Wiem trochę ckliwie, ale ten moment taki miał być. Na dobrą sprawę mogłabym to tu zakończyć, ewentualnie zrobić jakiś epilog.
Zależy czy ktoś tu jeszcze zagląda...:)
- Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my God, Oh my GodOhmyGodOhmyGodOhmyGod.....
- Kageyama! Uspokój się. Co jest grane?- spytał Suga.
Chłopak oddychał niespokojnie siedząc na ławce w szatni. Po treningu został tylko on, Suga-san, Asahi i Daichi.
- Cały trening byłeś zdekoncentrowany. Wiem, że masz swoje sprawy, ale pamiętaj, że jestem kapitanem i... Oy! Kageyama! Słuchasz?
- Eeee... Hai.-ledwo co z siebie wydobył i opuścił głowę biorąc jeden głęboki wdech i wydech.
- Wszystko w porządku? Nie żebym był wścibski tylko.. no... jesteśmy drużyną i..- zaczął się plątać wielkolud jak to zwykle bywa gdy zaczyna gadać o przywiązaniu do przyjaciół.
- Asahi, już w porządku.- poklepał go po ramieniu biało-włosy na co tamten odetchnął z ulgą.
- Nie.. to... po prostu..- pomasował sobie skronie.- Dziś mija tydzień i...- nagle zmierzwił sobie włosy i wstał.- Hinata ma mi dać odpowiedź!
- Oooo... to już dziś? Powodzenia.- powiedział Suga i wyszedł.- bye bye.
- Zobaczysz, cokolwiek się stanie będzie okej.- również odezwał się Asahi i pobiegł za kolegą.
- Kapitanie?- zagadnął do starszego kolegi.
- Hmm?
- Czy.. Czy Hinata rozmawiał z kimś z was o... decyzji?- odwrócił wzrok.
Daichi podszedł do niego, poklepał po plecach i przechodząc przez próg rzucił przez ramię.
- Nikomu nic nie powiedział. Nie miej nadziei, ani czarnych myśli. Wiem, że on nie chce stracić przyjaciela. Pamiętaj o tym.
Tobio Kageyama został sam w szatni wpatrując się w smsa.
れんまのこえんで。19:00。ちこくしないで!(Park Renma - 19:00, nie spóźnij się!)
Przełknął gulę w gardle, która nie chciała stamtąd wyjść, ubrał się i ruszył do domu umyć się przed spotkaniem.
*********************************
- Poczekaj. Shoyo. Jeszcze raz. Chcesz przyjąć uczucia, żeby nie stracić przyjaciela?
- Jeśli go odrzucę to będzie cierpiał i nie będziemy potrafili już...
- Dlatego nie poszedłeś do szkoły?
- Ugh...
- Możesz mnie posłuchać albo nie, ale myślę że Kageyama chciałby usłyszeć prawdę, a nie słodkie kłamstwo.
- Ale nie chcę stracić...
- Przyjaciela wiem, ale czy przemyślałeś to? Wiesz, że związek to nie tylko całowanie, nee Shoyo?
-...
- Shoyoooo..
- Wiem!- odparł za szybko.- Wiem, ale mimo to...- wyraźnie posmutniał.
- Kochasz go? Albo chociaż masz zalążek takiego uczucia?
Po dłuższej chwili odparł cicho.
- Nie.. Nie kocham Kageyamy, w każdym razie nie w ten sposób.
- To mu to powiedz, inaczej wszystkiego się...
Ding-dong!
- Iiiiik!- podskoczył wypuszczając telefon.
- Shoyo?
- Przepraszam, zadzwonię później.
- Um, bye bye. Powodzenia.
- Arigatou.
Odetchnął głęboko i znów usłyszał dzwonek.
- Natsu! Możesz otworzyć?
- Haaaai!- usłyszał z dołu głos siostry.- Ano... K...Kim pan jest?
- Natsu?- zaniepokoił się jak to starszy brat.
- Onii-chan! Jakiś starszy typ do ciebie!
- Starszy ty...- zdziwił się i zszedł na dół.- A. Asahi-san! Co tutaj robisz?
Wpuścił zakłopotanego kolegę. Usiedli w kuchni, gdzie wyraźnie było widać, że ugodziły go słowa młodszej siostry kolegi.
- Natsu. Pójdziesz na chwilkę do pokoju? Zaraz cię zawołam.
- Mmmmm...- zmarszczyła brwi gapiąc się na gościa.- Dobrze, ale nie sprzedajesz narkotyków prawda? Bo powiem mamie, że...
- Co?! Nie! Natsu to jest Asahi-san, mój senpai z drużyny.- przedstawił kolegę.
Starszy chłopak uśmiechnął się i wtedy dziewczynka od razu się rozpromieniła.
- Aha! Miło mi poznać! Nazywam się Hinata Natsu. Dziękuję za opiekę nad moim bratem.- uśmiechnęła się.- Będę w pokoju. Onii-chan.(haikyuu-the loser)
Gdy dziewczynka skłoniła się i pobiegła na górę oboje poczuli tę atmosferę czegoś co musi się wydarzyć, słów które muszą zostać powiedziane. Asahi wziął to na siebie i już teraz Hinata wiedział, że nie było to dla niego łatwego. W ogóle dla nikogo z drużyny to nie było łatwe. Każdy musiał oswoić się z tą myślą. Z tym co się dzieje. Z tym, że poniekąd ich drużyna może się trochę podzielić.
- Ano...
- Ja...
Odezwali się jednocześnie i dopiero wtedy na siebie spojrzeli.
- Dlaczego przyszedłeś senpai?- zagadnął pierwszy napinając wszystkie mięśnie. Nie wiedział czego się spodziewać. Jakiejś rady, a może przeciwnie.
- Hinata. Wiem, że macie się dziś spotkać. I chciałbym cię o coś prosić.
Rudzielec zmarszczył brwi, ale jego wzrok pozwalał koledze kontynuować.
- Proszę cię tylko żebyś był szczery.
- Co masz na myśli senpai?- uśmiechnął się jak zwykle.- Ja zawsze jestem szczery, przecież...
- Nie. Daj mi skończyć. Wszyscy wiemy, że jesteś dobrą osobą, ale to czego ... on teraz potrzebuje to szczerość.- przełknął głośno ślinę.
- Waw... Aaaaa.. Okey. Rozumiem.- Wcale nie rozumiał.
- Mogę cię jeszcze zapytać o coś?
- Ummm.
- Co postanowiłeś?- starszy kolega zacisnął zęby i czekał na odpowiedź jakby miała ona wszystko zmienić. Ku jego zaskoczeniu wiecznie pogodny Hinata uśmiechnął się się smutno i otworzył usta żeby odpowiedzieć.
- Ja...
Kageyama siedział na ławce w parku zdenerwowany jak nigdy dotąd. Co chwilę się rozglądał i sprawdzał zegarek. Minęło już 13 minut od ustalonej godziny spotkania, a po rudym ani śladu. Ale nasz bohater postanowił, że nie będzie się aż tak przejmować.
5...
4...
3...
2...
1....
- Aaaaaa. Gdzie jesteś ty mała ruda fretko!- krzyknął wyciągając telefon. Po chwili poczuł zimno na policzku i odskoczył.
- Yo.- uśmiechnął się do niego tak jak zwykle.
- Hina... spóźniłeś się!- wycelował w niego palec.
- Serio będziesz się czepiać?- uniósł brew.
- Nie chodzi o to, że...
- Przepraszam. Masz rację, dziś nie powinienem. Łap.- rzucił w jego kierunku ulubione mleko w kartoniku.
Brunet poczuł taką małą radość tylko dlatego, że osoba na której mu zależy pamięta takie drobiazgi jak jego ulubiony napój.
- Przejdziemy się?- zapytał odwracając wzrok i wkładając ręce do za dużej zielonej bluzy.
- Pewnie.
Szli chwilę w ciszy. Było już ciemno i jedyne światło dawały lampy po dwóch stronach chodnika.
Czy to ja mam się pierwszy odezwać? Czy on może czeka na odpowiedni moment? Zastanawiał się w kółko Tobio, aż nagle zatrzymali się przy fontannie, a raczej Shoyo przystanął, a Kageyama powtórzył czynność.
- Kageyama.- stał do niego tyłem.- Wiem, że się denerwowałeś przez cały tydzień. Ale chcę żebyś mnie teraz wysłuchał.- Wziął głęboki oddech.- (Haikyuu - Frustration) Tak sobie pomyślałem. Gdy mi powiedziałeś co czujesz byłem przerażony. Byłem też wściekły, ale potem- odwrócił się w stronę przyjaciela.- było mi cię szkoda. Z jednej strony chciałem żebyśmy dalej byli przyjaciółmi, a z drugiej chciałem ci jakoś... no nie wiem. Ulżyć? Możliwe. Chodzi o to, że przez ten tydzień... nie chodziło o to, że muszę się zastanowić. Ja już znałem odpowiedź, ale nie chciałem ci jej mówić, bo wiesz... bałem się, że nasza znajomość się skończy. I nawet dziś rano postanowiłem, że przyjmę twoje uczucia.- popatrzył na niego zdecydowanie.
- Czyli, że...- nie do końca rozumiał.
- Ale to byłoby nie fair. Nie chciałbyś, żeby uczucia były kłamstwem dlatego, zasługujesz na szczerość. Ja jestem twoim przyjacielem i chcę być wobec ciebie szczery, tylko było to dla mnie bardzo trudne, nadal jest.
- Poczekaj. Przerwę ci.
- Co.. ale ja nie skoń...
- Oj.. zamknij się na chwilę dumbass.- usiadł na krawędzi fontanny. Hinata odwrócił się w jego stronę, ale nie usiał obok.- Pierwszy raz nie odpyskowałeś.- zaśmiał się.
- No bo..- zaczął, ale nie wiedział co ma odpowiedzieć. Kageyama wybił go z rytmu, który tak długo próbował sobie nadać. Teraz już nie wiedział jak ma to zrobić i zbierało mu się przez to na płacz.
- Zanim mnie odrzucisz chciałbym ci coś powiedzieć.- mówił to spokojnie, co bardzo zdziwiło rudego.- Wiesz kiedy się w tobie zakochałem? (BNHA - From me to you)
Rudy zarumienił się i pokręcił przecząco głową.
- Pamiętasz jak na początku pierwszej klasy chcieliśmy zapisać się do klubu, ale żeby to zrobić musieliśmy stoczyć pojedynek przeciwko Tsukishimie i Yamagichim. Ja... Ja byłem wtedy zadufanym w sobie Królem.- zaśmiał się na to wspomnienie.
- Z wielkim ego.- dodał jakby też ze śmiechem mniejszy.
- Nie przeczę. Wtedy, amm... Wtedy powiedziałem, że nie wystawię nikomu kto nie ma szansy na zwycięstwo, ale na treningu dostrzegłem tę szansę w tobie. Pamiętam, że wystawienie ci pierwszy raz mi też sprawiło przyjemność.- patrzyli na siebie chwilę.- Wracając do meczu. Wtedy.. był moment, gdy musiałem wystawić piłkę, ale bałem się. Cholernie się bałem, że znów nikogo tam nie będzie, niby nic takiego ale..
- Rozumiem.- przerwał mu.- Rozumiem ten strach.
- Jestem tu.
- He?- nie zrozumiał i zmarszczył brwi.
Kageyama wstał, zwinął dłonie w pięści i spojrzał hardo na rudzielca.
- Tak wtedy powiedziałeś. Wtedy się zaczęło.
- Tak daw..
- Tak. Prawie od początku. Mimo, że sam tego wtedy nie wiedziałem. Ale powiedziałeś "Jestem tu." Z całych sił. I od tamtej pory byłeś, w każdej ważnej sekundzie. Nie tylko podczas meczu. Dlatego.- wziął głęboki wdech.- Hinata Shoyo. Kocham Cię. Cokolwiek postanowiłeś i jakakolwiek jest twoja odpowiedź...
Nastała krótka chwila napięcia, podczas której oboje nie do końca wiedzieli co drugi ma zamiar powiedzieć.
- ...Jestem tu. Nie martw się. Nie skrzywdzisz mnie. Jestem tu i będę, jako twój przyjaciel.
Hianta po prostu stał i patrzył na niego wielkimi oczyma. Jak na litość boską po tych słowach ma to powiedzieć! Nawet nie poczuł gdy z oka pociekła mu jedna samotna łza.
- Hinata?- zmartwił się brunet.
- To nic, po prostu.. zrobiło się trochę ckliwie. Ja... umm.. Ja... etto...- kolejna łza.- Ja chciałem przyjąć twoje uczucia, ale...- i kolejna.- ale ja nie kocham cię w taki sposób Kageyama.- teraz już nie leciały pojedynczo. Z jego oczu wylewał się strumień, a co zrobił Tobio?
- Gumennasai.- załkał rudzielec.- Gu..Gumennasai.
Poczuł na głowie dłoń, więc otworzył oczy.
To była przedziwna scena. Przed chwilą Kageyama został odrzucony, a to właśnie on pocieszał młodszego przyjaciela.
- Hinata. Wszystko dobrze.
- Nie. Nie powinienem.. Prze..Przepraszam Kageyama, ja...- odsunął się.- Ja już lepiej pójdę, ale...- wyglądał na zmartwionego.- Będziesz dalej ze mną grał?
- Oczywiście.- uśmiechnął się jakby nic się nie stało.- Spadaj dumbass.
- Oi!- niby się wkurzył po czym pobiegł lekko zmieszany, ale ogólnie zadowolony.
Wszedł do domu nieświadomy, że nie widział prawdziwej reakcji swojego przyjaciela. To co widział było tylko kolejnym pokazem jego miłości.
Gdy tylko Hinata zniknął za zakrętem, Tobio opadł na kolana a płacz, który dusił w sobie przez całą tę rozmowę uwolnił się z jeszcze większą falą. Trzęsącą się ręką wyciągnął telefon i nie do końca wiedział do kogo ma zadzwonić, bo zawsze z każdym problemem dzwonił to tego małego knypka. W końcu wykręcił jedyny numer, który miał jakiś sens.
