piątek, 15 stycznia 2016

HWTM 14

Och jak cuuuuudnie!
Skończyłam.
Czuję się jak nowo narodzona.
Rozdział jest nawet szybciej niż myślałam.
Jestem mega totalnie zadowolona.
Czytajcie czytajcie. :D

                  Rozdział 14 - zacznijmy od nowa

Włącz Nie sądzicie chyba, że Naruto jest aż tak słaby. Wybił się w górę uderzając w szczękę Peina. Tym samym pozostali jego podwładni stracili czujność i Sasuke udało się zabrać broń dwóm trzymającym go mężczyznom. 
Pein zatoczył się do tyłu i wytarł krew cieknącą mu po twarzy uśmiechając się przy tym obrzydliwie.
- No no no. Nasza księżniczka jest agresywna.
Sasuke podbiegł i stanął pomiędzy Naruto a Peinem. 
- Nie waż się go tknąć! Zabiję cie jeśli to zrobisz.
Pein wbrew oczekiwaniom wszystkich odchylił głowę i roześmiał się tak głośno, aż echo odbijało się od metalowych ścian magazynu.
Sasuke ściągnął brwi i zerknął na chwilę na blondyna, który zabrał mężczyźnie broń i stał teraz trzymając ją obydwoma trzęsącymi się rękomi. 
- Naruto. Ocalę cię. Obiecuję.- uśmiechnął się brunet.
  Chłopak spuścił wzrok i wysyczał coś przez zęby, a kiedy zrównał się z Sasuke wbił w niego ostre spojrzenie.
- To wszystko właśnie przez to, że cały czas chcesz mnie chronić!!! Sam też potrafię to zrobić!!! Nie jestem dzieckiem!!!- wrzasnął głośno i odwrócił wzrok gdy Pein zaczął klaskać.
- Cudowne przedstawienie. Kłótnia kochanków ze śpiącą królewną w roli głównej.- posłał im ten swój ohydny i drwiący uśmieszek
- Nie nazywaj mnie królewną!!!- krzyknął blondyn i nacisnął spust zamykając przy tym oczy.
Usłyszeli strzał, ale nie wydobył się on z broni chłopaka tylko nadszedł od strony wejścia. Odwrócili się, wszyscy oprócz Peina, obok którego ze świstem przeleciała kula. Uśmiechnął się triumfująco.
- Troszkę się spóźniłeś, a co najważniejsze nie trafiłeś- spojrzał na osobę stojącą w wejściu.- Itachi.
- Tsk. Pein.- szepnął z wściekłością i zaczął do niego podchodzić.
Tymczasem Naruto zastanawiał się dlaczego broń nie działa. Sasuke milczał. Nie wiedział co ma robić. Chciał pomóc Naruto, ale teraz przylazł jeszcze Itachi. W dodatku nie sądził, że ta jego "nadopiekuńczość" (on i tak sądził, że za mało się opiekuje blondynem) tak przeszkadza jego chłopakowi. Teraz mógł go ponownie tak nazywać, mimo wszystko przecież go kochał.
Był bezradny.
Itachi stanął dwa metry od Peina i wycelował w niego bronią raz jeszcze.
- Zabiję cię. Tu i teraz. Odpowiesz za wszystko. Odpowiesz za to co zrobiłeś Sasuke i mojej rodzinie!!!- krzyknął i ponownie z zimnej metalowej broni wystrzeliła kula, ale niestety tamten się uchylił.
- Itaś. Przecież już kiedyś próbowałeś. Mnie nie da się zabić.- ostatnie zdanie powiedział z tajemniczością w głosie, a po chwili wydał polecenie- Strzelać!!!
Wszyscy jego podwładni wykonali polecenie, ale z żadnego pistoletu nie wystrzeliła ani jedna kula.
Teraz Wielki Pein spanikował.
- Powiedziałem strzelać!!!
- Ojojoj. Czyżby broń nie działała?- zripostował pewien długowłosy blondyn stanąwszy uprzednio obok dwóch licealistów.
- Deidara! Co to ma znaczyć!!! Teraz zabiję cię na pewno. Zobaczysz!!!- krzyknął Pein, a wyglądał przy tym jak obłąkany.
włącz
- Łapać ich!!! Uchihę i Deidarę!! Zapłacą za to!!!- wydał kolejne polecenie. Około dwudziestu mężczyzn rzuciło się na nich. Pein zaczął podchodzić do nastolatków. Sasuke widząc to, od razu stanął przed blondynem w pozycji bojowej.
- Ja nie mogę cię jeden raz obronić?!- krzyknął blondyn i wyszedł naprzód rozkładając ręce jakby oddawał się w ofierze.
- Nie możesz!
- Dlaczego?! Kocham cię i nie zabronisz mi tego!!!
- On może cię zabić!!!
- No i co z tego?! I tak cię obronię.- rzekł stanowczo.
- Młotku! Przecież jak umrzesz to ja też będę musiał się zabić.
- A ja to co? Myślisz, że jak ty zginiesz, to ja będę chodził przeszczęśliwy?- zacisnął zęby.
- Nie, tylko...
- Zamknąć się gołąbeczki! Pogruchacie sobie w grobie!- uśmiechnął się i wyciągnął z kurtki broń. Wycelował i...
Obaj chłopcy szybko złapali się za ręce i zamknęli oczy niezdolni się choć odrobinę ruszyć. Strach ich sparaliżował.
Ale nic nie poczuli. Ani jeden, ani drugi.
Gdy otworzyli oczy przerazili się nie na żarty. W tym momencie do magazynu wparowała policja i zgarnęła wszystkich, a Pein śmiał się i wciąż powtarzał tylko "Tak wygląda zemsta".
   Na ziemi przed nimi leżał nieprzytomny Itachi. Krew, wszędzie pełno krwi. Z tego co słyszeli Pein strzelił trzy razy. Itachi miał zakrwawione ramię i głowę. Ale gdzie trafiła trzecia kula?
- I...I..ta...chi.- wyjąkał Sasuke i opadł na kolana obok brata. Naruto stał nad nim i wołał policjantów. Krzyczał żeby wzywali pogotowie.
Kiedy Sasuke był w szoku, Naruto wraz z pomocą policjanta zatamował krwawienie starszego Uchihy, a sam syknął z bólu.
Sasuke odwrócił się i jak przez mgłę spojrzał na blondyna.
- To nic. To tylko...- niestety nie dokończył. Z daleka słyszał tylko jak Sasuke go woła. To był jego Sasuke. Tylko jego i nikogo więcej.


*****
Gdy się obudził jego oczom ukazały się znajome twarze. Na łóżku siedziała Sakura głaszcząc go po ramieniu, Hinata dolewała kwiatkom wodę, Kiba wpatrywał się w niego opierając się o szafkę naprzeciwko niego. W drzwiach stał również Kakashi z Iruką. Po chwili zauważył, że do pokoju wchodzi jeszcze Neji i Suigetsu niosąc napoje.
- Ciii. Budzi się.- powiedziała cichutko Sakura.
- Jestem w szpitalu.- stwierdził blondyn.
- Brawo za spostrzegawczość.- warknął Kiba.
- Daj spokój. Nie musisz od razu się złościć.- upomniała go Sakura.
Nagle Naruto poderwał się i złapał dziewczynę za ramiona.
- Sasuke! Gdzie Sasuke?! A Itachi?!! Nic im nie jest?!! Muszę...
- Spokojnie. Już dobrze. Itachi śpi, Sasuke jest teraz u niego.- zaoponował Kakashi.
- Jak mogłeś narazić się na coś takiego!!!- powiedział wściekły Kiba i wyszedł.
- Pójdę z nim pogadać.- powiedziała Sakura i przytuliła chłopaka.- Dobrze, że jesteś cały.
- Naruto-kun. Te kwiaty dają moc szybkiego leczenia, więc wracaj szybko do zdrowia.- Hinata (któż by inny) zacisnęła ręce w pięści w geście determinacji.- Gambare.
- Arigatou. Są śliczne.- uśmiechnął się chłopak.
- Wiesz co Naruto. Ty masz jakąś dziwną moc pakowania się w kłopoty.- westchnął Iruka.- To była mafia!!! I to jeszcze PEIN!!! To psychopata jakich mało!!! Jak mogłeś się w to wpakować!!!- wybuchnął w końcu Iruka.
- Przepraszam Iruka-sensei. Wiecie co mi poprawi zdrowie i humor?
- Co?- wszyscy popatrzyli na niego wyczekująco.
- RAMEN!!!- krzyknął wniebogłosy i tym sposobem rozbawił wszystkich przyjaciół. Wszystkich oprócz tych dwojga.

