaaa.. Okey. Rozumiem.- Wcale nie rozumiał.
- Mogę cię jeszcze zapytać o coś?
- Ummm.
- Co postanowiłeś?- starszy kolega zacisnął zęby i czekał na odpowiedź jakby miała ona wszystko zmienić. Ku jego zaskoczeniu wiecznie pogodny Hinata uśmiechnął się się smutno i otworzył usta żeby odpowiedzieć.
- Ja...
Kageyama siedział na ławce w parku zdenerwowany jak nigdy dotąd. Co chwilę się rozglądał i sprawdzał zegarek. Minęło już 13 minut od ustalonej godziny spotkania, a po rudym ani śladu. Ale nasz bohater postanowił, że nie będzie się aż tak przejmować.
5...
4...
3...
2...
1....
- Aaaaaa. Gdzie jesteś ty mała ruda fretko!- krzyknął wyciągając telefon. Po chwili poczuł zimno na policzku i odskoczył.
- Yo.- uśmiechnął się do niego tak jak zwykle.
- Hina... spóźniłeś się!- wycelował w niego palec.
- Serio będziesz się czepiać?- uniósł brew.
- Nie chodzi o to, że...
- Przepraszam. Masz rację, dziś nie powinienem. Łap.- rzucił w jego kierunku ulubione mleko w kartoniku.
Brunet poczuł taką małą radość tylko dlatego, że osoba na której mu zależy pamięta takie drobiazgi jak jego ulubiony napój.
- Przejdziemy się?- zapytał odwracając wzrok i wkładając ręce do za dużej zielonej bluzy.
- Pewnie.
Szli chwilę w ciszy. Było już ciemno i jedyne światło dawały lampy po dwóch stronach chodnika.
Czy to ja mam się pierwszy odezwać? Czy on może czeka na odpowiedni moment? Zastanawiał się w kółko Tobio, aż nagle zatrzymali się przy fontannie, a raczej Shoyo przystanął, a Kageyama powtórzył czynność.
- Kageyama.- stał do niego tyłem.- Wiem, że się denerwowałeś przez cały tydzień. Ale chcę żebyś mnie teraz wysłuchał.- Wziął głęboki oddech.- (Haikyuu - Frustration) Tak sobie pomyślałem. Gdy mi powiedziałeś co czujesz byłem przerażony. Byłem też wściekły, ale potem- odwrócił się w stronę przyjaciela.- było mi cię szkoda. Z jednej strony chciałem żebyśmy dalej byli przyjaciółmi, a z drugiej chciałem ci jakoś... no nie wiem. Ulżyć? Możliwe. Chodzi o to, że przez ten tydzień... nie chodziło o to, że muszę się zastanowić. Ja już znałem odpowiedź, ale nie chciałem ci jej mówić, bo wiesz... bałem się, że nasza znajomość się skończy. I nawet dziś rano postanowiłem, że przyjmę twoje uczucia.- popatrzył na niego zdecydowanie.
- Czyli, że...- nie do końca rozumiał.
- Ale to byłoby nie fair. Nie chciałbyś, żeby uczucia były kłamstwem dlatego, zasługujesz na szczerość. Ja jestem twoim przyjacielem i chcę być wobec ciebie szczery, tylko było to dla mnie bardzo trudne, nadal jest.
- Poczekaj. Przerwę ci.
- Co.. ale ja nie skoń...
- Oj.. zamknij się na chwilę dumbass.- usiadł na krawędzi fontanny. Hinata odwrócił się w jego stronę, ale nie usiał obok.- Pierwszy raz nie odpyskowałeś.- zaśmiał się.
- No bo..- zaczął, ale nie wiedział co ma odpowiedzieć. Kageyama wybił go z rytmu, który tak długo próbował sobie nadać. Teraz już nie wiedział jak ma to zrobić i zbierało mu się przez to na płacz.
- Zanim mnie odrzucisz chciałbym ci coś powiedzieć.- mówił to spokojnie, co bardzo zdziwiło rudego.- Wiesz kiedy się w tobie zakochałem? (BNHA - From me to you)
Rudy zarumienił się i pokręcił przecząco głową.
- Pamiętasz jak na początku pierwszej klasy chcieliśmy zapisać się do klubu, ale żeby to zrobić musieliśmy stoczyć pojedynek przeciwko Tsukishimie i Yamagichim. Ja... Ja byłem wtedy zadufanym w sobie Królem.- zaśmiał się na to wspomnienie.
- Z wielkim ego.- dodał jakby też ze śmiechem mniejszy.
- Nie przeczę. Wtedy, amm... Wtedy powiedziałem, że nie wystawię nikomu kto nie ma szansy na zwycięstwo, ale na treningu dostrzegłem tę szansę w tobie. Pamiętam, że wystawienie ci pierwszy raz mi też sprawiło przyjemność.- patrzyli na siebie chwilę.- Wracając do meczu. Wtedy.. był moment, gdy musiałem wystawić piłkę, ale bałem się. Cholernie się bałem, że znów nikogo tam nie będzie, niby nic takiego ale..
- Rozumiem.- przerwał mu.- Rozumiem ten strach.
- Jestem tu.
- He?- nie zrozumiał i zmarszczył brwi.
Kageyama wstał, zwinął dłonie w pięści i spojrzał hardo na rudzielca.
- Tak wtedy powiedziałeś. Wtedy się zaczęło.
- Tak daw..
- Tak. Prawie od początku. Mimo, że sam tego wtedy nie wiedziałem. Ale powiedziałeś "Jestem tu." Z całych sił. I od tamtej pory byłeś, w każdej ważnej sekundzie. Nie tylko podczas meczu. Dlatego.- wziął głęboki wdech.- Hinata Shoyo. Kocham Cię. Cokolwiek postanowiłeś i jakakolwiek jest twoja odpowiedź...
Nastała krótka chwila napięcia, podczas której oboje nie do końca wiedzieli co drugi ma zamiar powiedzieć.
- ...Jestem tu. Nie martw się. Nie skrzywdzisz mnie. Jestem tu i będę, jako twój przyjaciel.
Hianta po prostu stał i patrzył na niego wielkimi oczyma. Jak na litość boską po tych słowach ma to powiedzieć! Nawet nie poczuł gdy z oka pociekła mu jedna samotna łza.
