czwartek, 13 maja 2021

Drabble 3 (BakuDeku)

 - No chodź deklu! - krzyknął wielce niezadowolony (jak zwykle) chłopak

- Kacchan! Czekaj! Wiązałem buta!- dobiegł do niego drugi nastolatek.

Szli tak chwilę w ciszy. Blondyn w końcu spojrzał w bok i zauważył wielki uśmiech na twarzy kolegi. Strzyknął językiem.

- Z czego się tak cieszysz.. aaa?!

- A...- wzdrygnął się chłopak.- No bo od dzieciństwa nigdy razem nie wyszliśmy, więc... cieszę się że idziemy razem do kina.

- To się pospiesz, bo się spóźnimy - przyspieszył kroku by nie zobaczył jego rumieńców.

         Po filmie poszli do pobliskiej lodziarni. Gdy Midoriya wyciągał już portfel blondyn wyrwał mu go i wsadził spowrotem do kieszeni.

- Kacchan?- zdziwił się nastolatek, a potem zaśmiał cicho gdy tamten zapłacił za nich oboje.

Usiedli na ławce.

- Dz..dziękuję Kacchan.

- Haa?... To chyba normalne, że płacę skoro ja cię zaprosiłem na randkę.- odparł i dalej jadł swoje lody.

- Tak, tak. Pewnie masz rac...- zamrugał kilka razy i spojrzał na chłopaka. - r..randkę?!

- A czym to dla ciebie jest?!

- Czekaj! Kacchan!- przybliżył się zdezorientowany.- M.. Myślałem, że po prostu chcesz mnie przeprosić za.. za wszystko właściwie! Czemu miałbyś mnie zapraszać na randkę?!

Bakugou zrobił wkurzoną minę na co Midoriya automatycznie się odsunął. Jednak nie zrobił nic więcej. Odwrócił tylko wzrok.

- Oczywiście, że chciałem cię przeprosić deklu!.. No i na randkę zaprasza się kogoś kogo się lubi co nie?

Midoriya zamrugał kilka razy po czym spalił buraka, ale uśmiechnął się widząc jak bardzo czerwone uszy ma jego przyjaciel.

Poprawił się na ławce i nie odzywał. 

Bakugou nie wytrzymał, odwrócił się w jego stronę.

- Czemu nic nie mówisz dek...!!!- zamarł czując na swojej dłoni ciepło.

W ciszy dalej jedząc swoje lody trzymali się za ręce. 

- Kacchan?

- Nani?!

- Jeśli chcesz ze mną być będziesz musiał pójść na terapie.

- C...

- Musisz.- powiedział niskim głosem.

- Umm...- speszył się (że Bakugou?!)- Już jestem na takiej.. w przeciwnym razie nie byłbym w stanie cię tu zaprosić.

- Wooow. Kacchan. - uśmiechnął się chłopak.- Dobry chłopiec - pogłaskał go po włosach.

- Nie przesadzaj.- żachnął.

- Hai!

________________________________________

Chyba pierwsza historyjka z MHA. Pozdrawiam! Dajcie znać czy się podoba! 

czwartek, 4 marca 2021

Dzień z życia sługi - cz. 4 (End)

Kochani! Wróciłam! Wena jest! Możemy ruszać z kopyta!

Wyczekujcie dalszych rozdziałów! Piszcie komentarze! 

Dajcie znać, że jesteście!    

_______________________________________


   Naruto nie pamiętał kiedy ostatnio tak dobrze mu się spało. Była sobota, świeciło słońce. Co prawda w łóżku był sam, ale to mu nie przeszkadzało. 

Wręcz przeciwnie.

Wyskoczył spod kołdry, ubrał się dość nonszalancko, ale schludnie. Poprawił swoje włosy przed lustrem (czego nigdy nie robił) i pokropił szyję wodą kolońską. 

- Dobra Naruto. Bądź spokojny, bądź sobą. Zachowuj się naturalnie.

Bardzo próbował.. ale nie był w stanie zmieść uśmiech ze swojej twarzy. W takim nastroju opuścił pokój.

- Sasuke! Co dziś na...- zmarszczył brwi i rozejrzał się po salonie.- Nie ma go?

Podszedł do stołu, na którym leżała kartka z napisem.

"Poszedłem pobiegać. Śniadanie jest obok lodówki. Jajecznica z pieczarkami i papryką - twoja ulubiona. Widzimy się później.
Sasuke."

Blondyn zgniótł kartkę w dłoni i wydał z siebie dźwięk podobny bardziej do zwierzęcia niż człowieka.

- Czyli uciekasz tak? Okej, jak wolisz. Ja będę siedział w domu i poczekam, aż wrócisz żeby porozmawiać jak dorośli.- postanowił nie kryjąc irytacji.

No bo przed kim.

Po tym włączył sobie głośniej muzykę, zjadł śniadanie i zaczął tańczyć. Mimo wszystko był szczęśliwy. Ukochana osoba odwzajemniła jego uczucia! Na świecie nie ma nic piękniejszego. 

Jego nastrój zmienił się 3 godziny później gdy ochroniarz dalej nie wrócił. Naruto siedział przed telewizorem, wyciągnął telefon i wybrał numer.

...abonent chwilowo niedostępny, proszę wyb...

Syknął głośno rozłączając się i wyłączył telewizje.

- No i jak ja mam to zinterpretować Sasuke.- westchnął, po czym wstał. Włączył swoją playlistę na spotify i zanurzył się w cudownej symfonii. 

Jakieś 40 minut później gdy leciała jedna z jego ulubionych piosenek usłyszał zgrzyt zamka.

Podniósł się i oparł  się jedną ręką o ramię kanapy, która stała tyłem do drzwi.

Sasuke wszedł do mieszkania cały spocony, zmęczony i ledwo dyszący. Ten widok tak zdziwił nastolatka, że całkowicie zapomniał o tym, że część dnia spędził sam. 

Szybko wstał, nalał wody do szklanki i bez słowa podał mężczyźnie. Nie miał zamiaru go pospieszać, widocznie dla niego było to trudniejsze niż uważał na początku. Spojrzał brunetowi w oczy na parę sekund i ponownie zaległ na kanapie.

- Dz...dziękuję.- odparł zdziwiony mężczyzna.

Obudził się przed szóstką. Najpierw oddał się swojej codziennej rutynie - rozciąganie, prysznic, herbata i śniadanie. Jednak odczuwał głęboko w sobie pokłady negatywnej energii, której nie potrafił wyrzucić. Stwierdził, że pobiega. 
Potrzebował tego tak bardzo, że stracił poczucie czasu.

- Przepraszam.- rzucił skruszony.

Blondyn uśmiechnął się pod nosem.

- Może dziś... na chwilę zapomnisz o obowiązkach? M..mam ochotę na film... i pizze!- ostatnie słowo wypowiadał patrząc wprost na niego dalej stojącego przed drzwiami. Próbował udawać spokojną dojrzałą osobę, ale rumieńce na warzy go zdradziły.

- Niech będzie. Pójdę się umyć i coś zamówimy.- uśmiechnął się pokrzepiająco.

Wiedział dlaczego chłopak to zaproponował. Chce się zachować dojrzale, nie pospieszać i dać mi chwilę oddechu. Jest niesamowity. Niewiele ludzi potrafi odczytywać emocje drugiej osoby nawet po wielu latach znajomości.
Stanął pod kapiącym na niego strumieniem wody zacisnął pięści i zaklął.