   Sakura przysiadła obok szatyna, który siedział z twarzą w dłoniach ledwo powstrzymując się od płaczu.
- A to ty mówiłeś, że za bardzo mu matkuje!- krzyknęła i walnęła chłopaka z całej siły w plecy, aż zatoczył się do przodu i kaszlnął głośno.
- Jesteś strasznym hipokrytą!- spróbowała ponownie, ale chłopak nie odwrócił się w jej stronę. Nie uśmiechnął się jak zwykle i nie powiedział "To po prostu straszny idiota." Stał i milczał.
Dziewczyna wiedziała, że teraz tylko ona może mu poprawić humor.
- Kiba. Nic mu nie jest. On żyje i jest szczęśliwy.- uśmiechnęła się znowu do niego podchodząc. Odwróciła go w swoją stronę - nie opierał się - i przytuliła do ramienia. Teraz głaskała go po włosach jak małe dziecko, ale jemu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
- Ja po prostu nie mógłbym sobie wyobrazić życia bez niego. Uratował mnie i zmienił.- szepnął i roześmiał się gorzko.- w pewnym sensie jestem od niego uzależniony. Szczerze mówiąc byłem zazdrosny. O niego i Sasuke. On już nie będzie nas potrzebował.
- Zwariowałeś?! Zawsze będę was potrzebował!!!
Oboje spojrzeli na blondyna idącego w ich stronę, a Kiba spalił buraka, więc odwrócił się szybko, Sakura roześmiała się głośno.
- Naruto! Ty to masz wyczucie czasu. Hahaha!
- A jak! W końcu jestem Uzumaki Naruto i mam najwspanialszych przyjaciół jakich można mieć!!!
Kiba odwrócił się i odwzajemnił uśmiech.
- A ty Kiba nawet nie myśl, że kiedykolwiek przestanę was potrzebować.- udał naburmuszenie.- Kto będzie mnie pocieszał jak się z Sasuke pokłócę, albo z kim mam jeść Ramen co? W stu procentach was potrzebuję, a wy mnie!!!- wyszczerzył się i wystawił kciuk.
- Tak, wiem, wiem!!! Dosyć tego dobrego! Wracaj do łóżka idioto.- pokręciła głową Sakura.
- No czar magicznej chwili prysł.- wzruszył ramionami blondyn.
- Leć do łóżka, albo cię skopię!
- AAAAAAAAA!!!!!- zaczął krzyczeć i udawał że ucieka przez korytarz, dziewczyna zatrzymała się jeszcze i stojąc tyłem do szatyna powiedziała.
- Naruto zawsze będzie nas potrzebował tak jak ja zawsze będę potrzebować ciebie.- i pobiegła dalej krzycząc za chłopakiem.
Gdyby teraz zobaczyła Kibe to pewnie zrobiłaby to samo co on. Spalił największego buraka świata.
- Ona mnie potrzebuje. Potrzebuje... mnie.- szepnął i dobry humor mu wrócił.- No, to teraz biorę się do roboty.

- Itachi. Gdybyś zginął i ty i Naruto to ja bym się załamał. Nie potrafiłbym żyć. Przepraszam, że was w to wpakowałem. Naprawdę mi przykro. Nie chciałem!!! Chciałem to załatwić sam, ale byłem za słaby. Znowu musiałeś mnie ratować!- krzyknął Sasuke, a łzy od dobrych kilku minut kapały na białą pościelą pod którą leżał jego brat.- Szkoda, że mnie nie słyszysz.- westchnął głośno.

- Gdzieś słyszałem, że podobno ludzie w śpiączce słyszą wszystko. Po prostu nie mogą na to zareagować.
Chłopak odwrócił się i uśmiechnął blado na widok swojego nauczyciela opierającego się o futrynę. Ten po chwili wszedł zamykając drzwi i stanął obok chłopaka.
- Mówisz, że słyszą?
- Wybaczę ci ten raz nie nazwania mnie senseiem, a oni słyszą. Wszystko. Zdradzę ci sekret skąd to wiem.
Brunet wyraźnie się zaciekawił. Była to jakiegoś rodzaju chwilowa odskocznia od tych wszystkich negatywnych uczuć, które w nim siedziały.


 Mężczyzna postawił sobie krzesełko i usiadł opierając się o jego brzeg. Wpatrując się w chłopaka zaczął opowiadać.
- Kiedy byłem w liceum przydarzyło mi się coś podobnego.
- Zapadłeś w śpiączkę?
- Nie. Mój przyjaciel. Wdał się w bójkę. On był jeden, a ich sześciu. Uwielbiał takie bitwy. Ja w miarę możliwości go kontrolowałem, ale nie zawsze byłem w stanie. Po tej bójce tak mocno go pobili, że zapadł w śpiączkę.
- On żyje?- spytał ostrożnie.
- Tak, ale wtedy byłem przerażony nie na żarty. Leżał uśpiony przez pół roku. Starałem się przychodzić do niego codziennie i zawsze przekonywałem siebie „To dziś, dzisiaj się obudzi. Na pewno”. Każdego dnia to sobie powtarzałem. Był moim przyjacielem i nadal nim jest. Tylko tobie to powiem, bo jesteś w prawie identycznej sytuacji.
Chłopak nadstawił uszu i czekał, bo opowieść zrobiła się naprawdę interesująca.
- Każdego dnia mówiłem mu o tym co się działo, jak u mnie w domu, jak trzymają się jego rodzice i że wszyscy w klasie chcą wiedzieć czy nic mu nie jest.
Pewnego dnia nie wytrzymałem. Dla mnie trwało to za długo. Nie mogłem z nim pogadać, nie mogłem zobaczyć jak się uśmiecha, ani jak przeprasza mnie za to, że znowu się bił.- parsknął śmiechem.- Po tych bijatykach zawsze przychodził do mnie, a ja już miałem przygotowaną apteczkę i wszystko co potrzebne.
- A dałbym głowę, że to ty w czasach szkolnych rozrabiałeś.- uśmiechnął się brunet.
- Mogę na takiego wyglądać. Tego dnia kiedy nie wytrzymałem nachyliłem się do niego i płakałem, najgłośniej jak potrafiłem. Wiesz co mu wtedy wykrzyczałem?
- No co?- szepnął.
Nastąpiła chwila ciszy, a napięcie rosło i rosło i rosło i…
Kakashi
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
- Jak na coś wpadniesz to mi powiedz. Może trafisz.- uśmiechnął się cwaniacko Kakashi.
- No nieeeeeee.- jęknął brunet.- Chcesz mnie trzymać w niepewności!!!!
- Oczywiście. W końcu nauczyciel tylko daje wskazówki, a nie całe odpowiedzi.- znów uśmiechnął się cwaniak jeden. (Jak on wie to jest fajnie. Ja też chcę wiedzieć co mu powiedział ten jego przyjaciel!!! Jakieś pomysły? dop.autor)
- Jesteś wredny.- skwitował chłopak i poczuł jak coś uderzyło go w głowę.
- Trzymaj. To nieodpowiednia chwila, ale to prezent na twoje urodziny.
Chłopak obojętnie rozpakował prezent po czym zarumienił się lekko, ale i z błyszczącymi oczami przyglądał się owej rzeczy.
- I jak?
-To… skąd… i jak… przecież. Skąd wiedziałeś, że…- plątał się.
- Obserwuję Sasuke, a poza tym mamy podobny gust jeśli chodzi o literaturę.
- Co? Ale jak to?!
Nauczyciel uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Ale przecież tego nawet nie ma jeszcze w księgarniach!- powiedział nadal przejęty chłopak.
Cieszył się. To nie było nic złego, potrzebował tego.
- Mam swoje kontakty.- puścił mu oczko.- aha i Sasuke!- zawołał przed wyjściem i szepnął.- Niektóre momenty pomiędzy Takano, a Onodera mogą ci się przydać potem z Naruto.
- Sensei!!!- żachnął się i zarumienił.
- Hehehe. Chodź. On już się obudził.
- Nic mu nie jest?- spytał niepewnie.
- Ma lekką ranę po postrzale na udzie. Siostra powiedziała, że powinien mieć stała opiekę w domu.- powiedział niewinnie.
- To znaczy?- spytał ostrożnie chłopak.
- Wiesz, takie podstawowe czynności.- powiedział i wyszedł z pokoju.
Chłopak ruszył za nim do sali, w której leżał blondyn.
- Czyli?
- No wiesz. Mycie, ubieranie się, czesanie i tym podobne. Ja bym skorzystał z okazji.
- Kakashi! Przestań!
- Dobra, dobra. Już przestaję.