- Hinata?- zmartwił się brunet.
- To nic, po prostu.. zrobiło się trochę ckliwie. Ja... umm.. Ja... etto...- kolejna łza.- Ja chciałem przyjąć twoje uczucia, ale...- i kolejna.- ale ja nie kocham cię w taki sposób Kageyama.- teraz już nie leciały pojedynczo. Z jego oczu wylewał się strumień, a co zrobił Tobio?
- Gumennasai.- załkał rudzielec.- Gu..Gumennasai.
Poczuł na głowie dłoń, więc otworzył oczy.
To była przedziwna scena. Przed chwilą Kageyama został odrzucony, a to właśnie on pocieszał młodszego przyjaciela.
- Hinata. Wszystko dobrze.
- Nie. Nie powinienem.. Prze..Przepraszam Kageyama, ja...- odsunął się.- Ja już lepiej pójdę, ale...- wyglądał na zmartwionego.- Będziesz dalej ze mną grał?
- Oczywiście.- uśmiechnął się jakby nic się nie stało.- Spadaj dumbass.
- Oi!- niby się wkurzył po czym pobiegł lekko zmieszany, ale ogólnie zadowolony.
Wszedł do domu nieświadomy, że nie widział prawdziwej reakcji swojego przyjaciela. To co widział było tylko kolejnym pokazem jego miłości.
Gdy tylko Hinata zniknął za zakrętem, Tobio opadł na kolana a płacz, który dusił w sobie przez całą tę rozmowę uwolnił się z jeszcze większą falą. Trzęsącą się ręką wyciągnął telefon i nie do końca wiedział do kogo ma zadzwonić, bo zawsze z każdym problemem dzwonił to tego małego knypka. W końcu wykręcił jedyny numer, który miał jakiś sens.
- Tobio-chan? Co się stało. Rzadko do mnie dzwonisz. Może chcesz jakieś porady od swojego senpaia? Haha.
- Jak zwykle irytujący Oikawa-san.
- Haha. No to...- urwał na moment.- Tobio-chan co się stało?- jego ton głosu kompletnie się zmienił.
- Wiem, że jest późno, ale.. cz.. czy mogę u ciebie dziś spać senpai?
- Umm...Pewnie. Zdążysz na pociąg?
- Hai, ano. Oikawa-san?
- Hmm?
- Masz może piwo?
- Jak to przyjął?
- Właśnie o dziwo dobrze.
- Jesteś pewien? Czy tylko to ci pokazał.
- Nie wiem.. jeśli nie chciał żebym coś wiedział to lepiej żebym to tak zostawił na razie. Mam nadzieję, że w poniedziałek wszystko będzie normalnie.
- Co masz na myśli?
- Wieeeesz.. Ja, Kageyama, drużyna, piłka.
- Może siętak wydawać, ale to jednak odrzucenie. Daj mu czas.
- Okeeeej. Dobranoc. Kenma.
- Oyasumi, Shoyo.
Niestety tak to już była, że gdy w grę wchodzą uczucia nastawienie się zmienia, relacje się zmieniają i zmieniają się priorytety. Po odrzuceniu nie można od razu z powrotem się przyjaźnić. Bycie sam na sam już nie jest takie samo, a między ludźmi pojawiają się małe tajemnice.
Właśnie o tym przekonali się oboje w najbliższym czasie.
piątek, 19 kwietnia 2019
Miłość jedno ma imię - 9
Okej. Bez większych wstępów. Zapraszam, bo dawno mnie nie było.
______________________________________________________
Szli przed nim, a on czuł się jak w amoku. Nie był w stanie kontrolować swojego ciała. Jak marionetka. Po prostu ich śledził, nie wiedział czy ma podejść i zwyczajnie zapytać. Nie wiedział kompletnie co robić. Szukał Naruto, a znalazł...nawet do końca jeszcze nie wiedział czy to oni.
Parka weszła do restauracja, więc Sasuke stwierdził, ze poczeka. Po jakichś 15 minutach wyszli z daniem na wynos. Chłopczyk biegał dookoła udając samolot.
Sarada też tak kiedyś robiła...
Przypomniał sobie, zdając sobie sprawę, że już dawno nie miał takich przebłysków wspomnień.
Szli przed nim, a on czuł się jak w amoku. Nie był w stanie kontrolować swojego ciała. Jak marionetka. Po prostu ich śledził, nie wiedział czy ma podejść i zwyczajnie zapytać. Nie wiedział kompletnie co robić. Szukał Naruto, a znalazł...nawet do końca jeszcze nie wiedział czy to oni.
Parka weszła do restauracja, więc Sasuke stwierdził, ze poczeka. Po jakichś 15 minutach wyszli z daniem na wynos. Chłopczyk biegał dookoła udając samolot.
Sarada też tak kiedyś robiła...
Przypomniał sobie, zdając sobie sprawę, że już dawno nie miał takich przebłysków wspomnień.
Przypomniał sobie kilka momentów ze swoją córką, oraz to jak Naruto mu opowiadał o swoim synu, który... No właśnie.
- Jeśli Naruto cię okłamał to na pewno zrobił to z jakiegoś powodu. Naruto nigdy nie kłamał od tak.
- Odejdź.- szepnął do siebie.
- Nie próbuj sobie nic więcej przypomnieć.
- Odejdź.- szepnął do siebie.
- Nie próbuj sobie nic więcej przypomnieć.
Był to rodzaj przestrogi z samej podświadomości, ponieważ zaczęła go boleć głowa.
Dalej za nimi szedł. Gdy skręcili w jakąś mało uczęszczaną uliczkę przyspieszył, żeby ich nie zgubić. Zdążył tylko zajrzeć zza rogu gdy poczuł mocne szarpnięcie, a napastnik przyparł go do muru blokując obydwie ręce. Do jego pleców została przystawiona broń.
- Czego chcesz szczurze Orochimaru?- zasyczał nieznajomy.
- Czekaj... nie jestem z organizacji. Nazywam się Uchiha Sasuke. W prawej kieszeni mam portfel i dowód.