- Cholera! Jesteś dorosły Sasuke! Zachowuj się tak i z nim porozmawiaj.

Wyszedł z łazienki w wilgotnych włosach ubrany w szare dresowe spodnie i luźną czarną koszulkę. Naruto nie dał po sobie poznać, że ten widok bardzo przypadł mu do gustu.

Usiadł obok i wziął do ręki telefon.

- To skąd? Dorim?

- Tak. Ich lubię najbardziej.- odparł, ale zdając sobie sprawę, że mógł zabrzmieć jak dziecko dodał jeszcze.- Chyba, że ty byś chciał...

- Dorim może być- uśmiechnął się, na co Naruto spuścił wzrok. 

Był bardzo szczęśliwy, a jednocześnie bał się. Zdawał sobie sprawę, że jego ochroniarz ma bardzo duże poczucie obowiązku i prędzej czy później wymusi to na nim wycofanie się z tego.. z tej sytuacji.
Tym bardziej Naruto chciał jeszcze ten wieczór poczuć beztroskę, ciepło, po prostu miłość. Starał się też nie oczekiwać za dużo, choć było to nieziemsko trudne. 

Poczuł dłoń na ramieniu co tak go zaskoczyło, że podskoczył z wrzaskiem.

- Jezuuu... Naruto - mężczyzna złapał się za serce.- mało zawału nie dostałem.

- Ty?! To ja się przestraszyłem!- krzyknął wyrwany z zamyślenia.

- Trzy razy pytałem czy bierzemy tą co zwykle.- pokręcił głową westchnął i spowrotem wziął do ręki telefon.- Gdzie tak błądzisz myślami?-  spojrzał na niego w dość specyficzny sposób i zanim chłopak zdążył odpowiedzieć ten już składał zamówienie.

Doskonale wiesz o czym myślę draniu! Krzyknął w duszy i usiadł niby obrażony na kanapie. Specjalnie tak na mnie spojrzałeś.

Za parę minut Sasuke już siedział na kanapie obok blondyna oglądając razem nowy horror, który Naruto bardzo chciał obejrzeć. 

Mężczyzna nie rozumiał jak można w przeciągu jednej nocy mienić nastawienie do drugiego człowieka. Nie potrafił na niego spojrzeć już jak na podopiecznego. Chciał go przytulić, pocałować, sprawić, żeby wydał z siebie dźwię...

- Wszystko gra?

Sasuke zamrugał i zdał sobie sprawę, że zamiast w ekran gapił się prosto na niego.

- T..Tak. Sorki.

- Tym razem ty odleciałeś.- zaśmiał się i zatrzymał film.

- Naruto, wszysto g..- przerwał. Naruto patrzył na niego intensywnie. Ten wzrok był... jednocześnie ciężki, ale nie mógł przestać patrzeć.

- Możemy porozmawiać Sasuke?- wciąż na niego patrzył.

- T.. Tak! Pewnie. Oczywiście.. Znaczy się..- czemu się tak plątał? Przecież to był Naruto! Ten sam Naruto! 

A jednak coś się zmieniło i mogło potoczyć się to na dwa sposoby jego zdaniem.

Albo przyjmie uczucia chłopaka, biorąc odpowiedzialność za poprzednią noc, co może skończyć się zwolnieniem, a może nawet pozwem. Albo złamie mu serce zachowując się jak dorosły człowiek.

-... chrzanić to- szepnął.

- Co? - zdziwił się chłopak.

Sasuke oparł swoje czoło o czoło chłopaka, na co tamten zareagował spinając całe swoje ciało. Mężczyzna wziął go za rękę i patrząc mu głęboko w oczy powiedział.

- Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie Naruto. Wiem, że może być ciężko, ale..

- Kocham cię Sasuke, bardzo.. bardzo mocno!

Mężczyzna uśmiechnął się.

- Wiem. Ja czuję to samo. Mam tylko jeden warunek.

- Warunek? - skrzywił się blondyn.

- Nie spieszmy się. Dobrze? Poczekam, aż skończysz 18 lat - puścił mu oczko.

Naruto zmienił się w buraka i zaczął okładać go poduszką.

- Ty draniu! Nie drażnij się ze mną!

- Hahaha.. Gumen, gumen..

Naruto również zaczął się śmiać. 

Był szczęśliwy.

Oboje byli.

Czekało ich w życiu mnóstwo wyzwań, ale razem dadzą radę ze wszystkim.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~The End~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

niedziela, 11 października 2020

Miłość jedno ma imię - 13

Kochani no w końcu! 
Jeszcze jeden rozdział i moje ulubione opowiadanie skończone!
Zapraszam do czytanie i małe ogłoszenie.
Jeśli chcecie pomóc pewnej dziewczynie w spełnieniu marzeń to możecie zrobić to pod tym linkiem.
Z góry dzięki ;)
Pojadę do Japonii


_______________________________________________________

Nazajutrz rano Kakashi zabrał mnie ze szpitala.
- Gdzie jest Boruto?- spytałem w samochodzie.

- W szkole. Jeszcze nie ma wakacji.- zaśmiał się.
- No tak. Ja nawet nie pamiętam, w której moja córka jest klasie.
- Masz córkę?
- Tak, ja... to długa historia.- westchnąłem nerwowo.
Białowłosy zatrzymał się przed jakąś kawiarnią i wzruszył ramionami otwierając drzwi.
- Mamy czas.
Weszliśmy do niewielkiej knajpki. Gdy na stole pojawiła się kawa oraz ciasto, a ja po pierwszym łyku pierwszy raz opowiedziałem komuś dosłownie całe swoje życie. Z każdym słowem czułem jak z barków spada ogromny ciężar. Tak jakby dopiero teraz schodził z nich wielki youkai* towarzyszący mi przez te wszystkie lata.
-... I teraz jestem tutaj. Szukam go po dosłownie całym świecie tylko dlatego, że pozwoliłem mu zniknąć.- schowałem twarz w łokciach, kładąc się na stoliku.

Po zbyt długiej ciszy podniosłem wzrok na szarowłosego mężczyznę i czekałem na reakcję.
Mężczyzna zrobił niejednoznaczną minę, jakby grymas połączony ze znakiem zapytania. Przejechał palcami po brodzie i dopiero wtedy powoli wypuścił powietrze. 
- Umm.. Wow... Tego się nie spodziewałem. Zwykle takie rzeczy widzi się w filmach. Jednak patrząc na waszą dwójkę. Oboje macie bardzo burzliwe życie.- upił łyk kawy.
- Nie musisz mi tego mówić. Chciałbym kiedyś porozmawiać tak z Sakurą. Chciałbym żeby spotkała się też z Naruto. On bardzo się obwiniał o jej nieszczęście.
- Domyślam się. O niej również zdążyłem się nasłuchać. Z opowieści Naruto sądzę, że bym jej nie polubił no ale on nigdy nie powiedział o niej złego słowa.

