poniedziałek, 16 marca 2020

Miłość jedno ma imię - 12

Dziękuję za komentarze. Potrzebowałam tylko lekkiego pchnięcia na dokończenie tej historii. W głowie jej obraz mam już od dawna. Wystarczy to tylko przelać na bloga ;)
___________________________________________________


Pamiętam ten dzień.
Najgorszy dzień mojego życia. Dzień, w którym wydarzyło się coś przeciwnego niż miało i przy okazji nie mógł się trafić gorszy zbieg okoliczności.

 Naruto do mnie napisał. Chciał się spotkać. Tego samego dnia spotkałem się z Sakurą. Nie była to miła sytuacja. Dowiedziałem się wtedy, że moja była dziewczyna - która dalej mnie kochała - jest ze mną w ciąży.
Momentalnie do głowy przyszło mi miliony pytań. Wiedziałem, że potrzebuję czasu. Tylko na co.
  Siedząc tak w domu dostałem smsa.
- Naruto?- zmarszczyłem brwi.

Zrobiło mi się ciepło i zimno jednocześnie.
Spotkaliśmy się na ławce w parku. Czekałem. Nie miałem pojęcia co chce mi powiedzieć.

- Hej, Sasuke.- odezwał się głos.
Podniosłem wzrok, uśmiechnąłem się smutno i wiedziałem, że będzie to jedna z najtrudniejszych rozmów w życiu.
- Hej. Siadaj.- poklepałem miejsce obok.
- Co tam u ciebie?- spytał. Chciał rozluźnić atmosferę. Typowy on.
- Wszystko w porządku.- skłamałem.- A co u ciebie.
- Też dobrze, dobrze.- powiedział i zapadła chwila ciszy.
.
.
.
.
.
- Naruto... - Sasuke... - odezwaliśmy się jednocześnie po czym lekko się zaśmialiśmy oboje.
- Co my robimy.- westchnąłem.
- Nie mam pojęcia. W sumie chciałem ci tylko coś powiedzieć.
- W takim razie słucham marudo.
- Maru... Znów zaczynasz?!
- A co? Podskoczysz Uzumaki?
- Jeszcze jedno słowo Uchiha, a...
Nie mogłem zrobić nic głupszego. 
Musiałem go pocałować. Tylko, że był tak blisko! 
Oddał pocałunek. 
W parku było cicho. Żywego ducha.
- Kocham cię, Sasuke.- usłyszałem, ale nic nie odpowiedziałem. Byłem szczęśliwy. Przez sekundę pomyślałem, że nic nie stoi na przeszkodzie.
Jednak to była sekunda. Potem w głowie usłyszałem samego siebie.
Głośno i wyraźnie.

Ciąża... Dziecko... Sakura... Rodzina...
- Naruto ja...- zacząłem, ale on wyglądał na pełnego nadziei. To było cholernie trudne.- Ja też cię kocham, ale niestety...- przytuliłem go do siebie nie mogąc wykrztusić nic więcej. Czułem, że Naruto chce coś powiedzieć.

- Co to znaczy kochasz?
Podskoczyliśmy. Ten zbieg okoliczności, o którym mówiłem to właśnie to. Nie wiem, jak dużego trzeba mieć pecha, żeby w pustym parku spotkać byłą w ciąży i to w takiej sytuacji.
Totalnie mnie zamurowało, Naruto chyba też bo cały zesztywniał.
- S..Sasuke, Naruto...- zmarszczyła brwi kręcąc głową z niedowierzaniem.- co wy... co to... to żart?
  Dalej nie potrafiliśmy wydusić z siebie ani słowa.
- No słucham, Sasuke co to ma znaczyć?
Naruto puścił moją rękę i zrobił krok naprzód.
- Sakura. Posłuchaj ja.. To nie było specjalnie. Nie chciałem nigdy cię zranić, ja...
- Próbując odbić mi faceta?! Faceta Naruto! Nie mogłeś sobie znaleźć dziewczyny!
- Przepraszam, ja...- zaczął i spojrzał na mnie. Obawiałem się tego wzroku. Wskazał na nas oboje.- Wy jesteście...razem?

- Naruto... Będę udawać, że nic z tego nie słyszałam. Nie chcę nigdy więcej cię widzieć na oczy. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Jak mogłeś Naruto! A ty!- wskazała na mnie płacząc.- Jeśli w tym momencie ze mną nie pójdziesz nigdy nie zobaczysz dziecka!
To był ten moment, w którym mogłem wybrać. Tylko jak wybrać! To był wybór między miłością, a miłością! Czyli żaden. Mimo tego... mogłem postąpić inaczej. Mogłem pójść z nim. Mogłem powiedzieć jej prawdę. 

Tego dnia sobie nie wybaczę.
Dnia, kiedy zostawiłem go tam samego, w parku po wyznaniu miłości.
Nie wybaczę sobie. Nie wybaczę. Nie ma opcji.
Nie chciałem pamiętać tego dnia.

Dnia, w którym Naruto stracił przyjaciół i miłość.

***************************************

ke...ke...uke...Sasuke.
Otworzył oczy. Chwilę mu zajęło przyzwyczajenie się do jasności pomieszczenia.