   Naruto mimo przyjemnej rozmowy z przyjaciółmi czekał, aż przyjdzie Sasuke. Wypatrywał go co chwilę. Kiedy wrócił z Sakurą i Kibą do pokoju dziewczyna go skarciła. W końcu był ranny, ale przez chwilę poczuł się naprawdę dobrze. Co poradzić. Z dziewczynami się nie dyskutuje.
- Yo!- wszedł do środka Kakashi uśmiechając się od ucha do ucha.- Sasuke do nas wrócił.
Wrócił? Pomyślał Naruto i od razu zadał nurtujące go pytanie.
- A właściwie jak długo spałem?
- Tydzień. Byliśmy naprawdę przestraszeni. Teraz to będę ci bardziej matkować niż kiedykolwiek wcześniej.- powiedziała stanowczo różowo włosa.
Sasuke uśmiechnął się do blondyna, a ten nieśmiało odwzajemnił uśmiech i spuścił wzrok.

- Dobra dzieciaki! Już późno! Pozwólmy Naruto odpocząć!- pouczył wszystkich Iruka.
- Dobra! Trzymaj się stary!- krzyknął Suigetsu.- Do zobaczenia Sasuke!
- Zdrowiej Naruto-kun
- Masz mi nie wstawać z łóżka!- upomniała chłopaka przyjaciółka.
- Naruto. Naprawdę o siebie dbaj, a jak wyzdrowiejesz to zagramy w piłkę!- uśmiechnął się Kiba.
Kiedy wszyscy już wychodzili Neji szepnął do blondyna.
- Opiekuj się Sasuke. On ciebie teraz potrzebuje.
- Pewnie.- uśmiechnął się w odpowiedzi rumieniąc się lekko.
Kiedy wszyscy byli już w korytarzu Kakashi zatrzymał w drzwiach Irukę i spojrzał sugestywnie w stronę bruneta.
- Nie martw się. Iruka z tego wyszedł, Itachiemu też nic nie będzie.
- Kakashi!!! Nie martw się Sasuke. A ty o czym teraz mówisz co!!!- wydarł się Iruka i wyszedł.
Białowłosy puścił oczko do chłopaka, a ten uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Czyli to Iruka był tym chłopakiem. Hehehe. Nie spodziewałbym się tego.
- Co?- odezwał się blondyn.
- Nie nic. Jak się czujesz?
- Trochę mnie boli, ale dobrze.- uśmiechnął się łagodnie i pogładził chłopaka po policzku.
- Przepraszam.- szepnął.
- He?...
- Za to wszystko. To dlatego, że nie potrafiłem dać sobie sam rady.
- Sasuke.- szepnął czule blondyn i pogłaskał chłopaka po włosach, a ten spojrzał na niego zdziwiony.- Ktoś mi kiedyś powiedział, że tylko człowiek który odnajduje pomoc w bliskich jest silny i wygrywa. Ten, który próbuje wszystko zrobić sam jest z góry przegrany. Sasuke. Nic tu nie jest twoją winą, a kiedy Itachi się obudzi powie ci to samo.
- Dziękuję. Naruto?
- Hmm?
- Kocham cię.- powiedział patrząc prosto w oczy blondyna.
- C... Nie mów takich rzeczy teraz!!!- odwrócił wzrok.
- Ale to prawda! Jesteś słooooodki.- uśmiechnął się brunet
- Nie mów tak o facecie!
- Ale jesteś.
- Przestań.
- Naruto.
- Cze...- nie dokończył pytania gdyż Sasuke wpił się w jego usta z szybkością światła. Naruto nie protestował.
 Zarzucił mu ręce na szyję. Całowali się lekko choć długo, jakby się bali że zaraz znikną.
- Mówić nie mogę, ale pokazać już tak?- spytał złośliwie brunet.
- Przestań. W takim momencie psujesz atmosferę.
- Wcale nie.- odpowiedział z szelmowskim uśmieszkiem i ponownie pocałował chłopaka. Krótko, ale czule.
- Jestem teraz szczęśliwy. To tylko dzięki tobie. Naruto. Kakashi coś dał mi na urodziny .- rzucił mangę na łóżko.- Powiedział, że niektóre momenty mogę wykorzystać.- podniósł sugestywnie brwi.
- Sekai ichi hatsukoi? Przecież tego tomu jeszcze nie ma w sklepach.
- Skąd wiesz?
- Patrzyłem.
- Dlaczego?
- Oj... no. Chciałem ci kupić.- powiedział rumieniąc się lekko.
- Hehehe. Kocham cię na zabój Naruto.
- Ja też... kocham cię. Przygotuj się na to, że jak wyjdę ze szpitala to ani na chwilę nie spuszczę cię z oka.
- Będziesz ze mną cały czas?- spytał flirciarsko podnosząc brwi, młotek nawet nie wiedział co mu się tam roi w tej głowie.
- Cały czas.- potwierdził blondyn z determinacją.
- Nawet w nocy?
- Tak!- krzyknął szybko, ale gdy zorientował się o co mu chodziło szybko dodał.- No wiesz! Chodzi o to, że... że po prostu pooglądamy filmy i...i...
- i co?
- oj no Sasuke! Przestań być taki pewny siebie. Wiem! Będę w szpitalu jeszcze trochę. Mam pomysł. Zagrajmy w kamień, papier, nożyce. Jeśli ja wygram spełnisz moje 5 życzeń, a jeśli ty to ja twoje 6.
- Dlaczego ja dostałem bonus?
- Bo na razie nie mogę się za bardzo ruszać i będziesz musiał trochę poczekać. Okey?
- Dobra. Zagrajmy. Raz, dwa, trzy...
Zagrali trzy rundki, a wygrał...

HWTM 13

Muszę Was przeprosić ale gdzieś zapodział mi się rozdział 12 i nie mogę go nigdzie znaleźć, więc go streszczę.

W tym rozdziale minęło już trochę czasu i były wakacje. Była sytuacja gdzie Sasuke uciekał przed Naruto. Ten z kolei powiedział, że nigdy sie nie podda i odzyska go spowrotem. "Sasuke. Nie jesteś sam."
Sasuke spotkał tez Peina, który chce wciągnąć go znów w ciemne interesy

Gomen...

Rozdział 13 - To tylko zły sen

Sasuke wrócił do domu późnym wieczorem. Nawet nie pofatygował się, aby pójść po schodach do swojego pokoju tylko od razu rozwalił się na kanapie w salonie. Ten dzień był dość wyczerpujący. Wiedział, że Naruto i tak nie zrezygnuje i będzie chciał się dowiedzieć co jest grane. Tak więc brunet obiecał mu, że powie kiedy będzie gotowy i na razie niech nie naciska. Naruto się zgodził i resztę dnia spędzili razem nad rzeką rozmawiając i o dziwo nawet się śmiejąc. Sasuke naprawdę się bał. Niemożliwym było to, aby nikt ich wtedy nie widział. Miał na myśli nikt z Tej bandy. To jest chyba ten czas, w którym należy wyjaśnić dlaczego to Sasuke ma odpowiedzieć za błędy swojego brata i "tamtej dwójki" jak to określił Pein.