- On już taki jest.
- To prawda. No dobra. Dosyć o Naruto. Powiedz mi co ty w ogóle robisz w swoim życiu. Masz firmę tak? Czym się zajmujecie?
- No tak. W sumie bardziej niż ja to obecnie szefem jest tam mój wspólnik. Jest to firma właściwie założona przez moją rodzinę. Nazywa się "Coralson", jesteśmy ogólnoświatowym sklepem internetowym. Tak w skrócie. Sprzedajemy głównie ubrania. Nie jest to coś co zbudowałem.
- Nie znam się, ale nazwę słyszałem. To widzę, że fajnie można zarobić.
- Można, ale jak już mówiłem na tę chwilę to nie do końca mój biznes.
- Już nie bądź taki skromny. Szef to szef.- puścił mi oczko.
- Ale to prawda. A Ty Kakashi? Jak zostałeś detektywem?
- To trochę głupia historyjka.
Poprawiłem się na krześle, uśmiechnąłem i zrobiłem ruch ręką który można odczytać jako "opowiadaj".
Starszy mężczyzna zaśmiał się cicho i również się poprawił.
- Byłem w trakcie studiów historycznych. Właściwie dopiero je zaczynałem. Jeżeli ktoś z mojego rocznika miał problem z jakimś działem to pomagałem. Byłem trochę prymusem.
- Ciekawie. I co się stało?
- Któregoś razu uczyłem się w bibliotece i obok przysiadła koleżanka z roku. Czytała kryminał. Spytałem o czym jest książka. Opowiedział mi trochę fabułę, tyle ile przeczytała. Ja dla zabawy opowiedziałem jej moją teorię jak skończy się ta książka. Tydzień później ta koleżanka w szoku pytała mnie czy nie czytałam jej już wcześniej. Powiedziałem, że nie. Ta dziewczyna spojrzała na mnie, schowała książkę za plecami i gdy wiatr rozwiał jej włosy powiedziała "Powinieneś zostać detektywem". A ja po prostu odpowiedziałem "Okej".
- Waw. To dopiero jest romantyczna historia. Jak miała na imię?

- Nie pamiętam. Jakoś tak rzuciłem historię i poszedłem na kryminalistykę i jakoś bardziej mi się spodobało.
- Tego typu historie są najlepsze.
- Dobra. Opowiem ci jeszcze o moich podbojach miłosnych. Pewnego dnia...
- O nieeee... Kakashi- przerwałem mu śmiejąc się.
Długo tak rozmawialiśmy. O życiu, problemach, ulubionych filmach. Jednak z tyłu głowy rozbrzmiewała myśl, że pojutrze zobaczę się z Naruto.

*******************************************

Naruto siedział już w pociągu. W drodze do Tokyo. Czuł się nieswojo. Dalej posiadał inną tożsamość, bał się że wszystko pójdzie na marne jeśli opuści gardę.
Nastała już noc, więc temperatura nawet w środku była niższa.
Mężczyzna miał na sobie grubą szarą bluzę z kapturem.
Rozmyślał jak to wszystko będzie wyglądać i jak to się stało, że Sasuke wziął udział w aresztowaniu jego największego strachu. Odczuwał też z tego powodu dyskomfort, bał się że to jego wina, że wpakował go w to wszystko.
   Mimo wszystko nie żałuję że wtedy zostałem dłużej, że się spotkaliśmy. W życiu bym nie pomyślał, że uczucie potrafi przetrwać tyle lat. Uśpione. Wystarczyła tylko twoja twarz żeby odżyło we mnie wszystko.

********************************************
2 dni później
Wzgórze Atago
18:27


Sasuke chodził od drzewa do drzewa. Czekali tam już prawie pół godziny. Boruto bawił się patykami i wchodził co rusz na inne drzewo, a Kakashi leżał najzwyczajniej w świecie pod drzewem. Zrelaksowany jak nigdy.
- Sasuke. Twoje łażenie w kółko nic nie zmieni.
- No tak, ale czemu to tak długo trwa?
- Zawsze mógł mieć jakieś opóźnienie. Siadaj obok i się uspokój. Twoje zachowanie może też zdenerwować Boruto.
- Przepraszam.- oparł się o drzewo obok mężczyzny. Zerknął na chłopca.
Wyglądał na zwyczajne bawiące się dziecko, ale też co chwilę się rozglądał i patrzył na nich z pytaniem wymalowanym na twarzy.

19:43

- Dalej uważasz, że nic się nie stało?- wyszeptał Sasuke już bardzo zmartwiony.
W międzyczasie Boruto zaczął się już nudzić i podszedł do białowłosego.
- Wujku?- w jego głosie można było usłyszeć czystą rozpacz.
- Tak?
- Czy.. czy tatuś nie chce mnie poznać?- patrzył w ziemię.
Mężczyźni spojrzeli po sobie poważniejąc.
- Boruto. Nie ma na całym świecie osoby, która tak bardzo pragnęłaby kogoś poznać jak twój ojciec ciebie.
- To czemu go nieee maaa~~ chłopiec nie mógł już powstrzymać łez, a żaden z obecnych nie próbował go uspokoić.
Kakashi przyciągnął chłopca do siebie, przytulił go i zaczął głaskać po plecach.
Spojrzał na Sasuke wzrokiem mówiącym "przyjdzie".

20:25

Boruto przed chwilą zasnął. 
Kakashi wstał i zaniósł go do samochodu po czym wrócił do bruneta.
- Jadę z nim do domu, a ty...
- ... zostanę.- dokończył stanowczo.
- Domyślam się, że on się po prostu bał. Ale jak mam to teraz wytłumaczyć młodemu.- posmutniał.
- Kakashi.- ścisnął jego ramię.
Nic więcej nie powiedzieli. Zrozumieli. 
Sasuke położył się na nieco już chłodnej ziemi.
- Oj Naruto, nawet nie myśl że zrezygnuje. Będę tu czekał choćby i kilka lat, aż przyjdziesz na umówione spotkanie.