- Tobio-chan? Co się stało. Rzadko do mnie dzwonisz. Może chcesz jakieś porady od swojego senpaia? Haha.
- Jak zwykle irytujący Oikawa-san.
- Haha. No to...- urwał na moment.- Tobio-chan co się stało?- jego ton głosu kompletnie się zmienił.
- Wiem, że jest późno, ale.. cz.. czy mogę u ciebie dziś spać senpai?
- Umm...Pewnie. Zdążysz na pociąg?
- Hai, ano. Oikawa-san?
- Hmm?
- Masz może piwo?
- Jak to przyjął?
- Właśnie o dziwo dobrze.
- Jesteś pewien? Czy tylko to ci pokazał.
- Nie wiem.. jeśli nie chciał żebym coś wiedział to lepiej żebym to tak zostawił na razie. Mam nadzieję, że w poniedziałek wszystko będzie normalnie.
- Co masz na myśli?
- Wieeeesz.. Ja, Kageyama, drużyna, piłka.
- Może siętak wydawać, ale to jednak odrzucenie. Daj mu czas.
- Okeeeej. Dobranoc. Kenma.
- Oyasumi, Shoyo.
Niestety tak to już była, że gdy w grę wchodzą uczucia nastawienie się zmienia, relacje się zmieniają i zmieniają się priorytety. Po odrzuceniu nie można od razu z powrotem się przyjaźnić. Bycie sam na sam już nie jest takie samo, a między ludźmi pojawiają się małe tajemnice.
Właśnie o tym przekonali się oboje w najbliższym czasie.
Uwaga! Nie tolerujemy homofobii i jakiegokolwiek obraźliwego zachowania. Do widzenia :)
niedziela, 12 maja 2019
piątek, 19 kwietnia 2019
Miłość jedno ma imię - 9
Okej. Bez większych wstępów. Zapraszam, bo dawno mnie nie było.
______________________________________________________
Szli przed nim, a on czuł się jak w amoku. Nie był w stanie kontrolować swojego ciała. Jak marionetka. Po prostu ich śledził, nie wiedział czy ma podejść i zwyczajnie zapytać. Nie wiedział kompletnie co robić. Szukał Naruto, a znalazł...nawet do końca jeszcze nie wiedział czy to oni.
Parka weszła do restauracja, więc Sasuke stwierdził, ze poczeka. Po jakichś 15 minutach wyszli z daniem na wynos. Chłopczyk biegał dookoła udając samolot.
Sarada też tak kiedyś robiła...
Przypomniał sobie, zdając sobie sprawę, że już dawno nie miał takich przebłysków wspomnień.
Szli przed nim, a on czuł się jak w amoku. Nie był w stanie kontrolować swojego ciała. Jak marionetka. Po prostu ich śledził, nie wiedział czy ma podejść i zwyczajnie zapytać. Nie wiedział kompletnie co robić. Szukał Naruto, a znalazł...nawet do końca jeszcze nie wiedział czy to oni.
Parka weszła do restauracja, więc Sasuke stwierdził, ze poczeka. Po jakichś 15 minutach wyszli z daniem na wynos. Chłopczyk biegał dookoła udając samolot.
Sarada też tak kiedyś robiła...
Przypomniał sobie, zdając sobie sprawę, że już dawno nie miał takich przebłysków wspomnień.
Przypomniał sobie kilka momentów ze swoją córką, oraz to jak Naruto mu opowiadał o swoim synu, który... No właśnie.
- Jeśli Naruto cię okłamał to na pewno zrobił to z jakiegoś powodu. Naruto nigdy nie kłamał od tak.
- Odejdź.- szepnął do siebie.
- Nie próbuj sobie nic więcej przypomnieć.
- Odejdź.- szepnął do siebie.
- Nie próbuj sobie nic więcej przypomnieć.
Był to rodzaj przestrogi z samej podświadomości, ponieważ zaczęła go boleć głowa.
Dalej za nimi szedł. Gdy skręcili w jakąś mało uczęszczaną uliczkę przyspieszył, żeby ich nie zgubić. Zdążył tylko zajrzeć zza rogu gdy poczuł mocne szarpnięcie, a napastnik przyparł go do muru blokując obydwie ręce. Do jego pleców została przystawiona broń.
- Czego chcesz szczurze Orochimaru?- zasyczał nieznajomy.
- Czekaj... nie jestem z organizacji. Nazywam się Uchiha Sasuke. W prawej kieszeni mam portfel i dowód.
- Uchiha?..- usłyszał bardzo zdziwiony ton. Mężczyzna szarpnął za poły skórzanej kurtki wyciągając dokumenty.- Ale jaja... Uchiha?- puścił bruneta, a gdy ich oczy się spotkały nieznajomy zmierzył go z góry do dołu oniemiały.
- Nie do wiary. To naprawdę ty Uchiha?
- Umm.. Tak, ale czy... pan mnie zna?
Szaro włosy mężczyzna już otwierał usta gdy usłyszał ciche i przerażone wołanie.
- W..wujku?
- Boruto! Już wszystko dobrze, on nie jest niebezpieczny. Podejdź, to przyjaciel twojego ojca.
Zza kontenera wyszedł na oko dziewięcioletni chłopiec przyglądając się uważnie obcemu mężczyźnie. Stanął za swoim wujem i zmarszczył brwi.
- Zna pan mojego tatę?
- Ja...- Sasuke dalej był w szoku.- Ja znam.. Naruto. Wiem, że ten łańcuszek- wskazał przedmiot zwisający na piersi chłopca.- masz od niego.
Chłopiec od razu się rozweselił, pozbywając się resztek nieufności.
- Jaki on był? Albo jaki jest? Rozmawia pan z nim? A może...
- Boruto.- zaczął uśmiechając się szaro włosy mężczyzna.- Zaprośmy naszego gościa na herbatę.
Podał mu dłoń, którą Sasuke uścisnął.
- Hatake Kakashi. Możesz mi mówić po imieniu.
Gdy znaleźli się w małym aczkolwiek przytulnym mieszkanku Sasuke dalej był w szoku patrząc na małą wersję ukochanego. Chłopiec uśmiechał się, ale nie wypytywał o nic, przynajmniej na razie.
Szarowłosy stawiając przed nim herbatę, usiadł na przeciwko i powiedział.
- Boruto idź proszę odrób lekcje, muszę porozmawiać z panem Uchihą.
- Hai! A mogę później też o coś spytać.
- Owszem. Później. Najpierw lekcje.
Gdy chłopiec zniknął za drzwiami drugiego pokoju dopiero wówczas starszy mężczyzna odetchnął.
- Musisz być w niezłym szoku.
- Nie zaprzeczę. Myślałem, że.. że Boruto..
- Wiem. Było to zamierzone.
- Ale dlaczego? Po co to....W dodatku ja.. nie pamiętam naszego ostatniego razu gdy się widzieliśmy.
- Sasuke. Widzę cię pierwszy raz w życiu, ale wiem że jesteś jedyną osobą, której Naruto kiedykolwiek ufał.. Poza Hinatą i mną. Opowiem ci dlaczego. Dlaczego Boruto jest tu, a jego ojciec nie wiadomo gdzie. Wydaje mi się, że od długiego czasu pragniesz odpowiedzi.
- Oczywiście. Ale przede wszystkim chcę go znaleźć. Chcę...
- Spokojnie. Dziś możesz u nas zostać. Odpocznij. Rozumiem, że szukasz Naruto.- upił łyk herbaty.
- Tak. I nie spocznę póki...
- W takim razie dobrze, że znalazłeś nas.
- Pomyślałem, że jeśli ta organizacja się rozpadnie to on..
- Wróci?
- Tak.
- On wróci, ale nie teraz. Za bardzo się boi, że ludzie z organizacji będą chcieli się na nim zemścić. Ale zabiorę cię na spotkanie z nim.
- Naprawdę?- wytrzeszczył oczy niedowierzając.
- Co roku... na pewno chcesz teraz usłyszeć tę historię?
- Chcę. Proszę panie Kakashi opowiedz mi wszystko. Chcę mu pomóc.
- Dobrze. W takim razie posłuchaj.
*******************************************
Po śmierci Hinaty stworzyliśmy fałszywy obraz śmierci jej i jej syna. Chłopiec przeżył, jednak Naruto wiedział, że ci ludzie są w stanie zabić i jego. Naraził im się swoją skrupulatnością i zaangażowaniem w sprawę. Uzumaki był i jest moim przyjacielem. Byłem już starszy i gdy poprosił mnie o opiekę i ochronę swojego pierworodnego zgodziłem się bez wahania. Zostawiając miasto i tamtejszą pracę. Dalej robię na policji, ale w papierach. Nie jeżdżę na akcje też ze względu na młodego.
Od tamtego dnia Naruto i Boruto są pod stałą ochroną świadków. Sasuke, nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi zrozumieć ile jest w stanie znieść Uzumaki.
Tutaj zacisnął dłonie w pięści oraz odetchnął bardzo głośno i głęboko.
Od dziesięciu lat Naruto nie widział swojego syna. Od dziesięciu lat ukrywa się przed tymi... barbarzyńcami. Od tak długiego czasu co trzy miesiące zmienia miejsce zamieszkania, wygląd, pracę, tożsamość i wizerunek. Tylko po to, żeby do niego nie dotarli. Żeby nie dotarli do niego i jego syna.
Wysyła mi pieniądze, zawsze w inny sposób. Dla tego małego brzdąca - popatrzył na drzwi, za którymi chłopiec odrabiał lekcje. Raz do roku jeśli się udało spotykaliśmy się na kilka sekund przekazując sobie informacje, może kilka zdjęć i osiągnięć Boruto. Które gdy zobaczył musiał za moment spalić. Nie mógł mieć ich przy sobie.
Gdy.. Gdy był w Lansig i spotkał ciebie było mu bardzo ciężko. Znał sytuację - i swoją i twoją. Powinien zmienić miejsce zamieszkania po trzech miesiącach, a był tam dwa razy dłużej. Przez uczucie.- Tu popatrzył na gościa.- Do ciebie.
Sasuke słuchał tej historii. I to mu wystarczyło, żeby trząść się z gniewu, z tęsknoty, ale przede wszystkim z bezsilności.
- Czemu nie rozumiałem? Czemu nie powiedział mi o synu panie Kakashi.
- Bał się. To było zbyt duże ryzyko.- pokiwał głową.
- Tak jak zostawanie tam za długo.
- Dokładnie, dlatego przydarzyło ci się to wszystko.
- Co wszystko?- zmarszczył brwi.
- To, że was obydwu prawie zabili i...
- Pan wie o tym? Pan wie co się stało?! Proszę mi powiedzieć.- zaczął dyszeć z nerwów.
- Uspokój się. Miałeś mi mówić po imieniu. Ale czy ty... nie pamiętasz tego?
- Nie.- zacisnął zęby.- obudziłem się w szpitalu następnego dnia z amnezją. Nie pamiętałem nic. Dopiero dziś gdy zobaczyłem Boruto ja... przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę. O Hinacie, o pan... o tobie Kakashi, ale nie powiedział mi wszystkiego.
- Miałeś amnezję?- zdziwił się mężczyzna.
- Tak. Dalej nie pamiętam wszystkiego.
- To pewnie dlatego...- zamyślił się.
- Słucham?
- Gdy pobili was, Naruto uciekł udając że go nie interesujesz, a pozostali zaczęli go gonić. Mówił, że zostawił ci informacje, żebyście się spotkali gdzieś za pół roku. Jednak ciebie nie było. Pamiętam, że jego to złamało. Pierwszy raz od kilku lat spotkaliśmy się na dłużej niż chwilę. Bo nie radził sobie psychicznie ze wszystkim. Napisał ci informacje i włożył ją do buta. Małą karteczkę.
Sasuke miał przebłysk papierka w bucie.
Z miejscem.
Karteczkę, którą po prostu wyrzucił.
Czekał tam na ciebie trzy dni. Ostatniego był w takim stanie, że musiałem pozwolić mu popatrzeć na śpiącego synka. To był pierwszy raz gdy go zobaczył. Jego jedyne..
- ... słońce.- dokończył za niego.- Kakashi wiesz gdzie on jest?
- Niestety nigdy nie wiem.
- Czy mogę tu zostać, aż do twojego spotkania z nim.
- Zostań. Ta wojna się już skończyła. Dostałem list od przełożonego, że Naruto nie musi się już ukrywać. trzeba mu to tylko pomóc zrozumieć.
- Dziękuję Kakashi. Dzięku...
-Wujku? Pomożesz mi z matematyką?
- Jas...
- Ja to zrobię.- podskoczył Uchiha.- mogę?- uśmiechnął się
do chłopca.
- Tak, ale...
- Ale?
- Pod warunkiem, że opowie mi pan później coś o tacie.
- Nie ma sprawy.
To trochę dziwny scenariusz. Jeszcze niedawno nie wiedziałem nic, a za chwilę mogę uzyskać wszystkie odpowiedzi i cię zobaczyć. Naruto. Bez ciebie nie oddycham. Bez ciebie nie żyję. Wierze, że ty też tak to odczuwasz. Jesteśmy jednością. Ale mi się na czułości zebrało.
Pomyślał przestając mówić do gwiazd. Skąd miał wiedzieć , że tak naprawdę niedaleko jego druga połówka także się modli.
Boruto. Idę do ciebie. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Już idę.
Sasuke. Tak bardzo tęsknię. Chcę cię zobaczyć.
*******************************************
- To co młody. Idziesz spać?- zagadnął mężczyzna.
- Jeszcze nieee.- zajęczał.- Miał mi pan opowiedzieć.
Sasuke uśmiechnął się i pogłaskał chłopca po głowie po czym jego dłoń znalazła się na jego ramieniu. Kucnął i popatrzył na niego.