- O jeeeny. Znów szpital? Ile jeszcze razy w życiu tu trafię.
- Miejmy nadzieję, że to ostatni raz.- zaśmiał się Kakashi.
Sasuke podniósł się z pomocą mężczyzny do siadu.
- Co się właściwie stało?
- Miałeś nawrót. Chodzi o to, kiedy jakaś sytuacja bądź rzecz pobudza twoją pamięć. To się właśnie stało. Za dużo wspomnień na raz. Bardzo nas przestraszyłeś.
- Wybaczcie mi. Z Boruto w porządku?
- Spytaj.- wskazał ruchem głowy kanapę, na której spał chłopiec.
- Widzę, że musiałem was trochę zmobilizować.
- Nic się nie martw. Kiedy ty spałeś Naruto się ze mną skontaktował.
- I?- Sasuke wstrzymał oddech.
- Nic mu o tobie nie mówiłem, bo musisz mi pomóc. Za trzy dni w sobotę o 18:00 spotkamy się z nim na wzgórzu Atago. Wiem, w którym miejscu i... Sasuke?
Mężczyzna odpłynął.
Zobaczę się z nim za trzy dni. Po tych kilku latach, dzielą mnie od niego trzy dni. Zwariuję ze szczęścia.
- Przepraszam Kakashi. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to koniec.- westchnął.
- Wiem. Naruto będzie ciężko to zrozumieć i będzie potrzebował naszej pomocy w powrocie do normalnego życia.- uśmiechnął się patrząc na chłopca.- Sam nie mogę uwierzyć, że to koniec. W końcu Boruto będzie miał swojego ojca, a nie tylko mnie.
Sasuke wyczuł smutek w tym zdaniu.
- Kakashi. Nie wyobrażam sobie, żeby Naruto miał trafić na kogoś lepszego niż ty. Wychowywałeś Boruto prawie dziesięć lat. On tego nie zapomni, ani Naruto, ani ja. Też jesteś rodzicem.- poklepał go po plecach.
- Oj dobra już! Bo się wzruszę. Jedziemy do domu. Przyjadę po ciebie jutro rano.
- Dzięki Kakashi.- uśmiechnął się i przyglądał jak mężczyzna bierze na ręce śpiącego chłopca.
 Sam położył się i pierwszy raz od bardzo bardzo dawna zasnął z uśmiechem na ustach.
W końcu będzie mógł być sobą i zobaczyć swoją miłość.
Nie wiedział natomiast, że to nie koniec.
Że czeka go jeszcze sporo trudności.
Ale czym byłaby miłość gdyby nie wymagała poświęceń.


Kakashi położył chłopca do łóżka. Nie wiedział, że nie śpi. Miał dopiero niecałe10 lat. Miał wujka Kakashi'ego, ale tęsknił do taty i do mamy.
Otworzył oczy, z których popłynęło kilka łez.
- Tatusiu, chciałbym cię już poznać.- wyciągnął mocno zmiętą fotografie, którą trzymał pomiędzy deską łóżka, a materacem.- Żebyś mógł mi opowiedzieć o mamie i o mnie. Wróć tatusiu. Wróć szybko. Pan Sasuke też czeka.
Pocałował zdjęcie i włożył z powrotem w to samo miejsce.

- Dobranoc tatusiu.- wyszeptał w ciemność.





Soundtrack:
  • Boruto - Sarada~Shintsu
  • Tokyo Ghoul - Remembering

niedziela, 2 lutego 2020

Jestem tu - cz.8

Uff. Dawno nie miałam weny. Napisałam to na raz w sumie. Jutro lecę do pracy. Dajcie znać czy się podoba.
_________________________________________________

- Yahoo! Tobio-chan!- przywitał się starszy kolega gdy chłopak wiązał buty.
- Oikawa? Nie mówiłeś, że dziś przyjdziesz.- zdziwił się.
- Miałem  dodatkową pracę w okolicy, więc wpadłem.
- Pracę?
- Yo. Nic specjalnego. Wziąłem dziś dodatkowe trzy godziny pracy w sklepie sportowym niedaleko.
- Nie wiedziałem, że tak można odparł zabierając swoje rzeczy i żegnając się z kolegami.
 Wychodząc starszy kolega obejrzał się.
- O. A gdzie chibi-chan?- zmienił temat.
- Już poszedł.- odparł i wyszedł z sali.
- To on nie zostaje zawsze do końca?- spytał idąc za kolegą.
- Ponoć się źle czuje. Skąd mam wiedzieć! Nie jestem jego ojcem.- podniósł głos.
- Hai, hai. Spokojnie Tobio-chan. Ja tylko pytam.- przystanął pod drzewem.- Neee.
- Co?!- irytował się bardziej niż kiedykolwiek. Wiedział co się dzieje, ale nie wiedział dlaczego.
- Czemu na drzewie jest piłka?- patrzył w górę.
Brunet podszedł.
- Aaaa to. Często ćwiczyliśmy razem z Hinatą tutaj, ale już od jakiegoś czasu tego nie robimy więc... - westchnął.- zapomniałem o niej.
 Uderzyły go wspomnienia wspólnych treningów.
- Tobio. Jesteś pewien, że chibi-chan nic do ciebie nie czu...
- A! Jestem pewien.- zacisnął szczęki i schował twarz w dłoniach.- Nie drąż tematu.
- Tobio.- uśmiechnął się i podszedł do chłopaka. Nie wiedział jak go pocieszyć.- Będzie dobrze.- złączył ich czoła na co tamten zareagował natychmiast.
- Oikawa- san! Co ty...- spojrzał na niego zaskoczony.
- Tobio. Nie zrobię nic czego nie chcesz.- pogłaskał go po głowie jak młodszego kolegę. 

Poczuł się obserwowany. Po chwili zauważył rudą czuprynę na balustradzie. Prychnął cicho.
Sam nie wiesz czego chcesz Chibi-chan. Ciekawe.
- Ja po prostu...-był zmęczony. Bardzo zmęczony tym ciągłym kontrolowaniem się. Ciągłym udawaniem. Ciągłymi próbami stworzenia tego co było.
 Oikawa pomagał mu odetchnąć. Oparł czoło o ramię kolegi.

- Wiem.- przytulił chłopaka mocno do siebie.
- Oika...
- Ćśśśś. Zaufaj mi.- szepnął.