22:13

Nie przewidział tego, że zmorzy go sen.
Na górze nie było żywej duszy, a jednak przy Sasuke stanął trzydziestoparoletni szatyn ubrany w szarą bluzę z kapturem, kurtkę i z zarzuconą torbą na ramię.
Kucnął nad nim i uśmiechnął się smutno.
- Nawet teraz ryzykuję. Co jeśli coś wam się mimo wszystko stanie.
Na sekundę stracił czujność. I ta sekunda wystarczyła. Nie wiedział kiedy znalazł się na ziemi, do której przyciskał go ten mężczyzna.
- Dlatego masz też mnie.- powiedział cicho i przytulił go tak jakby bał się, że zaraz zniknie.
Tak właśnie było.
Leżeli tak w ciszy. Przytuleni pod nocnym niebem, z dala od zgiełku miasta. Wsłuchani w swoje oddechy.
- Naruto.- zaczął brunet i podniósł się żeby na niego spojrzeć. W chwili gdy wypowiedział jego imię odczuł czas bez niego. Łzy ciekły mu po policzkach kończąc swoją drogę na bluzie drugiego mężczyzny.
- Naruto daj mi już tak do siebie mówić. Nie odchodź już nigdy. Nie uciekaj. Nie bój się. Ja nie ucieknę. Zostaję. Zostaję z tobą gdziekolwiek nie pójdziesz ty głupi matole!
Naruto podniósł się do pozycji siedzącej patrząc na mężczyznę z uśmiechem.
- No no no. Pan Uchiha potrafi naraz wykrzesać z siebie tyle uczuć?
- Zamknij się Uzumaki!- warknął i osuszył łzy.
- Hahahahahahahahahah- nie mógł przestać. Śmiał się jak za dawnych lat. Śmiał się, bo mógł. Śmiał się bo nie musiał już być czujny. Śmiał się, bo mógł żyć. 
W pewnym momencie zaczął śmiać się i płakać jednocześnie, a Sasuke poszedł w ślady za nim.
- I czego ja się bałem.- wycierał nos rękawem.- Uchiha zniszczył część półświatka przestępczego. Mając ciebie obok będziemy niepokonani.
- I to ma się rozumieć Uzuzmaki!- pacnął go po głowie.
Śmiali się i płakali na zmianę.
- Czekałeś na mnie. Już dawno minął czas spotkania.
- Czekałbym tu tak długo, aż byś przyszedł. Dlaczego się spóźniłeś?- zmarszczył brwi.
- Tak naprawdę byłem na czas,- spuścił wzrok.
- Co? Widziałeś nas? Boruto?
- Tak.
- To dlaczego nie...
- Bałem się, że jak tylko się pojawię ktoś może wam zrobić krzywdę.
- Naruto. To już koniec. Koniec ukrywania się, koniec...
- Wiem o tym i nie masz pojęcia jak się cieszę, ale w mojej głowie...
- Rozumiem. Ogarniemy to. Pomogę ci. Ja mówiłem całkiem serio Naruto. Zostaję.
- Wiem. Nie wierzę, że musiało się tyle wydarzyć żebym mógł z tobą być.- zamrugał dwa razy.- bo chcesz ze mną być tak?
- Jesteś niemożliwy Uzumaki!- przytknął swoje czoło do jego.-oczywiście, że chcę.
- Ale najpierw...
- ...Boruto. Wiem. Czekał na ciebie. Bardzo tęskni i chce cię poznać.
- Mój synek, mój mały chłopiec. W końcu będę mógł... Ale ja nie mam pojęcia jak być rodzicem! A co jeśli...-zaczął panikować.
- Naruto.- uspokoił go.- małe kroczki.- pocałował go w czoło.
- Sasuke. Dziękuję. Za wszystko. Za całe życie. Nawet za błędy i za cierpienie. 
- A ja cię przepraszam i już nigdy nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Właściwie to...- sięgnął do kieszeni płaszcza.- chciałem z tym poczekać, ale gdy cię zobaczyłem nie mogłem już się doczekać żeby cię spytać.
Mężczyzna wziął głęboki oddech i uklęknął na jedno kolano.
- Jesteś moim przeznaczeniem i w życiu nie myślałem, że pokocham kogoś tak bardzo. Mógłbym czekać na ciebie całe życie. Bez ciebie nie istnieję. Dlatego odpowiedz mi.
Naruto. Wyjdziesz za mnie?
...
...
...
...
...
...
Naruto po dłuższej chwili rzucił się na mężczyznę całując go namiętnie. Pomiędzy pocałunkami brunet zdążył jeszcze spytać.
- Czy to znaczy tak?
- Jesteś niemożliwy Uchiha! Oczywiście, że t... A co z Boruto.- nagle pomyślał.
- Naruto. Boruto mnie bardzo lubi, ale poczekam na twoją odpowiedź. Chodź.
Wstali i trzymając się za ręce ruszyli w stronę miasta.
- Chodź poznać swojego syna.
W stronę miasta podążało dwóch dorosłych mężczyzn trzymając się za ręce. Ich szczęścia nie dało się do niczego porównać. Ponieważ przeżyli oni rzeczy niedostępne dla innych ludzi. Tyle cierpienia. Teraz na ich drodze miało gościć szczęście. Dlatego, że mieli po prostu żyć i być z ludźmi których kochają.

******************************
W innym rejonie świata młoda dziewczyna siedziała przy swoim biurku patrząc na małe pudełko. Prezent, którego nie otworzyła.
Bała się, że może coś dla niej znaczyć.
Ciekawość jednak w końcu wygrała. Otworzyła pudełeczko, a w środku znajdował się medalik i malutki kluczyk. 
Otworzyła nim srebrne kółeczko.
Jej oczom ukazała się ona sama, w wieku może pięciu lat oraz jej tata trzymający ją na barana. Oboje uśmiechnięci i szczęśliwi. 
- Głupota.- zamknęła medalik i wrzuciła do śmietnika.
Dopiero wtedy zauważyła  mały liścik w pudełku.

"Córeczko.
Wiem, że nie rozumiesz dlaczego to wszystko tak wygląda. Niestety życie toczy się czasami samo i nie mamy na to wpływu. Ja postanowiłem być szczery sam ze sobą.
Kiedy się w kimś kiedyś zakochasz zrozumiesz wszystko.
Kocham Cię.
Tata."

Wstała, wyciągnęła wisiorek ze śmietnika. Założyła go i położyła się na łóżku.

- To nie tak, że nie rozumiem tato. Wtedy nie rozumiałam, ale pamiętam jak na niego spojrzałeś w tym kościele. Rozumiem. Po prostu odwiedź mnie czasami. Spędź ze mną czas. Daj mi poczuć, że jestem twoją córką.- uśmiechnęła się.- Pewnie, któregoś dnia ty zrozumiesz jak to się robi. Głupi staruszku.
________________________________

Soundtrack:
  • Given - Samishiikunaiyo
  • Given - Subete ga susumi hajimeta





czwartek, 24 września 2020

Jestem tu - cz.11

     Już w podstawówce zacząłem zauważać - nauczyciele i rodzice również - że mam predyspozycje do uprawiania sportu. Dobrze szła mi gra w piłkę nożną, w baseball, a nawet okazjonalnie softball. Jednak kiedy pierwszy raz odbiłem piłkę do siatki wiedziałem, że jest to coś co chcę robić przez całe życie. 
Czułem wielką ekscytacje. Podczas pierwszych treningów w szkolnej drużynie, gdy przymierzyłem swój pierwszy strój, podczas pierwszego meczu. To cudowne uczucie, że wkraczam w nowy nieznany świat.
   Chciałem być coraz lepszy i lepszy. Lubiłem grać, uczyć się nowych technik i swoich kolegów z drużyny.
W gimnazjum okazało się, że jestem najlepszym zawodnikiem w danym regionie co napawało mnie niesamowitą dumą. Pomyślałem, że teraz będę się ciągle piąć w górę. Jednak pod koniec pierwszej klasy pierwszy raz poczułem nudę. Podczas treningów i meczów.         Nikt nie był dla mnie wyzwaniem. Wygrywałem wszystko, oczywiście nie sam. Moi koledzy się cieszyli. Podziwiali mnie. Zresztą nie tylko oni. Cieszyłem się dość sporą popularnością.

Pewnego dnia w wakacje wyszedłem z domu. Rodzicom powiedziałem, że idę poćwiczyć, ale... Tak naprawdę nie wiedziałem gdzie idę. Było ciepło mimo zachodzącego słońca. Po drodze nie spotkałem prawie nikogo. Odbijałem sobie piłkę. Bez celu. Bez większej przyjemności. Przystanąłem przy boisku sportowym.
   Czemu nie - pomyślałem.
Zacząłem serwować.
Raz za razem
Raz za razem
Raz za...