- Powiem Ci dzisiaj tylko jedno bo jestem zmęczony. Dobrze?
- Hai!- ucieszył się chłopiec.
Jak bardzo musisz tęsknić za tatą Boruto, że coś takiego cię cieszy.
- Naruto był..-usiadł na łóżku na przeciwko chłopca.- był światłem. Gdy jeszcze chodziłem do szkoły pomógł mi znaleźć przyjaciół, a on był nim jako pierwszy - zaśmiał się - często się kłóciliśmy, ale zawsze potrafiliśmy się pogodzić. Naruto jest dobrą osobą. Niesamowitą osobą.
- Wooooow. Pan naprawdę jest fanem mojego taty.
- Haha. Może masz rację, bo Naruto jest... Niesamowity. Strasznie za nim tęsknię.
- Ja też.
Popatrzył ciepło na chłopca i dał znać, że czas spać.
Po chwili wrócił do salonu.
- Siadaj Sasuke.- poklepał miejsce obok i wręczył mu butelkę.- Dziś się napijemy.
Sasuke pomyślał, że Kakashi jest jedną z tych osób którym powinien się kłaniać za to co zrobił dla Naruto.
Dalej za nimi szedł. Gdy skręcili w jakąś mało uczęszczaną uliczkę przyspieszył, żeby ich nie zgubić. Zdążył tylko zajrzeć zza rogu gdy poczuł mocne szarpnięcie, a napastnik przyparł go do muru blokując obydwie ręce. Do jego pleców została przystawiona broń.
- Czego chcesz szczurze Orochimaru?- zasyczał nieznajomy.
- Czekaj... nie jestem z organizacji. Nazywam się Uchiha Sasuke. W prawej kieszeni mam portfel i dowód.
- Uchiha?..- usłyszał bardzo zdziwiony ton. Mężczyzna szarpnął za poły skórzanej kurtki wyciągając dokumenty.- Ale jaja... Uchiha?- puścił bruneta, a gdy ich oczy się spotkały nieznajomy zmierzył go z góry do dołu oniemiały.
- Nie do wiary. To naprawdę ty Uchiha?
- Umm.. Tak, ale czy... pan mnie zna?
Szaro włosy mężczyzna już otwierał usta gdy usłyszał ciche i przerażone wołanie.
- W..wujku?
- Boruto! Już wszystko dobrze, on nie jest niebezpieczny. Podejdź, to przyjaciel twojego ojca.
Zza kontenera wyszedł na oko dziewięcioletni chłopiec przyglądając się uważnie obcemu mężczyźnie. Stanął za swoim wujem i zmarszczył brwi.
- Zna pan mojego tatę?
- Ja...- Sasuke dalej był w szoku.- Ja znam.. Naruto. Wiem, że ten łańcuszek- wskazał przedmiot zwisający na piersi chłopca.- masz od niego.
Chłopiec od razu się rozweselił, pozbywając się resztek nieufności.
- Jaki on był? Albo jaki jest? Rozmawia pan z nim? A może...
- Boruto.- zaczął uśmiechając się szaro włosy mężczyzna.- Zaprośmy naszego gościa na herbatę.
Podał mu dłoń, którą Sasuke uścisnął.
- Hatake Kakashi. Możesz mi mówić po imieniu.
Gdy znaleźli się w małym aczkolwiek przytulnym mieszkanku Sasuke dalej był w szoku patrząc na małą wersję ukochanego. Chłopiec uśmiechał się, ale nie wypytywał o nic, przynajmniej na razie.
Szarowłosy stawiając przed nim herbatę, usiadł na przeciwko i powiedział.
- Boruto idź proszę odrób lekcje, muszę porozmawiać z panem Uchihą.
- Hai! A mogę później też o coś spytać.
- Owszem. Później. Najpierw lekcje.
Gdy chłopiec zniknął za drzwiami drugiego pokoju dopiero wówczas starszy mężczyzna odetchnął.
- Musisz być w niezłym szoku.
- Nie zaprzeczę. Myślałem, że.. że Boruto..
- Wiem. Było to zamierzone.
- Ale dlaczego? Po co to....W dodatku ja.. nie pamiętam naszego ostatniego razu gdy się widzieliśmy.
- Sasuke. Widzę cię pierwszy raz w życiu, ale wiem że jesteś jedyną osobą, której Naruto kiedykolwiek ufał.. Poza Hinatą i mną. Opowiem ci dlaczego. Dlaczego Boruto jest tu, a jego ojciec nie wiadomo gdzie. Wydaje mi się, że od długiego czasu pragniesz odpowiedzi.
- Oczywiście. Ale przede wszystkim chcę go znaleźć. Chcę...
- Spokojnie. Dziś możesz u nas zostać. Odpocznij. Rozumiem, że szukasz Naruto.- upił łyk herbaty.
- Tak. I nie spocznę póki...
- W takim razie dobrze, że znalazłeś nas.
- Pomyślałem, że jeśli ta organizacja się rozpadnie to on..
- Wróci?
- Tak.
- On wróci, ale nie teraz. Za bardzo się boi, że ludzie z organizacji będą chcieli się na nim zemścić. Ale zabiorę cię na spotkanie z nim.
- Naprawdę?- wytrzeszczył oczy niedowierzając.
- Co roku... na pewno chcesz teraz usłyszeć tę historię?
- Chcę. Proszę panie Kakashi opowiedz mi wszystko. Chcę mu pomóc.
- Dobrze. W takim razie posłuchaj.
*******************************************
Po śmierci Hinaty stworzyliśmy fałszywy obraz śmierci jej i jej syna. Chłopiec przeżył, jednak Naruto wiedział, że ci ludzie są w stanie zabić i jego. Naraził im się swoją skrupulatnością i zaangażowaniem w sprawę. Uzumaki był i jest moim przyjacielem. Byłem już starszy i gdy poprosił mnie o opiekę i ochronę swojego pierworodnego zgodziłem się bez wahania. Zostawiając miasto i tamtejszą pracę. Dalej robię na policji, ale w papierach. Nie jeżdżę na akcje też ze względu na młodego.
Od tamtego dnia Naruto i Boruto są pod stałą ochroną świadków. Sasuke, nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi zrozumieć ile jest w stanie znieść Uzumaki.
Tutaj zacisnął dłonie w pięści oraz odetchnął bardzo głośno i głęboko.
Od dziesięciu lat Naruto nie widział swojego syna. Od dziesięciu lat ukrywa się przed tymi... barbarzyńcami. Od tak długiego czasu co trzy miesiące zmienia miejsce zamieszkania, wygląd, pracę, tożsamość i wizerunek. Tylko po to, żeby do niego nie dotarli. Żeby nie dotarli do niego i jego syna.
Wysyła mi pieniądze, zawsze w inny sposób. Dla tego małego brzdąca - popatrzył na drzwi, za którymi chłopiec odrabiał lekcje. Raz do roku jeśli się udało spotykaliśmy się na kilka sekund przekazując sobie informacje, może kilka zdjęć i osiągnięć Boruto. Które gdy zobaczył musiał za moment spalić. Nie mógł mieć ich przy sobie.
Gdy.. Gdy był w Lansig i spotkał ciebie było mu bardzo ciężko. Znał sytuację - i swoją i twoją. Powinien zmienić miejsce zamieszkania po trzech miesiącach, a był tam dwa razy dłużej. Przez uczucie.- Tu popatrzył na gościa.- Do ciebie.
Sasuke słuchał tej historii. I to mu wystarczyło, żeby trząść się z gniewu, z tęsknoty, ale przede wszystkim z bezsilności.
- Czemu nie rozumiałem? Czemu nie powiedział mi o synu panie Kakashi.
- Bał się. To było zbyt duże ryzyko.- pokiwał głową.
- Tak jak zostawanie tam za długo.
- Dokładnie, dlatego przydarzyło ci się to wszystko.
- Co wszystko?- zmarszczył brwi.
- To, że was obydwu prawie zabili i...
- Pan wie o tym? Pan wie co się stało?! Proszę mi powiedzieć.- zaczął dyszeć z nerwów.
- Uspokój się. Miałeś mi mówić po imieniu. Ale czy ty... nie pamiętasz tego?
- Nie.- zacisnął zęby.- obudziłem się w szpitalu następnego dnia z amnezją. Nie pamiętałem nic. Dopiero dziś gdy zobaczyłem Boruto ja... przypomniałem sobie naszą ostatnią rozmowę. O Hinacie, o pan... o tobie Kakashi, ale nie powiedział mi wszystkiego.
- Miałeś amnezję?- zdziwił się mężczyzna.
- Tak. Dalej nie pamiętam wszystkiego.
- To pewnie dlatego...- zamyślił się.
- Słucham?
- Gdy pobili was, Naruto uciekł udając że go nie interesujesz, a pozostali zaczęli go gonić. Mówił, że zostawił ci informacje, żebyście się spotkali gdzieś za pół roku. Jednak ciebie nie było. Pamiętam, że jego to złamało. Pierwszy raz od kilku lat spotkaliśmy się na dłużej niż chwilę. Bo nie radził sobie psychicznie ze wszystkim. Napisał ci informacje i włożył ją do buta. Małą karteczkę.
Sasuke miał przebłysk papierka w bucie.
Z miejscem.
Karteczkę, którą po prostu wyrzucił.
Czekał tam na ciebie trzy dni. Ostatniego był w takim stanie, że musiałem pozwolić mu popatrzeć na śpiącego synka. To był pierwszy raz gdy go zobaczył. Jego jedyne..
- ... słońce.- dokończył za niego.- Kakashi wiesz gdzie on jest?
- Niestety nigdy nie wiem.
- Czy mogę tu zostać, aż do twojego spotkania z nim.
- Zostań. Ta wojna się już skończyła. Dostałem list od przełożonego, że Naruto nie musi się już ukrywać. trzeba mu to tylko pomóc zrozumieć.
- Dziękuję Kakashi. Dzięku...
-Wujku? Pomożesz mi z matematyką?
- Jas...
- Ja to zrobię.- podskoczył Uchiha.- mogę?- uśmiechnął się
do chłopca.
- Tak, ale...
- Ale?
- Pod warunkiem, że opowie mi pan później coś o tacie.
- Nie ma sprawy.
To trochę dziwny scenariusz. Jeszcze niedawno nie wiedziałem nic, a za chwilę mogę uzyskać wszystkie odpowiedzi i cię zobaczyć. Naruto. Bez ciebie nie oddycham. Bez ciebie nie żyję. Wierze, że ty też tak to odczuwasz. Jesteśmy jednością. Ale mi się na czułości zebrało.
Pomyślał przestając mówić do gwiazd. Skąd miał wiedzieć , że tak naprawdę niedaleko jego druga połówka także się modli.
Boruto. Idę do ciebie. Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Już idę.
Sasuke. Tak bardzo tęsknię. Chcę cię zobaczyć.
*******************************************
- To co młody. Idziesz spać?- zagadnął mężczyzna.
- Jeszcze nieee.- zajęczał.- Miał mi pan opowiedzieć.
Sasuke uśmiechnął się i pogłaskał chłopca po głowie po czym jego dłoń znalazła się na jego ramieniu. Kucnął i popatrzył na niego.
- Powiem Ci dzisiaj tylko jedno bo jestem zmęczony. Dobrze?
- Hai!- ucieszył się chłopiec.
Jak bardzo musisz tęsknić za tatą Boruto, że coś takiego cię cieszy.
- Naruto był..-usiadł na łóżku na przeciwko chłopca.- był światłem. Gdy jeszcze chodziłem do szkoły pomógł mi znaleźć przyjaciół, a on był nim jako pierwszy - zaśmiał się - często się kłóciliśmy, ale zawsze potrafiliśmy się pogodzić. Naruto jest dobrą osobą. Niesamowitą osobą.
- Wooooow. Pan naprawdę jest fanem mojego taty.
- Haha. Może masz rację, bo Naruto jest... Niesamowity. Strasznie za nim tęsknię.
- Ja też.
Popatrzył ciepło na chłopca i dał znać, że czas spać.
Po chwili wrócił do salonu.
- Siadaj Sasuke.- poklepał miejsce obok i wręczył mu butelkę.- Dziś się napijemy.
Sasuke pomyślał, że Kakashi jest jedną z tych osób którym powinien się kłaniać za to co zrobił dla Naruto.
____________________________________________________
Soundtrack:
- Haikyuu - Regret and Motivation
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Jestem tu - cz.5
Nareszcie coś tu dodałam! Odblokowałam wenę, choć jeszcze nie do końca.
Słuchajcie kilka rzeczy.
1. Czy ktoś do mnie jeszcze zagląda?
2. Będę dodawać co najmniej jeden wpis miesięcznie. (albo one-shot albo następny rozdział któregoś opka.)
3. Szukam bety. Ktoś chętny?
4. Które opowiadanie najlepiej prowadzić dalej. Żeby skończyć jako pierwsze?
Już nie przeszkadzam. Zapraszam :)
Chłopak poczuł na twarzy lekkie promienie słoneczne, więc powoli otworzył oczy. Szybko usiadł, ale widocznie zrobił to za szybko bo jęknął tylko i położył się z powrotem. Następnie obrócił się w drugą stronę i wstrzymał oddech. Właśnie leżał obok Kageyamy, śpiącego oczywiście.
Leżeli razem.
Pod jednym futonem.
Tylko w bokserkach.
Nie powinno go to, aż tak peszyć w końcu koledzy czasami tak kończą po piciu alkoholu. Nawet gorzej. Ale niekoniecznie koledzy, którzy się całowali kilka dni wcześniej.
Jednak Hinata nie mógł się ruszyć, a gdy już zdecydował usłyszał cichutkie
- Mrrr... Hina..taa.. Przysul mnije...
Po tym dostał dreszczy i od razu się podniósł mimo bólu głowy. Na niskim stoliku leżała karteczka i butelka wody.
Może się rano przydać. ;)
Hinata wziął wodę i całą wypił na raz. Otworzył okno, ubrał się i wciągnął świeże powietrze. Nigdy nie pił alkoholu, ale nie wiedział, że przebywając w towarzystwie kapitana przeciwnej drużyny nie da rady odmówić.