Rudzielec na ten widok cały się zjeżył. Wpatrywał się w tę scenę tak skupiony jak podczas meczu. Śledził każdy ruch. Gdy chłopaki poszli do domu cofnął się do szatni.
Jak w amoku zostawił torbę na wejściu i wszedł pod prysznic. W ubraniach. Odkręcił zimną wodę i więcej już nie pamiętał.

Podobno kapitan wyłączył wodę i zaczął na niego krzyczeć.
Podobno Suga pomagał mu się wysuszyć.
Podobno libero pożyczył mu jakieś ciuchy.
Podobno wszyscy się zmartwili.
Gdyby był sobą to prawdopodobnie zacząłby wszystkich przepraszać. Jednak czuł się kompletnie inną osobą.
Czuł się rozdwojony.
  Nie pamiętał nawet jak wrócił do domu.

Za to gdy następnego dnia wstał pamiętał swój sen.
Było mnie dwóch. Jeden był przyjacielem Kageyamy. Graliśmy razem w siatkówkę, chodziliśmy razem na lody, trenowaliśmy, uczyliśmy się. Po szkole też się spotykaliśmy, ale rzadziej. W końcu wybraliśmy inne uniwersytety i kontakt się urwał. Drugi ja wtedy przy fontannie nie odrzucił Kageyamy. Przeciwnie. Też wyznał mu uczucia. Dalej razem grali, chodzili na lody, uczyli się. Po szkole zamieszkali razem w innym mieście. Choć chodzili do innych uniwersytetów widywali się w domu. Ten sen był dziwny. Jakby...

- Jakbym przeżył z nim właśnie pół swojego życia.- wyszeptał rano, zaczerwienił się na tę myśl i spowrotem schował się pod kołdrę.
Wyciągnął telefon i pierwszy raz bał się napisać do chłopaka.
- Aaaaaa! Co się ze mną dzieje!- krzyknął turlając się po łóżku.
Po chwili usłyszał dzwonek.
- Hai?
- Shoto?
-  Kenma. Co tam?
- Mogę do ciebie przyjechać?
- Pewnie.
- Chcę pogadać.
- o... okej.

To była krótka rozmowa. Chłopak wstał, ubrał się i posprzątał pokój. Bardzo się przy tym zmęczył, więc zmierzył sobie temperaturę.
Zmarszczył brwi gdy termometr pokazał 37,6 stopnia.
- Daichi mnie zamorduje.- opadł spowrotem na pościelone łóżko i najzwyczajniej w świecie zasnął.
- ..to...Shoto! Shoto!- usłyszał dopiero za którymś razem.
- Wreszcie się obudziłeś. Nikt nie otwierał, a ty nie odbierałeś więc wszedłem.- usiadł obok kolegi.
- Umm. Sorki.- podniósł się.
- Shoto. Jesteś chory?
- Mam lekką gorączkę. To wszystko.- uśmiechnął się.
- Yhm.
- O czym chciałeś pogadać?
- Ech.- westchnął kociooki i usiadł po turecku na przeciwko rudego.- Pokłóciłem się z Kuro.
- O. Co się stało?- był zainteresowany.
- Właściwie to.. o ciebie.
- Co?
- Kuro twierdzi, że zwodziłeś Kageyame i to ty jesteś winien temu co między wami jest. Ja byłem innego zdania. Zacząłem cię bronić i jakoś tak wyszło, że się pokłóciliśmy.
- Oi! Nie możecie się kłócić przeze mnie.- zmartwił się i poczuł trochę winny.- To co się dzieje, to jest nasza wina. Chciałem, żeby było jak dawniej. Potem czekałem, aż Kageyama trochę ochłonie i będzie mu lżej, ale...- objął kolana rękoma.
- Moja obecność chyba tylko mu przeszkadza. No i chyba.. chyba mnie zastąpił.
- Zastąpił?
- Hai. Ostatnio ciągle spędza czas ze swoim senpaiem, a ja.. ja myślę że to... no to nie wygląda jakby się tylko przyjaźnili! Poza tym zawsze jak przychodzi mam ochotę przywalić mu piłką w twarz!- ścisnął swoją piłkę pomiędzy dłońmi.- Denerwuje mnie sama jego twarz. I jeszcze to, że Kageyama mnie olewa dla niego! Dlaczego tak musi być! To mój przyjaciel! Wczoraj się przez nich rozchorowałem! Dlaczego oni się dotykają na moich oczach! Dlaczego Oikawa go przytula! Dlaczego Kageyama nie przytula mnie!

Zamilkł gdy zdał sobie sprawę z tego co powiedział.

- Shoyo.
-...
- Shoyo.
- Umm.. To nie tak. To tylko...
- Jesteś zazdrosny. Czemu to ukrywasz?
- Nie jestem zazdrosny! A wy się nie kłóćcie przez nas. To nie fer.
- Ech. Shoyo. Może nie zdajesz sobie sprawy, ale to się już stało.
- Co?- nie rozumiał.
- Zakochałeś się.
- W k... Co?
  Nagle w głowie rudzielca wszystko zaczęło się układać. Wszystkie jego reakcje miały sens. Wszystko to dlatego, że on... Dlatego, że się zakochał w chłopaku, którego odrzucił.
- Heeeeeee?! Jestem matołem!

  Chłopcy rozmawiali jeszcze długo. Potem pograli w gry i zjedli razem kolacje. Gdy się żegnali Kenma uśmiechnął się i powiedział tylko.

- Dasz radę. Musisz zdecydować. Jaa ne!- i poszedł.
Po godzinie dostał smsa.

Kuro czekał pod moim domem jak zbity pies. Przepraszał, ze krzyczał i mówił, że mnie kocha i żebym go nie zostawiał przez to. Głupol. Nie zostawiłbym go przez różnicę zdań. Dziękuję za rozmowę. Dobranoc

Hinata zaśmiał się pod nosem.
- Dwa gołąbki. To już nawet nie jest dla mnie dziwne. To, że są facetami.- streścił swoje myśli na głos i powlókł się do pokoju. Dosłownie. Czuł się jak wyplute naleśniki. 