- Uchiha?..- usłyszał bardzo zdziwiony ton. Mężczyzna szarpnął za poły skórzanej kurtki wyciągając dokumenty.- Ale jaja... Uchiha?- puścił bruneta, a gdy ich oczy się spotkały nieznajomy zmierzył go z góry do dołu oniemiały.
- Nie do wiary. To naprawdę ty Uchiha?
- Umm.. Tak, ale czy... pan mnie zna?
Szaro włosy mężczyzna już otwierał usta gdy usłyszał ciche i przerażone wołanie.
- W..wujku?
- Boruto! Już wszystko dobrze, on nie jest niebezpieczny. Podejdź, to przyjaciel twojego ojca.
Zza kontenera wyszedł na oko dziewięcioletni chłopiec przyglądając się uważnie obcemu mężczyźnie. Stanął za swoim wujem i zmarszczył brwi.
- Zna pan mojego tatę?
- Ja...- Sasuke dalej był w szoku.- Ja znam.. Naruto. Wiem, że ten łańcuszek- wskazał przedmiot zwisający na piersi chłopca.- masz od niego.
Chłopiec od razu się rozweselił, pozbywając się resztek nieufności.
- Jaki on był? Albo jaki jest? Rozmawia pan z nim? A może...
- Boruto.- zaczął uśmiechając się szaro włosy mężczyzna.- Zaprośmy naszego gościa na herbatę.
Podał mu dłoń, którą Sasuke uścisnął.
- Hatake Kakashi. Możesz mi mówić po imieniu.
Gdy znaleźli się w małym aczkolwiek przytulnym mieszkanku Sasuke dalej był w szoku patrząc na małą wersję ukochanego. Chłopiec uśmiechał się, ale nie wypytywał o nic, przynajmniej na razie.
Szarowłosy stawiając przed nim herbatę, usiadł na przeciwko i powiedział.
- Boruto idź proszę odrób lekcje, muszę porozmawiać z panem Uchihą.
- Hai! A mogę później też o coś spytać.
- Owszem. Później. Najpierw lekcje.
Gdy chłopiec zniknął za drzwiami drugiego pokoju dopiero wówczas starszy mężczyzna odetchnął.
- Musisz być w niezłym szoku.
- Nie zaprzeczę. Myślałem, że.. że Boruto..
- Wiem. Było to zamierzone.
- Ale dlaczego? Po co to....W dodatku ja.. nie pamiętam naszego ostatniego razu gdy się widzieliśmy.
- Sasuke. Widzę cię pierwszy raz w życiu, ale wiem że jesteś jedyną osobą, której Naruto kiedykolwiek ufał.. Poza Hinatą i mną. Opowiem ci dlaczego. Dlaczego Boruto jest tu, a jego ojciec nie wiadomo gdzie. Wydaje mi się, że od długiego czasu pragniesz odpowiedzi.
- Oczywiście. Ale przede wszystkim chcę go znaleźć. Chcę...
- Spokojnie. Dziś możesz u nas zostać. Odpocznij. Rozumiem, że szukasz Naruto.- upił łyk herbaty.
- Tak. I nie spocznę póki...
- W takim razie dobrze, że znalazłeś nas.
- Pomyślałem, że jeśli ta organizacja się rozpadnie to on..
- Wróci?
- Tak.
- On wróci, ale nie teraz. Za bardzo się boi, że ludzie z organizacji będą chcieli się na nim zemścić. Ale zabiorę cię na spotkanie z nim.
- Naprawdę?- wytrzeszczył oczy niedowierzając.
- Co roku... na pewno chcesz teraz usłyszeć tę historię?
- Chcę. Proszę panie Kakashi opowiedz mi wszystko. Chcę mu pomóc.
- Dobrze. W takim razie posłuchaj.
*******************************************
Po śmierci Hinaty stworzyliśmy fałszywy obraz śmierci jej i jej syna. Chłopiec przeżył, jednak Naruto wiedział, że ci ludzie są w stanie zabić i jego. Naraził im się swoją skrupulatnością i zaangażowaniem w sprawę. Uzumaki był i jest moim przyjacielem. Byłem już starszy i gdy poprosił mnie o opiekę i ochronę swojego pierworodnego zgodziłem się bez wahania. Zostawiając miasto i tamtejszą pracę. Dalej robię na policji, ale w papierach. Nie jeżdżę na akcje też ze względu na młodego.
Od tamtego dnia Naruto i Boruto są pod stałą ochroną świadków. Sasuke, nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi zrozumieć ile jest w stanie znieść Uzumaki.
Tutaj zacisnął dłonie w pięści oraz odetchnął bardzo głośno i głęboko.
Od dziesięciu lat Naruto nie widział swojego syna. Od dziesięciu lat ukrywa się przed tymi... barbarzyńcami. Od tak długiego czasu co trzy miesiące zmienia miejsce zamieszkania, wygląd, pracę, tożsamość i wizerunek. Tylko po to, żeby do niego nie dotarli. Żeby nie dotarli do niego i jego syna.
Wysyła mi pieniądze, zawsze w inny sposób. Dla tego małego brzdąca - popatrzył na drzwi, za którymi chłopiec odrabiał lekcje. Raz do roku jeśli się udało spotykaliśmy się na kilka sekund przekazując sobie informacje, może kilka zdjęć i osiągnięć Boruto. Które gdy zobaczył musiał za moment spalić. Nie mógł mieć ich przy sobie.
Gdy.. Gdy był w Lansig i spotkał ciebie było mu bardzo ciężko. Znał sytuację - i swoją i twoją. Powinien zmienić miejsce zamieszkania po trzech miesiącach, a był tam dwa razy dłużej. Przez uczucie.- Tu popatrzył na gościa.- Do ciebie.
Sasuke słuchał tej historii. I to mu wystarczyło, żeby trząść się z gniewu, z tęsknoty, ale przede wszystkim z bezsilności.
- Czemu nie rozumiałem? Czemu nie powiedział mi o synu panie Kakashi.
- Bał się. To było zbyt duże ryzyko.- pokiwał głową.
- Tak jak zostawanie tam za długo.
- Dokładnie, dlatego przydarzyło ci się to wszystko.
- Co wszystko?- zmarszczył brwi.
- To, że was obydwu prawie zabili i...