Przyrzekł sobie, że nigdy więcej nie tknie procentów (taaaa, jasne!).
Usiadł pod oknem z chłodnym ręcznikiem zarzuconym na kark i patrzył na wciąż śpiącego kolegę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Wyciągnął ze swojej torby marker (a pieniędzy nie miał!) i już miał domalować chłopakowi wąsy, gdy ten uśmiechnął się przez sen.
Hinata znów usiadł w szoku, bo twarz chłopaka po prostu wyrażała szczęście. Był szczęśliwy.
Cieszy się, że mógł tu przyjechać. Ze mną. Ech.. jak ja mam go odrzucić?
Zmartwił się rudzielec po czym zamknął oczy i opadł na podłogę.
- Czy to zawsze jest takie trudne? Nie chcę stracić przyjaciela.- westchnął.
Kageyama obudził się niedługo później, odbyła się krótka i dość cicha - przez kaca - kłótnia o to, że Hinata wypił całą wodę. Jakoś po południu byli już na przystanku czekając na autobus do domu.
Odprowadzili ich koledzy. Kuro poklepał jednego i drugiego, dziękując za dobrą zabawę.
- Musimy się za niedługo umówić na jakiś sparing.
- Z chęcią.- odparł drugi brunet.
- Jasne!- zawtórował mu rudy.
Wymienili uściski dłoni, bo zbliżał się już transport. Pierwszy wszedł Kageyama i zajął im miejsce z tyłu, płacąc zawczasu za bilety.
Hinata odwrócił się żeby pomachać kolegom. Kenma w mgnieniu oka znalazł się przy nim i wyszeptał do ucha.
- Miłość nie zawsze przychodzi od razu. Jak coś to pisz.
W autobusie długo milczeli, nie wiadomo w sumie dlaczego. Nic się pomiędzy nimi przecież nie wydarzyło. Może po prostu byli pochłonięci przez własne myśli. Jeden czuł, że jego bajka się skończyła i musi zachować jak najwięcej wspomnień. Drugi natomiast zastanawiał się jak uciec z tej "bajki" tak, żeby nikt nie cierpiał.
- Ano!- zaczęli oboje.
- Ty pierwszy.- znów chórek.
Zaśmiali się oboje po czym Kageyama zabrał głos.
- Nie było tak jak planowałem, ale dzięki za czas.- uśmiechnął się przepraszająco.
- Żartujesz? Było fajnie! Moje najlepsze walentynki. Dzięki.- szturchnął go przyjaźnie.
- Ciebie też tak boli łeb?
- Strasznie!
- To nie krzycz proszę.- odparł zirytowany i oparł głowę o szybę.
- Przepraszam. Mogę coś powiedzieć?
- Jasne.
- Wiem, że miałeś może duże oczekiwania co do tego wyjazdu, ale przepraszam, że nie było tak jak chciałeś. Ale mimo wszystko dzięki, że spędziliśmy czas z Kurokenką. Oooo... właśnie ich nazwałem. Nie miałem pojęcia, że są razem już pół roku. W sumie rozumiem, bo ukrywali to na początku. Lubię Kenmę, jast fajnym przy... ojjj... wracając do tego co chciałem powiedzieć. Emmm... Było fajnie i .. i... i nawet przeszło mi przez myśl, żeby każde walentynki z tobą spędzać.- wstrzymał powietrze, bo nie wiedział jak chłopak zareaguje. Brzmiało to trochę jak deklaracja, choć nie była.- Oy.. Kageya...- zamrugał oczami gdy zauważył śpiącą twarz chłopaka.- Tsk.. musiałeś być serio zmęczony Wielki Królu.
Autobus skręcił gwałtownie, a Kageyama poleciał na Hinatę, opierając głowę o jego kolana.
- Iiii..- przestraszył się najpierw, ale potem stwierdził, że ten czas i tak miał być dla Tobio, więc niech leży.
- Śpij. Przypilnuje przystanku.- powiedział, ale mimo to sam zasnął niedługo później.
- ...alo...Halo chłopcy. To ostatni przystanek. Halo.- usłyszeli miły głos kierowcy.
Otworzyli oczy pomału i rozejrzeli się dookoła. Zaraz jednak Hinata rozdziawił swoją piękną paszczę wgapiając się w nazwę przystanku. Yagaharu. Koniec miasta. Godzina drogi od ich domów.
- Kageya...
- Widzę przecież! Gamoniu! Mogłeś nie spać!
- Sam zasnąłeś!
- Ale jako pierwszy!
- A co to ma do!
- Cicho. Napisze do mamy, żeby po nas podjechała.
- Ummm..- zgodził się drugi.
- Niestety nie możecie zostać w autobusie. Za 10 minut wyjeżdżam.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo. Za chwilkę wysiądziemy.- odparł brunet.
Kierowca oddalił się.
- Ale przygoda. Spoko, że twoja mama przyjedzie.
- Nie ma sprawy. Rzadko ją o coś proszę więc..
Nie patrzyli na siebie. Kageyama jakoś nagle... posmutniał.
- Ile potrzebujesz?- spytał.
- Czego?- nie zrozumiał.
- Czasu.- odparł ciszej chłopak.
- Czasu na...- chciał zadać kolejne pytanie, ale nie zdążył.
- Żeby mnie odrzucić.-wypalił brunet, chowając twarz w dłoniach.
- Ale ja nie...
- Ale ja wiem.
- Kageyama.- zaczął hardo.
Tamten spojrzał w zdeterminowane oczy.
- Nie mów mi co czuje, ani co zrobię. Daj mi tydzień, a wszystko będę wiedział i ty również. Tymczasem.- wystawił w jego stronę zwiniętą pięść.- Jesteśmy przyjaciółmi?
Drugi nastolatek westchnął i z delikatnym uśmiechem w jego stylu przybił żółwika.
- Jasne, że tak.
Słuchajcie kilka rzeczy.
1. Czy ktoś do mnie jeszcze zagląda?
2. Będę dodawać co najmniej jeden wpis miesięcznie. (albo one-shot albo następny rozdział któregoś opka.)
3. Szukam bety. Ktoś chętny?
4. Które opowiadanie najlepiej prowadzić dalej. Żeby skończyć jako pierwsze?
Już nie przeszkadzam. Zapraszam :)
Chłopak poczuł na twarzy lekkie promienie słoneczne, więc powoli otworzył oczy. Szybko usiadł, ale widocznie zrobił to za szybko bo jęknął tylko i położył się z powrotem. Następnie obrócił się w drugą stronę i wstrzymał oddech. Właśnie leżał obok Kageyamy, śpiącego oczywiście.
Leżeli razem.
Pod jednym futonem.
Tylko w bokserkach.
Nie powinno go to, aż tak peszyć w końcu koledzy czasami tak kończą po piciu alkoholu. Nawet gorzej. Ale niekoniecznie koledzy, którzy się całowali kilka dni wcześniej.
Jednak Hinata nie mógł się ruszyć, a gdy już zdecydował usłyszał cichutkie
- Mrrr... Hina..taa.. Przysul mnije...
Po tym dostał dreszczy i od razu się podniósł mimo bólu głowy. Na niskim stoliku leżała karteczka i butelka wody.
Może się rano przydać. ;)
Hinata wziął wodę i całą wypił na raz. Otworzył okno, ubrał się i wciągnął świeże powietrze. Nigdy nie pił alkoholu, ale nie wiedział, że przebywając w towarzystwie kapitana przeciwnej drużyny nie da rady odmówić.
Przyrzekł sobie, że nigdy więcej nie tknie procentów (taaaa, jasne!).
Usiadł pod oknem z chłodnym ręcznikiem zarzuconym na kark i patrzył na wciąż śpiącego kolegę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Wyciągnął ze swojej torby marker (a pieniędzy nie miał!) i już miał domalować chłopakowi wąsy, gdy ten uśmiechnął się przez sen.
Hinata znów usiadł w szoku, bo twarz chłopaka po prostu wyrażała szczęście. Był szczęśliwy.
Cieszy się, że mógł tu przyjechać. Ze mną. Ech.. jak ja mam go odrzucić?
Zmartwił się rudzielec po czym zamknął oczy i opadł na podłogę.
- Czy to zawsze jest takie trudne? Nie chcę stracić przyjaciela.- westchnął.
Kageyama obudził się niedługo później, odbyła się krótka i dość cicha - przez kaca - kłótnia o to, że Hinata wypił całą wodę. Jakoś po południu byli już na przystanku czekając na autobus do domu.
Odprowadzili ich koledzy. Kuro poklepał jednego i drugiego, dziękując za dobrą zabawę.
- Musimy się za niedługo umówić na jakiś sparing.
- Z chęcią.- odparł drugi brunet.
- Jasne!- zawtórował mu rudy.
Wymienili uściski dłoni, bo zbliżał się już transport. Pierwszy wszedł Kageyama i zajął im miejsce z tyłu, płacąc zawczasu za bilety.
Hinata odwrócił się żeby pomachać kolegom. Kenma w mgnieniu oka znalazł się przy nim i wyszeptał do ucha.
- Miłość nie zawsze przychodzi od razu. Jak coś to pisz.
W autobusie długo milczeli, nie wiadomo w sumie dlaczego. Nic się pomiędzy nimi przecież nie wydarzyło. Może po prostu byli pochłonięci przez własne myśli. Jeden czuł, że jego bajka się skończyła i musi zachować jak najwięcej wspomnień. Drugi natomiast zastanawiał się jak uciec z tej "bajki" tak, żeby nikt nie cierpiał.
- Ano!- zaczęli oboje.
- Ty pierwszy.- znów chórek.
Zaśmiali się oboje po czym Kageyama zabrał głos.
- Nie było tak jak planowałem, ale dzięki za czas.- uśmiechnął się przepraszająco.
- Żartujesz? Było fajnie! Moje najlepsze walentynki. Dzięki.- szturchnął go przyjaźnie.
- Ciebie też tak boli łeb?
- Strasznie!
- To nie krzycz proszę.- odparł zirytowany i oparł głowę o szybę.
- Przepraszam. Mogę coś powiedzieć?
- Jasne.
- Wiem, że miałeś może duże oczekiwania co do tego wyjazdu, ale przepraszam, że nie było tak jak chciałeś. Ale mimo wszystko dzięki, że spędziliśmy czas z Kurokenką. Oooo... właśnie ich nazwałem. Nie miałem pojęcia, że są razem już pół roku. W sumie rozumiem, bo ukrywali to na początku. Lubię Kenmę, jast fajnym przy... ojjj... wracając do tego co chciałem powiedzieć. Emmm... Było fajnie i .. i... i nawet przeszło mi przez myśl, żeby każde walentynki z tobą spędzać.- wstrzymał powietrze, bo nie wiedział jak chłopak zareaguje. Brzmiało to trochę jak deklaracja, choć nie była.- Oy.. Kageya...- zamrugał oczami gdy zauważył śpiącą twarz chłopaka.- Tsk.. musiałeś być serio zmęczony Wielki Królu.
Autobus skręcił gwałtownie, a Kageyama poleciał na Hinatę, opierając głowę o jego kolana.
- Iiii..- przestraszył się najpierw, ale potem stwierdził, że ten czas i tak miał być dla Tobio, więc niech leży.
- Śpij. Przypilnuje przystanku.- powiedział, ale mimo to sam zasnął niedługo później.
- ...alo...Halo chłopcy. To ostatni przystanek. Halo.- usłyszeli miły głos kierowcy.
Otworzyli oczy pomału i rozejrzeli się dookoła. Zaraz jednak Hinata rozdziawił swoją piękną paszczę wgapiając się w nazwę przystanku. Yagaharu. Koniec miasta. Godzina drogi od ich domów.
- Kageya...
- Widzę przecież! Gamoniu! Mogłeś nie spać!
- Sam zasnąłeś!
- Ale jako pierwszy!
- A co to ma do!
- Cicho. Napisze do mamy, żeby po nas podjechała.
- Ummm..- zgodził się drugi.
- Niestety nie możecie zostać w autobusie. Za 10 minut wyjeżdżam.
- Dobrze. Dziękujemy bardzo. Za chwilkę wysiądziemy.- odparł brunet.
Kierowca oddalił się.
- Ale przygoda. Spoko, że twoja mama przyjedzie.
- Nie ma sprawy. Rzadko ją o coś proszę więc..
Nie patrzyli na siebie. Kageyama jakoś nagle... posmutniał.
- Ile potrzebujesz?- spytał.
- Czego?- nie zrozumiał.
- Czasu.- odparł ciszej chłopak.
- Czasu na...- chciał zadać kolejne pytanie, ale nie zdążył.
- Żeby mnie odrzucić.-wypalił brunet, chowając twarz w dłoniach.
- Ale ja nie...
- Ale ja wiem.
- Kageyama.- zaczął hardo.
Tamten spojrzał w zdeterminowane oczy.
- Nie mów mi co czuje, ani co zrobię. Daj mi tydzień, a wszystko będę wiedział i ty również. Tymczasem.- wystawił w jego stronę zwiniętą pięść.- Jesteśmy przyjaciółmi?
Drugi nastolatek westchnął i z delikatnym uśmiechem w jego stylu przybił żółwika.
- Jasne, że tak.
poniedziałek, 31 grudnia 2018
Życzenia
niedziela, 2 grudnia 2018
Dzień z życia Sługi cz.3
Dawno nie pisałam! Przepraszam, ale brak weny robi swoje. Historię się tworzą. Dopisuję nowe zdania. Spokojnie.
Jednak komentarze zwiększają moją wenę. :D
Zapraszam do czytania.
- I żeby tego było mało to mnie wręcz wypchnął z domu i trzasnął drzwiami!- usiadł na swoje miejsce zirytowany. Kiba oparł się o biurko.
- Może ma gorszy dzień?