W pewnym momencie podrzuciłem piłkę, podniosłem rękę i zamarłem. Piłka spadła na ziemię, a ja opuściłem ręce.
Kucnąłem i wziąłem ją w dłonie.
- Może jednak czas się poddać.

- Nie możesz!- usłyszałem niedaleko.
Odwróciłem się. Za siatką stał chłopak niewiele młodszy ode mnie. Z zawstydzeniem zasłonił rękami usta.
- Ohayou!- uśmiechnąłem się.- podglądałeś mnie?
- Ieee!!!- od razu zaprzeczył.- Ja tylko... etto.
Pomyślałem wtedy, że to strasznie wstydliwy dzieciak.
- Ile masz lat?- zapytałem wstając z ziemi.
- Mam trzynaście lat.- odparł.
- Oooo. Jesteśmy prawie w tym samym wieku. Ja mam czternaście.- uśmiechnąłem się. Chłopak spojrzał na mnie nieśmiało, a ja kiwnąłem głową żeby wszedł na boisko.
Gdy wszedł przez bramkę, podszedł do mnie i spojrzał hardym wzrokiem.
- Chcesz coś powiedzieć?
Chłopak nabrał powietrza i spojrzał mi prosto w oczy.

Są w życiu chwile, który mimo ich zwyczajności zapamiętujemy, bo wpłynęły znacząco na nasze decyzje. Tego dnia nie stało się nic konkretnego, to była właśnie tego typu chwila. Zwyczajna chwila, która prawdopodobnie zmieniła moje życie. 

Gdy ten nieznajomy chłopak z całą stanowczością jaką w sobie miał powiedział mi.
- Senpai. Nie porzucaj siatkówki! Jesteś niesamowity i widzę, że jest ona dla ciebie ważna.
Zamurowało mnie na chwilę, po czym się zaśmiałem.
- Hahahahahahhahahahahaha no proszę. Jakie śmiałe słowa. 
- Proszę nie zostawiaj siatkówki. Siatkówka jest.. jest.. dla mnie jest najpiękniejszą rzeczą na świecie.
- Ooooo. Chcesz ze mną poćwiczyć młody?
- Hai!- ucieszył się niczym pięciolatek.- Jestem Kageyama Tobio.- ukłonił się lekko.
- A ja Oikawa Toru. Miło mi.
Chwilę razem poodbijaliśmy, a potem pokazałem mu swój autorski sposób serwowania. Niepowtarzalny. Chłopak chwilę się tym pozachwycał, nie powiem że mi się nie podobało takie uwielbienie.
- Mogę spróbować?- zdziwiło mnie to pytanie. Przeważnie ludzie w odpowiedzi na moje umiejętności ustępowali mi drogi, albo mówili, że nigdy nie będą tak dobrzy jak ja.
- Pewnie.- podałem mu piłkę.
Byłem w szoku gdy ten ledwo co poznany chłopak wykonał mój serw z odwzorowaniem prawie 1:1.
- Aaaaa.. nie do końca mi wyszło. Co powiesz senpai?
- E... Ja... To było niesamowite Tobio-chan.. A, gumen.
- Iiyo.- uśmiechnął się.- może senpai tak do mnie mówić.
- Super.- dalej byłem w szoku. 
Pograliśmy jeszcze trochę razem i byłem, aż zdziwiony że pierwszy raz od dawna cieszyłem się samą grą.
Często widywaliśmy się na tym boisku w wakacje. 
Ostatniego dnia pożegnaliśmy się i umówiliśmy, że co jakiś czas będziemy razem grać. Wymieniliśmy się numerami telefonu.
Podejrzewam, że moja mina w dniu pierwszego treningu po rozpoczęciu roku była bezcenna. 
- Tobio-chan!!?- wrzasnąłem gdy zobaczyłem chłopaka wśród pierwszorocznych.
- A. Oikawa-senpai!- oczy mu się zaświeciły.- Nie miałem pojęcia, że chodzisz do tego gimnazjum. Czemu nic nie mówiłeś?
- Ty też nic nie powiedziałeś młody! Jak fajnie. Itte!- krzyknąłem czując uderzenie z tylu głowy.
- Iwa-chan. Czemu mnie bijesz.
- Bo się wydzierasz na całą sale. Rozumiem, że znasz jednego z naszych nowych zawodników, ale czy mógłbyś wrócić do szeregu i pozwolić trenerowi dokończyć powitanie.- podniósł brwi i spojrzał na mnie karcąco.
- Ha~i. Sumimasen.- odparłem.

Bardzo się cieszyłem, że chłopak który na nowo wzbudził we mnie miłość do siatkówki będzie z nami grał, jednak... Z czasem, nawet nie wiem kiedy to się stało, że z ukochanego młodszego kolegi stał się dla mnie kimś na kogo nie mogłem patrzeć. 
Z dnia na dzień stawał się coraz lepszy, a ja stałem w miejscu.
Gdy on dalej mnie podziwiał i starał się jak mógł, ja zacząłem go odrzucać i traktować jak powietrze. 
Dziś wiem, że była to zwykła zazdrość, ale wtedy. Nie wiedziałem co mną kierowało, ale przez sposób w jaki zacząłem go traktować z zafascynowanego grą dzieciaka zaczął rosnąć pozbawiony skrupułów zimny drań. Przez to, że wymagał dużo od siebie, zaczął postrzegać kolegów z drużyny jako ciężar. Przełożyło się to na relacje i koniec końców dostał przezwisko "Wielki Król", co w żadnym stopniu nie było podyktowane jego zdolnościami. Reszty dowiedziałem się z opowieści. 
Ponad rok nie widziałem Tobio-chan, a gdy ponownie spotkaliśmy się na boisku był w towarzystwie Hinaty (i innych członków swojej drużyny). Byłem zły na siebie przez wszystko co zrobiłem, ale dalej chciałem udowodnić, że jestem lepszy od niego.
   Nie wiem kiedy i jak to się stało. Spotkaliśmy się na kilku meczach treningowych, czasem przypadkowo na mieście. Zawsze był z tym.. z tą małą fretką. 
Zaczęło mnie to irytować. Któregoś razu gdy musiałem uderzyć w niego jakąś ripostą ten rudzielec obronił go. Słowami wbił mnie w ziemię. Gdy spojrzałem na Tobio... jego oczy.
Oczy, które ja napełniłem samotnością i smutkiem. Gdy patrzył wtedy na tego rudzielca te oczy były przepełnione zaufaniem, spokojem i miłością.
Niesamowite. Wtedy sam nie wiedziałem co we mnie wstąpiło. Przeprosiłem Tobio. Potem w domu napisałem do niego wiadomość prosząc o spotkanie. 
Jakoś tak wyszło, że zrzuciłem z siebie wszystko co mi ciążyło i poczułem ulgę. Zaczęliśmy rozmawiać jak starzy znajomi. Z czasem zaufał mi na tyle, że powiedział o uczuciu do chibi-chan. 
Zabolało, ale jeszcze nie wiedziałem dlaczego.
Chciałem mu pomóc, choć coś dyktowało mi inaczej.
  Teraz nadeszła chwila, której pragnąłem. Odkupiłem swoje winy, a Tobio sam do mnie przyszedł, więc dlaczego czuję taką... pustkę.