                                   ****************
- Rozchorował się?
- Tak. Przed weekendem się przeziębił, więc dziś go nie będzie. Nie wiedziałeś?- zdziwił się Suga.
- Nie. - Skąd miałem skoro nie gadamy.- Kapitanie! Mogę wyjść dziś chwilę wcześniej?
- Nie ma sprawy.- odparł Daichi.
- Urwę mu łeb za tę chorobę.- wyszeptał sam do siebie zły, szczęśliwy i zdenerwowany zarazem. Tym, że będą sam na sam pierwszy raz od tego wieczora przy fontannie.
- Odwiedzam chorego kolegę. To nic nie znaczy.- szepnął jeszcze po czym skupił się na treningu.

Jakże wielkie było zdziwienie Hinaty gdy dostał smsa.
Otwórz. Stoję na dole.

wtorek, 29 października 2019

Boku no Hero Academia

Bardzo bym chciałam zacząć pisać za jakiś czas opowiadanko o naszych ukochanych bohaterach, powiedzcie mi tylko, które pary najbardziej shipujecie?

Todo x Deku czy Baku x Deku






Miłość jedno ma imię - 11

Woooow. Tego się nie spodziewałam. Udało mi się przed końcem października. 
Zostały mi jakieś 2 lub 3 rozdziały tego opowiadanka i kończę.
W końcu coś skończę! :D
Zapraszam.


(Nie wiem, czemu zrobiło się białe tło -,- 
Z góry przepraszam.)
_____________________________
Popełniliśmy grzech, oboje.
Okłamywaliśmy kogoś kto był dla nas ważny.
Kogoś kto na to nie zasługiwał.

Często spotykaliśmy się sam na sam. Czasem u niego, czasem u mnie. Z początku nie było w tym nic więcej prócz rozmów, patrzenia sobie w oczy czy leżenie obok siebie. Potem zaczęliśmy trzymać się za ręce, coraz częściej przytulać. Następnie, no cóż... to co dzieje się w związkach. Rozkwitają, wchodzą na kolejne poziomy.
  Jednak u nas to nie miało prawa bytu. Tak naprawdę nie byliśmy w związku. Tkwiliśmy w kłamstwie. W pięknym kłamstwie. Nie rozmawialiśmy nigdy o tym co będzie jak ludzie się dowiedzą. Co będzie jak dowie się Sakura. Co się stanie gdy skończy się szkoła.
I ja i on baliśmy się odpowiadać na te pytania.
  Przy znajomych, w szkole czy w domu udawaliśmy przyjaciół. Jednak pod ławką muskaliśmy się palcami, uśmiechaliśmy dyskretnie, patrzyliśmy na siebie stojąc po dwóch stronach boiska. 
Całowaliśmy się na szybko zostając samym w szatni.
Naruto wiedział, ze chodzę z Sakurą na randki, natomiast nie sypialiśmy ze sobą już jakiś czas.
- W końcu zacznie coś podejrzewać.- stwierdziłem leżąc na łóżku i bawiąc się jego blond włoskami.
- Wiem o tym.- westchnął Naruto i mocniej wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
- Lisku, to trwa już trzy miesiące. Czas jej powie...
- Nie.- wyszeptał desperacko.- jeszcze trochę, bądź mój jeszcze trochę.
- Uzumaki Naruto.- zacząłem poważnie. Odsunąłem się lekko i położyłem na swoim przedramieniu. Patrząc mu w oczy skończyłem zdanie.
- Chcę być Tylko twój. Wyłącznie twój. Oboje kochamy Sakurę. To co robimy ją skrzywdzi. Ten romans... Chcę być w związku, a nie czymś tak niegodnym.
- Rozumiem.- westchnął i zmarszczył brwi.- Powiemy jej w weekend dobrze? Za trzy dni w sobotę.
- Dobrze. Razem?
- Razem.- potwierdził.

Te trzy dni minęły stanowczo za szybko.
Zajęcia już się praktycznie nie odbywały.
Cały dzień chodziliśmy jacyś osowiali. Dziewczyna nie wiedziała o co nam chodzi. Martwiła się.
- Dobra, stop.- stwierdziła gdy wychodziliśmy ze szkoły.- co jest grane? Dziwnie się zachowujecie.- zmarszczyła brwi.
Spojrzeliśmy po sobie i gdy otworzyłem usta by zacząć nieprzyjemny temat dziewczyna mi przerwała.
- Jak ja mam wam przekazać dobre wieści gdy zachowujecie się... tak?- skrzyżowała ramiona na piersi.
- O czym mówisz?- spytał blondyn.
- Otóż zostałam przyjęta do wakacyjnej szkoły pielęgniarskiej!- uśmiechnęła się zadowolona.
Oboje otworzyliśmy szerzej oczy ze zdumienia.
- T.. To wspaniale Sakura.- pochwaliłem ją.- Mówiłaś, że chciałaś iść, ale nie wiedziałem że złożyłaś papiery.
- Chciałam zrobić ci niespodziankę, no i to jest w Tokyo, więc nie będzie mnie całe wakacje.- posmutniała.- Będę tęsknić..- przytuliła się do mnie. Nie miałem pojęcia czy ją objąć czy nie, więc po prostu tak stałem.
Naruto zamarł. Jakoś.. Ta chwila nie miała tak wyglądać. Kochał Sakurę i bardzo mu na niej zależało. Wiedziałem to, ale z jego twarzy wyczytałem też jak bardzo boli go teraz serce.
- G... Gratulację Sakura-chan - uśmiechnął się jednak. Dziewczyna stanęła przed nim.
- Hai, hai. Za tobą też będę tęskniła.
To był nieprzyjemny widok. Widok Naruto, który mimo swoich dobrych chęci i miłości jaką darzył dziewczynę wyglądał jakby jej dotyk sprawiał mu ogromny ból. Jakby ledwo się powstrzymywał żeby jej nie odtrącić.
- Ja t...- nie skończył.
- To co Sasu, idziemy w takim razie na pizze świętować? Naruto idziesz?
- Mmm.- pokręcił głową.- muszę lecieć, Jiraya dziś wraca.