- Pan wie o tym? Pan wie co się stało?! Proszę mi powiedzieć.- zaczął dyszeć z nerwów.
- Uspokój się. Miałeś mi mówić po imieniu. Ale czy ty... nie pamiętasz tego?
- Nie.- zacisnął zęby.- obudziłem się w szpitalu następnego dnia z amnezją. Nie pamiętałem nic. Dopiero dziś gdy zobaczyłem Boruto ja... przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę. O Hinacie, o pan... o tobie Kakashi, ale nie powiedział mi wszystkiego.
- Miałeś amnezję?- zdziwił się mężczyzna.
- Tak. Dalej nie pamiętam wszystkiego.
- To pewnie dlatego...- zamyślił się.
- Słucham?
- Gdy pobili was, Naruto uciekł udając że go nie interesujesz, a pozostali zaczęli go gonić. Mówił, że zostawił ci informacje, żebyście się spotkali gdzieś za pół roku. Jednak ciebie nie było. Pamiętam, że jego to złamało. Pierwszy raz od kilku lat spotkaliśmy się na dłużej niż chwilę. Bo nie radził sobie psychicznie ze wszystkim. Napisał ci informacje i włożył ją do buta. Małą karteczkę.
Sasuke miał przebłysk papierka w bucie.
Z miejscem.
Karteczkę, którą po prostu wyrzucił.
Czekał tam na ciebie trzy dni. Ostatniego był w takim stanie, że musiałem pozwolić mu popatrzeć na śpiącego synka. To był pierwszy raz gdy go zobaczył. Jego jedyne..
- ... słońce.- dokończył za niego.- Kakashi wiesz gdzie on jest?
- Niestety nigdy nie wiem.
- Czy mogę tu zostać, aż do twojego spotkania z nim.
- Zostań. Ta wojna się już skończyła. Dostałem list od przełożonego, że Naruto nie musi się już ukrywać. trzeba mu to tylko pomóc zrozumieć.
- Dziękuję Kakashi. Dzięku...
-Wujku? Pomożesz mi z matematyką?
- Jas...
- Ja to zrobię.- podskoczył Uchiha.- mogę?- uśmiechnął się
do chłopca.
- Tak, ale...
- Ale?
- Pod warunkiem, że opowie mi pan później coś o tacie.
- Nie ma sprawy.
To trochę dziwny scenariusz. Jeszcze niedawno nie wiedziałem nic, a za chwilę mogę uzyskać wszystkie odpowiedzi i cię zobaczyć. Naruto. Bez ciebie nie oddycham. Bez ciebie nie żyję. Wierze, że ty też tak to odczuwasz. Jesteśmy jednością. Ale mi się na czułości zebrało.
Pomyślał przestając mówić do gwiazd. Skąd miał wiedzieć , że tak naprawdę niedaleko jego druga połówka także się modli.
Boruto. Idę do ciebie. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Już idę.
Sasuke. Tak bardzo tęsknię. Chcę cię zobaczyć.
*******************************************
- To co młody. Idziesz spać?- zagadnął mężczyzna.
- Jeszcze nieee.- zajęczał.- Miał mi pan opowiedzieć.
Sasuke uśmiechnął się i pogłaskał chłopca po głowie po czym jego dłoń znalazła się na jego ramieniu. Kucnął i popatrzył na niego.
- Powiem Ci dzisiaj tylko jedno bo jestem zmęczony. Dobrze?
- Hai!- ucieszył się chłopiec.
Jak bardzo musisz tęsknić za tatą Boruto, że coś takiego cię cieszy.
- Naruto był..-usiadł na łóżku na przeciwko chłopca.- był światłem. Gdy jeszcze chodziłem do szkoły pomógł mi znaleźć przyjaciół, a on był nim jako pierwszy - zaśmiał się - często się kłóciliśmy, ale zawsze potrafiliśmy się pogodzić. Naruto jest dobrą osobą. Niesamowitą osobą.
- Wooooow. Pan naprawdę jest fanem mojego taty.
- Haha. Może masz rację, bo Naruto jest... Niesamowity. Strasznie za nim tęsknię.
- Ja też.
Popatrzył ciepło na chłopca i dał znać, że czas spać.
Po chwili wrócił do salonu.
- Siadaj Sasuke.- poklepał miejsce obok i wręczył mu butelkę.- Dziś się napijemy.
Sasuke pomyślał, że Kakashi jest jedną z tych osób którym powinien się kłaniać za to co zrobił dla Naruto.
Dalej za nimi szedł. Gdy skręcili w jakąś mało uczęszczaną uliczkę przyspieszył, żeby ich nie zgubić. Zdążył tylko zajrzeć zza rogu gdy poczuł mocne szarpnięcie, a napastnik przyparł go do muru blokując obydwie ręce. Do jego pleców została przystawiona broń.
- Czego chcesz szczurze Orochimaru?- zasyczał nieznajomy.
- Czekaj... nie jestem z organizacji. Nazywam się Uchiha Sasuke. W prawej kieszeni mam portfel i dowód.
- Uchiha?..- usłyszał bardzo zdziwiony ton. Mężczyzna szarpnął za poły skórzanej kurtki wyciągając dokumenty.- Ale jaja... Uchiha?- puścił bruneta, a gdy ich oczy się spotkały nieznajomy zmierzył go z góry do dołu oniemiały.
- Nie do wiary. To naprawdę ty Uchiha?
- Umm.. Tak, ale czy... pan mnie zna?
Szaro włosy mężczyzna już otwierał usta gdy usłyszał ciche i przerażone wołanie.
- W..wujku?
- Boruto! Już wszystko dobrze, on nie jest niebezpieczny. Podejdź, to przyjaciel twojego ojca.
Zza kontenera wyszedł na oko dziewięcioletni chłopiec przyglądając się uważnie obcemu mężczyźnie. Stanął za swoim wujem i zmarszczył brwi.
- Zna pan mojego tatę?
- Ja...- Sasuke dalej był w szoku.- Ja znam.. Naruto. Wiem, że ten łańcuszek- wskazał przedmiot zwisający na piersi chłopca.- masz od niego.
Chłopiec od razu się rozweselił, pozbywając się resztek nieufności.