____________________________________

Oikawa pocałował młodszego kolegę, na co tamten pozwolił. Całując się dość namiętnie przenieśli się na kanapę do salonu.
Wtedy Kageyama popchnął gospodarza na oparcie, a sam usiadł mu na kolanach i spojrzał w oczy.
Czuł swego rodzaju przyjemność pomieszaną z bólem. 
 Gdy chciał ponownie go pocałować Oikawa odsunął go, popatrzył mu w oczy i uśmiechnął się smutno.
- Myślałem, że dam radę.- pogłaskał go po policzku.
- Ha?- chłopak zmarszczył brwi.- przecież ja też tego chcę.- sam nie wierzył, że to mówi.
- Nie Tobio-chan. Nie chcesz tego.
Chłopak opadł obok na oparcie i zasłonił oczy przedramieniem.
- Skąd wiesz czego chce, a czego nie.- burknął zły, czując gule w gardle.
- Twoje oczy.- Oikawa podkulił jedną nogę i oparł czoło o kolano.
- Moje co?- spojrzał na niego.
- Oczy. Gdy patrzysz na mnie, albo nie widzę tam nic, albo smutek. Nie chcę tego robić gdy patrzysz na mnie w ten sposób.
- Oikawa-san...
- Wiesz Tobio, może tego nie zauważyłeś, ale..- nie patrzył na niego.- zakochałem się w tobie.- zaśmiał się.- śmieszne co nie. Jak w telenoweli.
- Ano.. senpai. Sumimasen. Nie wiedziałem. Gdybym wiedział ja...
- Tobio.- spojrzał na niego i uśmiechnął się uspokajająco.- nic się nie stało. Po prostu nie chcę żebyś robił rzeczy, których będziesz potem żałować.
Bzzzzz Bzzzzz
- A. Sumimasen.
Chłopak wyciągnął telefon i przeczytał smsa.
Stanął do kolegi tyłem.
- Oikawa-san przepraszam. Wiem, że dużo się między nami działo od początku naszej znajomości, ale... ale ja wciąż. Wciąż cię podziwiam senpai! Jesteś dla mnie bardzo ważną osobą i nie chcę cię stracić.
- Wooowoooow. Powoli.- zarzucił mu ramię na szyję i uśmiechnął się jak zawsze.- Nie stracisz we mnie przyjaciela młody. Mam nadzieję, że wyjdzie ci z rudzielcem, a jak nie to się nie załamuj. Okej?
- Hai.- zamrugał zdziwiony.
- A o mnie się nie martw. Wiedziałem od początku. Prawdopodobnie zanim ty wiedziałeś. Pamiętaj też, że miłość między dwojgiem mężczyzn jest trudna.
W sensie..
- Wiem o czym mówisz senpai.- spojrzał na niego hardo, jak kiedyś.- Za dziś.- skłonił się w pół- bardzo ci dziękuję! Bardzo dziękuję senpai.
- Pewnie. Do usług młody.
- To ja...
- Spokojnie. Możesz u mnie zostać, nie będziesz wracał o tej porze.
- To pójdę się już położyć.
- Pewnie. Wiesz gdzie jest mój pokój. Ja zadzwonię do rodziców.
- Oyasumi.
- Oyasumi.

Oikawa w półmroku podniósł komórkę i znalazł numer.
- Oikawa? Raczej nie dzwonisz w takich godzinach.
- Iwa-chan! Konbanwa.
- Co tak oficjalnie? Dobrze się czujesz?
- Ano, ja... Tobio u mnie dziś nocuje.
- I co w związku z tym.
- I.. no..- ciężko było mu się wysłowić.- Całowaliśmy się.
-...
- Powiedziałem mu Iwa-chan.- uśmiechnął się.
- I co?
- Cieszę się, że mu to wyznałem. Za bardzo nie dałem mu szansy, ale odrzucił mnie. Nie chciałem, żeby... Bo jego oczy były...
- Rozumiem. I co teraz zrobisz?
- Hahaha Pewnie będę się jutro zajadać lodami i chyba nie pój...
- Yosh. Idziemy na wagary.
- E?- zdziwił się.
- Słyszę przecież, że gdybyś teraz ze mną nie gadał to beczałbyś jak dziecko. Zabieram cię jutro do oceanarium.
- Ale przecież to w innym..
- Toru.
Iwaizumi rzadko mówił do niego po imieniu, ale gdy już to robił znaczyło, że nie ma sensu się kłócić.
- Arigatou. Iwa-chan.
- No. A teraz znajdź w sobie siłę, żeby zasnąć i pożegnać rano gościa z uśmiechem na twarzy i tą swoją głupią nonszalancją.
- Ay ay sir! haha.
- Do jutra.

Zrobił tak jak mu polecił kolega. Ciężko było mu zasnąć w tym samym pokoju co młodszy kolega, ale dał radę. Najważniejsze, że nic się między nimi nie zmieni. Miał taką nadzieję.









Słowniczek:

    Iie - Nie
    Hai - Tak
    Itte - Ała/Ałć
    Iiyo - nie ma sprawy / pewnie / rodzaj potwierdzenia
    Arigatou - dziekuję
    Sumimasen - przepraszam

Soundtrack:

  • Given - Yasashii omoide 
  • Given - Osananajimi tono no himitsu 
  • Given - Live made no hibi
  • Given - Given na hitotachi
  • Given - Ore ha omae no uta de hitai

piątek, 14 sierpnia 2020

Jestem tu - cz.10

Czeka nas finał. Jeszcze jeden lub dwa rozdziały. Z tego jestem zadowolona, choć czegoś mi brakuje.
A jak Wam się podoba?
______________________________________