Mogę się tylko domyślać jak mógł ten dzień wyglądać z jego perspektywy.
_____________________________________________

Dotarłem do domu za późno. O wiele za późno.
Nikogo tu nie było. Tutaj mogłem się wyżyć.
Włączyłem sobie na głośnikach mój ulubiony zespół i po prostu się wydarłem.
Krzyczałem.
Rzucałem poduszkami.
Potłukłem ze dwa talerze.
- Kurwa maaaaaaać! Czemu to wszystko?! Kiedy w końcu kogoś znalazłem to dzieją się takie rzeczy!
Ja pierdole! AAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie miałem pojęcia co mam ze sobą zrobić. Wyciągnąłem whisky z lodówki i jakieś 1,5h później butelka była pusta.
Nie pamiętam za bardzo co się działo. Pamiętam tylko, pukanie do drzwi.
Otworzyłem oczy, za oknem było ciemno.
Popatrzyłem po pokoju... i przypomniałem sobie co zrobiłem w szale.
Ktoś się dobijał.
Spojrzałem przez wizjer.
- Sasu...- nie zdążyłem dokończyć słowa otwierając drzwi, bo chłopak wpadł do mieszkania jak huragan.
- Nigdy tak nie rób usuratonkachi!- wrzasnął i zamknął drzwi.
- Ale c...- już chciałem odfuknąć gdy on zamknął mnie w mocnym uścisku.
- Myślałem, że coś się stało.. Dzwoniłem i pisałem praktycznie od chwili jak się rozstaliśmy dziś. Nie odpisałeś mi ani razu, a ja... Sakura była na mnie zła, bo ciągle siedziałem w telefonie i trochę się pokłóciliśmy. Chciałem jej powiedzieć, przepraszam cię. Naruto, ja bardzo przepraszam, że musiałeś patrzeć na nas jak...
- Szszszszsz...- uciszyłem go.- Sasuke. Spokojnie. Nic mi nie jest. Wszystko w porządku.- uśmiechnąłem się zakładając maskę. Taką jak zawsze.- Rozumiem wszy...
- Nie rób tego.- spojrzał na mnie.- nie udawaj. Znam cię. Znam cię najlepiej.- ujął moją twarz w swoje dłonie, a ja się rozpłakałem jak dziecko. Po chwili straciłem równowagę i osunąłem się na ziemię.
- Naruto? Czy ty.. piłeś coś?- zmarszczył brwi. Sasuke średnio lubił alkohol.
- Tylko tro...
No oczywiście, że musiałem zostawić pustą butelkę na stole. Sasuke westchnął, pomógł mi dojść do kanapy. Położyłem się, a on zaczął sprzątać salon.
Ja po prostu patrzyłem.
Gdy skończył, usiadł obok mnie, a ja położyłem głowę na jego kolanach.
Leżeliśmy tak chwilę. W ciszy.
Jeśli mam być szczery to lubiłem te chwile.
Cisza, podczas której mówiliśmy sobie wszystko.
- Załatwię to.- stwierdził.
- Sasuke.- zacząłem łagodnie z zamkniętymi oczami.- Niech Sakura zajmie się szkołą, powiesz jej jak wróci dobrze.
- Umm.. też tak pomyślałem. Nie martw się Naruto. Wszystko będzie dobrze.

Wierzyłem mu. Te wakacje były cudowne. Jeździliśmy nad morze, graliśmy na orliku, wieczorami łaziliśmy z Kibą i resztą. Czułem się jak we śnie. No prawie. Jednak Sakura wracała lada dzień.
Bałem się.
Nie chciałem, żeby mnie nienawidziła.
Jednak to co zrobiliśmy z pewnością ją zrani.
I to bardzo.
Bałem się, tak bardzo się bałem.

Sasuke pojechał po nią na stacje. Ja czekałem.
Postanowił, że sam jej to powie. Kłóciliśmy się o to, ale postawił na swoim. Czekałem w domu na wiadomości.
Jednak nic nie dostałem.
Rozumiałem, że taka rozmowa może trwać.
Westchnąłem i z tych nerwów poszedłem zrobić sobie herbatę gdy wpadł zdyszany do mojego domu.
- Jeny! Nie strasz tak dur...- nie zdążyłem gdyż wpił się w moje usta. Całował mnie tak namiętnie jak nigdy. Podobało mi się to, więc odwzajemniałem pocałunki. Tylko, że coś było nie tak. Nie nadążałem złapać oddechu. Odsunąłem go na odległość rąk.
Oboje dyszeliśmy.
- Sasuke co się sta...- zamarłem.
Sasuke miał minę zbitego psa.
Na jego twarzy malowało się ogromne poczucie winy.
- Wszystko okej?
- N.. Nie powiedziałem jej. Nie mogłem. Ja...
- W porządku, spróbujemy jutro czy innego dnia.
- Ja.. Naruto...
I wtedy zrozumiałem dlaczego miał taką minę. Jego szyja. Widniał na niej znak. Czerwony znak i kolor szminki.
Spuściłem wzrok.
- Aha...- tylko tyle potrafiłem z siebie wykrztusić.
- Nie chciałem tego, tylko jednak dalej z nią jestem. Chciałem to zakończyć, ale...
- Ale..?- spytałem beznamiętnie.- Ale co...?
- Ona powiedziała, że tęskniła i że...
- Oczywiście, że tęskniła. Ona cię kocha draniu!- łzy leciały same.- Nie mam do ciebie pretensji. Rozumiem to, naprawdę rozumiem tylko...- osunąłem się na ziemię.- Tylko to tak boli..
- Naruto..
- Wyjdź Sasuke. Potrzebujemy przerwy.
- Co.. Nie, ja..
- Proszę Sasuke. Nie komplikuj.