   Tę historię należy zacząć wydarzeniem sprzed 4 lat. Nasi główni bohaterowie byli wtedy w piątej klasie podstawówki. Rodzice Naruto i Kohohamaru jeszcze żyli tak samo jak rodzice Sasuke. Itachi miał wtedy 21 lat. Chciał zostać wielkim malarzem, ale nie wszystko poszło tak jak chciał. Firma jego ojca zaczęła popadać w długi przez co jego rodzina traciła środki na życie. Itachi chciał pomóc pracując w firmie, ale ojciec się nie zgadzał. Jednego wieczora kiedy brunet wracał zmordowany z jednej pracy w barze zaczepił go pewien zakolczykowany gość.
- Dobry wieczór. Uchiha Itachi prawda?
- Skąd mnie znasz?- spytał podejrzliwie.
- Po prostu obserwowałem cię od niedawna i wiem, że twoja rodzina potrzebuje pieniędzy.-
- Nie obchodzi mnie praca u ciebie jeżeli chcesz mi ją zaproponować.- odwrócił się i ruszył dalej. Niczym niezrażony nieznajomy ruszył za nim.
- Ta praca jest prostsza i lepiej płatna.- próbował go zachęcić.- Mógłbyś spędzać więcej czasu z bratem.
Itachi zatrzymał się. Prawdą było to, że bezgranicznie kochał młodszego braciszka. Trudno było to pojąć komukolwiek innemu niż jego matce, ale mógł zrobić dla Sasuke wszystko.
- Jeżeli to coś nielegalnego to...
- Itachi. My się chyba nie zrozumieliśmy.- zaczął z chytrym uśmieszkiem i wyciągnął nóż.- Ja CHCĘ żebyś dla mnie pracował. Jeśli się nie zgodzisz już więcej nie spędzisz czasu z bratem.
- Chcesz mnie zabić?- spytał spokojnie Uchiha.
- Nie ciebie.- Zaprzeczył.- Ale Sasuke owszem.- i znowu ten uśmiech.
    W taki właśnie sposób Itachi zaczął pracować na Peina. Nienawidził tej pracy. Nienawidził tych dragów i innych używek i nie chciał ich sprzedawać, ale musiał. W tej tajnej organizacji nazwanej przez Peina brzaskiem" większość chciała mieć taką łatwą pracę, ale Itachi znalazł wśród tych ludzi przyjaciół. Prawdziwych. Deidara i Sasori. Oni byli tą ową "dwójką". Raze, poszli na policję i wszystko opowiedzieli.
Złapali wielu pracowników Peina, ale nie jego samego. Byli też przy tym jak z budynku po kolei wyprowadzali wszystkich przestępców w tym również jednego ucznia podstawówki.
- Sasuke!!!- krzyknął wtedy Itachi i podbiegł do brata.
- Itachi? Co ty tu robisz?- przestraszył się.
Starszy dał znak policjantowi, aby puścił młodego, który stanął i tylko patrzył na starszego brata.
- To ja się ciebie pytam! Co ty tu robisz Sasuke? Co oni ci zrobili? Jesteś ranny?- zadawał milion pytań na sekundę.
- Nic mi nie jest. Ja też...
- Co?
- Ja też dla niego pracowałem.- powiedział cicho spuszczając wzrok.
- Dlaczego?! Sasuke? Dlaczego!!!!- potrząsnął piątoklasistą.
- Bo... Bo on powiedział, że muszę. Jeśli bym tego nie sprzedawał to on by zabił ciebie i mamę i tatę też. Nie chciałem na to pozwolić.- rozpłakał się.
- Już Sasuke w porządku.- przytulił brata.
   Tego dnia Sasuke bardzo się zmienił. Okazało się bowiem, że mężczyźni którzy pracowali dla tego zwyrodnialca Peina znęcali się nad młodym Uchihą. Nad małym około dwunastoletnim chłopcem. Znęcali się nie tylko psychicznie, ale i fizycznie w sposób bestialski. Itachi był na siebie jeszcze bardziej wściekły kiedy okazało się, że go zgwałcono. Nienawidził siebie, ale jeszcze bardziej nienawidził Peina. Chciał go zabić, ale ten uciekł i już więcej się nie pokazał. 
    Parę dni później gdy państwo Uchiha jechało na spotkanie w ich samochód wjechał tir. Umarli na miejscu. Itachi dowiedział się pierwszy. Usiadł w kuchni i schował twarz w dłoniach. Płakał. Musiał się wypłakać teraz. Sam, aby potem nie okazać słabości przy Sasuke.
- Dlaczego teraz? Mamoooooo!!! Tatooooo!!!- płakał głośno wołając rodziców na różne sposoby, ale oni i tak nie wrócili. Już nigdy. Kiedy Sasuke wrócił ze szkoły zastał starszego brata w kuchni z pogrzebową miną.
- Itachi? Co się stało? Gdzie mama? Obiecała, że zrobi mi dzisiaj budyń. Nie mogę się doczekać.- zaśmiał się i oblizał usta.
- Mama nie wróci.- powiedział matowym głosem stojąc tyłem do młodszego brata.
- Co? Musi zostać w pracy? Ale obiecała.- naburmuszył się niczego nieświadomy chłopiec.
Itachi ukląkł przed nim i spojrzał na niego smutnymi oczami. 
- Posłuchaj mnie uważnie Sasuke.- złapał młodszego brata za rękę.- Rodzice jechali na spotkanie i... i...
- i co?- ponaglał starszego brata Sasuke martwiąc się już trochę.
- I mieli wypadek...
- Są w szpitalu?- przestraszył się młody Uchiha.- Trzeba do nich szybko jechać.
- Nie trzeba.
- Och. A więc są cali? Jakie szczęście...
- Nie.
- Hm? Nie.. Nie rozumiem.
- Sasuke. Mama i tata. Oni... nie żyją.
    Nastąpiła cisza podczas której słychać było tylko zegar tykający w kuchni i muchę, która latała gdzieś ponad ich głowami.
- Mama i... tata... oni... co?- szeptał cicho chłopiec.
- Sasuke. Wszystko będzie dobrze obiecuję.
- Wcale nie będzie!!! Przecież oni już nie wrócą!!! To jak... jak to się stało!!!! Nie!!! Nie!!! Nie!!!- wrzeszczał i płakał histerycznie Sasuke.
    Następnego dnia przestał się odzywać. Itachi zabrał go do domu Deidary i Sasoriego, którzy na razie mieszkali razem, a sam szukał pracy. Sasuke nie odzywał się przez pół roku.
Ale pewnego dnia wpadł do domu i powiedział, a raczej krzyknął.
- Co na obiad?!
Itachiego wówczas nie było, a pozostała dwójka wyjrzała z kuchni i wytrzeszczyła oczy.
- Sasuke? Dobrze się czujesz?- spytał niepewnie blondyn.
- Dobrze. Tylko mógłbyś mi nalać mleka.- poprosił młody.
- A! Tak, pewnie!- Deidara szybko wbiegł do kuchni i w pośpiechu szukał szklanki.
Natomiast Sasori podejrzliwie przyglądał się piątoklasiście, ale za chwilę razem z nim wszedł do pomieszczenia.
- Proszę!- niemalże krzyknął blondyn podając Sasuke szklankę. Chłopiec wypił wszystko za jednym razem.
- I jak?- spytał znowu Deidara.
- Pyyyyyyyycha!!!- uśmiechnął się szczęśliwy brunet.
- Sasuke? Co się stało?- zdziwił się czerwonowłosy i wskazał poobdzierane łokcie i kolana bruneta.
- A. To? To nic. Tylko się przewróciłem, a właściwie przewróciłem kolegę i musiałem go odprowadzić do pielęgniarki. Mi dała plastry, a Naruto zasnął u niej w pokoju.
- Naruto?- powtórzyli jednocześnie w zamyśleniu.
- Yhm. Kolega z klasy. Pewnie ma zagraniczne korzenie, bo ma jeszcze bardziej blond włosy od ciebie Deidara.- znowu się uśmiechnął.
    Chłopaki byli w szoku. W końcu nie odzywał się ponad miesiąc i nagle uśmiecha się jak gdyby nigdy nic. Dziwne. Tego dnia również Itachiemu się poszczęściło. Znalazł pracę. Malował obrazy dla takiej małej firmy, więc razem z Sasuke się przeprowadzili. Parę tygodni później Deidara  musiał wyjechać do Anglii, ale nie stracili ze sobą kontaktu. Jeśli chodzi o Sasoriego to ten został w swoim mieszkanku i nie miał zamiaru się z niego ruszyć.

    Oto cała historia opowiedziana w takim minimalnym skrócie. Jak widać podczas mojego opowiadania nasz licealista uciął sobie drzemkę. Leżał teraz na kanapie i śnił. Po jego minie można było stwierdzić, że o czymś przyjemnym.
    Naruto także wrócił teraz do domu i mimo jakiegoś wewnętrznego niepokoju cieszył się, że w jakimś sensie wszystko wróciło do normy. Dotknął z czułością małej paczuszki spoczywającej na dnie jego kieszeni. Rozebrał się i odniósł małe zawiniątka na swoje miejsce pod biurkiem, po czym zszedł i położywszy się na kanapie włączył telewizor. Po jakimś czasie podobnie zresztą jak Sasuke zasnął.
- Dam radę Sasuke... Nie martw się... Ochro...nie cie.- wymamrotał cichutko i już spał jak zabity.