- Jaki on był? Albo jaki jest? Rozmawia pan z nim? A może...
- Boruto.- zaczął uśmiechając się szaro włosy mężczyzna.- Zaprośmy naszego gościa na herbatę.
Podał mu dłoń, którą Sasuke uścisnął.
- Hatake Kakashi. Możesz mi mówić po imieniu.
Gdy znaleźli się w małym aczkolwiek przytulnym mieszkanku Sasuke dalej był w szoku patrząc na małą wersję ukochanego. Chłopiec uśmiechał się, ale nie wypytywał o nic, przynajmniej na razie.
Szarowłosy stawiając przed nim herbatę, usiadł na przeciwko i powiedział.
- Boruto idź proszę odrób lekcje, muszę porozmawiać z panem Uchihą.
- Hai! A mogę później też o coś spytać.
- Owszem. Później. Najpierw lekcje.
Gdy chłopiec zniknął za drzwiami drugiego pokoju dopiero wówczas starszy mężczyzna odetchnął.
- Musisz być w niezłym szoku.
- Nie zaprzeczę. Myślałem, że.. że Boruto..
- Wiem. Było to zamierzone.
- Ale dlaczego? Po co to....W dodatku ja.. nie pamiętam naszego ostatniego razu gdy się widzieliśmy.
- Sasuke. Widzę cię pierwszy raz w życiu, ale wiem że jesteś jedyną osobą, której Naruto kiedykolwiek ufał.. Poza Hinatą i mną. Opowiem ci dlaczego. Dlaczego Boruto jest tu, a jego ojciec nie wiadomo gdzie. Wydaje mi się, że od długiego czasu pragniesz odpowiedzi.
- Oczywiście. Ale przede wszystkim chcę go znaleźć. Chcę...
- Spokojnie. Dziś możesz u nas zostać. Odpocznij. Rozumiem, że szukasz Naruto.- upił łyk herbaty.
- Tak. I nie spocznę póki...
- W takim razie dobrze, że znalazłeś nas.
- Pomyślałem, że jeśli ta organizacja się rozpadnie to on..
- Wróci?
- Tak.
- On wróci, ale nie teraz. Za bardzo się boi, że ludzie z organizacji będą chcieli się na nim zemścić. Ale zabiorę cię na spotkanie z nim.
- Naprawdę?- wytrzeszczył oczy niedowierzając.
- Co roku... na pewno chcesz teraz usłyszeć tę historię?
- Chcę. Proszę panie Kakashi opowiedz mi wszystko. Chcę mu pomóc.
- Dobrze. W takim razie posłuchaj.
*******************************************
Po śmierci Hinaty stworzyliśmy fałszywy obraz śmierci jej i jej syna. Chłopiec przeżył, jednak Naruto wiedział, że ci ludzie są w stanie zabić i jego. Naraził im się swoją skrupulatnością i zaangażowaniem w sprawę. Uzumaki był i jest moim przyjacielem. Byłem już starszy i gdy poprosił mnie o opiekę i ochronę swojego pierworodnego zgodziłem się bez wahania. Zostawiając miasto i tamtejszą pracę. Dalej robię na policji, ale w papierach. Nie jeżdżę na akcje też ze względu na młodego.
Od tamtego dnia Naruto i Boruto są pod stałą ochroną świadków. Sasuke, nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi zrozumieć ile jest w stanie znieść Uzumaki.
Tutaj zacisnął dłonie w pięści oraz odetchnął bardzo głośno i głęboko.
Od dziesięciu lat Naruto nie widział swojego syna. Od dziesięciu lat ukrywa się przed tymi... barbarzyńcami. Od tak długiego czasu co trzy miesiące zmienia miejsce zamieszkania, wygląd, pracę, tożsamość i wizerunek. Tylko po to, żeby do niego nie dotarli. Żeby nie dotarli do niego i jego syna.
Wysyła mi pieniądze, zawsze w inny sposób. Dla tego małego brzdąca - popatrzył na drzwi, za którymi chłopiec odrabiał lekcje. Raz do roku jeśli się udało spotykaliśmy się na kilka sekund przekazując sobie informacje, może kilka zdjęć i osiągnięć Boruto. Które gdy zobaczył musiał za moment spalić. Nie mógł mieć ich przy sobie.
Gdy.. Gdy był w Lansig i spotkał ciebie było mu bardzo ciężko. Znał sytuację - i swoją i twoją. Powinien zmienić miejsce zamieszkania po trzech miesiącach, a był tam dwa razy dłużej. Przez uczucie.- Tu popatrzył na gościa.- Do ciebie.
Sasuke słuchał tej historii. I to mu wystarczyło, żeby trząść się z gniewu, z tęsknoty, ale przede wszystkim z bezsilności.
- Czemu nie rozumiałem? Czemu nie powiedział mi o synu panie Kakashi.
- Bał się. To było zbyt duże ryzyko.- pokiwał głową.
- Tak jak zostawanie tam za długo.
- Dokładnie, dlatego przydarzyło ci się to wszystko.
- Co wszystko?- zmarszczył brwi.
- To, że was obydwu prawie zabili i...
- Pan wie o tym? Pan wie co się stało?! Proszę mi powiedzieć.- zaczął dyszeć z nerwów.
- Uspokój się. Miałeś mi mówić po imieniu. Ale czy ty... nie pamiętasz tego?
- Nie.- zacisnął zęby.- obudziłem się w szpitalu następnego dnia z amnezją. Nie pamiętałem nic. Dopiero dziś gdy zobaczyłem Boruto ja... przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę. O Hinacie, o pan... o tobie Kakashi, ale nie powiedział mi wszystkiego.
- Miałeś amnezję?- zdziwił się mężczyzna.
- Tak. Dalej nie pamiętam wszystkiego.
- To pewnie dlatego...- zamyślił się.
- Słucham?
- Gdy pobili was, Naruto uciekł udając że go nie interesujesz, a pozostali zaczęli go gonić. Mówił, że zostawił ci informacje, żebyście się spotkali gdzieś za pół roku. Jednak ciebie nie było. Pamiętam, że jego to złamało. Pierwszy raz od kilku lat spotkaliśmy się na dłużej niż chwilę. Bo nie radził sobie psychicznie ze wszystkim. Napisał ci informacje i włożył ją do buta. Małą karteczkę.