Sprawy nie potoczyły się tak jak powinny. Sasuke zrobił sobie przerwę również z Sakurą. Przez pierwsze pół roku ostatniej klasy żadne z nas się do siebie nie odzywało.
Nie potrafiłem spojrzeć Sakurze w oczy, ale nie chciałem teraz nagle rzucić mu się w ramiona.
Było ciężko jednym słowem.
Na szczęście Jiraya wrócił z trasy i mogłem w końcu z kimś pogadać. Z jedyną osobą, której ufałem.
- Naruto. Życie jest skomplikowane, nieraz jeszcze będą takie sytuacje. Jednak jesteś już dorosły i musisz nauczyć się sam rozwiązywać swoje problemy.
- Umm..- czułem się zbesztany.
- Kochasz go?
- Ha?
- Tego chłopaka. Kochasz go?
- Kocham.- chyba za szybko odpowiedziałem. Czułem jak grzeją mnie policzki.- B..Bardzo go kocham. Nie wiedziałem, że tak się da.
- To już wiesz co trzeba zrobić. Usiądźcie i pogadajcie. To co zrobiliście było straszne i nie myśl, że to popieram. Zraniłeś przyjaciółkę i powinieneś się do tego przyznać.
- Wiem. Dzięki wujku.- uśmiechnąłem się do opiekuna.

Teraz wystarczyło tylko do niego zadzwonić.
Taaa... Gdyby to było takie proste.
Chyba wolę smsa...
"Sasu. Spotkamy się?"
"Gdzie?" - szybko odpisał.
"Park Aoyama?"
"Już wychodzę." - Eeeee?! Teraz? Aaaa... Eeee...
"Ok."
- Aaaaa!!!! Co ja napisałem!

Złapałem kurtkę i wybiegłem z domu.

czwartek, 26 września 2019

Jestem tu - cz.7

Bez niepotrzebnych wstępów.
Serdecznie zapraszam.

___________________________________

Minęło kilka dni od feralnego odrzucenia. Chłopcy zachowywali się normalnie - żartowali, trenowali i spędzali razem przerwy. Mimo tego coś było nie tak. Czuli, że pomiędzy nimi wyrósł jakiś mur i żaden z nich nie wiedział jak go zburzyć.
  Hinata wiedział, że może być ciężko. Jednak nie wiedział, że aż tak.
 Piątek, ostatni trening w tym tygodniu.
Daichi postanowił zrobić mały sparing między-drużynowy. Dlatego ostatnie 20 minut spędzili na rywalizacji. Gdy Kageyama wystawił piłkę, a Hinata jak zwykle do niej podskoczył i zdobyli punkt mecz się zakończył.
- Hai!- krzyknęli i przybili sobie piątki.
Usłyszeli klaskanie. Wszyscy jak na zawołanie odwócili się w stronę wejścia.
- W.. Wielki Król?!!- zdziwił się rudy.
- Yahoo!- uśmiechnął się i pomachał.
- O proszę. Oikawa-san.- Sugawara wyszedł mu na powitanie.- Co cię tu sprowadza?
- Cześć wszystkim. Przyszedłem po mojego kouhai.- uśmiechnął się po czym zwrócił do bruneta.- Idziemy Tobio-chan?
- Już. Tylko wezmę rzeczy.- cofnął się po torbę i ręcznik.
 Drużyna spojrzała po sobie ze zdziwieniem. Pierwszy raz ktoś w ogóle po bruneta przyszedł.
Rudzielec patrzył na to totalnie w szoku. Nigdy nie widział, żeby Kageyama trzymał się jakoś specjalnie ze swoim senpai z gimnazjum.
Gdy ten go mijał złapał go dość szybko - za szybko - za przedramię.
- Hmm? Hinata?- zmarszczył brwi.- Co się stało?
Chłopak oprzytomniał i zabrał rękę.
- A.. Nic. Tylko myślałem, że wracamy razem .. heheh.- zaśmiał się trochę dziwnie.
- Chyba przeżyjesz beze mnie jeden wieczór.- wyszczerzył ząbki.
- Oczywiście, że tak!- obruszył się w odpowiedzi.
- Żartowałem.- zaśmiał się jakoś tak.. smutno. Tak się przynajmniej rudemu wydawało.- Do poniedziałku.
- Do zobaczenia.- odparł. To znaczy, że w weekend się też nie widzimy?
- Dobranoc wszystkim!
- Cześć, Kageyama!- pożegnała go cała drużyna.
- No dobra! Jeszcze się porozciągajcie przed wyjściem!- polecił kapitan.
 Hinata zauważył jeszcze jak przy drzwiach Kageyama zostaje objęty ramieniem przez kolegę i poczuł ścisk w klatce piersiowej, po czym zaczął się rozciągać.

W drodze do domu analizował tę kilkuminutową sytuacje. Pomijając fakt, że dziwnie mu było wracać samemu do domu. Myślał, że wszystko będzie jak dawniej.
- Może Kageyama potrzebuje więcej czasu.- wyszeptał.
 Jednak gdy przypomniał sobie jeszcze raz jak Oikawa obejmuje chłopaka coś w nim zawrzało. Przypomniał sobie też jeszcze jeden szczegół. Chwilę przed opuszczeniem sali, Oikawa spojrzał na niego.
Oczami, których nigdy nie widział. 
Były to oczy bazyliszka.
Oczy, które mówiły - "Wygrałem".
- Nieważne! Uspokój się Hinata!- zganił się, wsiadł na rower i pognał do domu.