*****

Co?... Gdzie ja jestem?
Naruto chciał się podnieść, ale coś mu to uniemożliwiało. 
Co? Moje ręce!
Próbował jakoś wyślizgnąć się z węzłów, ale nie potrafił. Patrzył na wszystko zamglonym wzrokiem i nie miał siły żeby się podnieść. Dostałem jakieś prochy.
Ktoś się nad nim pochylił i wziął jego twarz  w dłonie.
- Nareszcie sie obudziłaś śpiąca królewno! Nie strasz nas tak!- powiedział kpiąco jakiś mężczyzna koło czterdziestki i rzucił blondynem.
- Gdzie... ja...- mamrotał cicho chłopak.
- A no tak! Jesteś w moim domu krótko mówiąc.- zaśmiał się obleśnie.
-Kim ty...- mówił wciąż cicho.
Z tego co zrozumiał to został porwany i wstrzyknięto mu jakiś narkotyk.
- Gdzie moje maniery! Przepraszam! Przecież my się nie znamy! Sasuke nas sobie nie przedstawił. Nazywam się po prostu Pein. Najbardziej poszukiwany handlarz narkotyków i zabójca w Japonii.- znowu uśmiechnął się bezczelnie i jakby z siebie dumny.
- Dlaczego mnie tu trzymasz?- spytał już bardziej przytomnie chłopak i dźwignął się do postawy siedzącej.
- To proste. Chcę się poznęcać nad Sasuke.
Sasuke? Blondyn od razu się szarpnął, ale sznury dalej nie chciały puścić. Nogi też miał związane. Paranoja! Jak licealista mógł się wplątać w takie bagno!
- Do czego ja ci jestem kurwa potrzebny?!- wrzasnął już całkiem trzeźwo.
- Ojojoj. Jakie słownictwo. Rodzice cię nie nauczyli, że starszych się szanuje.- przy ostatnim słowie kopnął chłopaka po twarzy.
Pein podciągnął go za włosy i spojrzał głęboko w oczy z kpiną odczuwalną na kilometr. Naruto plunął mu prosto w twarz.
- Smarz się w piekle! To przez ciebie Sasuke się taki stał!?Zdechnij!!!
Dwóch osiłków ruszyło się, ale mężczyzna ich powstrzymał.
- Spokojnie. Za niedługo zrobi się zabawniej. Poczekajmy tylko na Sasuke.
Splunął przed chłopakiem i razem ze swoimi sługusami opuścił pomieszczenie pozostawiając Naruto w zupełnych ciemnościach.
- Sasuke. Nie przychodź tu. Błagam cię. Nie przychodź. Nie przychodź. Nie...- siedział tam w kółko powtarzając to samo.
Okropnie się bał. Przez swoją głupotę naraził nie tylko siebie, ale również osobę którą kochał. Nie mógł sobie tego wybaczyć.

*****

- Wujku! Nadal go nie ma! Kiedy wrócisz?! Poszukajmy go razem.- szlochał Konohamaru do słuchawki.
- Jeszcze muszę zostać w pracy. Naruto na pewno jest cały. Nie martw się. Lece. Papa- podtrzymał go na duchu Jiraya.
- Tak. Na pewno nic nie jest. Pewnie by zadzwonił gdyby tak było!- krzyknął wkurzony Konohamaru i już wybierał numer do osoby odpowiedniej.- Sakura Onee-chan? Tak. Nie ma u ciebie braciszka?
- Naruto? Nie. Nie widziałam go dzisiaj. Co się stało?
- Po prostu go nie ma, a jego kurtka wisi na wieszaku. Nie wziął też telefonu. To do niego niepodobne.
- Masz rację. Konohamaru. Zostań w domu na wszelki wypadek, a ja pójdę do Kiby.
Z racji tego, że mieszkali koło siebie szybko pobiegła do przyjaciela i wszystko wyjaśniła.
- Masz rację. To faktycznie do niego nie pasuje. Dzwoniłaś jeszcze do kogoś? Może jest u Sasuke.
- Phie... Dlaczego miał by u niego być?!- syknęła.
- Spokojnie, może się pogodzili.- próbował Kiba.
- Na pewno nie!
- Spróbujmy. Ja zadzwonię.
- Jak chcesz.- pozwoliła ze złością.
Szatyn wykręcił numer i ze zwierzakiem na swoich kolanach zadzwonił do domu Uchihy.
- Halo? Jest Sasuke?
- Nie. Mówi Itachi. Właśnie miałem dzwonić czy nie ma go u ciebie albo Sakury.
- Naprawdę? Ja chciałem spytać czy może nie ma u was Naruto.- powiedział ze zdziwieniem.- Itachi. Zaraz będę u ciebie z Sakurą.
- Okey.
   Jak powiedział tak szybko z Sakurą pobiegli do domu przyjaciela. Pogadali i nie mogli zrozumieć co się dzieje.
- Muszę wam coś pokazać.- powiedział poważnie Itachi i wyszedł z pokoju po czym wrócił trzymając w ręku pigułki i proszki.- To od niedawna sprzedaje Sasuke.
- Nie. Niemożliwe! Nie znowu!- złapał się za głowę Kiba.
- Znowu?- zdziwił się brunet.
- Kiba. Powiem mu.
Chłopak skinął.
- Kiedyś Kiba sprzedawał narkotyki i gdyby nie Naruto to niewiadomo co by się stało z nim, z naszą przyjaźnią.- wyjaśniła.
- Rozumiem. Kiba. Nie martw się. Ja też musiałem to sprzedawać, inaczej Pein...
- CO?!- krzyknął znowu spanikowany Kiba
- Pracowałem dla tego skurwiela.- powiedział smutno.
- Nienawidzę go!!!- wrzasnął niespodziewanie szatyn.- Rozpieprzył mi rodzinę!!! Przez niego... Teraz chce dorwać Naruto i Sasuke- przeraził się.
- Po moim trupie.- postanowił Itachi i zaczął się ubierać.- Wracajcie do siebie i w razie co miejsce przy sobie komórki. Robi się gorąco, więc zostańcie razem.
- Idę z tobą!!! Ta szmata chce zabić moich przyjaciół!!!
- Kiba.- zaczął spokojnie Itachi.- Naruto by mi potem nie wybaczył, że cię zabrałem. Nie martw się  Załatwię to.- ostatnie zdanie wypowiedział z chytrym uśmieszkiem.

*****

- Gdzie on KURWA jest!!! Gadajcie!!!- wrzeszczał Sasuke do trzech strażników w magazynie. Byli cali poobijani i we krwi.
- Mu nie...
- Śpiewaj albo cię zabije!!! Rozumiesz?!! Gadaj!!!- potrząsał jednym z nich oszalały z wściekłości Sasuke. Był przerażający i płonął nienawiścią skierowaną tak naprawdę tylko do jednej osoby.
- N...Na W...Wakashiki Centre. W... W ma... magazynie.- wyjąkał przerażony mężczyzna.
Chłopak rzucił nim o ścianę i ruszył na tę ulicę z zamiarem zabicia. Licealista z rządzą krwi. Straszne.
Wszedł do magazynu. Cisza.
- PEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEIN!!!!!- wydarł się najgłośniej jak umiał.- WYŁAŹ!!! NIE BĘDĘ SIĘ Z TOBĄ BAWIŁ!!! ODDAWAJ NARUTOOOOOO!!!!- dyszał z wściekłości.
- Sa... Sasuke?- usłyszał zachrypnięty głos.
- Naruto!- krzyknął i podbiegł do pobitego i krwawiącego blondyna.- O Boże! W co ja cię wpakowałem.
- Przyszedłeś. Jednak Bóg nie wysłuchał mojej modlitwy. Teraz cię zabiją.- zapłakał gorzko.
- Naruto. Oczywiście, że przyszedłem i oboje z tego wyjdziemy. Obiecuje ci to.- pogłaskał go po splamionych krwią włosach i przytulił.
- How sweet!!!- usłyszeli kpiący głos i już po chwili Sasuke stał z pistoletem wycelowanym w Peina, za którym stało z dziesięciu jego ludzi.
- Wypuść go.- powiedział lodowato.
- Przykro mi, ale nie mogę. Dopóki go mam mam i ciebie
- Zamknij się!!! Wypuść go, a ze mną zrób co chcesz!
- Tak bardzo się za mną stęskniłeś Sasuke?
- Zamknij się.
- Za moim uśmiechem?
- Cicho bądź.
- Za moim dotykiem?- z każdym pytaniem coraz bardziej się przybliżał.
- Za moim oddechem?
- Zamknij się. Zamknij się. Zamknij się.- szeptał.
- Zostaw go skurwielu!!! Nie wiem o co ci chodzi, ale nie krzywdź Sasuke!!! Zrobię dla ciebie wszystko!!! Obiecuję!!! Wszystko!!!- krzyczał panicznie przerażony o życie Sasuke blondyn.
Pein zrobił ruch ręką i w następnej chwili dwóch z jego ludzi trzymało Sasuke.
- Kurwa!!!- przeklął się za stracenie czujności.
- Wszystko?- spytał zaciekawiony Pein i kucnął przed Naruto dotykając jego policzka. Ten chciał się cofnąć z obrzydzeniem, ale nie miał gdzie.
- Wszystko.- potwierdził.
- Pein!!! On nie ma z tym nic wspólnego!!! Zostaw go!!! 
- Ciiiiii.- uciszył go gestem mężczyzna.- Wszystko Naruto?
- Tak.
- Mam propozycję. Wyliż moje buty, a potem się rozbierz.- oblizał się pożądliwie.
- Co? Ale...
- Mówiłeś wszystko Naruto. Wszystko.- wyszeptał mu do ucha.
- Nie zgadzaj się!!! Masz mnie nie ratować Naruto! Rozumiesz?!!! Nie chcę ratunku!!! Nie chcę!!! Nie słuchaj go!!!!
Naruto uśmiechnął się przepraszająco w stronę ukochanego.
- Kocham cię Sasuke, dlatego muszę.
- NIEEEEEE!!!!!!- wrzasnął brunet co przypłacił ciosem w szczęke.
- Sasuke! Zrobię to! Zrobię. Tylko go nie bijcie. Proszę.- błagał Naruto.- Ale musisz mnie rozwiązać.- powiedział jeszcze po chwili.
- Na razie nie muszę. Liż.- rozkazał.
- Dobrze.
Zbliżył swoje usta do buta Peina i...