Przez całą drogę do domu kolegi czuł w gardle strasznie wielką gulę. Ciężko mu było przełknąć ślinę. Miał ochotę na chwilkę zapomnieć. To wszystko.
Nie dawał sobie rady.
Uczucia, emocje skakały w jego wnętrzu jak po sinusoidzie. Raz przepełniała go radość, ulga a za chwilę złość, smutek... 
Tego nie da rady opisać. 
Każdy kto kiedykolwiek przeżył odrzucenie wie o co chodzi.
Wiedział, że kiedyś się z tego wyleczy, ale na chwilę obecną bolało jak diabli. 
Bolało go teraz! 
Co go interesowało, że kiedyś będzie lepiej.
Cierpiał teraz!
Napisał rodzicom krótkiego smsa, że dziś śpi u kolegi. Kageyama rzadko był nieposłusznym dzieckiem, żeby nie powiedzieć w ogóle. Dlatego rodzice mu ufali, nie był to problem jeśli wiedzieli gdzie jest.
Stanął przed mieszkaniem. 
Zapukał.
Robiło się już całkiem ciemno i dość zimno, potarł jedną dłoń o drugą czekając, aż drzwi się otworzą.
Co nastąpiło dość szybko i nagle.
- Jesteś Tobio-chan! Martwiłem się! Jest już strasznie ciemno. Właź.- zaciągnął go do środka i zamknął drzwi na klucz.
- Dobry wieczór!- powiedział donośniejszym głosem, który poniósł się w głąb domu.
- A. Mówiłem ci, że rodziców dziś nie ma. Imprezują i wrócą dość późno.- odparł idąc do kuchni, ale jeszcze uśmiechnął się przez ramię.- jesteśmy sami.
Kageyama nagle zrozumiał, że pocieszenie po które przyszedł może się urzeczywistnić.
Sam się zdziwił. Przez myśl przebiegła mu ruda czupryna, ale pokręcił głową i wszedł do kuchni zagaszając za sobą światła.
Usiadł na krześle i westchnął.
- No. Herbata, kawa, kakao czy~~ coś mocniejszego?- uśmiechnął się wstawiając wodę. Doskonale wiedział co wybierze chłopak.
- Czarna herbata bez cukru.
Czarna herbata bez cukru.
Parsknęli oboje.
- Od razu lepiej.- powiedział starszy kolega szykując im dwie herbaty.
- Ale co?
- Jak się śmiejesz.- stał do niego tyłem.- To co tym razem się stało?
- Skąd wiesz, że...
Oikawa spojrzał na niego wzrokiem mówiącym 
"serio? Taki głupi nie jestem". Postawił przed nim kubek z herbatą i usiadł obok.
- Mów.- upił łyk ciepłego płynu.- Ja będę słuchał.
I rzeczywiście tak było.
Przez cały czas senpai uważnie go słuchał nie przerywając ani razu. Co jakiś czas potakiwał, aby pokazać że rozumie. 
Kageyama mówił dość powoli i rzadko patrzył koledze w oczy. 
Ich relacje były dziwne. Kiedyś nie za bardzo się lubili. 
Wiele się między nimi wydarzyło przez cały okres znajomości. 
Dla Kageyamy jego starszy kolega był kilkoma osobami na raz. Przyjacielem, bratem, rodzicem...
Jednak teraz nie chciał żeby był jakąkolwiek z tych osób. Przez krótką chwilę.
- ... i przyszedłem do ciebie senpai.- zaczerwienił się lekko.
Cisza.
Słychać było tylko ich oddech i kapanie z kranu.
-A... Anou...- podniósł w końcu wzrok.
Jego starszy kolega wyglądał spokojnie. Wpatrywał się w pusty już kubek po napoju.
- Oikawa?-zdziwił się.
- Wiedziałem.- odparł.
- E? O czym?
- Już przez telefon słyszałem, że przychodzisz do mnie żeby zapomnieć i szczerze mówiąc chciałem to wykorzystać.- westchnął dalej nie patrząc na gościa.
- Wyko...- zaczął po czym zarumienił się i wbił wzrok w podłogę.
- Tak. Chciałem...- wziął kubek z rak kolegi muskając przy tym jego palce. Zabrał też swój i wstawił do zlewu.
- Nie mam nic przeciwko.- przerwał mu. 
Oikawa zamrugał dwa razy i spojrzał w końcu na gościa. Uśmiechnął się ledwie zauważalnie. Oparł jedną rękę o stół, a drugą o krzesło, na którym siedział chłopak.
- Więc...- pochylił się.- Nie masz przeciwko...

                **************************************

Hinata wbiegł na boisko.
- Zdrowy!- zaśmiał się.
- No w końcu.- potwierdził kapitan drużyny.- Leć do magazynu po piłki. Kageyama chyba już tam jest.
 Chłopak wzdrygnął się, ale postanowił zmierzyć się ze swoim lękiem.
Stanął przed pomieszczeniem i wziął głęboki oddech.
- Kageya...- zaczął otwierając drzwi, ale nic nie mogło go przygotować na to co zastał w środku.
Oikawa i Kageyama stali pośrodku pokoju całując się. I to nie byle jak. Były to dość namiętne pocałunki.
- Kage.. Oikawa... Coooo..- totalnie go zamurowało.
- Oi chibi-chan! - uśmiechnął się przytulając czarnowłosego chłopaka.
- Kageyama.. Nande?
- Ha?- odparł niskim (jak na niego) tonem i zmarszczył brwi.
- Dlaczego ty...
- A jak sobie to wyobrażałeś? Miałem na ciebie czekać? Albo całe życie być sam i grać z tobą w siatkę?- zacisnął zęby.
- Ale...
- Chodź senpai. Idziemy stąd.- pociągnął chłopaka za rękę.- Przepraszam za kłopot Hinata.
Przechodząc obok zszokowanego nastolatka Oikawa uśmiechnął się i wyszeptał.
- Wygrałem.
Hinata został sam w ciemnym pomieszczeniu.
Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.... To nie tak miało być, to...
Nagle dostał zastrzyku energii. Otworzył drzwi i na całe gardło krzyknął.
- Kageyama! Nie idź z nim! To nie tak! Ja nie rozumiałem! Ja...- ruszył szybko w jego kierunku.- Ja cie ko...
-...oooocham!
.
.
.
.
.
Spojrzał w prawo, potem w lewo.
- Are?- przechylił głowę, po czym opadł spowrotem na łóżko.
- Yume ka?
Poszukał po omacku telefonu. Znalazł go i otworzył skrzynkę pocztową. Dostał smsa.
- Aaaaa... pewnie zasnąłem podczas filmu.

     "Zasnąłeś głąbie. 
Odpoczywaj i mam nadzieję, 
że przyjdziesz do szkoły w poniedziałek."

Uśmiechnął się i pomyślał.
- Właściwie czego ja się boję? Powiem mu. Przeproszę za to wszystko i mu powiem.- postanowił.- Możemy spróbować.
W odpowiedzi na smsa napisał tylko.

"Dziekuję.
 Pogadajmy w poniedziałek przed treningiem"

Wydawać by się mogło, że to idealne zakończenie. Wszystko powinno być teraz w porządku, ale niestety gdzieś indziej zraniony nastolatek starał się ukoić swój ból. 
W momencie gdy Hinata postanowił już nie uciekać przed swoimi uczuciami, Kageyama poczuł na swoich ustach pocałunek kogoś innego.




Słowniczek:
  • Nande - Dlaczego
  • Yume ka? - sen tak?
  • Chibi - Maluch/Mały
  • Senpai - Starszy kolega/koleżanka

czwartek, 28 maja 2020

Jestem tu - cz.9

Hayoooo! Zaskoczeni?
Po prawie dwóch miesiącach przesyłam dalszy ciąg tegoż opowiadanka.
Miłego czytania. :D

__________________________________________________

- Yo. Co tu ro...- zaczął otwierając drzwi.
- Hinata boke!- zdzielił go w głowę.
- Za co to!
- Jakim cudem rozchorowałeś się w jeden dzień! Co zrobiłeś?
- Ojeeej! Jak miło, że wpadłeś- zaczął miło- i nabiłeś mi guza!- cofnął się do kuchni i wstawił wodę.
Kageyama zamknął za sobą drzwi i usiadał przy stole w kuchni.
Hinata usiadł na przeciwko i nastała cisza.

Chłopcy na siebie nie patrzyli. Po trzech minutach odezwali się jednocześnie.
- Ja...
- Ja...


- Ty...
- Ty...