     ****************************************************************

Następnego dnia strasznie się nudził. 
Napisał do przyjaciela czy idą do parku poćwiczyć.
  Po chwili dostał odpowiedź.

Cały weekend jestem zajęty. Przepraszam.
 Zmarszczył brwi. 
Nie było to nic dziwnego, dlatego nie rozumiał czemu czuł irytacje.

Niestety był to dopiero początek.
W szkole było wszystko w porządku, jednak Oikawa zaczął przychodzić po Kageyame czasami dwa lub nawet trzy razy w tygodniu.
Mimo tego, że mieszkał dość daleko od ich szkoły.
  Kiedy Hinata pisał do niego w weekendy czy nie wyjdą do kina, albo pograć czy po prostu posiedzieć razem w domu dostawał zawsze tą samą odpowiedź.
   Dziś jestem zajęty. Przepraszam.
   Sorki, pomagam rodzicom.
   Dziś nie ma mnie w mieście.
   Nie dam rady, przepraszam.
   Może następnym razem.
Ciągnęło się to jakieś dwa miesiące. Wszyscy widzieli, że coś jest nie tak. Na treningach chłopaki zachowywali się normalnie, natomiast w szkole już prawie się do siebie nie odzywali.
Podczas jednego treningu Hinata zdał sobie sprawę co się dzieje. Nie był głupi. Rozumiał, że jego przyjaciel potrzebuje czasu jednak czuł się... 
- ...zastąpiony- wyszeptał.
- Oy! Hinata!- Krzyknął Suga i złapał piłkę zanim ta uderzyła chłopaka prosto w twarz.- Wszystko w porzą...oy, Hinata?- zamrugał parę razy bo chłopak wyglądał jak zombie.
- Hinata.- zaczął twardo brunet i podszedł do tej dwójki.- żyjesz? Nie bujaj w obłokach podczas meczu.- skarcił go.
- ...- cisza. Rudy miał spuszczoną głowę.
- Oy Hina...- Chciał go dotknąć, ale tamten odtrącił jego rękę.
- Gumen. Źle się czuję.
Zastąpiony.
- Wracam do domu.
Zastąpiony.
- Okej. Uważaj na siebie.- pożegnał go Sugawara i podrapał się po głwie.- Kageyama co z wami jest? Minęło już trochę czasu od..
- Wszystko w porządku. Powiedział, że źle się czuje.- odparł beznamiętnie i wrócił na swoje miejsce.- Gotowy!

Zastąpiony..ZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpiony
ZastąpionyZastąpiony
ZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpiony
ZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpiony

Rozbrzmiewała w jego głowie niekończąca symfonia tego słowa. 
Nie chciałem tego. Chciałem się z tobą dalej przyjaźnić.
Czuł się bezsilny. Długo się przebierał i w końcu wyszedł na niewielki balkon, żeby zejść po schodach i ruszyć do domu.
ZastąpionyZastąpionyZastąpionyZastąpiony...

- Oikawa-san! Co ty...- usłyszał dobrze mu znany głos.
Tam. Pod drzewem. W świetle księżyca. Przyjrzał się i zamarł.
- Tobio. Nie zrobię nic czego nie chcesz.- senpai pogłaskał go po głowie.
- Ja po prostu...- spuścił głowę i oparł czoło o ramię kolegi.
- Wiem.- przytulił chłopaka mocno do siebie.
Nie wyglądali na przyjaciół, raczej na zakochaną parę.

Hinata nie rozumiał co się dzieje. Dalej czuł się zastąpiony. Jednak ten widok nie wywołał w nim smutku.
Nie.
Zamiast tego.
W tym momencie.
Czuł niesamowitą wściekłość i gdyby ktoś teraz na niego spojrzał z pewnością zobaczyłby nie nastolatka, a Demona...


C.D.N

wtorek, 27 sierpnia 2019

Miłość jedno ma imię - 10

Przed snem Kakashi powiedział mu, że spotkają się z Naruto za dwa dni. Oczywiście nie wspomniał przyjacielowi, że będzie razem z Uchihą.
  Mężczyzna nie mógł spać. Przewracał się z boku na bok nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji. Zaśnięcie wydawało się czymś niemożliwym po usłyszeniu tych wszystkich informacji. Przypomnienie sobie ich ostatniej rozmowy i nie tylko rozmowy bardzo go zszokowało, ale i ucieszyło. W końcu pamiętał.
 Uśmiechnął się pod nosem i wyszedł na niewielki balkon. Popatrzył na księżyc. Czuł się jak dziecko, czekając na spotkanie. 

- Boruto pewnie będzie najszczęśliwszym chłopcem w życiu.- szepnął.
Posmutniał nieco. Nigdy nie żałował tego, że ma córkę. Żałował natomiast swojego tchórzostwa. Kiedy w liceum...
Nagle rozszerzył źrenice, zabrakło mu tchu i osunął się po barierkach.

Rozbolała go głowa od natłoku wspomnień.
- W końcu zaakceptowałeś sytuacje, więc oddaję ci kluczyk.
  Znajdował się pośrodku niczego. Jego dawne Ja stało obok skrzyni i wkładało do niej klucz.
- Dziękuję.- wykrztusił mężczyzna i podszedł przytulając swoją dziecięcą wersję.

   Czuł, że płacze. Wstał i otworzył skrzynię. Nagle wszystko zrobiło się białe. Wszystkie wspomnienia uderzyły go niczym piorun.

   Zaczął głośno krzyczeć. Kakashi wbiegł na balkon i zobaczył jak Sasuke trzyma się za głowę, a z nosa i z ust cieknie mu krew.
  Brunet pamiętał tylko jak Szarowłosy dzwoni po karetkę i zapada ciemność. Po prostu zemdlał.

           ******************************************************


Kiedy Naruto wrócił do szkoły po kilku dniach choroby (i nie odzywania się do Uchihy) zachowywał się całkowicie normalnie. Przywitał się ze wszystkim i podszedł do przyjaciela.
- Yo! Draniu - uśmiechnął się i szturchnął go w ramię.