niedziela, 3 stycznia 2016

"Jestem tu!" CZ.3

- Hi... Hinata. Gumen.. Gumenasai- skłonił się głęboko co oznacza bardzo duży szacunek dla rozmówcy. Drgnął gdy poczuł dłoń przyjaciela na ramieniu. Ten podniósł go i złapał za drugie ramię, patrzył przez chwilę hardo. Jakby szykował się do powiedzenia czegoś bardzo ważnego, i tak w rzeczywistości było. Brunet czekał, bał się ruszyć nawet o milimetr, choćby oddech. Czuł ciężar, jakby wgniatało go w ziemię. Zacisnął na chwilę powieki, czekając na odpowiedź...
- Kageyama.- zdziwił się słysząc spokojny, nazbyt łagodny ton jego głosu. Otworzył oczy i to był jeden z tych momentów które pamięta się całe życie. Jakby czas się zatrzymał. Przed nim stał Hinata, uśmiechając się tak delikatnie, ale nie byli na sali. Stali pod drzewem wiśni, z którego opadały różowe płatki, a wokół nie było nic. Białe tło. Tylko to drzewo, Hinata i on. to trwało zaledwie parę sekund, ale dla chłopaka to był cudowny moment, który mógłby ciągnąć się w nieskończoność.
- Kageyama. Jesteśmy przyjaciółmi, nie oczekuj ode mnie wielkich słów.Jesteśmy chłopakami, ale nie obrzydza mnie to. Nie nienawidzę Cię i myślę, że... zrobię to dla Ciebie. W walentynki...- tu zwiesił trochę głos i zarumienił się lekko.- ..j.. jestem twój. Możesz zaplanować ten dzień jak tylko chcesz. A potem...- tu rudzielec zamknął oczy.- Zastanowię się nad odpowiedzią.- powiedział szybko, a gdy ponownie spojrzał na bruneta spanikował.- Kageyama.. co jest. Sorki.. coś powiedziałem?
- N... Nieeee....- zdołał wykrztusić z siebie chłopak. Był taki szczęśliwy. Tak bardzo szczęśliwy, jakby urwał kawałek nieba, jakby dostał perłę z głębin morza, jakby stał na szczycie góry i tak jakby musnął odrobinkę wiecznego szczęścia. Nie potrafił powstrzymać tych łez. Po prostu nie umiał.
- Eee... Proszę cię.. to dziwne kiedy płaczesz.. nie wiem co robić - mówił cicho patrząc w bok i podrapał się w tył głowy.
- Prze..prasz..am..- troszkę się opanował.- Już nie bę...- przerwał i nagle złapał Hinatę za nadgarstek.- Co się stało?!- krzyknął już tym swoim jak zwykle lekko wkurzonym tonem.
- Eee.. ja tylko.- nastąpiła chwilka podczas, której rudzielec próbował coś wymyślić, co jak zwykle mu sie nie udało.- Myłem naczynia. Właśnie.

- Wiem, że kłamiesz. Uważaj na swoje ręce!!! Nie chcesz być chyba zwolniony z treningów?
- Nigdy!!!- padła szybka odpowiedź.
- To uważaj. Bo co ja zrobię jak cie nie będzie? Przecież jesteś moim idealnym partnerem.
- No wiem, wiem- zabrał rękę i się naburmuszył.- będę uważał.
- Ech... Jejku, jakim ty jesteś ciamajda.

- Wcale nie! Ty wielki Królu!
- Co? Ty jesteś małym karzełkiem.. haha!

- A Ty...
   Długo trwała tego rodzaju wymiana zdań, ale Kageyama tego chciał. Bał się, tak bardzo się bał, że to stracił raz na zawsze. Chyba był zbyt dużym panikarzem. Jednak jak na czymś nam zależy, to bardziej się tym przejmujemy, nieprawdaż?

- Widzę, że trzymają was dobre humorki- zagadnął na wejście Tanaka.
- O!.. Już minęło pół godziny?- zdziwił się nasz mały gigant (lubię go tak nazywać).
- Byliście tak pochłonięci rozmową, że nawet nie zauważyłeś jak weszliśmy- ich libero puścił mu oczko.
- W..wcale nie!- speszył się rudzielec.

- Dobra! Najpierw rozgrzewka chłopaki! Hinata! Kageyama! Rozłóżcie siatkę!- krzyknął kapitan drużyny.
- Hai!- padła obopólna zgoda.

Trening odbył się jak zawsze, nie różnił się niczym poza jednym. Tymi wszystkimi spojrzeniami kierowanymi w stronę Króla. Trochę to rozumiał mimo, że go to bardzo rozpraszało i denerwowało. Po treningu już szatni. Wszyscy przebierali się w jakiejś niezręcznej ciszy.
Ej! Nie róbcie tego, no powiedzcie coś.  Pomyślał Kageyama, bo przecież wszystko było już okej.
- Kageyama. Podasz mi moją koszulkę?- poprosił rudzielec.
- Uhm.- przytaknął i podał przedmiot. Ta atmosfera była dziwna i wiedział, że Hinata właśnie próbował ją przerwać, ale nie wyszło. Więc szybko się ubrał i wyszedł.
- Kageyama.- zabrał jeszcze głos stojąc w drzwiach.-Dziś wracam sam.- odwrócił się i pomachał wszystkim.- do jutra.
Uśmiechnął się tak jak zwykle i pobiegł.
W tym momencie ta cisza uległa całkowitej zmianie. Wszyscy rzucili się do swojego rozgrywającego.
Włącz

- Jak było?!- krzyknęli jednocześnie Tanaka i Nishinoya.
- Dogadaliście się?!- tu wtrącił się Suga.
- Nie było żadnej bijatyki?- Asahi.
- A jak się czujesz?- znów Tanaka.
- Wszystko okej?- Nishinoya.
- Ejj no weź. Opowiedz nam.- Tu padła prośba od łysola.
- Może jednak dacie mu spokój.- Asahi wykrztusił z siebie nerwowy śmiech.
- Asahi... Nie mów, że Ciebie to nie interesuje.- libero nie dawał za wygraną.- no no no... co się działo. Powiedz nam noooo... Przecież też pomoglismy!
- Tak tak.. Nishinoya ma racje.
- Tanaka-san. Arigatou. 
Pytania padały jedno po drugim, aż w końcu Kageyama nie wytrzymał i wrzasnął.
- Dajcie spokój!!! Wszystko w porządku!!!
   Przez chwilę zamarli z wytrzeszczonymi oczami, jednak po chwili uśmiechnęli się, a do głównego zainteresowanego podszedł kapitan.
- Wierzę w ciebie Kageyama. Postaraj się.- pokazał kciuka.
Chłopak rozejrzał się po członkach drużyny i też lekko się uśmiechnął.
- Arigatou.

Włącz
Hinata wracając wstąpił jeszcze do sklepu trenera.
- Hinata? Co się stało? Głodny?- uśmiechnął się.
- Ukai sensei. Ano. Mogę o coś zapytać?

- Pewnie. Wal śmiało.
- Miał pan kiedyś dziewczynę?
- ghr... he he.. oczywiście, że tak... czemu pytasz?- zdenerwował się trener, ale widząc świdrujące oczy nastolatka wiedział, że sprawa jest poważna. Miał takie oczy tylko i wyłącznie gdy się bardzo mocno skupił, a występowało to tylko podczas meczów.
- A odrzucił pan kiedyś kogoś?
- up.. Tego się nie spodziewałem. Tak. Niestety musiałem to zrobić.
- Sensei. Jak to zrobić, żeby tej osoby nie zranić?
Nigdy nie widziałem u niego takiej miny. Aż mi go żal.
- No.. Dobierając delikatnych słów.. Ale cokolwiek zrobisz odrzucenie to odrzucenie. I tak będzie ją to bolało.
Strzał.
Tak poczuł się chłopak gdy to usłyszał. Czyli nie było innego sposobu. Czyli on musi to zrobić. Czyli tak czy siak będzie musiał go zranić i wtedy ich relacje ulegną zmianie.
 Hinata zatrzymał się pod swoim domem i spojrzał w górę.
- Kageyama. Gumenasai. Demo... Ja muszę Cię odrzucić.
Czuł się jak zimny drań, a to przecież zawsze było na odwrót. To Wielki Król był tym draniem, który lekceważył wszystkich, a dziś pokazał mu swoją słabą stronę...
- Kageyama.. Gumenasai.- zasłonił sobie oczy i próbował zasnąć co nie przyszło mu łatwo.