- On nie ma gorszych dni.- sapnął i rozłożył się na krześle zarzucając głowę do tyłu.- To chodzący robot. Zawsze wszystko zrobione na tip top, a przy tym idealnie. Nie wiem o co mu chodzi.
Zadzwonił dzwonek.
- Pogadamy przy lunchu. Nie martw się. To pewnie nic takiego.
- To nic takiego. Nic takiego. Po protu dorasta, nic dziwnego, że widzę zmiany. W końcu nabiera mięśni, ma też bardziej wyraźne rysy twarzy no i... Nie, nie, nie.- Mężczyzna podszedł do lustra i popatrzył prosto w oczy swojego odbicia.- Sasuke uspokój się. To nie w twoim stylu. Naruto ma dziś dodatkowy angielski, więc musisz go odebrać tak jak zawsze to robisz.
uspokoił oddech i poszedł potrenować.
Chłopak usiadł ze swoim drugim śniadaniem naprzeciwko przyjaciela.
- Więc? Pisał dziś już coś?
- Nic.- odburknął i zapchał się ryżem.
- A czemu cię to tak drażni?- Kiba usiadł po turecku na krześle.- Przecież zawsze narzekałeś na to jaki on jest nadopiekuńczy i wysyła za dużo smsów. Teraz masz wolne.
Naruto zmarszczył czoło.
- Nie wiem. Po prostu jest mi dziwnie. Może..
- Ja wiem dlaczego.- powiedział tajemniczo kolega.
- W..W..wiesz?- przestraszył się trochę .
- Przyzwyczaiłeś się i tyle. Nie możesz żyć bez swojego uko...
- Uwaaaaa!!!! Kiba!- krzyknął i zaraz ściszył głos.- Nie mów takich rzeczy w szkole...nooo...- pacnął go po głowie.
- Sorki.- wyszczerzył się dla mnie.- Ale tak szczerze. Może byś w końcu mu to powiedział?
- E? Co?
- No wiesz.. to co czujesz.
- Nie ma mowy! Nigdy! Nie-e!- skrzyżował ręce ze sobą.
- Dlaczego?
- Dlaczego pytasz.. no bo...
- Więc mam inną opcję.- spojrzał się trochę smutno na chłopaka.
- Hmm?
- Wyrzućcie go... Inaczej będziesz tylko cierpiał.
Naruto szedł właśnie do domu, a w głowie rozbrzmiewały raz po raz słowa przyjaciela. Westchnął głęboko i zmierzwił sobie włosy. Stanął nagle, nabrał powietrza i krzyknął z całej siły.
- Nienawidzę cię durniuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bakasuke!!!!!
Dyszał chwilę po czym uderzył w policzki raz, a porządnie.
- Yosh... Dam radę. Powiem mu.
Z takim nastawieniem poszedł do domu. Był pewien tego co ma zrobić, aż do chwili gdy stanął przed drzwiami. Nogi mu się ugięły, a ręce zaczęły trząść..
- Jed..J...Jednak n.. nie mogę...- przełknął ślinę i wszedł do domu.
- Tadai...- stanął twarzą w twarz (jeśli można to tak nazwać) z Sasuke całującym się z jakąś kobietą.- ..ma.
- O.. Okaeri.. Naruto nie wiedziałem, że.. miałeś mieć jeszcze angiel...
- Nie wyskakuj mi tu zangielskim. A pani niech stąd wyjdzie.
- C...Sasuke-chiaaan.. Naprawdę mam...
- Proszę.
- A pieniądze?- podniosła brew.
- Hai.- wręczył jej kilka banknotów.
- Do widzenia słodziaki.- uśmiechnęła się lalka barbie i wyszła.
- Jak... Jak śmiesz.
- Naruto, poczekaj zanim zaczniesz. Jestem mężczyzną i czasami...
- Sprowadzasz do domu jakąś lafiryndę i to prawdopodobnie prostytutkę?! Mój ojciec nie byłby zadowolony! Jak możesz w ogóle się tak zachowywać! To nie jesteś ty! To jest...- był zły. Był tak bardzo zły. Za to zachowanie, ale głównie z zazdrości.
- Wiem. Proszę nie mów tacie. Ja wiem, trochę przesadziłem, ale jak już powiedziałem jestem mężczyzną i...
- Więc co ze mną?
Plan Sasuke był taki, że zrzuci z siebie całe pożądanie i wszystko wróci do normy. Nie wiedział, że Naruto go na tym przyłapię i to w dodatku przed wszystkim. Był bardzo napalony. Pamiętnik, ciało nastolatka. On po prostu musiał coś z tym zrobić, ale nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Co z tobą?- nie bardzo rozumiał.
Naruto podszedł nie patrząc na niego. Zrzucił z siebie kurtkę i oparł głowę o tors ochroniarza. Sasuke wstrzymał powietrze.
- Czemu to nie mogę być ja?
- Naruto co ty...
Blondyn w słabym świetle nocnej lampki objął starszego mężczyznę za szyję i zbliżał się. Chciał go pocałować, ale Sasuke miał wrażenie, że ta chwila trwała bardzo bardzo długo, jak w zwolnionym tempie.
Przerażało go to co się dzieje oraz to, że sam tego chciał. Jednak w tym słabym świetle zauważył ramkę ze zdjęciem blondyna ze swoim ojcem stojących przed firmą. Opamiętał się i odsunął chłopaka na odległość ramion.
- Nie. Naruto. Tak nie można.- stanowczy ton.
- Właśnie, że można.- jakby wypowiedział to ktoś zupełnie inny. Chłopak pociągnął mężczyznę na koszulę przyciągając go do siebie i pocałował. Całował mocno, pożądliwie i zaborczo. Czuć w tym też było desperację.
- Naruto!- złapał go za nadgarstki.- Co w ciebie wstąpiło!
Nie patrzył na niego.
- Powiedz coś! Wytłumacz t...- zauważył łzy kapiące na podłogę. Naruto się trząsł, ale nie z zimna.
- G...Gumen.- szepnął Sasuke.
- Dobranoc.- odparł blondyn i poszedł do pokoju.
Zamknął za sobą drzwi i zsunął się po nich.
- Jestem idiotą...- szepnął i objął kolana ramionami.
Miał wyznać swoje uczucia, a nie pokłócić się z nim i zrobić coś takiego.
Sasuke stał dalej w tym samym miejscu. Dotknął swoich ust, a jego serce zabiło mocniej. Zapukał do drzwi chłopaka dopiero po jakichś trzydziestu minutach.
- Hai..- odparł cichy głos.
Sasuke wszedł do ciemnego pokoju. Zamknął drzwi i podszedł do łóżka Naruto.
- Sasuke. Prze...
- Naruto. To ja przepraszam.- nachylił się nad nim i pocałował go raz jeszcze. Delikatnie, ale z pożądaniem.
- Sas..
- Zamilcz..
Całowali się dłuższą chwilę, aż oboje nie wytrzymali i zaczęli jeździć rękami po swoich ciałach.
- Co my.. r..robimy- wysapał blondyn.
- Nie wiem, ale...dziś nie pytaj. Pozwól mi.
- Sasuke ja... kocham... cię.
- Wiem.
Całowali się szaleńczo. Jakby chcieli siebie pochłonąć. Jednak nie zaszli dalej. To im wystarczyło.
Po jakimś czasie zasnęli. Wtuleni w siebie.
Naruto był przeszczęśliwy, natomiast Sasuke właśnie przytulał go mocno do siebie łkając cicho.
- Co ja.. zrobiłem...
Jednak komentarze zwiększają moją wenę. :D
Zapraszam do czytania.
- I żeby tego było mało to mnie wręcz wypchnął z domu i trzasnął drzwiami!- usiadł na swoje miejsce zirytowany. Kiba oparł się o biurko.
- Może ma gorszy dzień?
- On nie ma gorszych dni.- sapnął i rozłożył się na krześle zarzucając głowę do tyłu.- To chodzący robot. Zawsze wszystko zrobione na tip top, a przy tym idealnie. Nie wiem o co mu chodzi.
Zadzwonił dzwonek.
- Pogadamy przy lunchu. Nie martw się. To pewnie nic takiego.
- To nic takiego. Nic takiego. Po protu dorasta, nic dziwnego, że widzę zmiany. W końcu nabiera mięśni, ma też bardziej wyraźne rysy twarzy no i... Nie, nie, nie.- Mężczyzna podszedł do lustra i popatrzył prosto w oczy swojego odbicia.- Sasuke uspokój się. To nie w twoim stylu. Naruto ma dziś dodatkowy angielski, więc musisz go odebrać tak jak zawsze to robisz.
uspokoił oddech i poszedł potrenować.
Chłopak usiadł ze swoim drugim śniadaniem naprzeciwko przyjaciela.
- Więc? Pisał dziś już coś?
- Nic.- odburknął i zapchał się ryżem.
- A czemu cię to tak drażni?- Kiba usiadł po turecku na krześle.- Przecież zawsze narzekałeś na to jaki on jest nadopiekuńczy i wysyła za dużo smsów. Teraz masz wolne.
Naruto zmarszczył czoło.
- Nie wiem. Po prostu jest mi dziwnie. Może..
- Ja wiem dlaczego.- powiedział tajemniczo kolega.
- W..W..wiesz?- przestraszył się trochę .
- Przyzwyczaiłeś się i tyle. Nie możesz żyć bez swojego uko...
- Uwaaaaa!!!! Kiba!- krzyknął i zaraz ściszył głos.- Nie mów takich rzeczy w szkole...nooo...- pacnął go po głowie.
- Sorki.- wyszczerzył się dla mnie.- Ale tak szczerze. Może byś w końcu mu to powiedział?
- E? Co?
- No wiesz.. to co czujesz.
- Nie ma mowy! Nigdy! Nie-e!- skrzyżował ręce ze sobą.
- Dlaczego?
- Dlaczego pytasz.. no bo...
- Więc mam inną opcję.- spojrzał się trochę smutno na chłopaka.
- Hmm?
- Wyrzućcie go... Inaczej będziesz tylko cierpiał.
Naruto szedł właśnie do domu, a w głowie rozbrzmiewały raz po raz słowa przyjaciela. Westchnął głęboko i zmierzwił sobie włosy. Stanął nagle, nabrał powietrza i krzyknął z całej siły.
- Nienawidzę cię durniuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bakasuke!!!!!
Dyszał chwilę po czym uderzył w policzki raz, a porządnie.
- Yosh... Dam radę. Powiem mu.
Z takim nastawieniem poszedł do domu. Był pewien tego co ma zrobić, aż do chwili gdy stanął przed drzwiami. Nogi mu się ugięły, a ręce zaczęły trząść..
- Jed..J...Jednak n.. nie mogę...- przełknął ślinę i wszedł do domu.
- Tadai...- stanął twarzą w twarz (jeśli można to tak nazwać) z Sasuke całującym się z jakąś kobietą.- ..ma.
- O.. Okaeri.. Naruto nie wiedziałem, że.. miałeś mieć jeszcze angiel...
- Nie wyskakuj mi tu zangielskim. A pani niech stąd wyjdzie.
- C...Sasuke-chiaaan.. Naprawdę mam...
- Proszę.
- A pieniądze?- podniosła brew.
- Hai.- wręczył jej kilka banknotów.
- Do widzenia słodziaki.- uśmiechnęła się lalka barbie i wyszła.
- Jak... Jak śmiesz.
- Naruto, poczekaj zanim zaczniesz. Jestem mężczyzną i czasami...
- Sprowadzasz do domu jakąś lafiryndę i to prawdopodobnie prostytutkę?! Mój ojciec nie byłby zadowolony! Jak możesz w ogóle się tak zachowywać! To nie jesteś ty! To jest...- był zły. Był tak bardzo zły. Za to zachowanie, ale głównie z zazdrości.
- Wiem. Proszę nie mów tacie. Ja wiem, trochę przesadziłem, ale jak już powiedziałem jestem mężczyzną i...
- Więc co ze mną?
Plan Sasuke był taki, że zrzuci z siebie całe pożądanie i wszystko wróci do normy. Nie wiedział, że Naruto go na tym przyłapię i to w dodatku przed wszystkim. Był bardzo napalony. Pamiętnik, ciało nastolatka. On po prostu musiał coś z tym zrobić, ale nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Co z tobą?- nie bardzo rozumiał.
Naruto podszedł nie patrząc na niego. Zrzucił z siebie kurtkę i oparł głowę o tors ochroniarza. Sasuke wstrzymał powietrze.
- Czemu to nie mogę być ja?
- Naruto co ty...
Blondyn w słabym świetle nocnej lampki objął starszego mężczyznę za szyję i zbliżał się. Chciał go pocałować, ale Sasuke miał wrażenie, że ta chwila trwała bardzo bardzo długo, jak w zwolnionym tempie.
Przerażało go to co się dzieje oraz to, że sam tego chciał. Jednak w tym słabym świetle zauważył ramkę ze zdjęciem blondyna ze swoim ojcem stojących przed firmą. Opamiętał się i odsunął chłopaka na odległość ramion.
- Nie. Naruto. Tak nie można.- stanowczy ton.
- Właśnie, że można.- jakby wypowiedział to ktoś zupełnie inny. Chłopak pociągnął mężczyznę na koszulę przyciągając go do siebie i pocałował. Całował mocno, pożądliwie i zaborczo. Czuć w tym też było desperację.
- Naruto!- złapał go za nadgarstki.- Co w ciebie wstąpiło!
Nie patrzył na niego.
- Powiedz coś! Wytłumacz t...- zauważył łzy kapiące na podłogę. Naruto się trząsł, ale nie z zimna.
- G...Gumen.- szepnął Sasuke.
- Dobranoc.- odparł blondyn i poszedł do pokoju.
Zamknął za sobą drzwi i zsunął się po nich.
- Jestem idiotą...- szepnął i objął kolana ramionami.
Miał wyznać swoje uczucia, a nie pokłócić się z nim i zrobić coś takiego.