Sasuke miał przebłysk papierka w bucie.
Z miejscem.
Karteczkę, którą po prostu wyrzucił.
Czekał tam na ciebie trzy dni. Ostatniego był w takim stanie, że musiałem pozwolić mu popatrzeć na śpiącego synka. To był pierwszy raz gdy go zobaczył. Jego jedyne..
- ... słońce.- dokończył za niego.- Kakashi wiesz gdzie on jest?
- Niestety nigdy nie wiem.
- Czy mogę tu zostać, aż do twojego spotkania z nim.
- Zostań. Ta wojna się już skończyła. Dostałem list od przełożonego, że Naruto nie musi się już ukrywać. trzeba mu to tylko pomóc zrozumieć.
- Dziękuję Kakashi. Dzięku...
-Wujku? Pomożesz mi z matematyką?
- Jas...
- Ja to zrobię.- podskoczył Uchiha.- mogę?- uśmiechnął się
do chłopca.
- Tak, ale...
- Ale?
- Pod warunkiem, że opowie mi pan później coś o tacie.
- Nie ma sprawy.
To trochę dziwny scenariusz. Jeszcze niedawno nie wiedziałem nic, a za chwilę mogę uzyskać wszystkie odpowiedzi i cię zobaczyć. Naruto. Bez ciebie nie oddycham. Bez ciebie nie żyję. Wierze, że ty też tak to odczuwasz. Jesteśmy jednością. Ale mi się na czułości zebrało.
Pomyślał przestając mówić do gwiazd. Skąd miał wiedzieć , że tak naprawdę niedaleko jego druga połówka także się modli.
Boruto. Idę do ciebie. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Już idę.
Sasuke. Tak bardzo tęsknię. Chcę cię zobaczyć.
*******************************************
- To co młody. Idziesz spać?- zagadnął mężczyzna.
- Jeszcze nieee.- zajęczał.- Miał mi pan opowiedzieć.
Sasuke uśmiechnął się i pogłaskał chłopca po głowie po czym jego dłoń znalazła się na jego ramieniu. Kucnął i popatrzył na niego.
- Powiem Ci dzisiaj tylko jedno bo jestem zmęczony. Dobrze?
- Hai!- ucieszył się chłopiec.
Jak bardzo musisz tęsknić za tatą Boruto, że coś takiego cię cieszy.
- Naruto był..-usiadł na łóżku na przeciwko chłopca.- był światłem. Gdy jeszcze chodziłem do szkoły pomógł mi znaleźć przyjaciół, a on był nim jako pierwszy - zaśmiał się - często się kłóciliśmy, ale zawsze potrafiliśmy się pogodzić. Naruto jest dobrą osobą. Niesamowitą osobą.
- Wooooow. Pan naprawdę jest fanem mojego taty.
- Haha. Może masz rację, bo Naruto jest... Niesamowity. Strasznie za nim tęsknię.
- Ja też.
Popatrzył ciepło na chłopca i dał znać, że czas spać.
Po chwili wrócił do salonu.
- Siadaj Sasuke.- poklepał miejsce obok i wręczył mu butelkę.- Dziś się napijemy.
Sasuke pomyślał, że Kakashi jest jedną z tych osób którym powinien się kłaniać za to co zrobił dla Naruto.
____________________________________________________
Soundtrack:
- Haikyuu - Regret and Motivation
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Jestem tu - cz.5
Nareszcie coś tu dodałam! Odblokowałam wenę, choć jeszcze nie do końca.
Słuchajcie kilka rzeczy.
1. Czy ktoś do mnie jeszcze zagląda?
2. Będę dodawać co najmniej jeden wpis miesięcznie. (albo one-shot albo następny rozdział któregoś opka.)
3. Szukam bety. Ktoś chętny?
4. Które opowiadanie najlepiej prowadzić dalej. Żeby skończyć jako pierwsze?
Już nie przeszkadzam. Zapraszam :)
Chłopak poczuł na twarzy lekkie promienie słoneczne, więc powoli otworzył oczy. Szybko usiadł, ale widocznie zrobił to za szybko bo jęknął tylko i położył się z powrotem. Następnie obrócił się w drugą stronę i wstrzymał oddech. Właśnie leżał obok Kageyamy, śpiącego oczywiście.
Leżeli razem.
Pod jednym futonem.
Tylko w bokserkach.
Nie powinno go to, aż tak peszyć w końcu koledzy czasami tak kończą po piciu alkoholu. Nawet gorzej. Ale niekoniecznie koledzy, którzy się całowali kilka dni wcześniej.
Jednak Hinata nie mógł się ruszyć, a gdy już zdecydował usłyszał cichutkie
- Mrrr... Hina..taa.. Przysul mnije...
Po tym dostał dreszczy i od razu się podniósł mimo bólu głowy. Na niskim stoliku leżała karteczka i butelka wody.
Może się rano przydać. ;)
Hinata wziął wodę i całą wypił na raz. Otworzył okno, ubrał się i wciągnął świeże powietrze. Nigdy nie pił alkoholu, ale nie wiedział, że przebywając w towarzystwie kapitana przeciwnej drużyny nie da rady odmówić.
Przyrzekł sobie, że nigdy więcej nie tknie procentów (taaaa, jasne!).
Usiadł pod oknem z chłodnym ręcznikiem zarzuconym na kark i patrzył na wciąż śpiącego kolegę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Wyciągnął ze swojej torby marker (a pieniędzy nie miał!) i już miał domalować chłopakowi wąsy, gdy ten uśmiechnął się przez sen.
Hinata znów usiadł w szoku, bo twarz chłopaka po prostu wyrażała szczęście. Był szczęśliwy.
Cieszy się, że mógł tu przyjechać. Ze mną. Ech.. jak ja mam go odrzucić?
Zmartwił się rudzielec po czym zamknął oczy i opadł na podłogę.
- Czy to zawsze jest takie trudne? Nie chcę stracić przyjaciela.- westchnął.
Kageyama obudził się niedługo później, odbyła się krótka i dość cicha - przez kaca - kłótnia o to, że Hinata wypił całą wodę. Jakoś po południu byli już na przystanku czekając na autobus do domu.