______________
Jestem ciekawa czy komuś się podoba to opowiadanie. :)








czwartek, 24 grudnia 2015

Swiąteczny one-shot !!!!

Moje (nie)świętowane Święta


Już rzygam tymi wszystkimi ozdobami. I tak jest co roku! Człowiek nie może sobie w spokoju przejść przez ulice bez zobaczenia bombek, łańcuchów, świecidełek, prezentów i milionów tysięcy mikołajów. Jakie to irytujące. 
   Doskonale wiem, że nic nie mogę na to poradzić, więc tylko wzdychnąłem opatuliłem się bardziej szalikiem i ruszyłem przed siebie z rękami w kieszeniach, bo jak zwykle musiałem zapomnieć rękawiczek z domu. Przede mną rozpościerał się już lekko zapadających w mrok biały krajobraz. Rozumiem dlaczego wszyscy się tak ciesza, ale nie kumam czemu to stalo się tak komercyjne święto. Powinno być tak, że cała rodzina zjeżdża się i siadają przy jednym stole.
 Przypuszczam, że w wielu rodzinach tak to właśnie wygląda. Zawsze chciałem tak obchodzić święta z moją własną rodziną, której nie mam. Jejuuu.. jakie to wszystko jest beznadziejne. Nałożyłem czapkę na oczy i chciałem wyszeptać.
- Nienawidzę świąąąaaaa.... wooooah!!!- krzyknąłem gdy "coś" małego wpadło na mnie wybiegając zza rogu. 
- Ała.. Uważaj jak bie...- spojrzałem na tę znajomą blond czuprynę, jasne błękitne i duże oczy oraz zniewalający wszystkich uśmiech.
Włącz!!!!
- Sasuke!!! Ja nie mogę! Kopę lat!
Trach: Uśmiech.
- Ej! Zatrzymaj się.- usłyszałem jakieś głosy i zaraz zauważyłem, że w moją stronę biegnie ze czterech lub pięciu dość napakowanych osiłków, ale oczywiście nie dane mi było się nad tym zastanowić.
- Znaleźli mnie?!- podskoczył od razu chłopak.- Sasuke!
- Co jest?- co tu się dzieje?!
- Biegniemy!- uśmiechnął się, wziął mnie za rękę i ruszył!
Zaczęliśmy uciekać przed tymi gorylami w stronę lasu Nakura, który znajdował się niedaleko. Minęliśmy stragan, w którym Naruto przewrócił jedną beczkę.
- Co Ty wyprawiasz!- krzyknąłem. Kto normalny tak robi?
- To ich lekko opóźni!- odkrzyknął i puścił moją rękę.
Nim się zorientowałem sam o własnych siłach gnałem co tchu, żeby nie stracić tego chłopaka z oczu.
- Sasuke! Łap!- rzucił mi sznurek i nakazał schować się między ścianą, a małym składzikiem. Gdy dał znać naciągnęliśmy sznur, a tamci runęli na ziemię jak dłudzy.
- Haha! Wiejemy Sasu!!!- i juz biegliśmy dalej w ciemności lasu słysząc tylko za sobą pogróżki osiłków.
 Gdy dotarliśmy już do któregoś z koli drzewa Naruto wymęczony padł na ziemię, a ja oparłem się o drzewo. Po chwili zaczęliśmy się tak głośno śmiać. Przypomniały nam się czasy liceum jak to rozrabialiśmy prawie na każdej przerwie.
- Cz..emu w ogóle.. Cie gonili?- spytałem zdyszany.
- Haha!!! Bo ponoć podrywałem żonę jednego z nich. Ale to ja jej się spodobałem... ale przygoda! I to w święta!- podniósł się do siadu.- Właśnie. Zaraz muszę iść na kolacje do rodzinki. A Ty?
- Ja... moja rodzina jakby nie bardzo się spotyka, więc jestem sam.
- Cooooo!!!! Nie!!!! Chodź do nas! Znasz moją rodzinę! Po świętujmy razem.
Trach: Uśmiech.
- Wiesz.. dzięki, ale...
- Nie ma żadnych ale! Nie bedziesz przeszkadzał, dawno się nie widzieliśmy, bo kontakt się urwał, ale Sasuke!- objął mnie ręką za szyję jak za starych czasów.- Przecież byliśmy najlepszymi kumplami pod słońcem! Razem konie byśmy kradli!
Trach: Uśmiech.
Gdyby tylko wiedział, że dla mnie nigdy nie był TYLKO kumplem.
- Sasuke...- powiedział ciszej.- zależy mi żebyś był... i żebyśmy odnowili więź... i to bardzo.
- Pff- zaśmiałem się.- Gej..- szepnałem i wiedziałem, że sie wkurzy.
- No weź!!! Zawsze mnei tak przezywałeś! Teraz C ito nie ujdzie. Wiesz ja trenowa...
- Dobrze.- przerwałem mu, a on spojrzał zdziwiony.- Przyjdę.- i tym razem to ja się usmiechnąłem, najszerzej, żeby się nie rozpłakać.
- Yatta! To chodź idziemy.- złąpał mnie za rękę chyba z przyzwyczajenia, jako dzieci tak robiliśmy. Ale ja nic nie powiedziałem. Pozwoliłem się prowadzić.

   Jego rodzina była cudowna. Mama, tata, wujek Jiraya no i spotkałem Sakurę. Od tego dnia nie było "Nienawidze Świąt", bo zyskałem nową rodzinę, a co się stało później między Naruto, a mną? To już nastało w inną uroczystość.

                        
Wesołych Świąt!!!!!

     









czwartek, 26 listopada 2015

HWTM 11

Sorki, że nie dodałam w weekend, ale w tym tygodniu miałam matury próbne. Dodaję następny rozdział, trochę krótki, ale nia miałam za bardzo weny. Wiele się ostatnio wydarzyło i... Nieważne. Po prostu zapraszam do czytania. 
*****

Rozdział 11 - Rywalka i cichy pomocnik

Sasuke wracał do domu po nieprzespanej nocy u swojego przyjaciela, ale nie spodziewał się tego co zobaczył, a gdy już to zobaczył czmychnął w najbliższe krzaki i stamtąd obserwował całe to zdarzenie.
  Naruto stał przed jego domem, z którego po chwili wyszedł Itachi. Widać, że był nieco zaskoczony.
- Ohayo!- uśmiechnął się blondyn.-  jest Sasuke? Muszę go o coś zapytać.- oświadczył i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Niestety Sasuke nie było nawet w nocy. Spał u Neji'ego.- odparł starszy Uchiha, a gdy zobaczył zawiedzionego blondyna dodał.- Ale możesz na niego poczekać, pogadamy sobie trochę. Na?*
- Dzięki Itachi.
Chłopak gestem zaprosił gościa do domu.