Sasuke stał dalej w tym samym miejscu. Dotknął swoich ust, a jego serce zabiło mocniej. Zapukał do drzwi chłopaka dopiero po jakichś trzydziestu minutach.
- Hai..- odparł cichy głos.
Sasuke wszedł do ciemnego pokoju. Zamknął drzwi i podszedł do łóżka Naruto.
- Sasuke. Prze...
- Naruto. To ja przepraszam.- nachylił się nad nim i pocałował go raz jeszcze. Delikatnie, ale z pożądaniem.
- Sas..
- Zamilcz..
Całowali się dłuższą chwilę, aż oboje nie wytrzymali i zaczęli jeździć rękami po swoich ciałach.
- Co my.. r..robimy- wysapał blondyn.
- Nie wiem, ale...dziś nie pytaj. Pozwól mi.
- Sasuke ja... kocham... cię.
- Wiem.
Całowali się szaleńczo. Jakby chcieli siebie pochłonąć. Jednak nie zaszli dalej. To im wystarczyło.
Po jakimś czasie zasnęli. Wtuleni w siebie.
Naruto był przeszczęśliwy, natomiast Sasuke właśnie przytulał go mocno do siebie łkając cicho.
- Co ja.. zrobiłem...
środa, 7 listopada 2018
Koniec i początek...
Zapraszam do czytania kochani.
To takie zadośćuczynienie za chwilowy brak weny co do innych historii.
Co prawda nie lubię takiego Gaary jaki tu wystąpił, ale jest on trochę wzorowany na moim obecny (możne przyszłym byłym) chłopaku... Pierwsza scena jest jedną z naszych kłótni... Dlatego jest to trochę dla mnie osobiste...
Szkoda tylko, że tak jak w tej historii ja nie mam swojego Sasuke.
___________________________________________________
- Gaara, już tak nie mogę. Nie odzywamy się do siebie od tygodnia. Może bys w końcu przeprosił?- powiedział lekko zdenerwowany blondyn.
- Ja?- prychnął rudzielec.- Niby za co? Za to, że ty spaliłeś garnek?
- Ja za to przeprosiłem, za to ty nakrzyczałeś na mnie, powyzywałeś i poprzeklinałeś. Nie uważasz, że to zbyt dużo? Zabolało mnie to. Wrzeszczałeś.. Strasznie się ciebie bałem.- ściszył głos i objął się ramionami.
- Nie rób z siebie teraz jakiejś ofiary, poza tą od losu bo nią jesteś. Ciągle coś tłuczesz, bijesz, psujesz. Mam tego dość!- uderzył w stół.
- To, że przez ciebie płakałem też masz dość?- spojrzał mu prosto w oczy.
- Ty zawsze płaczesz. Już mnie to nie rusza..
- Aha... Spoko. Więc taki jesteś. Znałeś mnie Gaara! Wiedziałeś kim jestem i znałeś mnie dużo wcześniej. Czemu teraz ci to nie pasuje?!
- Cały czas nie pasowało! Musisz ciągle być taki ciapowaty?!
- Taki jestem i tego nie zmienię! Innym to nie przeszkadza!!!
- Coś jeszcze Uzumaki? Może znów się popłaczesz?!
- Chciałbyś!- krzyknął mimo, że łzy cisnęły mu się do oczu.
- No dawaj! To ci najlepiej wychodzi! Ja pierdole! Co teraz zrobisz?! Znów coś zbijesz?! Proszę bardzo!- podstawił mu kubek na blacie.
Naruto nie wytrzymał i mimo, że bardzo nie chciał to łzy zaczeły lecieć strumieniami.
- No zobacz! I znowu! Ty spaliłeś garnek i teraz...
- Czemu bardziej interesuje cię jakiś głupi garnek niż ja!
- Nieprawda! Tylko jestem o to zły i...
- I co!? Daje ci to prawo do wyśmiewania się ze mnie i krzyczenia!? Tak uważasz!
- Musze ci pokazać, że rzeczy też trzeba szanować!
- Szanuję! Coś mi się zepsuło, ale myślałem że człowiek jest ważniejszy od rzeczy!
- Masz wszystko gdzieś!
- Wiesz co mam teraz gdzieś?!- zbił szklankę stojącą przed nim.- W tym momencie wyjdę stąd i nie wiem gdzie pójdę, ale nie wrócę! Ruszył do drzwi.
- Gdzie się wybierasz!- poszedł za nim.
- Nie wiem! Daj mi spokój. Nakrzycz na mnie o szklankę!
- Jesteś niemożliwy!- uderzył go pięścią twarz.
Zapadła cisza.
Naruto ubrał się i na odchodne rzucił.
- Zostaw mnie.
Nie czuł zimna na skórze, bo to w jego sercu było większe. Pobiegł przed siebie, czując słone łzy... i ich niekończący się strumień. Dobiegł do parku. Wszedł na plac zabaw o tej godzinie pusty i usiadł na huśtawce. Po dłuższej chwili totalnej nicości wykonał telefon. Usłyszał zaspany głos w słuchawce.
- Naruto? Co jest?
-Uderzył mnie.- bezbarwny ton, jakby mówiła to lalka. Pusta w środku.
- Co?- chłopak nie zrozumiał.
- Gaara mnie uderzył.- przygryzł wargę i ponownie uderzyła fala płaczu gdy powiedział ciche.- Przyjedziesz po mnie?
- Gdzie jesteś?- usłyszał w tle zamykane drzwi.
- W parku Ryouji, na placu zabaw.
Jakieś 10 minut później usłyszał pisk opon za rogiem i ujrzał swojego przyjaciela, który gdy go zauważył od razu podbiegł.
- Sasu...- nie dokończył. Przyjaciel pochwycił go w ramiona tuląc mocno.
- Już dobrze. Już nikt cię nie skrzywdzi. Już jest dobrze.
Naruto ponownie załkał. Nie pamiętał jak, ani kiedy znalazł się w ciepłym łózko przyjaciela. Pamiętał tylko, że wziął prysznic i przebrał w ciuchy chłopaka. Położył się do łózka. Sasuke głaskał go po głowie czekając, aż zaśnie.
Rano obudził się strasznie obolały. Nie chciało mu się, ani wstać, ani jeść, ani oddychać ani... właściwie nic.
Jednak wstał w poszukiwaniu przyjaciela. Znalazł go w kuchni.
- Wiem, że pewnie nic nie chcesz, ale na stole masz herbatę i bułkę z masłem. Zjedz chociaż to.
Naruto uśmiechnął się smutno. Jak on go znał.
Chłopak usiadł na krześle, obejmując kolana rękami. Popijał herbatę w ciszy.
- Jak się czujesz?- spytał troskliwie tamten.
- Jak nic nieznaczące ścierwo.
- Nie mów tak.- powiedział twardo.- Jesteś ważny i nie pozwolę, żeby ktokolwiek cię źle traktował. Co gdyby...
Usłyszeli pukanie do drzwi.
Gdy brunet poszedł otworzyć Naruto usłyszał tylko głos, którego nie miał ochoty słyszeć.
- Pomyślałem, że jest tutaj.
- Nie ma ochoty cię wiedzieć.
- Daj mi z nim poga...
- Nie. Daj mu spokój.
- Przecież to nie tylko ja zawiniłem!- rzekł zdenerwowany.
Sasuke nie wytrzymał. Szarpnął go i z mocno zmarszczonym od złości czołem i nosem powiedział.
- Nie pisz, nie dzwoń. Zniknij. Jak nie to cię znajdę i zabiję.
Tamten prychnął tylko i rzucił na odchodne.
- I tak wiem, że do mnie wrócisz Naruto!
Gdy Sasuke wrócił do pokoju zastał Naruto jak ten powstrzymuje się od płaczu.
Chłopak czuł w gardle ogromną gulę. Nie mógł nic przełknąć.
Sasuke pocałował go w głowę i przytulił od tyłu.
- Już jest dobrze. Możesz płakać. Dla mnie jesteś wspaniały Naruto.
- O...On...On mi... On wczoraj powiedział, że jestem nieudolnym, jestem ciapą. Wszystko psujei umiem tylko płakać.
- Naruto- powiedział miękko.- Nie jesteś ciapą. Jesteś wspaniały, Trochę niezdarny, głośny. Wszędzie cię pełno.
Naruto zaśmiał się.
- Ale nie jesteś zły. Nic nie zrobiłeś. To Gaara przesadził i mam nadzieję, że do niego nie wrócisz. Nie chcę, żeby ktokolwiek cię tak traktował.
- Hehe.. szkoda, że ty nie mogłeś być moim chłopakiem.
- Właściwie to...
- Co?
- Nic, nic.
- Sasuke?
- Nieważne głupku. Zjedz kanapkę.
- Taaak mamo!
Szkoda, że nie wiedziałem o jego uczuciach. Może gdybym wiedział to nigdy by się nie wydarzyło. Z nieudanego
2-letniego związku leczyłem się jeszcze jakiś rok. Sasuke był przy mnie cały czas i kiedyś gdy piliśmy piwo oglądając film go pocałowałem. Nie wiem czemu... może byłem samotny. Wyglądał na przestraszonego. Patrzyliśmy na siebie i wtedy on oddał pocałunek. Bardzo delikatnie, ostrożnie. Potem uśmiechnęliśmy się do siebie i wszystko już wiedzieliśmy. Nie potrzeba nam było słów. Było idealnie. Jeszcze nie wiedziałem, że go kocham. Po prostu nie wyobrażałem sobie życia bez niego.
Matko! Znamy się od dziecka!
Czemu to się nie stało wcześniej?
Dzisiaj świętujemy pierwsze pół roku razem.
Wyszliśmy do kina i na sushi. Niby nic specjalnego.
Dla mnie jednak każda chwila z nim jest najszczęśliwsza chwilą w moim życiu.
PS: Polecam gorąca nowe anime yaoi. Bardzo fajne :)
Dakareta Otoko...
PS2: Które opko najbardziej chcecie dalej czytać?
To takie zadośćuczynienie za chwilowy brak weny co do innych historii.
Co prawda nie lubię takiego Gaary jaki tu wystąpił, ale jest on trochę wzorowany na moim obecny (możne przyszłym byłym) chłopaku... Pierwsza scena jest jedną z naszych kłótni... Dlatego jest to trochę dla mnie osobiste...
Szkoda tylko, że tak jak w tej historii ja nie mam swojego Sasuke.
___________________________________________________
- Gaara, już tak nie mogę. Nie odzywamy się do siebie od tygodnia. Może bys w końcu przeprosił?- powiedział lekko zdenerwowany blondyn.
- Ja?- prychnął rudzielec.- Niby za co? Za to, że ty spaliłeś garnek?
- Ja za to przeprosiłem, za to ty nakrzyczałeś na mnie, powyzywałeś i poprzeklinałeś. Nie uważasz, że to zbyt dużo? Zabolało mnie to. Wrzeszczałeś.. Strasznie się ciebie bałem.- ściszył głos i objął się ramionami.
- Nie rób z siebie teraz jakiejś ofiary, poza tą od losu bo nią jesteś. Ciągle coś tłuczesz, bijesz, psujesz. Mam tego dość!- uderzył w stół.
- To, że przez ciebie płakałem też masz dość?- spojrzał mu prosto w oczy.
- Ty zawsze płaczesz. Już mnie to nie rusza..
- Aha... Spoko. Więc taki jesteś. Znałeś mnie Gaara! Wiedziałeś kim jestem i znałeś mnie dużo wcześniej. Czemu teraz ci to nie pasuje?!
- Cały czas nie pasowało! Musisz ciągle być taki ciapowaty?!
- Taki jestem i tego nie zmienię! Innym to nie przeszkadza!!!
- Coś jeszcze Uzumaki? Może znów się popłaczesz?!
- Chciałbyś!- krzyknął mimo, że łzy cisnęły mu się do oczu.
- No dawaj! To ci najlepiej wychodzi! Ja pierdole! Co teraz zrobisz?! Znów coś zbijesz?! Proszę bardzo!- podstawił mu kubek na blacie.
Naruto nie wytrzymał i mimo, że bardzo nie chciał to łzy zaczeły lecieć strumieniami.
- No zobacz! I znowu! Ty spaliłeś garnek i teraz...
- Czemu bardziej interesuje cię jakiś głupi garnek niż ja!
- Nieprawda! Tylko jestem o to zły i...
- I co!? Daje ci to prawo do wyśmiewania się ze mnie i krzyczenia!? Tak uważasz!
- Musze ci pokazać, że rzeczy też trzeba szanować!
- Szanuję! Coś mi się zepsuło, ale myślałem że człowiek jest ważniejszy od rzeczy!
- Masz wszystko gdzieś!
- Wiesz co mam teraz gdzieś?!- zbił szklankę stojącą przed nim.- W tym momencie wyjdę stąd i nie wiem gdzie pójdę, ale nie wrócę! Ruszył do drzwi.
- Gdzie się wybierasz!- poszedł za nim.
- Nie wiem! Daj mi spokój. Nakrzycz na mnie o szklankę!
- Jesteś niemożliwy!- uderzył go pięścią twarz.
Zapadła cisza.
Naruto ubrał się i na odchodne rzucił.
- Zostaw mnie.
Nie czuł zimna na skórze, bo to w jego sercu było większe. Pobiegł przed siebie, czując słone łzy... i ich niekończący się strumień. Dobiegł do parku. Wszedł na plac zabaw o tej godzinie pusty i usiadł na huśtawce. Po dłuższej chwili totalnej nicości wykonał telefon. Usłyszał zaspany głos w słuchawce.
- Naruto? Co jest?
-Uderzył mnie.- bezbarwny ton, jakby mówiła to lalka. Pusta w środku.
- Co?- chłopak nie zrozumiał.
- Gaara mnie uderzył.- przygryzł wargę i ponownie uderzyła fala płaczu gdy powiedział ciche.- Przyjedziesz po mnie?
- Gdzie jesteś?- usłyszał w tle zamykane drzwi.
- W parku Ryouji, na placu zabaw.