Odprowadzili ich koledzy. Kuro poklepał jednego i drugiego, dziękując za dobrą zabawę.
- Musimy się za niedługo umówić na jakiś sparing.
- Z chęcią.- odparł drugi brunet.
- Jasne!- zawtórował mu rudy.
Wymienili uściski dłoni, bo zbliżał się już transport. Pierwszy wszedł Kageyama i zajął im miejsce z tyłu, płacąc zawczasu za bilety.
Hinata odwrócił się żeby pomachać kolegom. Kenma w mgnieniu oka znalazł się przy nim i wyszeptał do ucha.
- Miłość nie zawsze przychodzi od razu. Jak coś to pisz.
W autobusie długo milczeli, nie wiadomo w sumie dlaczego. Nic się pomiędzy nimi przecież nie wydarzyło. Może po prostu byli pochłonięci przez własne myśli. Jeden czuł, że jego bajka się skończyła i musi zachować jak najwięcej wspomnień. Drugi natomiast zastanawiał się jak uciec z tej "bajki" tak, żeby nikt nie cierpiał.
- Ano!- zaczęli oboje.
- Ty pierwszy.- znów chórek.
Zaśmiali się oboje po czym Kageyama zabrał głos.
- Nie było tak jak planowałem, ale dzięki za czas.- uśmiechnął się przepraszająco.
- Żartujesz? Było fajnie! Moje najlepsze walentynki. Dzięki.- szturchnął go przyjaźnie.
- Ciebie też tak boli łeb?
- Strasznie!
- To nie krzycz proszę.- odparł zirytowany i oparł głowę o szybę.
- Przepraszam. Mogę coś powiedzieć?
- Jasne.
- Wiem, że miałeś może duże oczekiwania co do tego wyjazdu, ale przepraszam, że nie było tak jak chciałeś. Ale mimo wszystko dzięki, że spędziliśmy czas z Kurokenką. Oooo... właśnie ich nazwałem. Nie miałem pojęcia, że są razem już pół roku. W sumie rozumiem, bo ukrywali to na początku. Lubię Kenmę, jast fajnym przy... ojjj... wracając do tego co chciałem powiedzieć. Emmm... Było fajnie i .. i... i nawet przeszło mi przez myśl, żeby każde walentynki z tobą spędzać.- wstrzymał powietrze, bo nie wiedział jak chłopak zareaguje. Brzmiało to trochę jak deklaracja, choć nie była.- Oy.. Kageya...- zamrugał oczami gdy zauważył śpiącą twarz chłopaka.- Tsk.. musiałeś być serio zmęczony Wielki Królu.
Autobus skręcił gwałtownie, a Kageyama poleciał na Hinatę, opierając głowę o jego kolana.
- Iiii..- przestraszył się najpierw, ale potem stwierdził, że ten czas i tak miał być dla Tobio, więc niech leży.
- Śpij. Przypilnuje przystanku.- powiedział, ale mimo to sam zasnął niedługo później.
- ...alo...Halo chłopcy. To ostatni przystanek. Halo.- usłyszeli miły głos kierowcy.
Otworzyli oczy pomału i rozejrzeli się dookoła. Zaraz jednak Hinata rozdziawił swoją piękną paszczę wgapiając się w nazwę przystanku. Yagaharu. Koniec miasta. Godzina drogi od ich domów.
- Kageya...
- Widzę przecież! Gamoniu! Mogłeś nie spać!
- Sam zasnąłeś!
- Ale jako pierwszy!
- A co to ma do!
- Cicho. Napisze do mamy, żeby po nas podjechała.
- Ummm..- zgodził się drugi.
- Niestety nie możecie zostać w autobusie. Za 10 minut wyjeżdżam.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo. Za chwilkę wysiądziemy.- odparł brunet.
Kierowca oddalił się.
- Ale przygoda. Spoko, że twoja mama przyjedzie.
- Nie ma sprawy. Rzadko ją o coś proszę więc..
Nie patrzyli na siebie. Kageyama jakoś nagle... posmutniał.
- Ile potrzebujesz?- spytał.
- Czego?- nie zrozumiał.
- Czasu.- odparł ciszej chłopak.
- Czasu na...- chciał zadać kolejne pytanie, ale nie zdążył.
- Żeby mnie odrzucić.-wypalił brunet, chowając twarz w dłoniach.
- Ale ja nie...
- Ale ja wiem.
- Kageyama.- zaczął hardo.
Tamten spojrzał w zdeterminowane oczy.
- Nie mów mi co czuje, ani co zrobię. Daj mi tydzień, a wszystko będę wiedział i ty również. Tymczasem.- wystawił w jego stronę zwiniętą pięść.- Jesteśmy przyjaciółmi?
Drugi nastolatek westchnął i z delikatnym uśmiechem w jego stylu przybił żółwika.
- Jasne, że tak.
Słuchajcie kilka rzeczy.
1. Czy ktoś do mnie jeszcze zagląda?
2. Będę dodawać co najmniej jeden wpis miesięcznie. (albo one-shot albo następny rozdział któregoś opka.)
3. Szukam bety. Ktoś chętny?
4. Które opowiadanie najlepiej prowadzić dalej. Żeby skończyć jako pierwsze?
Już nie przeszkadzam. Zapraszam :)
Chłopak poczuł na twarzy lekkie promienie słoneczne, więc powoli otworzył oczy. Szybko usiadł, ale widocznie zrobił to za szybko bo jęknął tylko i położył się z powrotem. Następnie obrócił się w drugą stronę i wstrzymał oddech. Właśnie leżał obok Kageyamy, śpiącego oczywiście.
Leżeli razem.
Pod jednym futonem.
Tylko w bokserkach.
Nie powinno go to, aż tak peszyć w końcu koledzy czasami tak kończą po piciu alkoholu. Nawet gorzej. Ale niekoniecznie koledzy, którzy się całowali kilka dni wcześniej.
Jednak Hinata nie mógł się ruszyć, a gdy już zdecydował usłyszał cichutkie
- Mrrr... Hina..taa.. Przysul mnije...
Po tym dostał dreszczy i od razu się podniósł mimo bólu głowy. Na niskim stoliku leżała karteczka i butelka wody.