Sasuke siedzący w krzakach dał sobie mentalnego policzka. No bo nie mógł się spodziewać, że Naruto po tym jak tak płakał i wrzeszczał tam na moście następnego dnia przyjdzie uśmiechnięty do jego domu. Siedział na trawie z twarzą w dłoniach, obmyślając plan działania.
- Sasuke-kun?- usłyszał cieniutki głosik i podniósł wzrok. Przed nim stała mlecznooka z koszem zakupów.
- Coś się stało?- spytała zatroskana. Prawdą było to, że nie lubiła Sasuke, a nawet była zazdrosna po ostatnich wydarzeniach, ale nie była typem osoby, która eliminuje swoich wrogów. Mimo wszystko to był przyjaciel jej kuzyna, a ten był dla niej jak gwiazda, której nie można dosięgnąć.
- Nie, nic. Po prostu myślę.- odparł nieco zmieszany brunet.
- A nie możesz tego robić w swoim domu?- spytała, nie rozumiejąc.
-Nie. Na świeżym powietrzu jest wygodniej. A teraz wybacz udaję się do świata marzeń.- i położył się na trawie, a tuż obok niego dziewczyna.
- Nie musisz przypadkiem wracać do domu?- zastosował aluzję.
- Muszę, ale chcę cię o coś zapytać.-odparła beznamiętnie.
- Pytaj.
- Cz...Czy ty...Czy tu lubisz Naruto?- zarumieniła się, gdy spojrzał na nią.
- Co tak nagle? Oczywiście. To mój...-zaciął się, ale za chwilę dokończył szeptem-...przyjaciel.
Trudno mu to przeszło przez gardło, bo po ostatnich wydarzeniach nie wiedział czy ma prawo go tak nazywać. Chce go ochronić, więc musi stać się zimny, co będzie trudne, gdyż Sasuke już nie potrafił  tego tak dobrze jak kiedyś.
- Ale czy lubisz go w ten inny sposób. Bo wiesz. Ja tak łatwo się nie dam. Nigdy nie przypuszczałam, że moim rywalem będzie chłopak, ale to nieważne. Kocham Naruto.- tu spojrzała prosto w czarne oczy Uchihy.
- Ale o co ci...
- Widziałam. Na imprezie. Widziałam Was. Nie oddam ci Naruto tak łatwo. Przygotuj się. A jeśli coś mu zrobiłeś, to nie wybaczę.
- Wiem. Poznałem cię nieco Hinata. Naruto bardzo cię lubi, ale jesteś zbyt nieśmiała. Niczego nie dokonasz.- wyśmiał ją. W tym momencie Naruto wyszedł z mieszkania Sasuke z lekko zawiedzioną miną.
- To patrz.- powiedziała stanowczo i ruszyła z torbami w stronę blondyna. Pod domem Uchihy "niechcący"  zahaczyła o drzazgę i wysypały jej się wszystkie pomarańcze.
- Hinata-chan? Co tu robisz?- spytał Naruto uśmiechając się ślicznie.
- Wracam do domu, ale jak ja się z tym zabiorę?- złapała się za głowę.
- Spokojnie. Mam sporą torbę. Wrzucimy tu te pomarańcze i wszystko będzie okej.
- Naprawdę mi pomożesz? Naruto-kun?
- Oczywiście. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda.- powiedział i zaczął pakować owoce do torby. Gdy ruszyli Hinata odwróciła się na chwilę i posłała brunetowi triumfalne spojrzenie.
   Sasuke zacisnął zęby. Cicha woda brzegi rwie. Pomyślał. 

  Po drodze Hinata i Naruto rozmawiali o wielu rozmaitych sprawach, ale najciekawsze miało być dopiero pod koniec.
- Sugoi** Ja jak trzymam ołówek i kredki, to aż żal mi się robi tych ściętych drzew.- zaśmiał się.
- Oj tam. Nie mam jakiegoś niesamowitego talentu, po prostu to lubię.
Oznajmiła dziewczyna i zapadło milczenie gdyż Hinata wiedziała, że Sasuke ich śledzi i chciała mu zrobić na złość. Gdy stwierdziła, że jest już wystarczająco blisko ich dwojga przybliżyła się nieco do blondyna i zatrzymała łapiąc go za rękaw bluzy.
- Hmm?- spojrzał na nią.
Nie dotykaj gooooooo!!! Wrzeszczał w myślach brunet. Kto by pomyślał, że Sasuke potrafi być, aż tak zazdrosny.
- Naruto-kun. Czy ja... Znaczy się... Czy ja mogę Cię kiedyś narysować?- spytała niepewnie i spuściła wzrok, a gdy spowrotem spojrzała na chłopaka jego oczy świeciły jak gwiazdy.
- Serioooooo? Serio? Serio? Serio?!!!
- Hai!- odpowiedziała szybko.
- Yatta!!! Jak ty mnie namalujesz to normalnie będę prze szczęśliwy!!!- uśmiechał się szeroko i zaplątawszy palce rąk na głowie- jak to miał w zwyczaju- zaczął iść.
- Honto?***- zapytała zrównawszy się z chłopakiem.
- No pewnie!
- Naruto-kun?
- Chcesz spytać o to co widziałaś w ogrodzie dwa dni temu?- spytał poważnie i opuścił ręce, które teraz zwisały bezwiednie wzdłuż tułowia. Stał do niej tyłem.
- E... Hai.
- Tak się tylko wygłupialiśmy. To zdarzenie...- zaciął się, zmróżył oczy i szepnął.- Jesteśmy.
- He?
- Koło twojego domu.
- A! Tak.
Chłopak oddał dziewczynie owoce, a widząc jej zatroskaną minę uśmiechnął się.
- Hinata-chan. Nie zapomnij, że masz mnie narysować.
- Hai.
- Yosh. Jaa Nee!****- pomachał jej i ruszył w stronę... no właśnie gdzie?
Nie wiedział, że Sasuke go śledzi, a robił to cały czas. Po pewnym czasie Naruto usiadł na Tym moście i tak samo jak wczoraj machał nogami nad taflą jeziora. Rozejrzał się dookoła, a widząc, że jest sam - choć nie całkiem, bo Sasuke schował się w pobliskich krzakach.
Blondyn oparł dłonie za plecami i spojrzał w niebo. Szepnął jakieś słówko, ale Sasuke nie mógł tego słyszeć.
Po chwili położył się, włożył do uszu słuchawki i zasłonił ręką oczy. Leżał tak parę z godzinę, na co Sasuke nie mógł się napatrzeć. (Chcecie wiedzieć czego słuchał? Tego typu muzyki - Włącz)
Była już 21:00 i słońce zaczęło zachodzić. To był piękny obrazek. Blondyn na moście na tle zachodzącego słońca. Ślicznie.
Sasuke wyszedł zza krzaków, a gdy podszedł do chłopaka stwierdził, że ten śpi. Nie za szybko zdarzy się taka szansa. Pomyślał i uklęknął przy nim. Zaczął głaskać go po głowie. Delikatnie i z czułością.
- A więc to jest ten blondyn.- usłyszał za sobą.
Podskoczył i stanął twarzą w twarz z długowłosym mężczyzną.
- Deidara!
- Wow! Nawet mnie pamiętasz.- kucnął obok.
- Czego chcesz?- spytał zimno brunet.
- Ja? Niczego. Ale na twoim miejscu uważałbym, jeżeli nie chcesz go skrzywdzić.- kiwnął w stronę śpiącego chłopaka.
- Dlaczego mi to mówisz?- ponownie zapytał Sasuke.
- Bo nie chcę być już w tym gangu. To życie jest do chrzanu! A poza tym... lubię cię.- uśmiechnął się.- Zawsze cię lubiłem. Nie jesteś taki jak tamci idioci.
-  Dzięki.
- Chcę tylko żebyś wiedział, że jestem po twojej stronie. A co tam u Itachiego?
- Wszystko w jak najlepszym porządku, tylko chyba trochę się o mnie martwi.- spuścił wzrok.
- Nie dziwię się. Zawsze tak było.
- Wiem.- zaśmiał się Sasuke i spojrzał z czułością na blondyna.
- Pewnie jest ci ciężko. Wytrzymaj jeszcze trochę i będziesz mógł mu o wszystkim powiedzieć, ale na twoim miejscu już bym to zrobił.- poklepał bruneta po ramieniu.
- Nie mogę.
- Czemu?
- On już swoje przeszedł. Jeszcze mi o tym nie mówił, ale wiem. Wiem, że martwiłby się.
- No oczywiście, że tak.
- Hę???
- No przecież cię kocha co nie? Jak znam życie to będzie potem wkurzony, że mu w ogóle nie powiedziałeś, a szef wymyśli sposób aby mu o tym powiedzieć, i o innych rzeczach też.
- Tsk!- zacisnął zęby brunet.
- Dobra ja już lecę. A ty...- wskazał na niego palcem.- pilnuj się. Pa.
- Okey. Pa. Deidara?
- Hmm?- odparł nawet sienie odwracając.
- Dzięki.
Tamten tylko machnął dłonią przyjmując podziękowania.

I co ja teraz mam zrobić? Powiedzieć? Nie. Nie chcę żeby się martwił. Jak to wszystko się skończy to mu powiem. A tych śmieci nie będę sprzedawał w szkole. Nie ma mowy.
Szturchnął blondyna i uciekł.
Gdy Naruto otworzył oczy był już wieczór. Miał wrażenie, że słyszał Sasuke i jeszcze kogoś, ale to pewnie tylko wyobraźnia. Pomyślał, wstał i zaczął iść w stronę domu.
- ... Nie miało żadnego znaczenia.- szepnął.- To zdarzenie. 
  

*Dobrze?(uwielbiam jak mówią to w anime)
**Niesamowite
***Naprawdę
****Dobrze. Na razie

czwartek, 19 listopada 2015

Jeśli macie wybór...

  Chce napisać krótką historie, w której bohaterów i cześć wydarzeń stworzycie Wy moi kochani.
     Więc czekam...
Naruto - kim?

Sasuke - kim?
Gaara - Kim?
 Hinata, Sakura, Kiba itd... możecie wybrać kim i jakie te osoby będa. :) ;)