Jakieś 10 minut później usłyszał pisk opon za rogiem i ujrzał swojego przyjaciela, który gdy go zauważył od razu podbiegł.
- Sasu...- nie dokończył. Przyjaciel pochwycił go w ramiona tuląc mocno.
- Już dobrze. Już nikt cię nie skrzywdzi. Już jest dobrze.
Naruto ponownie załkał. Nie pamiętał jak, ani kiedy znalazł się w ciepłym łózko przyjaciela. Pamiętał tylko, że wziął prysznic i przebrał w ciuchy chłopaka. Położył się do łózka. Sasuke głaskał go po głowie czekając, aż zaśnie.
Rano obudził się strasznie obolały. Nie chciało mu się, ani wstać, ani jeść, ani oddychać ani... właściwie nic.
Jednak wstał w poszukiwaniu przyjaciela. Znalazł go w kuchni.
- Wiem, że pewnie nic nie chcesz, ale na stole masz herbatę i bułkę z masłem. Zjedz chociaż to.
Naruto uśmiechnął się smutno. Jak on go znał.
Chłopak usiadł na krześle, obejmując kolana rękami. Popijał herbatę w ciszy.
- Jak się czujesz?- spytał troskliwie tamten.
- Jak nic nieznaczące ścierwo.
- Nie mów tak.- powiedział twardo.- Jesteś ważny i nie pozwolę, żeby ktokolwiek cię źle traktował. Co gdyby...
Usłyszeli pukanie do drzwi.
Gdy brunet poszedł otworzyć Naruto usłyszał tylko głos, którego nie miał ochoty słyszeć.
- Pomyślałem, że jest tutaj.
- Nie ma ochoty cię wiedzieć.
- Daj mi z nim poga...
- Nie. Daj mu spokój.
- Przecież to nie tylko ja zawiniłem!- rzekł zdenerwowany.
Sasuke nie wytrzymał. Szarpnął go i z mocno zmarszczonym od złości czołem i nosem powiedział.
- Nie pisz, nie dzwoń. Zniknij. Jak nie to cię znajdę i zabiję.
Tamten prychnął tylko i rzucił na odchodne.
- I tak wiem, że do mnie wrócisz Naruto!
Gdy Sasuke wrócił do pokoju zastał Naruto jak ten powstrzymuje się od płaczu.
Chłopak czuł w gardle ogromną gulę. Nie mógł nic przełknąć.
Sasuke pocałował go w głowę i przytulił od tyłu.
- Już jest dobrze. Możesz płakać. Dla mnie jesteś wspaniały Naruto.
- O...On...On mi... On wczoraj powiedział, że jestem nieudolnym, jestem ciapą. Wszystko psujei umiem tylko płakać.
- Naruto- powiedział miękko.- Nie jesteś ciapą. Jesteś wspaniały, Trochę niezdarny, głośny. Wszędzie cię pełno.
Naruto zaśmiał się.
- Ale nie jesteś zły. Nic nie zrobiłeś. To Gaara przesadził i mam nadzieję, że do niego nie wrócisz. Nie chcę, żeby ktokolwiek cię tak traktował.
- Hehe.. szkoda, że ty nie mogłeś być moim chłopakiem.
- Właściwie to...
- Co?
- Nic, nic.
- Sasuke?
- Nieważne głupku. Zjedz kanapkę.
- Taaak mamo!
Szkoda, że nie wiedziałem o jego uczuciach. Może gdybym wiedział to nigdy by się nie wydarzyło. Z nieudanego
2-letniego związku leczyłem się jeszcze jakiś rok. Sasuke był przy mnie cały czas i kiedyś gdy piliśmy piwo oglądając film go pocałowałem. Nie wiem czemu... może byłem samotny. Wyglądał na przestraszonego. Patrzyliśmy na siebie i wtedy on oddał pocałunek. Bardzo delikatnie, ostrożnie. Potem uśmiechnęliśmy się do siebie i wszystko już wiedzieliśmy. Nie potrzeba nam było słów. Było idealnie. Jeszcze nie wiedziałem, że go kocham. Po prostu nie wyobrażałem sobie życia bez niego.
Matko! Znamy się od dziecka!
Czemu to się nie stało wcześniej?
Dzisiaj świętujemy pierwsze pół roku razem.
Wyszliśmy do kina i na sushi. Niby nic specjalnego.
Dla mnie jednak każda chwila z nim jest najszczęśliwsza chwilą w moim życiu.
PS: Polecam gorąca nowe anime yaoi. Bardzo fajne :)
Dakareta Otoko...
PS2: Które opko najbardziej chcecie dalej czytać?
poniedziałek, 8 października 2018
Tej nocy...
Tylko nie wpadnijcie w depreche kochani! To coś z rodzaju tych smutnych.
Wiem, że zawsze się jej podobał. Nie chciałem wchodzić w tak szczere uczucie. Wmawiałem sobie, że to minie, że się przyzwyczaję. Wmawiałem to sobie przez tydzień, potem dwa, potem miesiąc. Jeden. Drugi. Trzeci...kolejne. Skończyliśmy liceum. A ja nadal się łudziłem, że to przejdzie. A oni zeszli się w dniu rozdania dyplomów.
Potem wychodziliśmy razem we trójkę. Na piwo, na kręgle, do klubu. Ten klub... coś się tam wydarzyło. Ona poszła do łazienki. Zostaliśmy sami. Nienawidziłem tych sytuacji. Zacząłem studiować psychologię by dowiedzieć się więcej o ludzkich reakcjach nazywanych potocznie uczuciami. W każdym razie On zamówił dla nas po piwie. Podczas rozmowy stało się coś czego on nie zauważył. Jego dłoń leżała na blacie, a ja przez nieuwagę przysunąłem do niej swoją.
Musnąłem jego skórę ledwie odczuwalnie, On nawet tego nie zauważył. Mi to wystarczyło, żeby tam w klubie przy tym barze się rozpłakać. Nie miałem gdzie uciec i nagle ktoś wziął mnie do tańca. Młody chłopak, rudy. Miał ciekawy tatuaż po prawej stronie czoła. Uśmiechnął się miło, choć nienachalnie. Nachylił nad moim uchem i wyszeptał.
- Jestem Gaara, nie znam sytuacji ale spokojnie możesz się wypłakać. Nikt nie zauważy.
I faktycznie. Muzyka grała, ludzie kołysali się w jej rytm, a ja płakałem w ramię nieznajomego. Gdy się trochę uspokoiłem chłopak chciał odejść. Zatrzymałem go. Pocałowałem delikatnie i wyszeptałem ciche "dziękuję".
Tej nocy przeżyłem pierwszy raz z mężczyzną.
Tej nocy zaczął się mój związek.
Tej nocy miałem o Nim zapomnieć.
Nie do końca wyszło. Dziś mijają dwa lata od tej nocy, a ja dalej nie mogę zapomnieć i dalej Gaara mnie zawsze ratuje.
Usłyszałem trzask drzwi.
- Gaara?
- Jestem.
- A ja zaraz wychodzę, mam dziś kolokwium.- dałem mu buzi w policzek.
- Naruto?
- Hmm?- odparłem nieobecny.
- Spotkasz się z nim dziś?
- Z Sasuke? Pewnie tak, chodzimy na tę samą uczelnię.
- Da to coś, że nie jestem z tego powodu zadowolony?- położył się na kanapie.
- Nie bardzo.- pstryknąłem go w nos.- I tak widujemy się rzadko.
- Ale wiesz. To jest twoja pierwsza..
- ... tak tak wiem. Moja pierwsza miłość, ale to też mój przyjaciel.- Poczułem jak przytula się do moich pleców.
- Kocham cię, Naruto.
- Wiem. Wychodzę.- uśmiechnąłem się, znikając za drzwiami. Gdybym został kilka sekund dłużej usłyszałbym z jego ust smutne.
- Ale ty mnie chyba nadal nie.
Raniłem go. Nie chciałem, ale... jestem okropnym człowiekiem. Zależy mi na moim chłopaku, ale nie kocham go tak jak na to zasługuje. Nie chciałem być sam.
Po kolokwium wyszedłem na papierosa. Paliłem czasami, głównie przy egzaminach, nagle usłyszałem kłótnie.
- Sakura, my po prostu do siebie nie pasujemy! Nie bądź namolna!
- Nie możesz! Po trzech latach teraz oprzytomniałeś? Teraz chcesz zerwać?
- Daj mi spokój.
- Sasuke wróć!
- Nie. Powiedziałem już, że...
- Wowowowowo!- stanąłem między nimi.- Co jest grane miśki?
- Sasuke ze mną zrywa.- fuknęła jak dziecko.
- Dlaczego?- pytałem z ciekawości, bo ucieszyło mnie to choć nie powinno.- Sas...- nie zdążyłem nic powiedzieć bo Sasuke mnie pocałował!
Tak po prostu przed Sakurą mnie pocałował!
W usta!
- Dlatego. Bo jestem zakochany w Naruto.
- Ty.. przecież... argh!- krzyknęła i odeszła.
Patrzyłem na niego skamieniały. Chyba nic mnie w życiu tak nie zaskoczyło jak ta sytuacja.
- Naruto.
- Tak?- odparłem dalej zdziwiony.
- Dzięki. Nigdy by się nie odczepiła.
- Co?
- No, Sakura. Nie przejmuj się, Gaara chyba nie będzie zły. To tylko buziak.
- Co?- dalej nie rozumiałem.
- Przepraszam, postawię ci piwo.
- O... czyli ja byłem dla ciebie wymówką?
- O co ci...
- To przed chwilą to była tylko okazja do zerwania?
- No tak.
- Jaki ty jesteś tępy debilu!- pacnąłem go po łbie i zacząłem wracać do domu. Nie pamiętam jak tam dotarłem.
- Naruto wróci... Naruto!- Gaara podbiegł do mnie bardzo szybko. Widocznie musiałem wyglądać jak jedno wielkie nieszczęście. Zabrał mi plecak i kurtkę, poprowadził do kanapy i posadził.- Naruto. Co się stało.
- Ja...ja...ja...- właściwie co miałem mu powiedzieć.- Gaara... zerwijmy.
- Słucham?
- Nie możesz ciągle tak mnie kochać gdy ja nie daje ci nic.
- To nieprawda, kiedyś to odwzajemnisz, wiem że...
- Nie... to się nie stanie, nie tak jak tego chcesz.
- Dlaczego tak mówisz, po dwóch latach...
- Sasuke mnie dziś pocałował.
- O...- usłyszałem ten ton, był zły.- I co. Teraz polecisz do niego jak wierny piesek?! Naruto on cię nie kocha.
- Wiem.- uśmiechnąłem się.- To był tylko pretekst do zerwania z Sakurą. To nic nie znaczyło. Wiem, że nie... Gaara ja nie chcę cie ranić. Naprawdę... ja...
Rudzielec wbił się w moje usta. Całował mnie mocno jakby chciał zatrzymać.
- Gaara ja...
- Tylko dziś.- wyszeptał. Płakał.- Tylko dziś. Pozwól mi się kochać jeszcze dziś. Zniknę. Ale dziś...
- Nie chcę żebyś znikną, ale wiem że będzie ci łatwiej.
- Wiem.
- Tylko dziś.
Znów Ta noc. Kochaliśmy się tej nocy.
Tej nocy znów go wykorzystałem żeby o Nim zapomnieć.
Tej nocy się rozstaliśmy.
Tej nocy znów byłem sam.
Obudziłem się dopiero o szesnastej. Nie poszedłem do szkoły. Pierwsze co zobaczyłem po wejściu do kuchni to brak.
Brak jego rzeczy, ubrań. W łazience nie było jego szczoteczki. W kuchni jego kubka, na kanapie piaskowego pluszaka. Wszystko zniknęło, jakby nigdy go tu nie było. Poczułem ukłucie. Od zawsze kochałem Sasuke, ale to jest niemożliwe żeby nie przywiązać się do kogoś przez 2 lata.
Będę za nim tęsknił. Już tęsknię. Może to był błąd!
Może nie powinienem z nim zrywać!
- Już sam nie wiem!- krzyknąłem i kucnąłem na podłodze, chowając twarz w łokciach. Płakałam. Jak nigdy. Tylko, że teraz już nie będzie Gaary, który mnie przytuli.
Teraz jestem sam.
Tej nocy i każdej następnej będę sam.
Tylko dlatego, że kocham kogoś kto nigdy nie pokocha mnie.
- DATTEBAYOOOOOOOOOOO!!!- krzyknąłem i zacząłem sprzątać dom.
- Nie będę się nad sobą użalać!
- Nie mogłem być hetero!
- Znalazłbym sobie dziewczynę, potem się z nią ożenił i miał dzieci!- właśnie zmywałem naczynia.- Nie, bo po co! Musiałem zostać homo! Na dodatek beznadziejnym! Nie mogę z nikim być bo musiałem zakochać się w swoim najlepszym przyjacielu!!!! KUSOOOOO!!!!
Trzask...
To były deski? To nie mogły być...
Odwróciłem się. I kto stał w wejściu? Kto mógł stać i słyszeć właśnie wszystko co powiedziałem.... No oczywiście, że on!
- Sa...Sas... Co ty....- w tym momencie wypadł mi talerz a podłogę, a jego kawałki rozbryzgały po podłodze.
Rzuciłem się i zacząłem zbierać szkło. Sasuke też.
- Zrobię to sam.- powiedziałem cicho.
- Pomogę.
- Powiedziałem, że...
- Gdzie jest Gaara?
- A co cię to interesuje!- wstałem i wyszedłem z kuchni.
- No bo pomyślałem, że może jednak się zdenerwował, że...
- Zerwaliśmy.- wyszeptałem.
- E?!
- Słyszałeś...
- Nar... Przepraszam. To moja wina? Ale wiesz nie mogłeś się przecież zako.. znaczy dzisiaj. Może ci się tylko wydaje.
- To nie od dziś debilu...
- Co?
- To trwa już kilka lat...
- Od kiedy?