- Okej starczy. Kageyama, o co ostatnio chodzi. Nie masz na nic czasu, już nawet nie trenujemy razem.
- O co mi chodzi? A tobie? Nie patrzysz na mnie jak rozmawiamy. Zachowujesz się.. jakoś tak dziwnie.
- Dziwnie? A t..- urwał gdy zdał sobie sprawę, że to wszystko prawda.- Kageyama, ja chcę tylko żeby było jak dawniej, a wiem że nie będzie i.. nie umiem tego przetrawić.- wziął głęboki oddech i spojrzał na chłopaka.
Brunet oparł łokieć o stół i ułożył policzek na dłoni.
Uśmiechnął się lekko.
- Widzisz. Nie jest ciężko. O której wraca twoja rodzinka?- spytał, zmieniając temat.
- E? Jakoś pod wieczór. Poszli z moją siostrą do parku rozrywki.- odpowiedział zdziwiony.
- Okej. To co powiesz na przerwanie tego czegoś co się między nami zrobiło i obejrzenie filmu?
- Okej!- odpowiedział nazbyt radośnie co zaskoczyło gościa.- Aaa... Dawno nie oglądałem żadnego filmy. Na co masz ochotę?- zapytał zalewając herbatę.
- Hmmm.. Co powiesz na "The team" ?
- No pewnie! Ano, pomożesz mi zanieść herbatę na górę? Trochę mi się kręci w głowie.- poprosił biorąc jedną do ręki.

- Dawaj to.- zabrał mu kubek.- Idź, ja wezmę herbaty.
Hinata uśmiechnął się i pobiegł na górę.
- Hinata! Jesteś chory! Nie biegaj!
Co za.. myślałem, że szybciej mi przejdzie. Niech to. Zaczerwienił się idąc na górę. Tak się cieszę, że przyszedłem.
Wszedł do pokoju i położył kubki na biurku. Natomiast właściciel pokoju już przygotował im miejsce do oglądania. Ułożył poduszki i ustawił komputer w odpowiedniej odległości.
- Okey. To dawaj.
Dość szybko wciągnęli się w fabułę, co rusz wyłapując błędy bohaterów podczas meczu, lub fakt że sceny siatkówki były robione w taki sposób, że nie wszystko było widać. Ogólnie to prawie od początku wszystko komentowali, ale oboje czuli że wracają do normalnej rozmowy.
Ten czas po odrzuceniu uczuć Kageyamy był dla nich dziwny. Żaden nie wiedział jak się zachować. Oboje zdawali sobie sprawę, że brakowało im tego. Tak to już jest gdy ma się dobrego przyjaciela.

Pod koniec filmu byli bardzo skupieni, przynajmniej brunet bo w pewnym momencie poczuł jak jego przyjaciel opiera się o jego ramię.
Momentalnie się spiął.
- Hinata... Co ty...- spojrzał na niego i spowrotem się rozluźnił. Chłopak po prostu przysnął, był cały czerwony.
Kageyama dotknął jego czoła.
- H.. Hinata, jesteś rozpalony. Może zrobię ci okład i...- zaczął wstawać gdy tamten go powstrzymał.
- To wystarczy. Pozwól mi tak, jeszcze chwilę poleżeć.
Brunet również się zaczerwienił z innego powodu.
- Umm.- zgodził się.
 I tak siedzieli w ciszy, którą przerywał ich oddech lub bicie serca.
- Kageyama.- Zaczął cicho rudzielec.
- Hai!- zareagował chłopak dość szybko, jednocześnie prostując się. Zauważył, że jego kolega coraz ciężej oddycha.
- Ano ne, nie.. nie zastępuj mnie.
- Ale co...
- Nie zastępuj... mnie- jego głos był ledwo słyszalny i Kageyama nie widział jego twarzy.- Ja wtedy.. ja nie wiedziałem... jesteś dla mnie ważny, dlatego. Nie zastępuj mnie Oikawa-san.
- Oikawa?
- Umm... Widziałem jak... jesteście blisko... ostatnio.
- Aaaa, fakt. Oikawa mi ostatnio pomagał. Dzięki niemu nie myślałem o... no wiesz, ale..- wziął głęboki oddech.- Przestałem trochę o tym myśleć i choć próbowałem to moje uczucia się tak szybko nie zmienią. Wciąż.. wciąż cię kocham Hinta...- zamknął oczy zawstydzony.
...
...
...
...
...
...
Przez kilka długich sekund nikt się nie odzywał, aż w końcu Kageyama nachylił się i spojrzał w twarz kolegi.
- Zasnąłeś?- zaśmiał się.- Oczywiście, że tak.

Odsunął komputer i pozwolił chłopakowi spać. Przygotował zimny okład, żeby zbić gorączkę. Zmoczył ręcznik i nachylił się nad chłopakiem, lecz zanim położył na jego czole okład złożył na nim pocałunek.
Delikatny, ledwie muśnięcie.
Tego typu pocałunki wyrażają opiekuńczość i prawdziwą miłość. W tym wypadku również smutek pomieszany z radością.
Smutek, bo nie będą razem.
Szczęście, bo może być przy ukochanym.

Usiadł na podłodze i postanowił, że poczeka na powrót jego rodziców.
Podkulił kolana i zaczął przeglądać coś w internecie.
Na ekran spadła jedna łza, potem druga i trzecia.

- Nande?- zapytał sam siebie.
Czuł w gardle wielką gule, a na czole pojawiły się bruzdy. Próbował powstrzymać płacz, ale nie było to łatwe.

- Nande? Wolałbym przestać cię kochać i po prostu się przyjaźnić, ale.. czemu to tak boli.
Siedział tak jakieś dwie godziny do przyjścia jego rodziców. Powiedział im w jakim stanie jest Hinata, a potem grzecznie się pożegnał i zaczął iść do domu.
Nie zastąpię cię Hinata, ale powoli będę próbował przestać cię kochać. Może to nie będzie takie trudne. Oikawa... no właśnie. Wyciągnął telefon i przeczytał ostatnią wiadomość od senpaia.


      "Będę twoim przyjacielem i senpaiem. Jednak jeśli               będziesz potrzebował to będę też pocieszeniem."

Chłopak przystanął. Ból, który czuł w sercu był tak potworny, że nie widział w tym problemu. Zadzwonił.
- O! Tobio-chan?

- Senpai. Masz teraz chwilę?
- A? Jak masz ochotę to możesz wpaść, moich rodziców nie ma. Haha. Żarcik.
- Przyjdę.
- Eh?
- Przyjdę.
- A.. Umm. Okej.
Rozłączył się.

Oikawa popatrzył na telefon. 
Coś znów się stało? 
Westchnął i podszedł do okna. Strzyknął język i zmarszczył brwi patrząc w swoje odbicie w szybie.
- Co mu znów zrobiłeś. Chibi-chan.- wysyczał przez zęby, po czym wziął oddech i uśmiechnął się.- Spokojnie, 
Tobio-chan. Już nigdy nie popełnię tego błędu co w gimnazjum. Jestem tu i tu chcę być.

A wam ten ship się podoba?

Soundtrack:
  • Kimi ni Todoke - Houkago
  • Given - Mafuyu no yume
Słowniczek:
  • Nande - Czemu/Dlaczego 
  • Chibi - malutki/Maluch


poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Co dalej? (Post ode mnie)

Posłuchajcie kochani.
  Wiem, że część z was lubi mojego bloga. Teraz i tak siedzimy w domach.
   Którą historię chcielibyście, żebym dokończyła?
   Czy może chcielibyście zobaczyć jakiś inny ship?

Dajcie znać jestem otwarta na propozycje :)

I mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Naprawdę.