Może się rano przydać. ;)
Hinata wziął wodę i całą wypił na raz. Otworzył okno, ubrał się i wciągnął świeże powietrze. Nigdy nie pił alkoholu, ale nie wiedział, że przebywając w towarzystwie kapitana przeciwnej drużyny nie da rady odmówić.
Przyrzekł sobie, że nigdy więcej nie tknie procentów (taaaa, jasne!).
Usiadł pod oknem z chłodnym ręcznikiem zarzuconym na kark i patrzył na wciąż śpiącego kolegę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Wyciągnął ze swojej torby marker (a pieniędzy nie miał!) i już miał domalować chłopakowi wąsy, gdy ten uśmiechnął się przez sen.
Hinata znów usiadł w szoku, bo twarz chłopaka po prostu wyrażała szczęście. Był szczęśliwy.
Cieszy się, że mógł tu przyjechać. Ze mną. Ech.. jak ja mam go odrzucić?
Zmartwił się rudzielec po czym zamknął oczy i opadł na podłogę.
- Czy to zawsze jest takie trudne? Nie chcę stracić przyjaciela.- westchnął.
Kageyama obudził się niedługo później, odbyła się krótka i dość cicha - przez kaca - kłótnia o to, że Hinata wypił całą wodę. Jakoś po południu byli już na przystanku czekając na autobus do domu.
Odprowadzili ich koledzy. Kuro poklepał jednego i drugiego, dziękując za dobrą zabawę.
- Musimy się za niedługo umówić na jakiś sparing.
- Z chęcią.- odparł drugi brunet.
- Jasne!- zawtórował mu rudy.
Wymienili uściski dłoni, bo zbliżał się już transport. Pierwszy wszedł Kageyama i zajął im miejsce z tyłu, płacąc zawczasu za bilety.
Hinata odwrócił się żeby pomachać kolegom. Kenma w mgnieniu oka znalazł się przy nim i wyszeptał do ucha.
- Miłość nie zawsze przychodzi od razu. Jak coś to pisz.
W autobusie długo milczeli, nie wiadomo w sumie dlaczego. Nic się pomiędzy nimi przecież nie wydarzyło. Może po prostu byli pochłonięci przez własne myśli. Jeden czuł, że jego bajka się skończyła i musi zachować jak najwięcej wspomnień. Drugi natomiast zastanawiał się jak uciec z tej "bajki" tak, żeby nikt nie cierpiał.
- Ano!- zaczęli oboje.
- Ty pierwszy.- znów chórek.
Zaśmiali się oboje po czym Kageyama zabrał głos.
- Nie było tak jak planowałem, ale dzięki za czas.- uśmiechnął się przepraszająco.
- Żartujesz? Było fajnie! Moje najlepsze walentynki. Dzięki.- szturchnął go przyjaźnie.
- Ciebie też tak boli łeb?
- Strasznie!
- To nie krzycz proszę.- odparł zirytowany i oparł głowę o szybę.
- Przepraszam. Mogę coś powiedzieć?
- Jasne.
- Wiem, że miałeś może duże oczekiwania co do tego wyjazdu, ale przepraszam, że nie było tak jak chciałeś. Ale mimo wszystko dzięki, że spędziliśmy czas z Kurokenką. Oooo... właśnie ich nazwałem. Nie miałem pojęcia, że są razem już pół roku. W sumie rozumiem, bo ukrywali to na początku. Lubię Kenmę, jast fajnym przy... ojjj... wracając do tego co chciałem powiedzieć. Emmm... Było fajnie i .. i... i nawet przeszło mi przez myśl, żeby każde walentynki z tobą spędzać.- wstrzymał powietrze, bo nie wiedział jak chłopak zareaguje. Brzmiało to trochę jak deklaracja, choć nie była.- Oy.. Kageya...- zamrugał oczami gdy zauważył śpiącą twarz chłopaka.- Tsk.. musiałeś być serio zmęczony Wielki Królu.
Autobus skręcił gwałtownie, a Kageyama poleciał na Hinatę, opierając głowę o jego kolana.
- Iiii..- przestraszył się najpierw, ale potem stwierdził, że ten czas i tak miał być dla Tobio, więc niech leży.
- Śpij. Przypilnuje przystanku.- powiedział, ale mimo to sam zasnął niedługo później.
- ...alo...Halo chłopcy. To ostatni przystanek. Halo.- usłyszeli miły głos kierowcy.
Otworzyli oczy pomału i rozejrzeli się dookoła. Zaraz jednak Hinata rozdziawił swoją piękną paszczę wgapiając się w nazwę przystanku. Yagaharu. Koniec miasta. Godzina drogi od ich domów.
- Kageya...
- Widzę przecież! Gamoniu! Mogłeś nie spać!
- Sam zasnąłeś!
- Ale jako pierwszy!
- A co to ma do!
- Cicho. Napisze do mamy, żeby po nas podjechała.
- Ummm..- zgodził się drugi.
- Niestety nie możecie zostać w autobusie. Za 10 minut wyjeżdżam.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo. Za chwilkę wysiądziemy.- odparł brunet.
Kierowca oddalił się.
- Ale przygoda. Spoko, że twoja mama przyjedzie.
- Nie ma sprawy. Rzadko ją o coś proszę więc..
Nie patrzyli na siebie. Kageyama jakoś nagle... posmutniał.
- Ile potrzebujesz?- spytał.
- Czego?- nie zrozumiał.
- Czasu.- odparł ciszej chłopak.
- Czasu na...- chciał zadać kolejne pytanie, ale nie zdążył.
- Żeby mnie odrzucić.-wypalił brunet, chowając twarz w dłoniach.
- Ale ja nie...
- Ale ja wiem.
- Kageyama.- zaczął hardo.
Tamten spojrzał w zdeterminowane oczy.
- Nie mów mi co czuje, ani co zrobię. Daj mi tydzień, a wszystko będę wiedział i ty również. Tymczasem.- wystawił w jego stronę zwiniętą pięść.- Jesteśmy przyjaciółmi?
Drugi nastolatek westchnął i z delikatnym uśmiechem w jego stylu przybił żółwika.
- Jasne, że tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