- Y.. Yo.- zająknął się, ale był Uchiha. Potrafił maskować swoje uczucia.- Wiesz, że czeka cię masa nadrabiania zaległości? Przyjdę dziś do cie...
- Aaaa, nie trzeba.- zaśmiał się nerwowo.
- Hmm?- zmarszczył brwi.
- Sakura-chan mi pomoże.
Uchiha zamrugał kilka razy, po czym zacisnął zęby i machnął ręką.
- A rób co chcesz.- wstał i wyszedł.
  Na dachu troszkę ochłonął. To było totalnie pojebane. Wiedział o tym. Był zazdrosny, że Naruto woli spotkać się z Sakurą niż z nim, a jego dziewczyna zeszła totalnie na drugi plan. Wiedział, że nie może...nie. On nie chciał ciągnąc tego związku. Kochał Sakurę i zależało mu na niej, ale wiedział że nie potrafi dać jej tyle miłości na ile zasługiwała.
  Przez pozostałe przerwy rozmawiali ze sobą. Cała trójka, ale było w tym coś nienaturalnego. Za każdym razem gdy Sakura brała chłopaka za rękę lub się do niego przytulała Naruto odwracał wzrok. Starał się też więcej rozmawiać z dziewczyną niż z przyjacielem.
 Sasuke najzwyczajniej w świecie nie miał pojęcia co robić i w pewnym momencie podczas lekcji przywalił pięścią w biurko. W sali zapadła cisza.
 - Uchiha? Coś się stało?
Nagle chłopak się opamiętał i odpowiedział tak jak zawsze.
- Przepraszam. Wszystko w porządku.
I wszyscy wrócili do zajęć. Chłopak poczuł wibracje w kieszeni. Wyciągnął telefon.

Wszystko w porządku?
To sprawiło, że jeszcze bardziej się zdenerwował i zacisnął zęby.
Nic nie jest w porządku matole.

Na przerwie podeszła do niego dziewczyna.
- Sasuke. Co jest? Cały dzień jesteś...
- Daj mi spokój Sakura, proszę cię...
- Ale co się sta...
- Nie zrozumiałaś co powiedziałem?!- krzyknął na nią dość głośno.
  Dziewczynę zamurowało, a jej oczy wypełniły się łzami.
- Przepraszam..- szepnął i ją wyminął.
 W tym momencie Uchiha Sasuke poszedł pierwszy raz w życiu na wagary. Czy można tak to nazwać skoro po prostu usiadł na dachu. Próbował się uspokoić. Nigdy, nigdy w życiu nie był tak zdenerwowany. Zaczął chodzić w kółko.
- Ty mały gnojku! Wystarczy żebyś się przyznał! Po co ciągnąć tę szopkę, przecież to ci się nie podoba! Widzę jak Sakura...- nagle zamilkł i kucnął na ziemię łapiąc się za głowę.- Sakura..- szepnął.- Co ja wyprawiam? Skąd te wszystkie uczucia.
Zacisnął zęby, wstał i uderzył pięścią w ścianę. Raz... i drugi ... i trzeci. Bolało, ale nie zwracał na to uwagi.
- Sasuke, co ty...!- blondyn podbiegł do niego i złapał go za pięść.
Oboje dyszeli.
- Sasuke, uspokój się.. to.. ja..- zaśmiał się nerwowo...- ja byłem chory. Nie myślałem trzeźwo i...- Sasuke na niego spojrzał. Po prostu spojrzał.
Teraz to on złapał chłopaka za nadgarstek, jeden i drugi. Ścisnął i przyparł chłopaka do ściany. Spojrzał mu prosto w oczy i wykrztusił.
- Powiedz jeszcze raz, że to co się stało było spowodowane tylko chorobą, a puszczę twoje ręce, zapomnimy o tym i wrócimy do tego co było.
Naruto spuścił wzrok. Trząsł się.
- Ja..ja nie.
- Patrz na mnie Naruto.- brzmiał bardzo stanowczo.
Blondyn uniósł wzrok, a Uchihe zamurowało. Wyglądał jakby za chwilę miał się rozpłakać na amen.
- Ja.. nie mogę tego powiedzieć.- wyszeptał.
- I to mi wystarczy.- puścił jego nadgarstki i przytulił go tak czule jak jeszcze nigdy.
- a co z Saku..
- Ćsiiii. Załatwię to.
- W jakim sensie?- wtulił się mocniej w zagłębienie jego szyi.
- Nie widzę innej opcji tylko...
- Nie!- odsunął się.- Nie możesz teraz z nią zerwać.
- Czemu nie?- zmarszczył brwi.
- Załamie się. Po..poczekaj jeszcze trochę.
- Dobrze. Choć uważam, że to kłamstwo i będzie ono bolesne.
- Wiem, ale... ale to Sakura. Ja nie chcę jej..
- Rozumiem. Naruto?- przysunął się do niego.- Mogę cię pocałować?
- E?- zaczerwienił się.- Jesteśmy w szkole.
- No i?- przysunął się tak bardzo, że czuł oddech chłopaka.- Mogę?- wyszeptał.
- Sasuke, draniu..- wyszeptał również Naruto trzęsąc się z podniecenia i tego co się w ogóle dzieje.
Pocałował go mocno i namiętnie, jak całuje się tylko raz w życiu i tylko kogoś kogo absolutnie się uwielbia.
- Zmywamy się?- uśmiechnął się brunet.
- Uuuu.. pan Uchiha chce iść na wagary?
- Tylko dzisiaj.- zawstydził się.- P..Pójdziemy do mnie?
- Umm.- zgodził się Naruto. 
   Skąd mogli wiedzieć ile bólu sprawi im utrzymanie ich relacji w tajemnicy.