- Od początku liceum.
- A Gaara..
- Nawet wtedy.
- Ale przecież my..
- Zamknij się i wyjdź stąd jeśli masz zamiar wmawiać mi co czuje!- usiadłem na kanapie i schowałem twarz w dłoniach.- Wyjdź stąd Sasuke. Proszę.- załkałem.
- Nie mogę.- poczułem jak głaszcze mnie po głowie.- Przepraszam, że nie zauważyłem i za dziś też.
- Idź już sobie. Przecież ty mnie nie...
- Kocham cię Naruto.
- E?- spojrzałem na niego zszokowany.
- Kocham cię jak brata i..
Nie wytrzymałem. Po prostu mu przywaliłem.
- Kompletnie nie rozumiesz ludzi jeśli chcesz mi jeszcze coś powiedzieć. Po prostu wyjdź! I nie wracaj.- płakałem.
- Ale...
- Wyjdź!!!
- Przepraszam Naruto...- wyszedł.
Dzwonił i pisał przez tydzień, a potem odpuścił. Kocham go od ponad 5 lat, a on dobijał się TYLKO tydzień. Tylko była warta moja miłość. Przez tydzień nie wychodziłem z domu, oglądałem anime i różne seriale. Dobijałem się smutasami i podobnymi. Te noce.. Już będą wyglądać tak samo.
Sasuke mijał mnie na korytarzach jakbyśmy się nie znali. Nie patrzył. Staliśmy się sobie obcy, a to wszystko dlatego, że się zakochałem.
Następne noce były samotne.
Podczas tych nocy spałem sam w łóżku.
Sam się budziłem.
Każde następne noce były gorsze od poprzednich.
Nigdy nikogo do siebie nie dopuściłem.
Przeprowadziłem się do innego miasta.
Dalej spędzałem samotne noce. Aż pewnego dnia poszedłem do klubu i popłakałem się nad szklanką whisky mając 27 lat.
Ktoś złapał mnie za rękę i przytulił.
- Spokojnie. Nikt nie patrzy. Możesz płakać.
Uśmiechnąłem się bo wiedziałem co zaraz nastąpi.
Spotkaliśmy się ponownie.
Wiedziałem, że tej nocy będę się z nim kochał.
Tej nocy obudzę się obok niego.
Tej nocy być może znów się zejdziemy.
Ale tej nocy też nie pokocham go tak jak Jego.
Wiem, że zawsze się jej podobał. Nie chciałem wchodzić w tak szczere uczucie. Wmawiałem sobie, że to minie, że się przyzwyczaję. Wmawiałem to sobie przez tydzień, potem dwa, potem miesiąc. Jeden. Drugi. Trzeci...kolejne. Skończyliśmy liceum. A ja nadal się łudziłem, że to przejdzie. A oni zeszli się w dniu rozdania dyplomów.
Potem wychodziliśmy razem we trójkę. Na piwo, na kręgle, do klubu. Ten klub... coś się tam wydarzyło. Ona poszła do łazienki. Zostaliśmy sami. Nienawidziłem tych sytuacji. Zacząłem studiować psychologię by dowiedzieć się więcej o ludzkich reakcjach nazywanych potocznie uczuciami. W każdym razie On zamówił dla nas po piwie. Podczas rozmowy stało się coś czego on nie zauważył. Jego dłoń leżała na blacie, a ja przez nieuwagę przysunąłem do niej swoją.
Musnąłem jego skórę ledwie odczuwalnie, On nawet tego nie zauważył. Mi to wystarczyło, żeby tam w klubie przy tym barze się rozpłakać. Nie miałem gdzie uciec i nagle ktoś wziął mnie do tańca. Młody chłopak, rudy. Miał ciekawy tatuaż po prawej stronie czoła. Uśmiechnął się miło, choć nienachalnie. Nachylił nad moim uchem i wyszeptał.
- Jestem Gaara, nie znam sytuacji ale spokojnie możesz się wypłakać. Nikt nie zauważy.
I faktycznie. Muzyka grała, ludzie kołysali się w jej rytm, a ja płakałem w ramię nieznajomego. Gdy się trochę uspokoiłem chłopak chciał odejść. Zatrzymałem go. Pocałowałem delikatnie i wyszeptałem ciche "dziękuję".
Tej nocy przeżyłem pierwszy raz z mężczyzną.
Tej nocy zaczął się mój związek.
Tej nocy miałem o Nim zapomnieć.
Nie do końca wyszło. Dziś mijają dwa lata od tej nocy, a ja dalej nie mogę zapomnieć i dalej Gaara mnie zawsze ratuje.
Usłyszałem trzask drzwi.
- Gaara?
- Jestem.
- A ja zaraz wychodzę, mam dziś kolokwium.- dałem mu buzi w policzek.
- Naruto?
- Hmm?- odparłem nieobecny.
- Spotkasz się z nim dziś?
- Z Sasuke? Pewnie tak, chodzimy na tę samą uczelnię.
- Da to coś, że nie jestem z tego powodu zadowolony?- położył się na kanapie.
- Nie bardzo.- pstryknąłem go w nos.- I tak widujemy się rzadko.
- Ale wiesz. To jest twoja pierwsza..
- ... tak tak wiem. Moja pierwsza miłość, ale to też mój przyjaciel.- Poczułem jak przytula się do moich pleców.
- Kocham cię, Naruto.
- Wiem. Wychodzę.- uśmiechnąłem się, znikając za drzwiami. Gdybym został kilka sekund dłużej usłyszałbym z jego ust smutne.
- Ale ty mnie chyba nadal nie.
Raniłem go. Nie chciałem, ale... jestem okropnym człowiekiem. Zależy mi na moim chłopaku, ale nie kocham go tak jak na to zasługuje. Nie chciałem być sam.
Po kolokwium wyszedłem na papierosa. Paliłem czasami, głównie przy egzaminach, nagle usłyszałem kłótnie.
- Sakura, my po prostu do siebie nie pasujemy! Nie bądź namolna!
- Nie możesz! Po trzech latach teraz oprzytomniałeś? Teraz chcesz zerwać?
- Daj mi spokój.
- Sasuke wróć!
- Nie. Powiedziałem już, że...
- Wowowowowo!- stanąłem między nimi.- Co jest grane miśki?
- Sasuke ze mną zrywa.- fuknęła jak dziecko.
- Dlaczego?- pytałem z ciekawości, bo ucieszyło mnie to choć nie powinno.- Sas...- nie zdążyłem nic powiedzieć bo Sasuke mnie pocałował!
Tak po prostu przed Sakurą mnie pocałował!
W usta!
- Dlatego. Bo jestem zakochany w Naruto.
- Ty.. przecież... argh!- krzyknęła i odeszła.
Patrzyłem na niego skamieniały. Chyba nic mnie w życiu tak nie zaskoczyło jak ta sytuacja.
- Naruto.
- Tak?- odparłem dalej zdziwiony.
- Dzięki. Nigdy by się nie odczepiła.
- Co?
- No, Sakura. Nie przejmuj się, Gaara chyba nie będzie zły. To tylko buziak.
- Co?- dalej nie rozumiałem.
- Przepraszam, postawię ci piwo.
- O... czyli ja byłem dla ciebie wymówką?
- O co ci...
- To przed chwilą to była tylko okazja do zerwania?
- No tak.
- Jaki ty jesteś tępy debilu!- pacnąłem go po łbie i zacząłem wracać do domu. Nie pamiętam jak tam dotarłem.
- Naruto wróci... Naruto!- Gaara podbiegł do mnie bardzo szybko. Widocznie musiałem wyglądać jak jedno wielkie nieszczęście. Zabrał mi plecak i kurtkę, poprowadził do kanapy i posadził.- Naruto. Co się stało.
- Ja...ja...ja...- właściwie co miałem mu powiedzieć.- Gaara... zerwijmy.
- Słucham?
- Nie możesz ciągle tak mnie kochać gdy ja nie daje ci nic.
- To nieprawda, kiedyś to odwzajemnisz, wiem że...
- Nie... to się nie stanie, nie tak jak tego chcesz.
- Dlaczego tak mówisz, po dwóch latach...
- Sasuke mnie dziś pocałował.
- O...- usłyszałem ten ton, był zły.- I co. Teraz polecisz do niego jak wierny piesek?! Naruto on cię nie kocha.
- Wiem.- uśmiechnąłem się.- To był tylko pretekst do zerwania z Sakurą. To nic nie znaczyło. Wiem, że nie... Gaara ja nie chcę cie ranić. Naprawdę... ja...
Rudzielec wbił się w moje usta. Całował mnie mocno jakby chciał zatrzymać.
- Gaara ja...
- Tylko dziś.- wyszeptał. Płakał.- Tylko dziś. Pozwól mi się kochać jeszcze dziś. Zniknę. Ale dziś...
- Nie chcę żebyś znikną, ale wiem że będzie ci łatwiej.
- Wiem.
- Tylko dziś.
Znów Ta noc. Kochaliśmy się tej nocy.
Tej nocy znów go wykorzystałem żeby o Nim zapomnieć.
Tej nocy się rozstaliśmy.
Tej nocy znów byłem sam.
Obudziłem się dopiero o szesnastej. Nie poszedłem do szkoły. Pierwsze co zobaczyłem po wejściu do kuchni to brak.
Brak jego rzeczy, ubrań. W łazience nie było jego szczoteczki. W kuchni jego kubka, na kanapie piaskowego pluszaka. Wszystko zniknęło, jakby nigdy go tu nie było. Poczułem ukłucie. Od zawsze kochałem Sasuke, ale to jest niemożliwe żeby nie przywiązać się do kogoś przez 2 lata.
Będę za nim tęsknił. Już tęsknię. Może to był błąd!
Może nie powinienem z nim zrywać!
- Już sam nie wiem!- krzyknąłem i kucnąłem na podłodze, chowając twarz w łokciach. Płakałam. Jak nigdy. Tylko, że teraz już nie będzie Gaary, który mnie przytuli.
Teraz jestem sam.
Tej nocy i każdej następnej będę sam.
Tylko dlatego, że kocham kogoś kto nigdy nie pokocha mnie.
- DATTEBAYOOOOOOOOOOO!!!- krzyknąłem i zacząłem sprzątać dom.
- Nie będę się nad sobą użalać!
- Nie mogłem być hetero!
- Znalazłbym sobie dziewczynę, potem się z nią ożenił i miał dzieci!- właśnie zmywałem naczynia.- Nie, bo po co! Musiałem zostać homo! Na dodatek beznadziejnym! Nie mogę z nikim być bo musiałem zakochać się w swoim najlepszym przyjacielu!!!! KUSOOOOO!!!!
Trzask...
To były deski? To nie mogły być...
Odwróciłem się. I kto stał w wejściu? Kto mógł stać i słyszeć właśnie wszystko co powiedziałem.... No oczywiście, że on!
- Sa...Sas... Co ty....- w tym momencie wypadł mi talerz a podłogę, a jego kawałki rozbryzgały po podłodze.
Rzuciłem się i zacząłem zbierać szkło. Sasuke też.
- Zrobię to sam.- powiedziałem cicho.
- Pomogę.
- Powiedziałem, że...
- Gdzie jest Gaara?
- A co cię to interesuje!- wstałem i wyszedłem z kuchni.
- No bo pomyślałem, że może jednak się zdenerwował, że...
- Zerwaliśmy.- wyszeptałem.
- E?!
- Słyszałeś...
- Nar... Przepraszam. To moja wina? Ale wiesz nie mogłeś się przecież zako.. znaczy dzisiaj. Może ci się tylko wydaje.
- To nie od dziś debilu...
- Co?
- To trwa już kilka lat...
- Od kiedy?
- Od początku liceum.
- A Gaara..
- Nawet wtedy.
- Ale przecież my..
- Zamknij się i wyjdź stąd jeśli masz zamiar wmawiać mi co czuje!- usiadłem na kanapie i schowałem twarz w dłoniach.- Wyjdź stąd Sasuke. Proszę.- załkałem.
- Nie mogę.- poczułem jak głaszcze mnie po głowie.- Przepraszam, że nie zauważyłem i za dziś też.
- Idź już sobie. Przecież ty mnie nie...
- Kocham cię Naruto.
- E?- spojrzałem na niego zszokowany.
- Kocham cię jak brata i..
Nie wytrzymałem. Po prostu mu przywaliłem.
- Kompletnie nie rozumiesz ludzi jeśli chcesz mi jeszcze coś powiedzieć. Po prostu wyjdź! I nie wracaj.- płakałem.
- Ale...
- Wyjdź!!!
- Przepraszam Naruto...- wyszedł.
Dzwonił i pisał przez tydzień, a potem odpuścił. Kocham go od ponad 5 lat, a on dobijał się TYLKO tydzień. Tylko była warta moja miłość. Przez tydzień nie wychodziłem z domu, oglądałem anime i różne seriale. Dobijałem się smutasami i podobnymi. Te noce.. Już będą wyglądać tak samo.
Sasuke mijał mnie na korytarzach jakbyśmy się nie znali. Nie patrzył. Staliśmy się sobie obcy, a to wszystko dlatego, że się zakochałem.
Następne noce były samotne.
Podczas tych nocy spałem sam w łóżku.
Sam się budziłem.
Każde następne noce były gorsze od poprzednich.
Nigdy nikogo do siebie nie dopuściłem.
Przeprowadziłem się do innego miasta.
Dalej spędzałem samotne noce. Aż pewnego dnia poszedłem do klubu i popłakałem się nad szklanką whisky mając 27 lat.
Ktoś złapał mnie za rękę i przytulił.
- Spokojnie. Nikt nie patrzy. Możesz płakać.
Uśmiechnąłem się bo wiedziałem co zaraz nastąpi.
Spotkaliśmy się ponownie.
Wiedziałem, że tej nocy będę się z nim kochał.
Tej nocy obudzę się obok niego.
Tej nocy być może znów się zejdziemy.
Ale tej nocy też nie pokocham go tak jak Jego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


